środa, 30 czerwca 2010

Przemek Manasterski: "Niech spojrzy w oczy takiemu gejowi jak ja "

Pani dyrektor - mówiłem na pogotowiu - proszę mnie potraktować po ludzku, chcę się dowiedzieć, jak umarł, nikomu to nie zaszkodzi. Ja go kochałem. Była jak skała - opowiada Przemek Manasterski

Piotr Pacewicz: W wyborczą niedzielę o świcie na krakowskiej ulicy zginął pański partner.

Przemek Manasterski: Wojtka uderzył samochód. Podobno wszedł na pasy na czerwonym świetle, odrzuciło go daleko. Nie to, że mam żal do Boga, ale

Długo byliście razem?

- Poznaliśmy się w styczniu. Jakby dwie połówki jabłka się odnalazły.

Cytuje pan Platona.

- My naprawdę odnaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Wojtek pracował na Śląsku jako ochroniarz, miał 30 lat. Od marca mieszkaliśmy w moim mieszkaniu w Krakowie. Mam 44 lata, wykształcenie muzyczne, otworzyłem właśnie klub. To była taka radość, robić coś wspólnie. Wojtek mi pomagał.

To raczej pan go wspierał.

- Rok temu miałem udar mózgu, do dziś mam niedowład nogi i ręki. Wojtek robił to, czego ja nie mogę. Widać było, że kocha mnie nieprzytomnie. To był taki dobry związek. Jeden za drugiego skoczyłby w ogień.

Jak się do siebie zwracaliście?

- On do mnie misiu, a ja - skarbie, najczęściej.

Jak się pan dowiedział o wypadku?

- W sobotę Wojtek został dłużej w klubie. Nie wrócił na noc. Rano zadzwoniła siostra Wojtka, że była policja u ojca. Że Wojtek nie żyje. Zadzwoniłem na policję. Wyjaśniłem, że mój partner zginął. Niczego nie powiedzą, bo nie jestem spokrewniony. Tylko potwierdzili, że był jakiś wypadek.

Poszedłem na pogotowie. Błagałem panią dyrektor, by mnie skontaktowała z lekarzem, który był na miejscu. Proszę mnie potraktować po ludzku - mówiłem - chcę się dowiedzieć, jak umarł, nikomu nie powiem, nikomu to nie zaszkodzi. Ja go kochałem. Była jak skała: "Nie mogę udzielić informacji". - Życzę pani, żeby się znalazła w takiej sytuacji, poczuła to, co ja - powiedziałem. W kostnicy znalazłem dobrego człowieka. Nie mógł mnie wpuścić, ale powiedział, że Wojtek jest po sekcji i wygląda dobrze.

Przyjechały siostry Wojtka odebrać jego dowód, bez tego niczego nie można załatwić. Już wszystko przygotowałem, znajoma prowadzi zakład pogrzebowy. Wybrałem ubranie.

Poszedłem na policję z siostrami. Ale aspirantka, która opowiedziała o wypadku, wyrzuciła mnie z pokoju. Chociaż siostry tłumaczyły, że byłem partnerem Wojtka.

Pan ma z jego rodziną dobre relacje.

- Chwała Bogu na wysokości. Na klepsydrze napisali, że umarł "nasz ukochany syn, brat i przyjaciel". We wtorek go zobaczyłem w trumnie, całowałem po czole, był taki zimny, taki żaden. W dłoń włożyłem mu płytę Górniak, prezent urodzinowy. Gdyby nie pomoc sióstr, już bym go nie zobaczył. Nie mam prawa. Nasza miłość, związek, moja rozpacz - to wszystko się nie liczy. Wpadasz w taką studnię.

A gdyby rodzina Wojtka nas nie akceptowała? Mógłbym ewentualnie przyjść na pogrzeb, stanąć z boku.

A gdyby Wojtek był w szpitalu nieprzytomny? Toby mnie do niego nie dopuścili. Ale ja bym się dostał, przekupiłbym wszystkich.

A gdybym to ja zginął? Wojtek nic by nie odziedziczył. Mieszkanie, samochód, konto - wszystko by przepadło. Choć jestem pewien, że moja wspaniała mama, lekarka, pozwoliłaby dalej mieszkać u nas Wojtkowi.

Chciałem postawić Wojtkowi świeczkę tam, gdzie zginął. Siostry nie pamiętały adresu. Na policji nawet tego mi nie powiedzieli. Znajomy taksówkarz obdzwonił korporacje. Ktoś widział wypadek, ciało Wojtka przykryte płachtą.

Obaj kandydaci na prezydenta mówili w debacie, że nie podpisaliby ustawy o związkach partnerskich. Według Kaczyńskiego takie związki to łamanie konstytucji.

- Na niego nie ma co liczyć. To, co on mówi o gejach albo o in vitro To człowiek uwikłany, sfrustrowany, nienawidzi ludzi.

Komorowski nie był wiele lepszy: żadna ustawa nie jest potrzebna, wystarczy obecne prawo. Potem coś dodał, że jeśli nie jest możliwa opieka w szpitalu, to może by należało...

- Łatwo tak gadać, jak się ma pięcioro dzieci i żonę. Ale ludzie są w różnych związkach, heterycy też często bez ślubu. Trzeba się pochylić nad wszystkimi. Chętnie bym się spotkał twarzą w twarz z Komorowskim i zapytał: "A co by pan zrobił w mojej sytuacji? Jakby się pan czuł?". I żeby popatrzył w oczy takiemu gejowi jak ja.

Prof. Wiktor Osiatyński powtarza, że mniejszości nie mogą już liczyć na solidarność, że większość uzna ich prawa tylko wtedy, gdy będą o nie walczyć.

- Najpierw pokornie prosiłem, by się czegoś dowiedzieć, zobaczyć go, pochować. Teraz ogarnia mnie wściekłość. Wojtkowi życia nie wrócę, ale chciałbym, żeby nikt nigdy czegoś takiego nie przeżył. Tu nie chodzi o żadną adopcję dzieci, ale o rejestrację związku partnerskiego! Przecież płacę podatki. Państwo powinno otaczać opieką także mnie. A nie traktować jak obywatela drugiej kategorii.

Prawa, których nie mają pary homoseksualne:

- do informacji o stanie zdrowia i podejmowania decyzji o leczeniu partnera/ki

- do adopcji dziecka po zmarłym.

- do wspólnego opodatkowania

- do objęcia bezrobotnego/ej partnera/ki ubezpieczeniem zdrowotnym

- do renty rodzinnej lub emerytury po zmarłym partnerze/rce

- do dziedziczenia ustawowego (mieszkania, samochodu itd.) i zaliczenia partnera(ki) do I grupy spadkowej (partnerzy mogą dziedziczyć tylko na mocy testamentu, płacąc najwyższe podatki i podlegając tzw. zachówkowi krewnym zmarłego)

- do "dziedziczenia" prawa do lokalu komunalnego na zasadzie "osoby, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą"

- do ubiegania się o członkostwo w spółdzielni i ustanowienia spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego po zmarłym

- do dysponowania wkładem pieniężnym na rachunku bankowym zmarłego (tak jak małżonkowie: kwota do 20-krotnego przeciętnego wynagrodzenia może być wypłacona i nie wchodzi do masy spadkowej)

- do odmowy składania zeznań w procesie karnym i postępowaniu podatkowym, administracyjnym i cywilnym, gdyby mogły one obciążyć partnera

- do pochowania zmarłego partnera (zmarłej partnerki)

ps. Politycy którzy mówią że nie potrzeba związków partnerski, można załatwić inaczej np prze notariusza. Nie znają się życie jest inaczej jak Przemek i inni nas gejów i lesbijek, ma problemy nie może odwiedzić partnera/partnerkę w szpitalu, po śmierci najczęściej tak jest że rodzina robi co chcę nie słucha co partner/partnerka ma do mówienia, zabiera rodzina wszystko, łatwo mówić polityką po nigdy nie doświadczyli nienawiści, jak jest ustawa przygotowana już nie podoba się nawet większość środowiska, najbardziej zapis o dzieciach że osoby które maja dzieci z inny związków, żeby po śmierci ich czy razie potrzeby odebrać ich od szkoły czy iść do szkoły, żeby partner/partnerka mogli mieć prawo. Nie mówi tu o adopcji tylko o własnych dzieciach, gdy coś się stanie dzieci mogą iść do domu dziecka, kłótnie z rodzinami, ten zapis ma też pomóc najbardziej dzieciom, każdy zapis jest ważny, pomaga też nie można wyrzucać i dyskryminować ty osób którzy mają dzieci, jest ustawa związki partnerskie dla każdego LGBT ruchu, nie ważne że osoby homoseksualne mają dzieci, kolor skóry inny czy inną religią wierzą. W polsce i też środowisku LGBT chcą wszystko jednakowe białe, katolickie..., ale tak nie jest będziemy postępować dyskryminować inny do będziemy jak faszyści jedna rasa..., każdy jest nas inny, Bóg nas taki stworzył inny żeby szacunek mieć, ale widać inni nie potrawą szanować tylko poniżać. Bóg zwami, odmienią wam serca.

Gazeta wyborcza

wtorek, 29 czerwca 2010

SLD zgłosi ustawę o związkach homoseksualnych

Klub Lewicy przygotowuje projekt ustawy o legalizacji związków homoseksualnych – wynika z informacji „Wprost”. Wśród założeń, nad którymi pracują posłowie SLD, znajduje się m.in. prawo do adopcji biologicznego dziecka partnera. – To zagranie ma związek z kampanią wyborczą. Projekt nie ma szans – komentuje Jarosław Gowin z PO.

Politycy Sojuszu dostali te założenia w zeszłym tygodniu. Przygotowała je Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich, w skład której wchodzą m.in. działacze Kampanii Przeciw Homofobii. – Chcemy, by ostateczna wersja projektu powstała jak najszybciej – mówi „Wprost" poseł SLD Sławomir Kopyciński. – Liczymy, że projekt zostanie złożony do laski marszałkowskiej jeszcze we wrześniu – dodaje Tomasz Szypuła z zarządu KPH.

Założenia do projektu ustawy są wzorowane na rozwiązaniach francuskich. W ich myśl osoby zawierające umowę o związku partnerskim (autorzy nie wspominają o płci, co otwiera drogę do legalizacji związków gejowskich) nabędą większość praw przysługującym małżonkom. Między innymi będą zaliczani do pierwszej grupy spadkowej przy obliczaniu podatku od spadków lub darowizn, otrzymają prawo dziedziczenia po sobie bez testamentu, będą mogli się wspólnie rozliczać, uzyskają prawo do pochowania zmarłego partnera. Najbardziej kontrowersyjny zapis założeń dotyczy możliwości adopcji. „Partnerzy (…) uzyskują prawo do adopcji biologicznego małoletniego dziecka partnera" – czytamy w dokumencie.

- Zdarza się, że małżeństwo, w którym jest dziecko, się rozpada i kobieta wiąże się z inną kobietą. Dzięki takiemu zapisowi jej partnerka uzyska prawo do opieki nad dzieckiem w razie jej śmierci. Chodzi tu wyłącznie o zabezpieczenie interesu dziecka – tłumaczy w rozmowie z „Wprost" wiceszefowa SLD Katarzyna Piekarska. I po chwili zastrzega: - To najbardziej kontrowersyjny zapis i wymaga debaty wewnątrz klubu. Będzie, nad czym dyskutować.

- Założenia są listą naszych marzeń. Zdajemy sobie sprawę, że na pewno nie wszystkie znajdą się w ostatecznej wersji ustawy. Z tego, co wiem, to szef SLD Grzegorz Napieralski jest przeciwny adopcji biologicznych dzieci partnerów. Twierdzi, że przez ten zapis może polec cała ustawa – mówi Szypuła. – W tej kadencji może być ciężko przeforsować tę ustawę. Liczymy, że większe szanse pojawią się po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych – dodaje.

Co na to posłowie najliczniejszego klubu w Sejmie czyli Platformy? – Poruszanie tego tematu przez SLD akurat dziś ma oczywisty kontekst wyborczy. W tej kadencji Sejm na pewno nie zajmie się tym projektem. Mam zresztą nadzieję, że taka ustawa nigdy nie zostanie przyjęta – mówi „Wprost" Jarosław Gowin.

Zobaczymy coś wyjdzie, z tego czy to tylko kampania wyborcza, Gowin już od dawna wiadomo on jest przeciw takim zapisom jest homofobem, część z posłami PO będzie łatwo ale innymi będzie trudnej, o poparcie ale idzie szansa na uchwalenie ustawy.

Wprost 24
--------------------------------

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Gay Pride Parady przetoczyły się przez USA

Parady gejów i lesbijek odbyły się w niedzielę w wielu miastach Stanów Zjednoczonych. Największe doroczne Pride Parade przeszły w Nowym Jorku, San Francisco i Chicago. Rok wyborczy spowodował, że w demonstracjach wzięło udział wielu amerykańskich polityków.
Podczas 40. parady homoseksualistów w San Francisco wyemitowano nagrane specjalnie na tę okazję pozdrowienia przewodniczącej Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi.

Jest to historyczny moment, bo po raz pierwszy w historii przewodniczący Izby Reprezentantów pozdrowił uczestników Parady Równości - powiedziała przedstawicielka biura organizacji parady w San Francisco, Amy Andre.


W Nowym Jorku wśród uczestników parady pojawił się burmistrz Michael Bloomberg i gubernator stanu Nowy Jork David Paterson. Jak w poprzednich latach, manifestanci szli reprezentacyjną Piątą Aleją na Manhattanie, a pochód skończyli w dzielnicy Greenwich Village.


Tęczowe flagi symbolizujące tolerancję powiewały na 41. paradzie gejów w Chicago. Pochód otwierała piosenkarka muzyki country Chely Wright, która ostatnio oficjalnie przyznała, że jest lesbijką. Ulicami miasta przejechało kilkadziesiąt platform z muzykami i tancerzami. W kolumnie maszerujących pojawili się lokalni politycy.

Jedną z atrakcji był prezentowany po raz pierwszy na paradzie gejów Puchar Stanleya, zdobyty przez hokeistów Chicago Blackhawks. Na wiozącej go platformie pojawił się obrońca Blackhawks Brent Sopel i jego żona Kelly. O to, by trofeum pojawiło się na paradzie, zabiegał Chicagowski Związek Hokeja na Lodzie Gejów.


Organizowane tradycyjnie po koniec czerwca parady gejów i lesbijek w USA upamiętniają rocznicę policyjnej obławy na bar dla homoseksualistów "Stonewall Inn" w Nowym Jorku w 1969 roku, która doprowadziła do protestów i zapoczątkowała ruch gejów i lesbijek o równouprawnienie.

Z najnowszego sondażu telewizji CBS News wynika, że ośmiu na dziesięciu Amerykanów zna kogoś kto deklaruje swój homoseksualizm; jest to o 35 proc. więcej niż w 1992 roku.


Arcybiskup Timothy Dolan, zakazał uczestnikom parafii St. Francis Xavier, używać że jest parafia przyjazna dla LGBT.
źródło
onet.pl

niedziela, 27 czerwca 2010

Homoseksualiści lepiej zapamiętują twarze/ Wybory 2010, małżeństwa w Islandii

Nie należy zaglądać zbyt daleko w prywatność życia ludzkiego - tak Bronisław Komorowski (PO) odpowiedział podczas debaty prezydenckiej na pytanie o legalizację związków osób tej samej płci. - Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Próby obchodzenia tego nie powinny być przyjmowane - podkreślił zaś Jarosław Kaczyński (PiS). Konstytucja mówi wyraźnie, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, a różnego rodzaju próby obchodzenia tego nie powinny być przyjmowane, bo to jest w gruncie rzeczy łamanie prawa - odpowiedział na to pytanie krótko Kaczyński.

PS. mylą kandydaci się wiemy jaka jest konstytucja i przez to polskie środowisko LGBT walczy o związki partnerskie, a nie małżeństwa homoseksualne, kandydaci nie wiedzą co mówią, a Kaczyński do debil całkowity, przez takie gadanie jest więcej homofobii, polacy akceptują związki partnerskie. Nie odróżniają związków partnerski od małżeństw homoseksualny.

gazeta.pl
--------------------------------
Homoseksualni mężczyźni szybciej i dokładniej niż ich heteroseksualni koledzy przypominają sobie znajome twarze. Korzystają przy tym, podobnie jak kobiety, z obydwu półkul mózgu - informują naukowcy na łamach pisma "Laterality: Asymmetries of Body, Brain and Cognition".
Naukowcy z University of York w Wielkiej Brytanii badali wpływ płci, orientacji seksualnej i prawo- oraz leworęczności na zdolność do rozpoznawania twarzy.

Uczestników badania poproszono o zapamiętanie fotografii 10 twarzy, a później o rozpoznanie ich wśród 50 innych, pokazywanych jedynie na kilka milisekund każda. Zdjęcia były czarnobiałe i komputerowo opracowane tak, aby twarze pozbawić uszu, włosów i przebarwień, które znacząco ułatwiają rozpoznanie. Zadaniem uczestników było jak najszybsze wskazanie nowych twarzy.

Okazało się, że homoseksualni mężczyźni w ten sam sposób co heteroseksualne kobiety korzystają podczas zapamiętywania i rozróżniania twarzy z obydwu stron mózgu. Dzięki temu mogą szybciej wykorzystać zapamiętaną informację. Heteroseksualni mężczyźni w tego typu zadaniach wykorzystują prawą półkulę mózgu i wypadają gorzej.

Naukowcy badali również wpływ prawo- i leworęczności na wykonywanie tego rodzaju zadań. Zaobserwowano, że leworęczni heteroseksualiści radzą sobie lepiej, niż leworęczni homoseksualiści oraz praworęczni heteroseksualiści.

Dominacja jednej z rąk jest związana z działaniem półkul mózgu, jak również orientacją seksualną - we wcześniejszych badaniach wykazano, że homoseksualiści są o 39 proc. częściej leworęczni, niż osoby heteroseksualne.

Różnice między osobami preferującymi prawą lub lewą rękę wykazały też badania części mózgu o nazwie ciało modzelowate (tzw. spoidło wielkie). Jest to struktura stanowiąca łącznik pomiędzy prawą i lewą półkulą mózgu. Kobiety i leworęczni mężczyźni mają większe ciało modzelowate niż praworęczni mężczyźni.

Zdaniem badaczy to właśnie budowa anatomiczna spoidła wielkiego tłumaczy różnice w rozpoznawaniu twarzy przez kobiety i mężczyzn o różnej orientacji seksualnej.

gazeta.pl
-------------------------------------------
Pani Premier Islandii Johanna Sigurdardottir i jej partnerka Jónína Leósdóttir. Będą z pierwszych małżeństw homoseksualny w Islandii, złożyły dokumenty już żeby zmienić związek partnerski na małżeństwo homoseksualne. Nie będzie oficjalnej uroczystości zorganizowanej tą okazję. Ustawa małżeństwa homoseksualne dziś weszła w życie w Islandii.

RUV
----------------------------------
"...Zaprezentowane w dniu 24 czerwca br. plakat, happening „Rzuć po raz ostatni jajem w ‘pedała’” oraz hasło „Nie lękajcie się”, mające promować EuroPride budzą nasz głęboki sprzeciw.

Naszym zdaniem akcja „Rzuć po raz ostatni jajem w ‘pedała’”/„Nie lękajcie się” ma w sobie za mało potencjału ośmieszającego homofobię, a daje zbyt wiele argumentów właśnie homofobicznym i ksenofobicznym grupom. Uważamy, że sposób promocji jaki Państwo wybrali uwłacza godności osób LGBTQ i naraża je na kolejne nieprzyjemności od strony homofobicznie nastawionych części społeczeństwa. Nie daje również szans na budowanie przy wykorzystaniu EuroPride konstruktywnego dialogu ze społeczeństwem na temat sytuacji osób LGBTQ, tworząc atmosferę konfrontacji i prowokacji, która odstręcza nie tylko przychylne nam lub neutralne wobec nas osoby heteroseksualne, w tym osoby publiczne, ale i wielu członków naszej społeczności.

Na nas – osobach publicznie walczących z homofobią – spoczywa ciężar szczególnej odpowiedzialności za skutki, które mogą wywołać nasze działania.

W związku z powyższym apelujemy do Organizatorów EuroPride 2010 o wycofanie się z obecnej formy kampanii promującej EP. Promujmy różnorodność i dialog, a nie nienawiść i konfrontację..."

Wiadomo organizatorzy robią błąd za błędem, tak to jest jak tylko kilka osób robi, oraz nie chcą dopuszczać inny do fundacji równości, nie oddadzą Szymonowi Niemiec, kiedy on rządził było lepiej.

cały list pod linkiem
homiki.pl - List otwarty do organizatorów EuroPride

Sofia Pride 2010 -Parada równości Sofii Bułgaria

Więcej policji niż gejów i lesbijek było w sobotę na paradzie homoseksualistów w Sofii. Hasłem manifestacji była walka o równość i poszanowanie odmienności.

Na stołecznych ulicach, którymi przeszli uczestnicy parady, o spokojny przebieg imprezy dbało ponad 300 policjantów, którzy stworzyli szczelny kordon i nie dopuszczali do zetknięcia się około 200 uczestników demonstracji z grupami nacjonalistów i skinheadów.

Kilka godzin wcześniej protest przeciw paradzie przeprowadziło 10 organizacji nacjonalistycznych. Kilkudziesięciu uczestników protestu skandowało hasło "Odmienni do Ugandy" i domagało się zakazu parady. Jedna z organizacji zwróciła się do prokuratury o sprawdzenie, skąd pochodzą środki na przeprowadzenie demonstracji homoseksualistów.

Parada wywołała ostry sprzeciw bułgarskiej Cerkwi prawosławnej, która wydała oficjalny protest, charakteryzując paradę jako "demonstrację rozpusty".

Poparcie parady przez ambasadorów Wielkiej Brytanii, Szwecji i Norwegii zostało odczytane przez jej przeciwników, jako ingerencja w wewnętrzne sprawy Bułgarii. Prawosławny metropolita płowdiwski Nikołaj oświadczył, że "grzech, który UE popiera i nazywa wartością, jest sprzeczny z prawem boskim".

W dyskusji zabrali głos również politycy. Lider nacjonalistycznej partii Ataka Wolen Siderow powiedział, że "taka demonstracja odmienności seksualnej jest zbyteczna i może tylko spowodować negatywne reakcje społeczne".

Parada homoseksualistów została zorganizowana w Sofii już po raz trzeci. W poprzednich latach dochodziło w jej trakcie do starć między uczestnikami parady a przedstawicielami ugrupowań nacjonalistycznych.

interia.pl


sobota, 26 czerwca 2010

Video: Gay Pride St. Petersburg- Pierwsza parada równości w Petersburgu

Pierwsza parada równości w Petersburgu, została zorganizowana pomimo gróźb oraz przemocy policji i prawicowych radykałów. Niektórzy wyraziło swój sprzeciw wobec gejów i lesbijek, ale byli też tacy, którzy popierają protestujących. Dziesięciu członków zostało zatrzymanych przez policję, pięć osób zostało zwolnione przez policję na posterunku. Nacjonaliści nie mieli czasu na akcję. Gdy przybyli na Plac Pałacowy, geje i lesbijki byli już na posterunku policji. Nacjonaliści planowali rozpić paradę, mieli używać kije baseballowe, kastety, a nawet koktajle Mołotowe. "To oburzające, że policja zatrzymała nas i nie dała nam szansę, by wypowiedzieć na temat naruszenia praw", powiedział Nikołaj Aleksiejew. Jedna turystka powiedziała "Nie chcę zobaczyć osób homoseksualny, przyjechałem tu, żeby zobaczyć zabytki, a nie patrzeć na takich idiotów". W Rosji nie ma szacunku i przyzwolenia na homoseksualistów, nacjonalistyczne i religijne grupy, często brutalnie atakuję, mają wsparcie polityków, jak na przykład burmistrz Moskwy Jurij Łużkow.
Gayrussia.ru


















Skauci mogą być tylko hetero, Hokejowy Puchar Stanleya na Gay Pride w Chicago

Miasto Filadelfia nie może wyrzucić skautów z ich siedziby tylko dlatego, że ci nie przyjmują w swoje szeregi gejów - zadecydował sąd federalny.

To jedna z najciekawszych spraw sądowych w USA ostatnich lat. Z jednej strony są racje miasta, które nie chce popierać dyskryminacji, z drugiej - święte w Stanach Zjednoczonych prawa swobody zrzeszania się i wolności słowa.

Prawie dziesięć lat temu rada miejska Filadelfii uchwaliła przepis zakazujący wspierania wszystkich organizacji, które dyskryminują ze względu na rasę, płeć czy preferencje seksualne. W 2007 r. rada zagroziła skautom filadelfijskim, że ci albo odetną się od ogólnoamerykańskiej polityki swojej organizacji, zakazującej przyjmowania zdeklarowanych homoseksualistów, albo dostaną wymówienie najmu domu w centrum miasta, gdzie znajduje się ich kwatera.

Skauci wybudowali go w 1928 r. na gruncie, który dostali w darze od miasta. Gdy ostatnio zapowiedzieli, że nie złamią ogólnoamerykańskich przepisów w kwestii homoseksualistów, miasto podniosło im czynsz za działkę z symbolicznego 1 dol. do rynkowej stawki 200 tys. dol. rocznie, na co naturalnie nie było ich stać.

Procesy sądowe trwały ponad dwa lata. Ostatecznie dwa dni temu ława przysięgłych sądu federalnego w Filadelfii uznała racje prawników skautów, że "organizacje członkowskie o charakterze zamkniętym" mogą same wyznaczać kryteria przyjmowania członków. Podstawą wyroku była decyzja sądu najwyższego USA z 2000 r. potwierdzająca prawo skautów do nieprzyjmowania homoseksualistów.

- Jesteśmy zawiedzeni tym, że sąd nie uznał zobowiązania miasta do używania pieniędzy podatników tak, by chronić prawa wszystkich obywateli - oświadczył rzecznik burmistrza Michael Nutter. - Doceniamy dobre rzeczy, które robią skauci, ale nadal zdecydowanie uważamy, że nie możemy przeznaczać lokali miejskich dla organizacji, które dyskryminują grupy społeczne.

- Rozumiemy politykę antydyskryminacyjną, ale była ona wprowadzana w sposób niewłaściwy - mówił z kolei prawnik skautów. Zadeklarował chęć kompromisu z miastem w kwestii wynajmowanych pomieszczeń.

To jednak zdaniem wielu komentatorów nie będzie łatwe. Miasto nadal będzie się starało usunąć skautów ze swoich lokali. Ci nie chcą zmienić polityki w sprawie homoseksualistów. "Uważam, że skauci mają prawo do nieprzyjmowania homoseksualistów, ale miasto ma obowiązek sprzeciwiania się dyskryminacji gejów - pisze komentator "Philadelphia Daily News" Elmer Smith. - Znalezienie środka między tymi ideologicznymi postawami będzie bardzo trudne. Wyrok sądu oznacza w tej wojnie najwyżej rozejm, a nie pokój".

Takich problemów nie ma filadelfijski oddział żeńskiej organizacji skautów USA, bo przyjmuje ona w swe szeregi wszystkie chętne bez względu na orientację seksualną.
Gazeta Wyborcza

Hokejowy Puchar Stanleya, który podróżuje po świecie więcej niż jakiekolwiek inne trofeum sportowe, zostanie pokazany - po raz pierwszy na imprezie gejowskiej - podczas niedzielnej Gay Pride Parade w Chicago.

Chicagowski Związek Hokeja na Lodzie Gejów zaprosił tegorocznego zdobywcę Pucharu Stanleya - klub Chicago Blackhawks, by przyłączył się do niedzielnej Gay Pride Parade i klub pozytywnie odpowiedział na to zaproszenie. Podobne zaproszenie wystosował do Chicago Blackhawks (triumfatora ligi NHL po pierwszy raz od 1961 r.) klub baseballowy Chicago Cubs, który wyśle na paradę swą własną platformę, także po raz pierwszy.

Według informacji pochodzącej z muzeum hokeja (Ice Hockey Hall of Fame) po raz pierwszy zdarzy się, że najcenniejsze trofeum w zawodowym hokeju zostanie pokazane na imprezie gejowskiej. Obrońca Chicago Blackhawks Brent Sopel i jego żona pojadą z pucharem na platformie podczas niedzielnej parady. Rzecznik klubu Blackhawks powiedział, że oczekują oni tego wydarzenia z dreszczem emocji. - onet.pl 

Lesbijki i geje o Europride: "Nie lękajcie się!",Kampania przeciw ustawie P8 nowe twarze, Szefowa Izby Reprezentantów Nancy Pelosi do SF Priede, ...

Happening towarzyszący odsłonięciu plakatu i hasła reklamującego festiwal mniejszości seksualnych EuroPride wywołał protesty wśród lesbijek i gejów.

Odsłonięcie nastąpiło w Muzeum Narodowym, gdzie trwa właśnie wystawa "Ars homo erotica", w sali pt. "Homoerotyczny klasycyzm", między popiersiem Antinousa (kochanka cesarza Hadriana) i rzeźbą nagiego Apolla o kobiecej twarzy. Plakat przedstawia trzy osoby maszerujące na tle Pałacu Kultury: policjanta z gołą klatą, dziewczynę z piórami na głowie i chłopaka w krawacie i glanach. W niebie samoloty puszczają tęczowe dymy. Zamiast słońca - rozbite jajko. Hasło: "Nie lękajcie się".

- Uznaliśmy, że tym, co łączy nas wszystkich jest strach: obcokrajowcy boją się przyjechać, bo zewsząd słyszą, że Polska dyskryminuje gejów i lesbijki, polscy geje i lesbijki boją się, że dostaną jajkiem, a homofobia to lęk przed innością - tłumaczy prowadzący prezentację Miron Mironiuk. - Wszystkie te grupy łączy też szacunek do Jana Pawła II. Hasło to nie prowokacja, tania sensacja. Kto bardziej niż Jana Paweł II sprzeciwiał się agresji i dyskryminacji?

Korzystając z okazji Tomasz Bączkowski prezes Fundacji Równości publicznie poskarżył się na brak współpracy z miastem, które odmówiło nie tylko wsparcia finansowego, ale także użyczenia sceny koncertowej, którą udostępnia np. na imprezy mniejszości narodowych. Organizatorzy EuroPride przygotowali specjalne "Oświadczenie" dla mediów i urzędników, w którym czytamy, m.in.:"Prosiliśmy panią prezydent o otwarcie parady - otrzymaliśmy odpowiedź, że pani prezydent nie otwiera podobnych inicjatyw, choć w internecie znaleźliśmy informację, że otworzyła prywatną klinikę dentystyczną".

Po odsłonięciu nastąpiła bardziej kontrowersyjna część spotkania: "rzucanie jajkiem w pedała", czyli w plakat.

- Rzucamy w pedała po raz ostatni! - zagrzewa Maria Peszek i rzuca. W jaja zbroją się też m.in.: aktywista LGBTQ Krystian Legierski, piosenkarka Maria Peszek i poseł SLD Ryszard Kalisz. Kilka żółtek spływa na posadzkę ku rozpaczy pracowników Muzeum.

I w tym momencie dwie postacie zasłaniają plakat własnymi ciałami.

- Chcecie porzucać w lesbę i pedała? Jesteśmy! - mówią. - To nie jest śmieszne!

To Małgorzata Rawińska, jedna z pierwszych działaczek ruchu LGBTQ w Polsce, współzałożycielka lesbijskiego kabaretu "Barbie Girls" oraz Wojciech Szot, wydawca literatury lesbijko-gejowskiej "Abiekt.pl."

- Rzucanie jajkami wśród swoich to żadna odwaga - przekonują. Zgromadzeni tracą rezon. Rzuca tylko Legierski, ale celuje pomiędzy.

Przecież to działanie symboliczne - próbuje tłumaczyć. Po chwili żywe tarcze się wycofują, ale ogólny dobry humor jakoś się ulotnił. Nikt już nie rzuca.

- Gram w kabarecie, mam poczucie humoru i dystansu wobec siebie, ale nawoływanie do przemocy, nawet w sposób prześmieszny uważam za nieakceptowalne - komentuje Rawińska. Wojciech Szot napisał w swoim blogu:

"Po chwili wyszliśmy z tego niesmacznego i mało jajcarskiego wydarzenia. Dziękujemy przemiłej Pani z Muzeum, która nam pogratulowała akcji, podkreślając, że oburzyła ją sugestia, którą wygłosił przedmówca (Legierski - red.), że muzeum do tej pory było zamknięte na gejów i lesbijki."

Wyjaśnienie Krystiana Legierskiego:

"Rzut jajkiem w pedała" to świadoma prowokacja

Happening polegający na "rzucaniu jajkiem w pedała", który odbył się w czwartek w Muzeum Narodowym był elementem akcji społecznej pod hasłem "Nie lękajcie się" i świadomą prowokacją. Mieliśmy na celu"rozbrojenie" przez ośmieszenie sytuacji, w której człowiek z lęku i nienawiści rzuca w innego człowieka nie tylko jajkiem, ale również kamieniem czy butelką. Oczywiste jest, że kiedy takie sytuacje zdarzają się naprawdę są nie tylko przykre, ale też niebezpieczne. Przez prowokację z rzucaniem jajkami chcieliśmy przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że w debacie publicznej na temat parad czy marszów osób o odmiennej identyfikacji seksualnej, uwagę poświęca się głównie obawom i spekulacjom na temat zgorszenia, jakie mieliby wywoływać swoim zachowaniem, a nie problemowi fizycznej agresji, na którą są narażeni. Cieszymy się, że happening wywołał ostre reakcje niektórych działaczy LGBT, bo dzięki temu problem tej agresji miał szanse mocniej zaistnieć w publicznej debacie. I o to chodziło.
Krystian Legierski

gazeta.pl

-------------------- 


Kampania przeciwko ustawie zakazujący małżeństw homoseksualny w Kalifornii, wystąpili Derrick Martin, 18- letni uczeń szkoły średniej z Georgii, którzy walczył prawo do balu maturalnego, reżyser Adam Shankmanfilmu "lakier do włosów", sportowiec skater Blake Skjellerup oraz piosenkarz Angelo Garcia. Wykonał zdjęcia jak zawsze fotograf Adam Bouska.

The Advocate Szefowa Izby Reprezentantów Nancy Pelosi, nagrała wideo dla uczestników Gay Pride w San Francisco. Mówi, że jej priorytet walka z zakazem małżeństw homoseksualny i dyskryminacja, będzie walczyć, dopóki wszystkie pary homoseksualne będą mogli legalnie pobierać się. Poniżej video.

The Advocate

Po 60 latach razem, para gejów Henry Schalizki i Bob Davis, powiedzieli sobie tak wreszcie, przy 60 znajomych i członków rodziny, w JW Marriott w Waszyngtonie.

więcej zdjęć na Washington Post Gareth Thomas, grać Rugby, który ujawnił się tamtym roku krótki wywiad dla kanału HBO programu Real Sports.
Trzyletni chłopczyk leży na oddziale intensywnej terapii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polski. - Jest w stanie ciężkim. Ma poważny uraz mózgowo-czaszkowy. Jest za wcześnie, aby mówić o stabilizacji. Nie minęła jeszcze doba odkąd przebywa na intensywnej terapii, więc nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak dalej potoczą się jego losy - powiedział "Gazecie" w piątek po południu lekarz dyżurny z OIOM-u. Adaś trafił do szpitala po tym, jak w czwartek po godz. 16 runął na chodnik z okna na trzecim piętrze. Dziecko leżące na chodniku zauważyli przechodnie - rodzice nie byli świadomi, co dzieje się z maluchem. Jego 41-letnia matka miała 3,5 promila alkoholu w organizmie, a 33-letni ojciec - półtora. Policjanci musieli wyważyć drzwi, żeby dostać się do mieszkania. Pijani dorośli leżeli na podłodze

Tak to jest w Polsce rodzinie więcej zajmują się pro rodzinę organizację poniżaniu homoseksualistów jacy są źli a nie widzą inny problemów, bardzo smutne to i nie pierwszy raz, problem alkoholowy w polsce jest ale nie chcą go widzieć. Nie ma Bóg w opiekę chłopczyka, gdy wyjdzie z tego nie znajdzie normalny dom lub nie przeżyje nie nasz Bóg zabierze do siebie go. Najlepiej takim osoba, żeby nie mieli już dzieci nigdy, operację zawiązania i będzie spokój, wszyscy nie są zdolni być rodzicami tacy jak oni miedzi innymi. - gazeta.pl 

Video TVN Fakty

piątek, 25 czerwca 2010

wyrok trybunału ws. małżeństw homoseksualny i "Nie lękajcie się" - parada gejów pod hasłem Jana Pawła II

Państwa europejskie nie są zobligowane do zgadzania się na małżeństwa homoseksualne - orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka, odrzucając skargę dwóch gejów przeciwko państwu austriackiemu.
Gejom tym odmówiono w 2002 roku w Wiedniu zgody na zawarcie związku małżeńskiego, argumentując, że małżeństwo jest możliwe tylko między kobietą i mężczyzną. Zaskarżyli więc Austrię, twierdząc, że władze dopuściły się naruszenia prawa do małżeństwa, prawa zakazującego dyskryminacji oraz prawa nakazującego poszanowanie życia prywatnego i rodzinnego.

"Europejska Konwencja Praw Człowieka nie zobowiązuje żadnego państwa do objęcia par homoseksualnych prawem do zawarcia małżeństwa" - podkreślono w uzasadnieniu orzeczenia Trybunału.

Od tego roku w Austrii możliwa jest rejestracja homoseksualnych związków partnerskich; w wielu kwestiach prawa takich związków zrównano z prawami małżeństw, ale jest też istotna różnica - parom homoseksualnym nie wolno adoptować dzieci.

ps. tak się boją polscy politycy karty, atak naprawdę nie jest prawda że przez kartę mogą być małżeństwa homoseksualne, widać o co innego chodzi o głupotę polski polityków najbardziej Kaczyński, już czas odejść z polityki tylko szkodzą polsce.

onet
------------------
Już w lipcu przez Warszawę przejdzie Europride - Europejska Parada Równości. Stołeczni radni z prawicy są oburzeni. "Prowokacją" nazywają hasło kampanii: nie lękajcie się. Sami organizatorzy parady tłumaczą, że nie chcą obrażać Kościoła - pisze "Rzeczpospolita".

"Nie lękajcie się" to słowa papieża Jana Pawła II, które skierował do wiernych zaraz po swoim wyborze na biskupa Rzymu. Przez cały okres pontyfikatu słowa te często pojawiały się w jego nauczaniu. Marek Makuch, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Warszawy komentuje takie kontrowersyjne wykorzystanie tych słów krótko: to środowisko chce specjalnie prowokować, a nie pokojowo manifestować.

Przewodnicząca całej Rady z PO Ewa Malinowska-Grupińska też nazywa hasło prowokacją, ale "intelektualnie dopuszczalną". Tłumaczy, że homoseksualiści rzeczywiście mogą się bać w wielu sytuacjach.

Najdalej idzie prezes Narodowego Odrodzenia Polski Adam Gmurczyk. Jego organizacja planuje złożenie wniosku do prokuratury. Gmurczyk powołuje się na przepisy prawa, które stwierdzają, że jeśli zbiorowisko stanowi zagrożenie medyczne z powodu choroby uczestników, to trzeba takich ludzi specjalnie oznaczyć. - A wiadomo, że wśród homoseksualistów są zarażeni wirusem HIV - konkluduje.

ps wszystko im musi być kojarzone z papieżem, albo nie to na drodze parady są święte miejsca kościoły, nie każde słowo co mówił papież zabronią co zostanie ciekawe, NOPu przez jego słowa szkodzą i są kłamliwe, wśród heteroseksualny też są zakażeni, dezinformacja NOPu szkodzi społeczeństwu, oraz takie osoby mają reprezentować polaków widać polska upada moralnie, faszyzm jest złem, NOP propaguję faszyzm nikogo nie przeszkadza to, ale najwięcej zajmują się homoseksualistami, homo są źli, a faszyści ok, idiotyzm polski widać. A tak tamtym roku było też "nie lękajcie się" było i nie było szoku tym roku szok, widać rzeczpospolita histeria inni kupują ich histerie, rzeczpospolita do pseudo gazeta dla nie normalny osób którzy lubią histerie skandale. Poniżej zdjęcie Szymona Niemca z napisem.

wp.pl

Fot: Szymon Niemiec

Debata o Europride, "Zakazana miłość" - coming out nauczycielki, Dr. Phil -talk show,


Wiedziałam, że brakuje kogoś, kto z wewnątrz zdiagnozowałby to, co dzieje się w szkołach i jakie mechanizmy prowadzą do homofobii - mówi Marta Konarzewska, która na łamach "Gazety Wyborczej" ujawniła, że jest lesbijką. Jej tekst obnaża nietolerancję i konserwatyzm panujący w polskich szkołach. Razem z Piotrem Pacewiczem przygotowuje książkę "Zakazana miłość" o nienormatywnych relacjach miłosnych.

-----------------------------
Homoparada to nie festiwal kulturalny. To rodzaj antykultury - mówił poseł PiS Stanisław Pięta na debacie o Europride. - To tygodniowy festiwal tolerancji i wolności - odpowiadała mu Karolina Malczyk - Rokicińska, pełnomocniczka prezydent Warszawy ds. równego traktowania. Środowa debata "Czy Warszawa jest gotowa do Europirede?" zgromadziła kilkadziesiąt osób. Przeciwnicy usiedli po jednej, zwolennicy po drugiej stronie kawiarni Kulturalna. Moderował Jan Gebert, a dyskutowali Yga Kostrzewa z Lambdy Warszawa, organizacji walczącej o prawa gejów i lesbijek, Karalina Malczyk - Rokicińska, Tomasz Bączkowski z Fundacji Równości, organizatora Europride i Stanisław Pięta, który wsławił się interpelacją do ministra kultury w sprawie wystawy "Ars Homo Erotica" w Muzeum Narodowym. Nazwał ją "promocją zboczeń seksualnych".

Ale na debacie powstrzymywał się od takich komentarzy - Yga Kostrzewa zapowiedziała, że jak coś takiego usłyszy, wyjdzie z sali. Jednak na wstępie poseł Pięta zaznaczył: - Nie będę się posługiwać pojęciem homoseksualnej orientacji seksualnej. Będę mówić o preferencjach. Później mówił jeszcze, że Europride to przedsięwzięcie polityczne, a SLD i PO rywalizują z sobą o przychylność "mediów homolewicowych". - Chwała Bogu, te parady nie przybierają jeszcze u nas takich rozmiarów, jak w innych miastach Europy. Ale są naciski na zmianę obyczajowości - przestrzegał. I dodał: - Spacer homoseksualistów ubranych w określony sposób ze względów estetycznych jest nie do przyjęcia, uczestnicy homospacerów łamią pewną normę obyczajowości. Narzucają społeczeństwu gorszące obrazy. Powinniśmy społeczeństwo chronić przed tym, a szczególnie dzieci.
Co pana tak gorszy? - dociekała Kostrzewa.

- Obnażanie się - odparł poseł Pięta.

Yga Kostrzewa: - Nigdy w Polsce nie widziałam parady gejów i lesbijek z obnażaniem się. Oczywiście media dla podkręcenia pokazują bardziej kolorowych uczestników, ale zmartwię pana - większość to osoby zwyczajne.

Tomasz Bączkowski, pytany przez kogoś z publiczności o finanse, odpowiadał: - Cały budżet zamknęliśmy w kwocie ok. 200 tys. zł. Wzięliśmy kredyty, liczymy na to, że zwróci się to z imprez biletowanych towarzyszących Europride. Nikt przy organizacji parady nie jest zatrudniony. Robimy ją własnym sumptem. Miasto nie zdecydowało się zaangażować finansowo. Nie pomaga przy promocji tej imprezy.

Karolina Malczyk - Rokicińska broniła ratusza: - Głównym zadaniem miasta jest przygotowanie przestrzeni publicznej dla każdego, kto w granicach prawa manifestuje swoje poglądy. Niezależnie czy są one zgodne z poglądami urzędników, czy nie. To, co miało miejsce w 2005 roku (wtedy ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński nie dał zgody na Paradę Równości) Trybunały Konstytucyjny i w Strasburgu uznały za nielegalne.

Przeciwnicy parady i dopytywali pełnomocniczkę, ile ich - polskich podatników - będzie kosztować ta parada. - Zgodę na marsz i ochronę policji daliśmy też Fundacji Narodowego Dnia Życia, która zorganizowała Marsz dla Życia i Rodziny. Też musieliśmy się liczyć z kosztami - odparła Malczyk - Rokicińska.

Nagle wstał mężczyzna w średnim wieku i zwrócił się do przedstawicielki ratusza: - Czy pani wie, co się dzieje w darkroomach? Geje roznoszą choroby weneryczne, HIV.

Głos z sali: - A skąd pan wie? Odwiedza pan darkroomy?

Mężczyzna: - Ja nie, znajomi byli. Inny przeciwnik parady dowodził, że geje żyją średnio tylko 47 lat. Jakaś starsza kobieta życzyła gejom i lesbijkom nawrócenia. Było też i takie pytanie do posła Pięty: - Czy w ramach przemiany prezesa Kaczyńskiego, możliwe jest, że PiS poprze ustawę o związkach partnerskich? W Polsce żyje od 1,5 mln do nawet 3 mln homoseksualistów. Głosy te mogłyby przesadzić o wyniku wyborów. Poseł Pięta odparł, że liczby są przesadzone. Dodał, że PiS nie poprze związków homoseksualistów. Ale apelował też, by nie traktować go jak wilka. Zapewniał, że nie chce penalizacji gejów i lesbijek. A na koniec zadeklarował nawet, że nie będzie rzucać pomidorami w uczestników parady. - Ale będę bronić moralności - tajemniczo zapowiedział. - gazeta.pl 


Waszyngton DC zalegalizowano małżeństwa homoseksualne w marcu, jeden kościół w Waszyngtonie, otworzył swoje drzwi dla par homoseksualnych w ramach swojej misji.

Yvonne Moore pozwala Kościół Chrześcijański Baptystów z DC na 250.000 dolarów, za do ze kościół pobiera małżeństwa homoseksualne. Ona w końcu zrezygnowała z pozwu i opuściła kościół. - CNN 


Gorąca dyskusja w programie Dr. Phil, sprawie zakazu małżeństw homoseksualny Proposition8. Goście w studiu pobierający małżeństwa homoseksualne San Francisco Burmistrz Gavin Newsom, Joe Solmonese, Gloria Allred i przeciwnicy to Pastor Jim Garlow, Maggie Gallagher oraz Jeff Flin. Przeciwnicy nie którzy z nich są za bardzo żałośni, nienawiść nie którzy z nich wyssali z mlekiem matki, poniżej video.




czwartek, 24 czerwca 2010

CNN: Gay in America

Polecam, dokumenty stacji CNN o rodzinach homoseksualnych dużo w polsce mówi się, uczy np rzeczpospolita, nasze rodziny są takie same normalne jak inne, czas zaakceptować, tu nie można histerii prawicowców i część osób homoseksualny, łatwo krytykować rodziny homoseksualne nie znać czas poznać, nie trzeba ojca i matkę żeby być rodziną, do dyskryminację organizację rodzinę też dyskryminują własne rodziny tak zwane samotny rodziców, czy takie dzieci którzy mają jednego rodzica też zakazywać? uczą te organizację są lepsze ich rodziny inne są złe szkodzą, najbardziej dzieciom po uczą poglądów ich i będą dyskryminować inny.







Anti-gays hide their bias behind the Bible

But theology and history aside, it is clear from the lack of consistent reaction to and organization against the litany of other present-day sins that a large number of people who call themselves Christians do not follow the literal interpretation of the Bible either. So, if some of us are picking and choosing which Bible verses to follow, why are so many opting to pick and choose verses that appear to condemn homosexuality and not the one against marrying a woman who isn't a virgin? If sin is sin, why such Christian angst directed at the GLBT community and not the greedy corporate community, which, quite frankly, has more direct impact on the average person's life The answer is simple: Those who are uncomfortable or fearful of someone who is different from them sometimes hide behind religion to gain power, nurture their ignorance and justify their prejudices. It's no different from Christian slave owners using Scriptures to feel better about enslaving Africans, or men pointing to Jezebel as a way to keep women out of the clergy, or Bob Jones University picking verses that supported the school's ban on interracial dating. The extremists aren't fighting gay rights because of sin and honoring Leviticus 18:22. If they were, then where are the faith-based organizations spending millions trying to make adultery a crime punishable by death, as suggested in Leviticus 20:10? Is 18:22 more true than 20:10, or does it just support a more common and entrenched prejudice? - edition.cnn.com/

Two moms or two dads, no worries

"For several years I went out of my way to hide my situation or not discuss it, simply from fear of ridicule. However, when I got into high school, I started to be more open and bold about it." Now grown-up and in a heterosexual marriage, Roth says his friends loved his fathers and thought they were "cool parents." Overall, he says his upbringing was a good one. "I was raised with good morals, a great education and all of the love in the world," Roth said. "People that don't believe that a child can be raised 'normally' in a homosexual household are just ignorant."
When two women or two men decide to have children together, there's a few thorny issues to work out. From who gives birth to obtaining and divvying up the sperm, the rules change -- just a little. And then there's the mommy and daddy part. edition.cnn.com

The gay 'Brady Bunch' family

David Mayer and Keith Kennard's family is a modern-day Brady Bunch, with a twist. David, 43, has three sons and a daughter. His partner, Keith, 47, has three boys of his own. Together they are two gay men raising seven children. - edition.cnn.com

Tam geje nie mają różowego życia, Rzuć jajkiem w "pedała", fałszywa lewicowość Kaczyńskiego

Mer Moskwy Jurij Łużkow porównał niegdyś homoseksualizm do satanizmu. Takie poglądy nie należą do rzadkości w krajach byłego ZSRR. O sytuacja gejów i lesbijek w Rosji, na Białorusi i Ukrainie pisze dla Wirtualnej Polski Katarzyna Kwiatkowska.

Jurij Sołdatenko ma za sobą dwie odsiadki. W latach sześćdziesiątych spędził łącznie półtora roku w obozach pracy. Jest gejem, a w Związku Radzieckim homoseksualistom groziło do pięciu lat pozbawienia wolności. Zgodnie z wykładnią sowieckich moralistów seks miał służyć wyłącznie prokreacji, reszta była burżuazyjnym zwyrodnieniem. Jurij i tak może mówić o farcie - przeżył, bo udało mu się oszukać współwięźniów, że siedzi za chuligaństwo. Jeden z jego partnerów nie miał tyle szczęścia i nie doczekał końca wyroku. Zginął w obozie pobity na śmierć przez nieustalonych sprawców.

Dziś, Jurij jest zadbanym siedemdziesięciolatkiem - mieszka z dwadzieścia lat młodszym partnerem i chwali sobie zdobycze techniki. Dzięki internetowi poznał nową miłość. Takie możliwości nawet mu się nie śniły, gdy w wieku dwudziestu paru lat, w radzieckim Leningradzie (dziś Petersburgu) dał się uwieść swojemu pierwszemu mężczyźnie: starszemu stopniem żołnierzowi Armii Czerwonej.

Gra w rosyjską ruletkę

- W porównaniu z czasami radzieckimi rzeczywiście jest o niebo lepiej - zapewnia Stanisław Naumienko, redaktor naczelny czasopisma „Jeden z nas” z Kijowa - Jednak w postradzieckim społeczeństwie nadal dominuje homofobia.

Na urządzonej z okazji wiosny imprezie, kijowscy geje i lesbijki swobodnie wychodzą z klubu na ulicę, trzymając się za ręce. Rzecz jasna nikt nie oddala się od grupy, gdyż romantyczne spacery po stolicy mogłyby skończyć się niewesoło.

Na Ukrainie paragraf przeciw homoseksualistom zlikwidowano wraz z odzyskaniem niepodległości. Formalnie ruch LGBT ma się tu całkiem nieźle: geje i lesbijki mogą się zrzeszać, wydają swoje gazety, organizują szkolenia i konferencje, a jeden z aktywistów startował do parlamentu z ramienia partii „Raduga”, czyli tęcza. Stanowisko Kościoła nie jest dla nich problemem. Cerkiew ma mały wpływ na społeczeństwo: jest wewnętrznie rozbita, a i tak większość Ukraińców to ateiści.

Życie codzienne nie sprzyja jednak pełnej dekonspiracji. Lena i Katia mimo, że od lat żyją w lesbijskich związkach i prowadzą szkolenia o zwalczaniu wewnętrznej homofobii, w pracy udają heteroseksualne singielki. Katia, która na jesieni przenosi się do międzynarodowej korporacji rozważa ewentualny coming out. Dla Leny, która pracuje w ukraińskiej firmie, wyjście z szafy byłoby równoznaczne z pogrzebaniem szans na zawodową karierę.

- W przypadku totalnej słabości naszego wymiaru sprawiedliwości i nieegzekwowania prawa pracy, ujawnienie swoich preferencji seksualnych jest jak gra w rosyjską ruletkę. - tłumaczy Lena - Szef może mnie zwolnić w pięć minut, a sąd będzie latami rozważać mój pozew.

Sytuacja mniejszości seksualnych na Ukrainie przypomina tamtejszą demokrację, która niby jest, ale wyraźnie koślawa. Organizacje LGBT są rozproszone, a ich działacze najczęściej skłóceni między sobą. Wciąż pracuje się tu na grantach profilaktyki AIDS i miejscowi aktywiści muszą się nieźle nagimnastykować, by uzasadnić dlaczego seminarium na temat coming outu ma się przysłużyć nierozprzestrzenianiu wirusa HIV. O tęczowych paradach w Kijowie nie ma jak na razie mowy – nie palą się do nich przede wszystkim sami zainteresowani. Oliwy do ognia dodają niesforni, ukraińscy politycy.

- To właśnie oni są naszym głównym problemem - twierdzi Naumienko - swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem rozniecają nienawiść do mniejszości seksualnych.

Wśród ukraińskich mężów stanu, do dobrego tomu należy obrzucenie przeciwnika epitetem „pedał”. Dlatego kijowscy homoseksualiści docenili gest dawnego ministra spraw wewnętrznych, Jurija Łiucenko, który stwierdził publicznie, że „lepiej być gejem, niż politycznym pederastą”.

Im się poprawia

Swoje problemy z politykami przeżywają także rosyjscy aktywiści ruchu LGBT. Do klasyki zachowań homofonicznych przeszły słowa mera Moskwy, Jurija Łużkowa, który porównał homoseksualizm z satanizmem. Gdy w zeszłym roku świat obiegły zdjęcia z rozpędzenia gejowskiej parady w centrum Moskwy, Rosja urosła na największego homofoba w Europie.

W rzeczywistości nie taki wilk straszny, jak go malują. Igor Pietrow, szef rosyjskiej Sieci LGBT, zapewnia, że mimo kłopotów sytuacja gejów i lesbijek poprawia się. Co ciekawe, większość miejscowych działaczy jest przeciwna moskiewskim demonstracjom. Ich zdaniem niepotrzebnie wzniecają nienawiść, podczas gdy w Rosji sprawdza się praca organiczna.

- Kilka lat temu nawet nie byliśmy pewni, czy ruch LGBT u nas istnieje - mówi Maryja Sabunajewa z organizacji Gender-L - Dziś wiemy, że tak i to już jest dużo.

Przedstawiciele sieci twierdzą, że zamiast tracić energię na działania skierowane na zewnątrz, aktywiści w pierwszej kolejności powinni skupić się na konsolidowaniu własnych szeregów. W dorosłe życie wchodzi właśnie pokolenie, które działanie radzieckich paragrafów zna jedynie z opowieści (karę wiezienia za homoseksualny stosunek płciowy zniesiono w Rosji w 1993 r.) Młodzi są w mniejszym stopniu zarażeni wewnętrzną homofobią i coraz częściej decydują się na wyjście z szafy.

Za pracą organiczną opowiada się też manager eleganckiego sklepu dla gejów i lesbijek w Moskwie. Po każdej paradzie ktoś podpala mu drzwi. Pracujący tu chłopcy wyglądają jak z żurnala. Chwalą sobie moskiewskie rozrywki i nie narzekają na życie w Rosji.

Kołchozowa norma

Homoseksualiści z Białorusi mogą sobie tylko pomarzyć o własnym sklepie. Tu nawet z zabawą w gejowskim klubie są problemy. W najbardziej radzieckiej ze wszystkich byłych republik, Białorusi mniejszości seksualne traktuje się z siermiężną podejrzliwością. Prezydent nie lubi odchyleń od kołchozowej normy. Zorganizowana tej wiosny mini - parada w Mińsku została szybko spacyfikowana przez barczystych chłopców z OMON-u, którzy nawet jeśli lubią zabawy w stylu Toma z Finlandii (legendarny artysta ruchu gejowskiego, przedstawiający mężczyzn w niedwuznacznych pozach - red.), nigdy się do tego nie przyznają. Aktywiści LGBT nie mogą też liczyć na wsparcie opozycji. Po pierwsze dlatego, że jej przedstawiciele są w większości konserwatywni i religijnie nadgorliwi - jeden z liderów chrześcijańskiej demokracji słynie z antygejowskich odzywek.

- Rzadko zgadzam się z Łukaszenką, ale w tym wypadku ma rację - tak znajomy z organizacji „Prawy Alians” skomentował aresztowanie mińskich gejów.

Po drugie, powszechnie uważa się, że homoseksualiści to potencjalne wtyczki łukaszenkowskich służb, gdyż według opozycyjnych heteryków, są aż nadto łatwym celem dla werbunku.

Gorzej tylko w islamie

Gorzej niż na Białorusi mają już tylko mniejszości seksualne z byłych republik radzieckich, gdzie większość mieszkańców wyznaje islam. W Azerbejdżanie jednopłciowe związki nie są akceptowane. Do powszechnej praktyki należy zawieranie „papierowych małżeństw” przez gejów i lesbijki. Czasami młodzi rozstają się zaraz po ślubie. Czasem jednak, gdy ich rodziny mieszkają niedaleko, decydują się żyć pod jednym dachem jako białe małżeństwo. Specjalnie zakamuflowane ogłoszenia można podobno znaleźć w każdej miejscowej gazecie. Aktywistka ruchu LGBT z Baku poprosiła, żebym nie wymieniała jej imienia. Choć tekst ukaże się po polsku - ona woli dmuchać na zimne.

W sąsiedniej Gruzji homoseksualizm też jest tematem tabu. Tam nie chodzi o islam, ale o archetyp prawdziwego mężczyzny, jurnego kaukaskiego górala - dżygita - który swymi wdziękami może obdzielać jedynie kobiety. Najlepiej młodsze. Przykład idzie z samej góry.

Prezydent Saakaszwili nie jest przyjacielem gejów - twierdzi Eka Aghdgomelnszwili z Inclusive Foundation. - Od czasów rewolucji róż sytuacja mniejszości seksualnych niewiele się poprawiła - dodaje.

Jedno pociesza: gruzińscy homoseksualiści mogą dość swobodnie czuć się na ulicach. W tym górzystym kraju mężczyźni publicznie okazują sobie cielesną bliskość. Prawdziwych dżygitów nikt bowiem nie posądzi o brak męskości.

wp.pl

To ty osób homoseksualny i nie tylko, którzy pobierają i głosują za Kaczyńskiego, fałszywa lewicowość Kaczyńskiego głupi polak wierzy w jego słowa, przeciwko karcie po dla niego zagraża Polsce suwerenność i homoseksualizm, In vitro przeciw, parytety przeciw, gdy wygra znowu będzie polowanie na czarownice, kłótnie kto ma reprezentować kraj o samolot..., do za czasów Kaczyńskiego były polowanie w szkole na homoseksualistów, tragedia smoleńska do wina tez Kaczyński próżność ich, gdy nie pozwolili lądować Rosjanie do byłby afera, PIS by oskarżałby że nie puszczono prezydenta by mówili by mgła do nie problem, ich już za dużo ofiar było, zginęli ludzie z próżności Kaczyński, po wygranej Kaczyńskiego będzie znowu wojna polsko polska. Już czas pokoju, może nie jest Komorowski super dobry ale lepszy, mniejsze zło.
więcej informacji na Gazeta Wyborcza 

To hasło happeningu, którym organizatorzy Europride 2010 rozpoczynają akcję społeczną pod hasłem "Nie lękajcie się". To odpowiedź na apel Fundacji Mamy i Taty o zakaz "parady homoseksualistów na Trakcie Królewskim". Europride 2010 - organizowany co roku w innym europejskim mieście festiwal kulturalny mniejszości seksualnych - 17 lipca ma przejść ulicami Warszawy. Akcję przeciw niemu podjęła miesiąc temu Fundacja Mamy i Taty. Twierdzi, że parada ma doprowadzić do adopcji dzieci przez pary homoseksualne, co byłoby wbrew dobru dzieci. Pod apelem "Cała Polska chroni dzieci" (w którym wzywa polityków do niepopierania takich zmian w prawie, a potencjalnych sponsorów o niewspieranie Europride) zebrała kilkadziesiąt podpisów znanych osób, m.in. naukowców i artystów. Kilka dni temu fundacja zaapelowała do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, by "wykorzystując możliwości prawne, swój autorytet i siłę przekonywania, zrobiła wszystko, by Trakt Królewski nie stał się miejscem przemarszu europejskiej parady homoseksualistów". Powołała się na własny sondaż, z którego wynika, że 79 proc. ludzi "przyjęłoby z niechęcią fakt przejścia homoseksualnej parady przez miejsce o tak emocjonalnym znaczeniu dla Polski i Polaków". Organizatorzy Europride 2010 w odpowiedzi ogłoszą dziś inaugurację kampanii społecznej pod hasłem "Nie lękajcie się". Ma zachęcić do udziału w paradzie. Otworzy ją performance pod hasłem "rzuć w pedała po raz ostatni", w którym udział wezmą m.in.: Katarzyna Figura, Maria Peszek, Maria Sadowska, Magdalena Środa, Ewa Wanat, Ryszard Kalisz i Kuba Wojewódzki. Organizatorzy określają paradę jako "milowy krok w dziejach Europy i symboliczne wydarzenie dla miasta, w którym jeszcze pięć lat temu Parada Równości przeszła nielegalnie, bo urzędujący prezydent Warszawy Lech Kaczyński jej zakazał". I powołują się na badania "Newsweeka", że 7 proc. warszawiaków deklaruje udział w Europride 2010.
Gazeta Wyborcza

środa, 23 czerwca 2010

Jestem nauczycielką i jestem lesbijką

Mówię tak nie dlatego, że pragnę oznakowania siebie lub innych. Nie znoszę etykietek i zamykających definicji. Mówię tak powodowana słusznym gniewem. W odruchu obrony przed hipokryzją

Przerwa, rozmawiam w klasie z uczennicami. Trochę o ich sprawach, trochę o moich. Miło, luz.

Puka woźna. "Proszę do pana dyrektora!" .

Na korytarzu mijam nauczyciela. "Cześć" - silę się na uśmiech. Nie odpowiada. Udaje, że mnie nie widzi.

"Chyba się minęliśmy" - rzucam. Mam tego dość. Milczenia, którym kwitowałam "to wszystko".

Przed wejściem do gabinetu biorę wdech. Zwolni mnie? A może obarczy "samodzielną" decyzją?

Trochę mnie mdli. Wiem, że znów usłyszę: "czy pani wie, jaką krzywdę wyrządziła szkole?", "Czy zdaje sobie pani sprawę, kim jest? A przecież panią zatrudniamy".

Dyrektor przy biurku, ręce w kieszeniach, jedną wyjmuje, ale tylko po to, by podnieść szklankę herbaty.

Na początek banalne zarzuty: spóźniłam się trzy minuty na dyżur, nie śledzę tablicy ogłoszeń.

"Panie Dyrektorze - próbuję po ludzku - atmosfera jest taka, że omijam pokój nauczycielski, bo nikt się do mnie nie odzywa".

Natychmiast: "Jeśli pani nie odpowiada, to proszę złożyć wymówienie. Do końca maja".

Nie chcę składać wymówienia.

"Dlaczego mnie pan nie zwolni"? - pytam.

"A dlaczego pani myśli, że jestem przeciwko pani?"

Tak myślę. Dlaczego?

****

"To wszystko" nie miało jakiegoś wyraźnego początku. Owszem, wezbrało na sile 31 marca, gdy stanęłam po stronie dwóch uczennic, które poczuły się ofiarami nietolerancji. Opublikowały na prywatnym blogu zdjęcia, na których się niby erotycznie obejmują. Taka kreacja, zabawa artystyczna - pełno tego w internecie.

Pani wychowawczyni, pedagog i wicedyrektor stwierdziły, że to "niegodne reprezentowanie szkoły". Postawiły ultimatum: albo usuwają zdjęcia albo szukają innej szkoły.

Dziewczyny znalazły trzecie wyjście. Zawiadomiły prasę. Sprawa zrobiła się głośna i zakończyła pomyślnie - ultimatum wycofano.

Mnie poprosiły o wsparcie. Powiedziałam głośno, co myślę o cenzurze i dyskryminacji.

I wtedy tłumiona wrogość i lęk przed tabu eksplodowały.

Odtąd pani wicedyrektor ostentacyjnie odwraca głowę na mój widok. Odtąd nie ma mowy o "dzień dobry". Dostałam polecenie, by wszystkie sprawy załatwiać "przez sekretariat". Zaczęła się wymiana pism. Zapytałam o powody takiego postępowania, pani wicedyrektor odpisuje, że "ma prawo czuć się bezpieczna".

Zagrożeniem jestem ja.

Pani wice pisze, że nauczyciele zobowiązali się dyżurować przy niej, by nie naraziła się na bezpośredni kontakt ze mną. Pisze: "w przypadku, gdy nikogo spośród nauczycieli nie będzie, [nauczyciele] uznali za właściwe, bym zamykała się w gabinecie w celu uniknięcia Pani agresywnych zachowań i ich ewentualnych konsekwencji".

Mam 156 cm wzrostu, ważę 42 kg. Czego obawia się pani dyrektor?

Czyżby słów?

Trwam w przekonaniu, że w demokratycznym społeczeństwie swobodna wymiana poglądów jest czymś naturalnym. Szkoła udziela mi innej lekcji - niewygodnych poglądów nie wypowiada się głośno.

A jeśli się wypowiada, płaci się wykluczeniem. Odtąd gros nauczycieli zachowuje się, jakby mnie nie znało. Jedna z nauczycielek organizuje nawet petycję przeciwko mnie, podobno ma ją podpisywać młodzież.

Czy to reakcja na tę jedną wypowiedź w obronie dwóch uczennic?

Ależ skąd! Równie dobrze mogło zacząć się przy innej okazji.

Bo ja naruszam tabu.

"Nie należę do osób tchórzliwych, ale w trosce o swoje bezpieczeństwo mam prawo obawiać się kontaktów z Panią" - pisze do mnie wicedyrektor. O bezpieczeństwo życia w kokonie swoich wartości, jak rozumiem.

Wypowiedziałam głośno to, czego nie wolno mówić, i co wcześniej wielokrotnie powtarzałam, ale w prywatnych rozmowach: Szkoła jest nietolerancyjna. Szkoła sprzyja wykluczeniom, nadzoruje ciała i cenzoruje zachowania.

Powiedziałam dobitnie i wyraźnie, więc odpowiedź jest wyraźna i dobitna. Ale to zaczęło się wcześniej. Po prostu wcześniej wszystko odbywało się w ciszy.

Dość.

Teraz opowiem też o tamtym. Chcę pokazać, jak niebezpieczna, skłonna do fałszu i hipokryzji jest szkoła. Nie jestem pierwsza, o tym pisało już parę osób. Najdobitniej prof. Magdalena Środa. Lecz tamte komentarze nadchodziły z zewnątrz. Ja chcę to uchwycić od środka.

Jako osoba, która doświadczyła cichej opresji na własnym ciele.

****

Jestem nauczycielką, i jestem lesbijką. To hasło. Chciałabym w przyszłości zobaczyć je na transparentach, znaczkach i koszulkach. Jako symbol zmiany.

Mówię tak nie dlatego, że pragnę oznakowania siebie lub innych. Nie znoszę etykietek i zamykających definicji. Mówię tak powodowana słusznym gniewem. W odruchu obrony przed hipokryzją.

Decyduję się na tę opowieść z lęku i w obronie przed nim. Wiem, jak ludzie z mojej grupy zawodowej - nauczyciele i nauczycielki - się boją, i jak to ich paraliżuje.

Ja także się boję wyśmiania, niezrozumienia, odrzucenia. Nienawiści i agresji. Hańbiących słów i splunięcia w twarz na przystanku. Takie rzeczy się zdarzają. Kiedy to piszę trzęsą mi się dłonie, a serce ściska wielkie imadło. To właśnie strach.

Myślę, że tak jest zawsze w przypadku coming outu. Bardzo chcesz to powiedzieć i jednocześnie nie chcesz.
Kocham uczyć i wcale nie chcę tego tracić. Kocham swój zawód - dlatego wytrwałam sześć lat w upokorzeniu, tłumiąc emocje. Milczałam, żeby się nie narazić. Wydawało mi się, że tak zapewnię sobie spokój. Bardzo się myliłam. Milczenie nie sprawi, że przestanę być lesbijką.

***

Na pierwszej po wakacjach radzie pedagogicznej nauczycielki opowiadają sobie, gdzie były, pokazują zdjęcia, opowiadają o dzieciach, umawiają się na piwo, na które przyprowadzają mężów. Ja tak nie mogłam. Nie miałam jak się z nimi

zaprzyjaźnić. Byłam obca. A co najgorsze - nieszczera.

Dwa lata temu zostałam wychowawczynią klasy. Zaprzyjaźniłam się z uczniami. Podczas zajęć integracyjnych klasa zadawała pytania, ja odpowiadałam. Niektórzy nauczyciele odmawiali i nikt im się nie dziwił, ale ja nie chciałam się odgradzać od klasy. Pytania najpierw były łatwe: dlaczego noszę na głowie kolorowe zawoje? Czy to ma związek z moją wiarą? Czy wierzę w Boga?

Potem pojawiły się trudniejsze: Czy ma pani męża? Nie chce pani? A dziecko? Nie? Czy dlatego, że jest pani feministką?

Odpowiadałam oględnie. Takie kłamstewka dają poczucie bezpieczeństwa - nabrałam się na to.

Ale pytaniom nie ma końca. Jak tam weekend? Z kim się bawiłaś na sylwestra? Czemu ten pani facet nie przyjdzie na studniówkę? Wymyślam na szybko byle jakie odpowiedzi.

"Dlaczego jesteś zapłakana?".

"Rozstałam się" - mówiłam.

"Nie wspominałaś, że masz faceta".

Nie wspominałam, fakt.

***

Decyduję się na tę opowieść, bo wiem, że nie jest to tylko moja historia. Że osób o orientacji innej niż heteroseksualna jest w szkołach mnóstwo. Wśród kadry pedagogicznej, wśród młodzieży, wśród woźnych.

Ich niewidzialność ma wydźwięk nie tylko prywatny, ale społeczny i polityczny. To nie tylko nasza intymna sprawa, nie tylko gejów czy lesbijek niewygoda i ból. To także opresja, w której uczestniczymy wszyscy.

Najłatwiej zaszczepić ją w szkole. Szkoła jest miejscem, gdzie ludzie się uczą. Także udatnego grania normy. Także milczącej nietolerancji.

Niewidoczność "innych" pomaga tworzyć złudzenie, że my tu w Polsce wszyscy jesteśmy tacy sami i że tak powinno być. Może są gdzieś jakieś odstępstwa, "gdzieś tam", ale przecież "nie u nas".

My, Polacy jesteśmy heteroseksualni.

Przez lata milczałam, z poczucia odpowiedzialności - żeby dalej wykonywać pracę. Przestaję milczeć z tego samego powodu. Bo czuję się współodpowiedzialna za kłamliwy obraz świata, jaki współtworzy szkoła.

Pragnę powiedzieć wyraźnie: to, czego nie widzimy, jest o wiele groźniejsze, niż to, co rozpoznajemy na pierwszy rzut oka. Podskórne wszczepianie normy działa skuteczniej niż nawoływanie do nienawiści.

***

Często się mówi, że za czasów Romana Giertycha było źle, a teraz jest normalnie. To nieprawda. Czasy Giertycha uprawomocniły skłębione lęki i ksenofobiczne przeświadczenia. Dały im prawo głosu. Ale Giertych jako minister był wrogiem w kilku innych kwestiach. Zmobilizował przeciw sobie wielu nauczycieli. Żeby go nie popierać wystarczyła doza zdrowego rozsądku.

Teraz nie ma wroga, nie ma i buntu. Postgiertychowska homofobia jest groźniejsza. Przed wyrazistym absurdem łatwo się bronić. Przed "normalnością" - trudniej.

Pamiętam z czasów Giertycha akademię na rocznicę powstania Armii Krajowej. Wśród patetycznych przemówień i wierszy przerywnik muzyczny: akowski walczyk o młodzieńcu, który idąc na wojnę, opuszcza dziewczynę. Miłosna ładna piosenka. Śpiewać solo ma najlepsza chórzystka, to oczywiste.

Wszystko idzie dobrze, do czasu, gdy ktoś nie dostrzega makabrycznego przeoczenia... Przecież dziewczyna śpiewa "zostawiam cię, dziewczyno". Co za dwuznaczność! Co to ma być?! Postanowiono: zaśpiewa chłopak. Ale żaden nie potrafi. Więc niech recytuje. Też źle. Powstaje nowy scenariusz: zaśpiewa dziewczyna, ale wyciągając z koperty list. Na tyle wyraźnie, by nie umknęło uwagi, że słowa piosenki są cytatem z listu żołnierza do niej. Żeby rozwiać do końca wątpliwości, młody żołnierz pojawi się potem niczym wytwór spełnionego snu i para powtórzy miłosny refren, tyle że on będzie tylko mruczał pod nosem. Na koniec się przytulą.

