Cała prawica — z Donaldem Trumpem na czele — próbuje dziś wmówić opinii publicznej, że Alex Pretti był terrorystą tylko dlatego, że miał przy sobie broń. Z dnia na dzień robi się z niego mordercę i zagrożenie dla państwa. Problem w tym, że ta sama amerykańska prawica od lat broni prawa swoich zwolenników do swobodnego paradowania po ulicach z karabinami i pistoletami. Wtedy broń jest „symbolem wolności”. Teraz nagle staje się pretekstem do zabójstwa.
Alex Pretti nie został zastrzelony dlatego, że stanowił realne zagrożenie. Został zabity, bo nagrywał agentów ICE, którzy popychali kobietę. To fakt niewygodny, więc trzeba go było natychmiast przykryć narracją o „terroryście”. To stara metoda: najpierw strzał, potem uzasadnienie.
Jeszcze bardziej szokujące jest to, że polska prawica — w tym jeden z polityków PiS — otwarcie wychwala działania agentów ICE, mówiąc, że „zrobili dobrą robotę”. Brzmi znajomo? Gdy PiS rządził w Polsce, policja również nadużywała siły wobec obywateli. Podczas Strajku Kobiet bili protestujących, używali gazu, a jedna z posłanek została spryskana gazem przez policjanta. Wtedy też słyszeliśmy, że „działania były uzasadnione”.
PiS wspiera Trumpa, bo marzy o podobnym modelu władzy w Polsce — o trzymaniu ludzi za gardło, o strachu jako narzędziu kontroli. To nie są metody demokratyczne. To są metody autorytarne, wręcz dyktatorskie.
Retoryka prawicy, że „działania ICE były uprawnione, bo miał przy sobie broń”, jest absurdalna i skrajnie obłudna. Donald Trump ułaskawił osoby, które z bronią w ręku atakowały Kapitol. Wtedy nie przeszkadzało mu zagrożenie dla demokracji ani bezpieczeństwa państwa. Liczyła się lojalność polityczna.
W tym samym czasie Polsat News informuje o spotkaniu prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem na marginesie szczytu w Davos. Według doniesień Polska miałaby otrzymać propozycję wejścia do nowo utworzonej przez Trumpa „Rady Pokoju” (Board of Peace) — tajemniczej inicjatywy, firmowanej osobiście przez byłego prezydenta USA.
Polska powinna jasno powiedzieć NIE. Wiele krajów już odmówiło udziału w tej farsie.
Tymczasem u nas nawet Donald Tusk zdaje się kręcić, byle tylko nie urazić Trumpa. Coraz bardziej wygląda to tak, jakby Polska była przejmowana politycznie przez Stany Zjednoczone — zamiast być krajem suwerennym, pozwalamy, by ktoś z zewnątrz mówił nam, jak mamy się zachowywać.
Czy to sprytna partia szachów w stylu: „my damy wam twarz i lojalność, wy dacie nam wojsko”? A może naiwna wiara, że Trump dotrzyma słowa tylko dlatego, że je wypowiedział? Czy naprawdę warto ryzykować suwerenność i relacje europejskie dla niepewnych obietnic? Może lepiej poczekać na konkrety, chłodno policzyć koszty i przestać zachowywać się jak petent?
Trump w ostatnim czasie obrażał wiele narodów i żołnierzy — także tych, którzy ginęli w amerykańskich wojnach, w tym Polaków. Zamiast stanowczej reakcji słyszymy ciszę. „Nic się nie stało”. Strach przed reakcją Waszyngtonu. Gdy ktoś nas poniża i opluwa, a my udajemy, że tego nie widzimy — to nie jest polityka bezpieczeństwa. To jest słabość.
Bezpieczeństwo nie może być oparte na iluzjach, a sojusze — na strachu. Polska zasługuje na politykę odważną, ale też godną i dalekowzroczną. To, co dziś robi Trump, powinno nas szczególnie niepokoić. Im dalej będziemy od jego metod i jego wizji świata, tym lepiej dla Polski.
Na koniec warto przypomnieć jeszcze jedno: zwolennicy prawicy i Trumpa wciąż bez problemu paradują po ulicach z bronią w ręku. Dla nich to „wolność”. Dla innych — wyrok śmierci.
Kristi Noem: "I don't know of any peaceful protestor that shows up armed and with ammunition..." pic.twitter.com/tG3sTKji6T
— Wrath (@nmewrath) January 24, 2026
@RepVanDrewStaff now do this guy. pic.twitter.com/cxYd30fysx
— Billy (@themaddog247) January 25, 2026
“You shouldn't bring a gun to a protest!” says the people who go for coffee like this: pic.twitter.com/CLe8fAUDL5
— Covie (@covie_93) January 25, 2026
W sobotę 24 stycznia 2026 r. w Minneapolis (stan Minnesota, USA) doszło do tragicznego incydentu, w wyniku którego 37-letni Alex Jeffrey Pretti, intensywista i pielęgniarz oddziału intensywnej terapii w szpitalu Veterans Affairs, został postrzelony i zginął w konfrontacji z federalnymi agentami podczas akcji przeprowadzonej w ramach ogólnokrajowej akcji imigracyjnej. Pretti był aktywnie zaangażowany w lokalne protesty przeciwko obecności federalnych służb w mieście i miał opinię osoby głęboko troszczącej się o innych.
Rodzina zmarłego podkreśliła, że był to człowiek oddany swojej pracy i społeczności, bez poważniejszych problemów z prawem, o czym świadczyły dostępne rejestry oraz świadectwa sąsiadów i współpracowników.
W reakcji na śmierć Pretti była wiceprezydent USA Kamala Harris opublikowała mocne oświadczenie, w którym nazwała wydarzenie „rozszarpującym serce”, a samego Pretti — człowiekiem służącym społeczności poprzez swoją pracę dla weteranów i chorych. W swoim wpisie podkreśliła, że jego ostatnie działania, zanim został zastrzelony przez agentów federalnych, polegały na próbie ochrony swojej społeczności i innych osób obecnych na miejscu. Harris wyraziła głębokie oburzenie i żal zarówno z powodu śmierci Pretti, jak i szerzej pojętej sytuacji w Minneapolis oraz w całych Stanach Zjednoczonych.
W oświadczeniu Harris pojawiły się również słowa uznania wobec tysięcy mieszkańców Minnesoty, którzy jej zdaniem odważnie stawiali czoła obecności federalnych funkcjonariuszy w mieście, określając tę obecność jako „morderczą okupację amerykańskiego miasta” — co w jej ocenie podkreśla dramat tej sytuacji.
Do śmierci Pretti doszło w czasie nasilających się napięć wokół federalnej operacji imigracyjnej w Minneapolis, która rozpoczęła się wcześniej w tym miesiącu po podobnym incydencie, w którym zginęła inna osoba.
Śmierć Alexa Pretti stała się punktem zapalnym szerokiej debaty publicznej — politycy po obu stronach amerykańskiej sceny politycznej wyrazili skrajne opinie na temat zasadności działań federalnych służb i granic odpowiedzialności w egzekwowaniu prawa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz