środa, 11 lutego 2026

James Van Der Beek nie żyje.


James Van Der Beek nie żyje – aktor znany milionom widzów z serialu „Jezioro marzeń” zmarł w wieku 48 lat po walce z rakiem jelita grubego. Smutną wiadomość przekazała w mediach społecznościowych jego żona.

W listopadzie ubiegłego roku James Van Der Beek poinformował, że zdiagnozowano u niego raka jelita grubego w trzecim stopniu zaawansowania. Informacja była ogromnym zaskoczeniem – aktor podkreślał w wywiadach, że przez całe życie cieszył się bardzo dobrą kondycją i prowadził zdrowy tryb życia.

W jego rodzinie zdarzały się przypadki poważnych nowotworów, jednak nic nie wskazywało na to, że sam wkrótce usłyszy dramatyczną diagnozę. Ostatecznie zdecydował się na szczegółowe badania po tym, jak zauważył niepokojące objawy, które nie ustępowały mimo zmian w diecie – zrezygnował m.in. z kawy i nabiału, podejrzewając, że to one mogą powodować dolegliwości. Wyniki badań okazały się druzgocące.

Informację o śmierci aktora przekazała jego żona w poruszającym wpisie na Instagramie:

„Nasz ukochany James odszedł spokojnie dziś rano. W ostatnich dniach wykazał się odwagą, wiarą i godnością. Mamy wiele do przekazania – o jego pragnieniach, miłości do ludzi i szacunku do świętości upływającego czasu. Na to jeszcze przyjdzie moment. Teraz prosimy o spokojną prywatność, gdy opłakujemy naszego kochanego męża, ojca, syna, brata i przyjaciela”.

James Van Der Beek największą popularność zdobył dzięki roli Dawsona Leery’ego w serialu „Jezioro marzeń” („Dawson’s Creek”), który stał się jednym z najważniejszych tytułów młodzieżowych przełomu lat 90. i 2000. Aktor występował również w licznych produkcjach telewizyjnych i filmowych, a przez lata pozostawał aktywny zawodowo.

Jego otwartość w mówieniu o chorobie spotkała się z ogromnym wsparciem fanów z całego świata. Wielu z nich kibicowało mu w walce z nowotworem, doceniając jego szczerość i odwagę.

Przypadek Van Der Beeka wpisuje się w niepokojący trend obserwowany od lat 90. – rosnącą liczbę zachorowań na raka jelita grubego wśród młodszych dorosłych. Specjaliści alarmują, że nowotwory wykrywane przed 50. rokiem życia bywają bardziej agresywne niż te diagnozowane u osób starszych. Dotyczy to szczególnie raka jelita grubego, ale także nowotworów piersi i prostaty.

Jednym z największych problemów pozostaje niewystarczająca profilaktyka. Choroba nowotworowa u trzydziesto- i czterdziestolatków wciąż bywa postrzegana jako mało prawdopodobna – zarówno przez pacjentów, jak i czasem przez lekarzy. W efekcie od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia właściwej diagnozy często mija wiele miesięcy.

Statystyki pokazują, że mniej niż 20 proc. osób w wieku 45–49 lat regularnie poddaje się badaniom przesiewowym w kierunku raka jelita grubego, choć profilaktykę zaleca się po ukończeniu 40. roku życia. Lekarze podkreślają, że wczesne wykrycie choroby znacząco zwiększa szanse na skuteczne leczenie.

Śmierć Jamesa Van Der Beeka to bolesna strata dla rodziny, przyjaciół i fanów na całym świecie – ale także kolejny sygnał, jak ważna jest czujność onkologiczna i regularne badania, niezależnie od wieku i stylu życia.

James Van Der Beek od wielu lat jest zagorzałym sojusznikiem osób LGBTQ+. 11 lat temu opublikował na Facebooku post popierający małżeństwa osób tej samej płci, następnie w 2015 r. w zabawnym skeczu „Funny or Die” wyśmiał niedawno wprowadzone w Indianie prawo anty-LGBTQ+.


Protest pod nowojorskim Stonewall po tym, jak administracja Trumpa usunęła flagę tęczową z narodowego pomnika LGBTQ+


Czołowi nowojorscy politycy, w tym Zohran Mamdani, lider większości w Senacie USA Chuck Schumer oraz członkowie Rady Miasta Nowego Jorku, domagają się od National Park Service przywrócenia tęczowej flagi tęczowy na terenie Stonewall National Monument. Decyzja o jej usunięciu, podjęta przez administrację Donalda Trumpa, wywołała gwałtowną reakcję środowisk LGBTQ+, lokalnych władz oraz ogólnokrajowych organizacji praw obywatelskich.

We wtorek po południu w Christopher Park, tuż obok Stonewall Inn na Manhattanie, zaplanowano protest. Wydarzenie, reklamowane jako wspólny wiec w obronie „naszej flagi, naszego parku i naszej historii”, ma być odpowiedzią na decyzję władz federalnych, która dla wielu jest próbą ograniczenia sposobu opowiadania queerowej historii na terenach należących do państwa.

Usunięcie flagi odbyło się bez zapowiedzi i bez oficjalnej ceremonii. Brak symbolu, który przez lata był stałym elementem przestrzeni wokół Stonewall, został jednak szybko zauważony przez społeczność. Dla aktywistów była to nie tylko zmiana estetyczna, lecz prowokacja w miejscu, które od dekad jest symbolem walki o prawa osób LGBTQ+.

Stonewall to coś więcej niż zabytek. To punkt zwrotny w historii ruchu na rzecz praw osób LGBTQ+. W czerwcu 1969 roku bywalcy Stonewall Inn sprzeciwili się policyjnej obławie, co doprowadziło do kilku dni zamieszek i zapoczątkowało nowoczesny ruch emancypacyjny. W 2016 roku okolica została uznana za narodowy pomnik, a tęczowa flaga stała się widocznym znakiem przynależności tego miejsca do społeczności, która nadała mu znaczenie.

Administracja Trumpa tłumaczy decyzję względami proceduralnymi. W oświadczeniu biura sekretarza spraw wewnętrznych Douga Burguma podkreślono, że od dziesięcioleci obowiązują federalne zasady dotyczące flag wywieszanych na nieruchomościach rządowych. Zgodnie z nimi na masztach zarządzanych przez National Park Service mogą powiewać wyłącznie flaga USA oraz inne flagi zatwierdzone przez Kongres lub odpowiednie departamenty, z nielicznymi wyjątkami. Władze zapewniają jednocześnie, że Stonewall National Monument nadal będzie upamiętniać swoje historyczne znaczenie poprzez wystawy i programy edukacyjne.

Krytycy wskazują jednak, że sprawa flagi wpisuje się w szerszą strategię Białego Domu dotyczącą „przedefiniowania” historii. W styczniu 2025 roku, w dniu inauguracji, Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze usuwające osoby transpłciowe i niebinarne z federalnego systemu uznania. W marcu ogłoszono kolejne rozporządzenie – „Przywracanie prawdy i zdrowego rozsądku w amerykańskiej historii” – które nakazuje przegląd pomników, muzeów i ekspozycji pod kątem bardziej „patriotycznej” i „jednoczącej” narracji.

Dla wielu działaczy i polityków w Nowym Jorku usunięcie tęczowej flagi ze Stonewall nie jest więc neutralnym aktem administracyjnym, lecz symbolicznym krokiem w stronę wymazywania niewygodnych fragmentów historii. Zapowiedziany protest ma przypomnieć, że Stonewall nigdy nie było miejscem cichej zgody – i że spór o pamięć i symbole wciąż trwa.


Historyczny Ślub pary Transpłciowej w Argentynie


Był to pierwszy w historii ślub osób transpłciowych w kościele w prowincji Corrientes Argentyna i wydarzenie, które odbiło się szerokim echem zarówno w lokalnej społeczności, jak i wśród organizacji działających na rzecz praw osób LGBT+.

28 stycznia Solange Ayala i Isaías zawarli związek małżeński podczas ceremonii religijnej w kościele archidiecezji Corrientes. Dla pary było to nie tylko przypieczętowanie ich miłości, lecz także ważny symbol otwartości i nadziei.

– Jesteśmy parą transpłciową, która mogła otrzymać błogosławieństwo Kościoła. To bardzo poruszające, bo pokazuje, że nie wszystkie drzwi są zamknięte – powiedziała Solange w rozmowie z Radiem Sudamericana.

Jak podkreślają nowożeńcy, procedura przygotowania do ślubu przebiegała tak samo jak w przypadku każdej innej pary. Po rozmowie z proboszczem sprawa została skonsultowana z archidiecezją.

Ostatecznie nie zgłoszono sprzeciwu wobec udzielenia sakramentu, ponieważ – zgodnie z obowiązującą interpretacją – para została uznana za różnopłciową pod względem biologicznym.

Solange i Isaías zwrócili również uwagę na poszanowanie argentyńskiej Ustawy o Tożsamości Płciowej. Cała dokumentacja kościelna została sporządzona z użyciem imion i danych, które figurują obecnie w ich dokumentach tożsamości.

Dla Solange ceremonia miała także wymiar głęboko symboliczny. – To był sposób na pokazanie, że możemy być częścią wspólnoty religijnej i zajmować te przestrzenie – zaznaczyła.

W uroczystości wzięli udział członkowie rodzin, przyjaciele oraz liderzy społeczności LGBT+, którzy zgodnie określali wydarzenie jako historyczne. Dla wielu była to chwila pełna wzruszeń i znak, że nawet w instytucjach postrzeganych jako zamknięte możliwe są gesty inkluzywności.

Ślub Solange i Isaíasa stał się symbolem zmiany i dowodem na to, że dialog między wiarą a różnorodnością tożsamości jest możliwy – nawet tam, gdzie jeszcze niedawno wydawał się nie do pomyślenia.

Zack Polański ogłoszony „Pionierem Roku 2026” Attitude 101 – lider Partii Zielonych mówi o „odważnej polityce” i nowym wyobrażeniu kapitalizmu

Zack Polanski został ogłoszony Trailblazerem Roku 2026 magazynu „Attitude” i pojawił się na najnowszej okładce tytułu jako lider brytyjskiej Partii Zielonych oraz jedna z najbardziej wyrazistych postaci politycznych młodego pokolenia.

Attitude 101 – lista wpływowych osób LGBTQ+

Polanski przewodzi tegorocznej edycji rankingu Attitude 101, wspieranego przez Bentley. Coroczna lista wyróżnia 100 osób LGBTQ+, które odniosły znaczące sukcesy i wykazały się przywództwem w różnych dziedzinach – od biznesu, prawa i mediów, przez sport, STEM (nauki ścisłe, technologia, inżynieria, matematyka), film, muzykę i modę, aż po działalność społeczną i sektor pozarządowy.

Każda z kategorii obejmuje 10 osób uznanych za liderów w swoich branżach. Całość wieńczy tytuł „Trailblazer of the Year” – przyznawany osobie, której działalność miała szczególny wpływ na widoczność i reprezentację społeczności LGBTQ+. W tym roku wyróżnienie trafiło do Zacka Polanskiego.

Wzrost poparcia dla Zielonych

Od momentu wyboru na lidera sześć miesięcy temu Polanski odnotował wyraźny wzrost poparcia dla Partii Zielonych. Liczba członków ugrupowania przekroczyła 190 tysięcy, wyprzedzając pod tym względem zarówno Partię Konserwatywną, jak i Liberalnych Demokratów. Zieloni notują również wysokie wyniki w sondażach.

W rozmowie z magazynem „Attitude” Polanski podkreślił, że jego determinacja do reprezentowania rozczarowanego elektoratu wynika z frustracji wobec wieloletniej, jego zdaniem, zachowawczej i niejednoznacznej polityki głównego nurtu.

