wtorek, 13 stycznia 2026

„Queer” Luki Guadagnino: hipnotyczna podróż przez pożądanie, samotność i obsesję

Akcja filmu Queer przenosi widzów do Meksyku lat 50., świata gorącego, rozedrganego i zawieszonego pomiędzy rajem a ucieczką. William Lee (Daniel Craig), około pięćdziesięcioletni amerykański ekspat, żyje tu na marginesie — samotny, uzależniony, funkcjonujący w półśnie, z dala od ojczyzny i jej norm. Jego codzienność wypełniają rutyna i sporadyczne kontakty z niewielką amerykańską diasporą. Wszystko zmienia się wraz z pojawieniem się Eugene’a Allertona (Drew Starkey), młodego studenta, który staje się dla Lee obietnicą bliskości, a zarazem katalizatorem obsesji.

Najnowszy film Luki Guadagnino — twórcy Tamtych dni, tamtych nocy. Jestem miłością i Challengers — to odurzające, zmysłowe kino o miłosnym głodzie i poszukiwaniu raju na ziemi. Reżyser po raz drugi współpracuje ze scenarzystą Justinem Kuritzkesem, tworząc adaptację kultowej powieści Williama S. Burroughsa, która zachowuje literacką intensywność oryginału, a jednocześnie nadaje jej wizualny i emocjonalny rozmach.

Daniel Craig w roli Williama Lee dokonuje jednego z najodważniejszych zwrotów w swojej karierze. Znany przez lata jako James Bond, tutaj zrzuca z siebie aurę kontroli i chłodu, odsłaniając bohatera kruchego, rozpaczliwego i śmiesznie ludzkiego. Jego Lee jest jednocześnie magnetyczny i żałosny — zakochany jak nastolatek, choć naznaczony doświadczeniem, uzależnieniem i lękiem przed odrzuceniem. Craig gra pożądanie jako stan graniczny: fizyczny, psychiczny i egzystencjalny.

Drew Starkey jako Gene Allerton stanowi idealne przeciwieństwo Lee. Chłodny, piękny, nieuchwytny, emanuje spokojem i dystansem, który tylko podsyca obsesję starszego mężczyzny. Między aktorami rodzi się napięcie niemal elektryczne — relacja oparta bardziej na projekcji i pragnieniu niż na realnej wzajemności. Guadagnino nie opowiada klasycznej historii miłosnej, lecz portretuje asymetrię uczuć, w której jedna strona kocha za bardzo, a druga pozostaje enigmatycznym obiektem fascynacji.

Podróż bohaterów — z Meksyku aż do ekwadorskiej dżungli — ma charakter transowy. To wyprawa przez narkotyczne wizje, szamańskie rytuały i dziką naturę, która odbija wewnętrzny chaos Lee. Film balansuje między realizmem a halucynacją, cielesnością a duchowym rozkładem. Jednocześnie *Queer* pozostaje przenikliwym komentarzem politycznym: satyrą na pruderyjną, pełną hipokryzji Amerykę, od której bohaterowie uciekli, lecz która wciąż ich prześladuje.

Ogromną rolę odgrywa muzyka. Ścieżkę dźwiękową skomponowali Trent Reznor i Atticus Ross, a jeden z utworów wykonuje Caetano Veloso. Film wypełniają także piosenki Sinéad O’Connor, Nirvany, Prince’a i New Order. Muzyka nie jest tu tłem — staje się emocjonalnym narratorem historii o miłości jak narkotyk: intensywnej, nieodwzajemnionej, wyniszczającej, a jednak nieodparcie kuszącej.

Queer to kino zmysłowe, bezwstydne i melancholijne. Guadagnino po raz kolejny udowadnia, że potrafi opowiadać o queerowym pożądaniu bez uproszczeń i bez dydaktyzmu. To film o obsesji, która boli, ale też nadaje sens; o miłości, która nigdy nie spełnia obietnic — i właśnie dlatego pozostaje tak hipnotyzująca.

W Polsce dostępny jest na platformie HBO Max.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz