François Arnaud niespodziewanie przestał obserwować w mediach społecznościowych niemal wszystkich związanych z serialem Heated Rivalry. Jak zauważył portal Just Jared, 40-letni aktor usunął ze swojej listy „obserwowanych” nie tylko współgwiazdy produkcji — Hudsona Williamsa, Robbiego G.K. i Connora Storrie — ale także twórcę serialu Jacoba Tierneya. W ciągu zaledwie tygodnia liczba kont, które Arnaud obserwuje, spadła z ponad 1000 do 213.
Ten ruch wywołał lawinę komentarzy wśród fanów i natychmiast uruchomił spekulacje na temat kulis sytuacji. Według medialnych doniesień aktor mierzy się z falą internetowych gróźb i hejtu po tym, jak został zauważony na lotnisku JFK w Nowym Jorku w towarzystwie Connora Storrie. Obaj aktorzy wracali wspólnie po tygodniu promocji serialu w „Wielkim Jabłku”, co wystarczyło, by w sieci pojawiły się plotki o ich rzekomym związku.
Część fanów serialu nie kryła niezadowolenia z tych domysłów, sugerując, że Storrie „lepiej pasowałby” do Hudsona Williamsa (24). To właśnie ta narracja — zdaniem wielu komentujących — miała przerodzić się w toksyczną nagonkę wymierzoną w Arnauda.
Na platformie X szybko pojawiły się setki wpisów komentujących eskalację dramy.„François Arnaud przestał obserwować wszystkich związanych z Heated Rivalry, w tym całą obsadę i twórcę Jacoba Tierneya. Złośliwe komentarze i internetowe nękanie najwyraźniej zmusiły go do ograniczenia swojej obecności w sieci” — napisał jeden z użytkowników.„Zostawcie tego łagodnego króla w spokoju” — dodał inny.
Nie wszyscy jednak rozumieją decyzję aktora. „Hejt jest okropny i absolutnie nieuzasadniony, ale nie rozumiem, dlaczego przestał obserwować także kolegów z obsady” — zastanawiał się kolejny komentujący.
Pojawiły się również obawy, że napięta atmosfera wokół aktora może odbić się na przyszłości serialu.„Jeśli przez toksycznych fanów nie zobaczymy François Arnauda w drugim sezonie Heated Rivalry, to naprawdę stracę głowę” — napisał jeden z użytkowników X.
Na razie ani Arnaud, ani twórcy serialu nie odnieśli się publicznie do sytuacji. Jedno jest jednak pewne: przypadek aktora ponownie rozpala dyskusję o granicach fanowskiego zaangażowania, presji mediów społecznościowych i cenie, jaką aktorzy płacą za popularność — zwłaszcza gdy fikcyjne relacje z ekranu zaczynają być mylone z rzeczywistością.

Swoją drogą ciekawe, czy ci aktorzy faktycznie śledzą, co się o nich wypisuje w sieci.
OdpowiedzUsuń