– Przez dekady mieliśmy polityków, którzy próbowali lawirować między stanowiskami, nigdy jasno nie mówiąc, w co wierzą. Po rozmowie z nimi wiesz tyle samo, co przed jej rozpoczęciem – stwierdził.

„Odważna polityka”

Polanski określa swoje podejście mianem „odważnej polityki”. Jak tłumaczy, chodzi o współpracę z obywatelami, a nie przemawianie w ich imieniu, oraz o konfrontowanie się z utrwalonymi strukturami władzy.

– To byłoby bardzo łatwe, gdyby nie istniały uprzywilejowane interesy – bardzo wpływowe i zamożne osoby, które gromadzą władzę i bogactwo. Kiedy podważasz status quo, często spotykasz się z ostrą reakcją – powiedział.

Nowa wizja gospodarki

Pod jego przywództwem Partia Zielonych rozszerzyła swój program poza kwestie środowiskowe, kładąc większy nacisk na nierówności społeczne, system podatkowy i koszty życia. Propozycje obejmują m.in. działania na rzecz redystrybucji majątku.

Odpowiadając na krytykę swojej postawy wobec kapitalizmu, Polanski zaznaczył, że jego celem nie jest atak na samą ideę rynku.

– Ludzie często myślą, że krytyka kapitalizmu to krytyka rynków, czyli przekonanie, że nie można już nic kupować ani sprzedawać. To absolutna nieprawda – powiedział. – Trzeba jasno określić, czym jest kapitalizm: to gromadzenie aktywów i kapitału oraz odbieranie pracownikom możliwości czerpania pełnej wartości z ich pracy.

Wyróżnienie w Attitude 101 potwierdza rosnącą pozycję Polanskiego nie tylko jako lidera politycznego, lecz także jako jednej z kluczowych postaci wpływających na debatę publiczną i reprezentację społeczności LGBTQ+ w Wielkiej Brytanii.

Badania stwierdza, że ​​średnia długość życia osób LGB+ jest o rok krótsza niż osób heteroseksualnych


Pierwsza analiza ONS dotycząca długości życia według orientacji seksualnej pokazuje, że osoby identyfikujące się jako LGB+ w Anglii i Walii żyją średnio krócej niż osoby heteroseksualne. Różnica wynosi około roku.

Różnice w długości życia

Z danych brytyjskiego Urzędu Statystyk Narodowych (ONS) wynika, że oczekiwana długość życia od 20. roku życia dla mężczyzn identyfikujących się jako LGB+ wynosi 59,4 roku, podczas gdy dla mężczyzn heteroseksualnych – 60,7 roku. Oznacza to różnicę 1,2 roku.

W przypadku kobiet różnica jest nieco mniejsza. Kobiety LGB+ mogą oczekiwać 63,0 lat życia od 20. roku życia, wobec 64,0 lat dla kobiet heteroseksualnych – czyli o 0,9 roku mniej.

Po rozbiciu na konkretne orientacje:

* mężczyźni identyfikujący się jako geje – 59,3 roku,
* kobiety identyfikujące się jako lesbijki – 62,8 roku,
* osoby biseksualne: 59,6 roku dla mężczyzn i 62,9 roku dla kobiet.

Orientacja nie jest czynnikiem ryzyka

Greg Ceely z ONS podkreślił, że na podstawie samej analizy nie można stwierdzić, czy to orientacja seksualna jest bezpośrednią przyczyną zaobserwowanych różnic. Na długość życia wpływa bowiem wiele czynników społecznych, zdrowotnych i ekonomicznych.

Podobne stanowisko zajmuje prof. Laia Becares z King’s College London. Jej zdaniem sama orientacja seksualna nie jest czynnikiem ryzyka – problemem jest sposób, w jaki osoby należące do mniejszości seksualnych są traktowane w społeczeństwie.

Wyższe ryzyko samobójstw i uzależnień

W styczniu ONS opublikował analizy wskazujące, że osoby LGB+ częściej umierają w wyniku samobójstw, chorób związanych z alkoholem oraz przedawkowania narkotyków niż osoby heteroseksualne.