Do dziś pamiętam te nerwy w pokoju nauczycielskim. To było zabawne. Nie tylko dla mnie, dla każdego, kto ma minimalną wrażliwość na groteskę. Homofobia w wydaniu giertychowskim była śmieszna. Wyolbrzymiona sprawiała wrażenie, że zaraz pęknie. Dłuższe utrzymywanie tak nadętego balonu jest niemożliwe.

***

Mniej więcej rok po tamtej akademii - i po odejściu Giertycha - miała miejsce rozmowa. Opowiedziała mi o niej uczennica. Była wtedy maturzystką i jako ujawniona lesbijka chciała przyjść na studniówkę ze swoją dziewczyną. Wpisała jej nazwisko na listę osób towarzyszących.

Wychowawczyni "chciała o tym pogadać". Dla dziewczyny najgorsza była atmosfera, duszny klimat, co skojarzyło jej się z przesłuchaniem. Usadzona na odsuniętym od ławki krześle, nie miała o co oprzeć rąk. Poczuła się winna, niepewna.

Wychowawczyni mówiła, że nie przeszkadza jej inność, że jest pełna zrozumienia. Że szkoła jest przecież nowoczesna i otwarta, niemniej jednak cóż, może lepiej będzie, jeśli nie będziecie, jakby to nazwać, zbyt śmiałe. Zbyt jawne. Nie łapcie się za ręce, nie przytulajcie. Nie tańczcie (na studniówce!). Tak będzie lepiej.

Nie powiedziała, dla kogo.

***

W obu przypadkach chodzi o to, żeby odegrać heteroseksualność. Pierwsza scenka jest jak burleska. Nauczyciele wiedzą, że orientacja hetero musi być zagrana na potrzeby giertychowskiego teatru fobii.

Druga nie jest już ani trochę śmieszna. Nauczycielka każe dziewczynie udawać, ale nie jest świadoma tego wymuszenia. Przeciwnie - wydaje jej się, że akceptuje homoseksualność, że pozwala na inność. Tak jednak nie jest. Mówi: bądź homo, ale tak, żeby nie było widać. W miarę możliwości - zniknij.

Demoniczne czasy Giertycha miały potencjał edukacyjny, wywrotowy. Pozbawiony karykaturalnej dziwaczności teatr hetero stał się bardziej niebezpieczny, bo taki naturalny.

***

Ta zasada "naturalności" działa non stop. Na korytarzu stoją dwie dziewczyny. Trwają lekcje, nie powinny tu być. Zobaczył je też inny nauczyciel, woła "a wy co, dziewczyny, męża szukacie?". I śmieje się jowialnie. Im jakoś nie jest do śmiechu, szybko uciekają do klasy.

Czy choć przez sekundę przecięła mu nauczycielską głowę myśl, że może one nie są heteroseksualne? Że nie szukają męża i nie będą szukać? Że może nie chcą być tak besztane i uwodzone przez - z ich perspektywy - starego dziada? Z pewnością - nie.
Czepiam się? Większość osób jest przecież heteroseksualna. Owszem. Ale szkoła to nie imieniny u cioci. Tu uczymy ludzi. A ludzie nie są jednakowi. Nie wszyscy są hetero z klasy średniej. Nie wszystkie żarty są zabawne dla wszystkich.

Kilka lat temu do mojego liceum chodził chłopak, który był modelem. Nosił obcisłe koszulki, błyszczały mu buty. Miał długie wystylizowane prostownicą włosy. Kiedyś nauczycielka powiedziała mu, że "wygląda jak ciota". Przestał nosić opaskę, ściął włosy. Tych uwag musiało być więcej - śmiali się koledzy, współpasażerowie autobusu, sąsiedzi. To samo mówiło mu jego własne wyczucie normy.
Ale ta uwaga nauczycielki też miała swój udział. To smutne, jak niską świadomość mają osoby, które zajmują się edukacją. To smutne, jakim zaufaniem szkoła darzy to, co nazywa "uniwersalnym systemem wartości", a co jest w istocie mglistym kolażem uprzedzeń.

Kiedyś pewna nauczycielka powiedziała mi, że jako feministka na pewno czytam Kingę Dunin. "I wiesz, ona pisze te książki dla młodzieży, ale nie jest polecana przez znawców tematu, bo promuje relatywizm moralny".

"Przez których znawców tematu?" - zapytałam.

"No, tych najważniejszych".

Pamiętajmy: uczymy ludzi. Ci ludzie są różni, pochodzą z różnych rodzin, o różnych wzorcach wartości. Wielu z naszych uczniów żyje w niestandardowych rodzinach, wielu nie jest katolikami, albo ma niepolskie pochodzenie. Ponad 5 procent ma orientację inną niż heteroseksualna, ogromna większość ma nieheteroseksualnych kolegów, ciocie, sąsiadki, czy braci. A niektórzy - matki lub ojców.

***

"Proszę zwrócić uwagę, że to szkoła a nie uniwersytet. My tu mamy do przekazania tradycyjne wartości"- mówiono mi.

Owszem. Lecz pielęgnowanie świata opresji pod osłoną "tradycji" to nie jest wartość.

"Szkoła ma wychowywać w duchu patriotyzmu". Tak, lecz zaściankowy sarmatyzm to nie patriotyzm. Homofob i matka Polka to nie są jedyne możliwości patriotycznej identyfikacji.

"To polska szkoła. Nie żyjemy we Francji". Rozumiem, ale nie żyjemy też w wiktoriańskiej Anglii.

"Za młoda jesteś. Musisz zrozumieć, jak to wszystko działa, albo wyjechać na Zachód " - słyszałam. Bzdura. Nie chcę wyjeżdżać "na Zachód". Polska to także mój kraj.

"Nasz szkoła jest tolerancyjna" - to także słyszałam. "Tolerancja" jest modna. Nic łatwiejszego, niźli się tak określić.

Ale jeżeli w szkole, w której pracujesz, ktoś boi się przyznać, ze jest lesbijką, ateistą czy Żydem, jeżeli studniówki wypełniają wyłącznie pary heteroseksualne, to nie jest to miejsce tolerancyjne.

"W naszej szkole nie ma problemu homoseksualizmu" - słyszałam wiele razy. To nieprawda. "Nie ma" oznacza: nieheteroseksualni są niewidoczni.

Homofobia to nie koniecznie bicie geja w ciemnej uliczce. Szkoła jest jej naturalna przestrzenią. To trzeba zmienić.

"Zrobiłaś z nas homofobów" zarzucono mi, gdy wystąpiłam w obronie dziewczyn obejmujących się na zdjęciu. Poszło głównie o to, że zarzuciłam nietolerancję pani wicedyrektor, gdy powiedziała uczennicom, że TAKIE manifestowanie seksualności to "niegodna reprezentacja szkoły".

"Zrobiłaś z nas homofobów, a MY jesteśmy tolerancyjni" - powiedziała jedna z pań, zanim przestała się do mnie odzywać.

Ja zrobiłam?

Parę miesięcy wcześniej moja uczennica pisała esej o tolerancji na olimpiadę filozoficzną. Musiała się tłumaczyć, dlaczego wspomniała o losie gejów i lesbijek. Bo dałoby się przecież o tolerancji pisać bez "tego".

Chciałam zabrać klasę na film "Niebieskoocy" (o potworności rasizmu). Gdy okazało się , że pokaz odbywa się przy okazji festiwalu filmów o tematyce m. in. homoerotycznej, dyrektor odwołał wyjście. To samo dyrektorzy paru innych szkół.

***

Homofobia nie potrzebuje twardych gestów. Wystarczy milczenie, ciche przyzwolenie na działanie krzywdzącej normy.

Jeżeli jesteś gejem, trans, bi, czy lesbijką - musisz przyjąć do wiadomości, że jesteś normalna. Niby o tym wiesz, ale boisz SIĘ PRZYZNAĆ. Rzecz w tym, że nie ma się do czego przyznawać, bo nie ma w tym ani twej winy, ani żadnego wstydu.

Gdy pierwszy raz napisałam "jestem lesbijką", ze świadomością, że to o mnie i że wydrukuje to "Gazeta Wyborcza" i wszyscy to zobaczą, poczułam, jak ścisnęły mi się żebra. Dalej się boję.

Ale uświadomiłam sobie, że od lat chodziłam z zapadniętym żołądkiem. Bałam się na marszach równości. Na konferencjach, gdzie coś mówiłam a były tam media. Na ulicy ze swoją dziewczyną.

Bałam się czytając napisy na szkolnych ławkach "Konarzewska to lesba", gdy podpatrzyli nas jacyś uczniowie. Bałam się chichotów, które słyszałam wchodząc do klasy.

Przeszłam przez śmiechy, pogardę, "wielkoduszne" przemilczenie, a w końcu - kiedy złamałam pakt milczenia - groźbę zwolnienia z pracy.

Przeżyłam aluzje do moich tekstów, zdjęć na portalu lesbijsko - feministycznym, do mojego życia. Czułam się jak oskarżona o przestępstwo.

Jak byłam na stażu wysłuchiwałam koleżanki, która "badała" moją orientację, a potem wychwalała szkołę za wielkoduszność. "Bo jeśli ktoś okaże się lesbijką, a dyrektor zatrudni ją na stałe? Czy zdajesz sobie sprawę , co to DLA NIEGO znaczy?". Milczałam. Sądziłam, że inna reakcja byłaby poniżej godności.

Dziś nie mam już siły milczeć. Dziś mówię: tak, jestem lesbijką, z tego powodu dyrektor mnie nie chce dalej zatrudniać. Sprawdźmy: co TO dla niego znaczy?

***

Rozumiem każdego, kto się boi. Rozumiem obawę każdego z was, czy jest homo czy hetero.

Ale podczas swojej drogi nauczycielskiej zrozumiałam, że jeżeli nie chcę być narzędziem ideologii, która opresję ubiera w piękne słówka, to muszę powiedzieć, jaka jest prawda.

Jeżeli nie chcę, żeby dyrektor mnie straszył, jeżeli nie chcę dłużej się bać, że TO się wyda, muszę powiedzieć pierwsza. Dlatego mówię.

Jestem nauczycielką i jestem lesbijką.

Uczę polskiego w IX Liceum im. Jarosława Dąbrowskiego w Łodzi.

Nazywam się Marta Konarzewska.

*Marta Konarzewska, ur. w 1977 r., skończyła filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim i podyplomowe gender studies na Uniwersytecie Warszawskim. Od siedmiu uczy polskiego w łódzkich liceach. Pracuje nad doktoratem o literaturze feministycznej. Wicenaczelna magazynu lesbijsko-feministycznego ”Furia”. Pisze książkę ”Zakazane miłości” o nienormatywnych relacjach erotycznych (wraz z Piotrem Pacewiczem).

polecam komentarz Jacka Kochanowskiego:
podcasts-Innastrona

Gazeta Wyborcza