Badacze zwracają uwagę, że doświadczenie dyskryminacji i wykluczenia społecznego wiąże się ze zwiększonym poziomem stresu, a także częstszym sięganiem po używki, w tym papierosy i narkotyki. To z kolei przekłada się na gorsze wskaźniki zdrowotne.

Dane eksperymentalne

Analiza opiera się na danych ze spisu powszechnego z 2021 roku oraz rejestrów zgonów. To pierwsze badanie ONS porównujące długość życia według orientacji seksualnej. Dane mają charakter eksperymentalny. Oczekiwaną długość życia obliczano od 20. roku życia, ponieważ pytanie o orientację seksualną zadano wyłącznie osobom w wieku 16 lat i starszym.

ONS nie uwzględnił w tej analizie tożsamości płciowej z powodu niepewności związanej z odpowiedziami na pytania o płeć w spisie z 2021 roku.

 Szerszy kontekst

Eksperci podkreślają, że wyniki należy interpretować ostrożnie. Różnice w długości życia nie muszą wynikać z samej orientacji seksualnej, lecz z czynników strukturalnych – takich jak nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej, doświadczenie przemocy, stygmatyzacja czy problemy ze zdrowiem psychicznym.

Badanie ONS stanowi ważny krok w lepszym zrozumieniu nierówności zdrowotnych w Wielkiej Brytanii i może stać się podstawą do dalszych analiz oraz działań w zakresie zdrowia publicznego.

źródło The Guardian

„Bookends” – queerowa komedia romantyczna z serca i życia


Noam Ash zamienił osobisty kryzys w film. „Bookends” to miłosny list do dziadków i queerowa rom-com z duszą.

Noam Ash miał około 27 lat, gdy jego związek się rozpadł. Bez pieniędzy i bez miejsca do życia zrobił coś, co – jak sam przyznaje – było dla niego źródłem ogromnego wstydu: wprowadził się do swoich dziadków.

– Mieszkałem z nimi ponad rok. To był najlepszy rok w moim życiu, ale jednocześnie byłem tym strasznie zawstydzony. Nie chciałem, żeby ktokolwiek o tym wiedział – wspomina Ash. – Moja menedżerka uznała to za hysterical i powiedziała: „Musisz coś o tym napisać”. I tak powstało „Bookends”.

Tak narodziła się romantyczna komedia „Bookends”, napisana przez Asha i z nim w roli głównej. Film opowiada historię aspirującego pisarza Nate’a, który po odkryciu zdrady swojego chłopaka (Spencer Belko) – romansu z instruktorem spinningu (Jared Reinfeldt) – wraca do domu dziadków. Tam niespodziewanie zakochuje się w ich lekarzu, granym przez Charlie’ego Barnetta.

Dziadkowie Asha zmarli, zanim film – wyreżyserowany przez Mike’a Doyle’a – doczekał się realizacji. – Wiedzieli, że nad tym pracuję i że to w gruncie rzeczy list miłosny do nich – mówi Ash.

W role dziadków wcielili się Caroline Aaron i F. Murray Abraham. W filmie postać dziadka zaczyna wykazywać objawy demencji, co okazało się wyjątkowo poruszające dla rodziny Asha. – Dla mojej mamy i cioci to był ich tata. Kiedy oglądały film, powiedziały: „O mój Boże, to jest on” – opowiada. – Mama zapytała, czy pokazywałem Murrayowi nagrania dziadka. Nie musiałem. Wszystko było w scenariuszu.

Zarówno Ash, jak i Barnett są jest gejem, a autentyczność obsady była dla twórców kluczowa. – Dużo o tym rozmawialiśmy z Mike’iem. Chcieliśmy też pokazać, że Żydzi mają różne kolory skóry, sylwetki i historie – mówi Ash. – Mama Charliego była Żydówką. Powiedziałem mu: „Nie byłeś wychowywany w judaizmie? Nic nie szkodzi. Przyjmujemy cię”.

W obliczu nasilających się politycznych ataków na społeczność LGBTQ+, Ash obawiał się, że film może mieć problem ze znalezieniem dystrybutora. Przełomem okazał się jednak sukces serialu „Heated Rivalry”.

– Oni udowodnili w absolutnie największy możliwy sposób, że można stworzyć najbardziej parny, gejowski, homoerotyczny serial w historii telewizji i jednocześnie osiągnąć ogromny mainstreamowy sukces – mówi Ash. – To naprawdę mnie uspokoiło.

„Bookends” to nie tylko komedia romantyczna, ale też opowieść o rodzinie, stracie, wstydzie i czułości – film, który pokazuje, że queerowe historie mogą być jednocześnie intymne i uniwersalne. Jeśli chcesz, mogę przygotować recenzję filmu, tekst pod festiwal albo materiał o trendzie queerowych rom-comów w mainstreamie.

źródło Variety

Starsi geje zbudowali własną społeczność fanów hokeja. Potem nadeszła „Heated Rivalry”.


Serial Heated Rivalry na HBO Max nie tylko przyciągnął fanów ze względu na romantyczne i seksualne wątki, ale także wywołał głębokie emocje wśród starszych gejów, którzy rozpoznali w nim własne doświadczenia z coming outem.

Mike Holmes, 59 lat, oglądał serial dla „scen gejowski”, ale scena, w której Scott Hunter (François Arnaud) wychodzi z szafy przed pełnym stadionem, przeniosła go w przeszłość, przypominając paniczne momenty pierwszych coming outów wobec przyjaciół i rodziny. Holmes, który od dawna jest w związku małżeńskim, oglądał tę scenę wielokrotnie, bo odzwierciedlała jego własną młodość w świecie pełnym homofobii, nie tylko w hokeju, ale w całym społeczeństwie.

Podobnie Eric Pinder, 59 lat, po obejrzeniu serialu poczuł emocjonalne połączenie z historią Scotta Huntera i Kipa Grady’ego, zwłaszcza ich pierwszej sceny razem, pełnej chemii i napięcia. Pinder i jego mąż Dwayne Smoot, wieloletni fani hokeja, świętowali swoje małżeństwo na lodowisku, podkreślając, jak hokej wpleciony jest w ich życie i relację.

Historia queerowej społeczności hokejowej sięga dalej — Craig Brownstein, 68 lat, wraz ze swoim zmarłym mężem Dougiem Johnsonem założył w 2010 r. blog PuckBuddys, który stał się centralnym punktem dla gejowskich fanów hokeja. Blog łączył poczucie humoru z pasją do sportu i pozwolił im zostać oficjalnie akredytowanymi dziennikarzami NHL, pokazując, że queerowi fani mogą znaleźć swoje miejsce nawet w tradycyjnie „hypermasculine” świecie hokeja.

Chociaż Brownstein jest krytyczny wobec samego serialu — pierwsze odcinki określa jako „slog” i uważa, że historia mogłaby dotyczyć dowolnego sportu — docenia potencjał Heated Rivalry do odnowienia queerowej społeczności hokejowej. Podkreśla, że jeśli gejowscy widzowie zainteresują się sportem dzięki serialowi, zostaną przyjęci do fandomu, tak jak on i inni w przeszłości.

Serial pokazuje więc nie tylko romantyczne napięcie, lecz także emocjonalny rezonans coming outu i możliwości integracji LGBTQ+ w świecie sportu, który przez lata pozostawał zamknięty dla otwartych gejów.

źródło 13 ThNews

Mike Johnson kontra papież: polityk, który myśli, że zna Biblię lepiej niż duchowny


Są rzeczy, których trudno pojąć. Jedną z nich był niedawny popis przewodniczącego Izby Reprezentantów USA, Mike’a Johnsona, który postanowił „wyjaśnić” Biblię papieżowi Leo XIV – duchowemu przywódcy ponad miliarda katolików, człowiekowi, który naprawdę przeszedł duchową szkołę życia i cieszy się autorytetem moralnym. Ten incydent tylko potwierdził, jak bardzo Johnson jest zarozumiałym i bezrefleksyjnym politykiem.

Pomysł, że Johnson naprawdę uważał, że wie więcej o Biblii niż pokorny papież, jest nie do pojęcia. W mojej opinii, jest obecnie jednym z najbardziej obraźliwych przedstawicieli chrześcijaństwa w USA. Donald Trump także deklaruje wiarę w Chrystusa, ale z jego powtarzanymi fałszywymi roszczeniami wyborczymi trudno traktować go poważnie – podobnie Johnsona.

Johnson to definicja świętoszkowatej hipokryzji. Dla osób uważnie obserwujących politykę, zwłaszcza dla społeczności LGBTQ+, których życie i godność były przez niego wielokrotnie deprecjonowane, jego arogancja w stosunku do papieża nie była zaskoczeniem. To, co Johnson nazywał „wymianą teologiczną”, w rzeczywistości było politycznym pokazem w pełnym wydaniu: bigoterii, ksenofobii i nacjonalizmu, próbą wykorzystania Pisma Świętego do usprawiedliwienia polityki krzywdzącej i wykluczającej. Kontrast między śliskim politykiem a białym papieżem w szacie był uderzający.

Sam Johnson swoje stanowisko formułuje w sposób, który ironicznie kontrastuje z rzeczywistością. Gdy pytano go o kwestie społeczne, stwierdził w wywiadzie u Seana Hannity’ego, że radzi ludziom: „Weźcie Biblię z półki i ją przeczytajcie — to moje spojrzenie na świat”, jakby to prostym gestem rozstrzygało skomplikowane kwestie moralne. Jednocześnie deklarował, że „prawdziwie kocha wszystkich, niezależnie od ich stylu życia”, a równocześnie forsował prawa i retorykę, które realnie szkodzą osobom LGBTQ+. „Styl życia” w jego ustach to de facto „praktykujący homoseksualizm”, co sprawia, że język Johnsona brzmi jak relikt lat 50. XX wieku.

Jeszcze zanim został przewodniczącym Izby, Johnson otwarcie określał homoseksualizm jako „z natury nienaturalny” i ostrzegał, że legalne uznanie związków osób tej samej płci doprowadzi do upadku społeczeństwa. W jednym z e-maili fundraisingowych ubolewał, że „1 na 4 uczniów liceum identyfikuje się inaczej niż heteroseksualnie”, określając kulturę amerykańską jako „mroczną i zepsutą” i gotową na boski sąd.

Trudno wyobrazić sobie, by ktoś, kto naprawdę podąża śladami Chrystusa, jak papież Leo, używał takich założeń, oskarżeń i obraźliwych określeń. Słowa Johnsona sprawiają, że bardziej pasuje on do Kościoła Szatana niż do Kościoła Chrześcijańskiego.

Johnson nie ogranicza się do religijnego języka. Wierzy, że jego własna wersja Biblii powinna kształtować politykę państwa, a nawet kwestionuje zasadę rozdziału kościoła od państwa, twierdząc, że USA powstały jako „republika biblijna” – oczywiście w jego wypaczonej interpretacji. W jednym ze swoich wystąpień porównał siebie do Mojżesza, twierdząc, że Bóg powołał go do przywództwa. Audacja tego porównania jest szokująca, zwłaszcza w kontekście jego działań legislacyjnych – blokowania ochrony osób transpłciowych i wspierania anty-LGBTQ+ ustaw, w tym tzw. „Big Beautiful Bill”, zakazującego federalnego finansowania opieki afirmującej płeć.

Ponadto Johnson współpracował z organizacjami promującymi „ex-gay” i terapię konwersyjną – praktyki powszechnie potępiane przez psychologię i medycynę, które od dziesięcioleci szkodzą społeczności LGBTQ+. To nie jest drobny szczegół – to dowód na jego wieloletnie zaangażowanie w politykę realnie krzywdzącą ludzi, ich rodziny i młodzież.

W przeciwieństwie do niego papież Franciszek konsekwentnie wzywa do Kościoła otwartego, pełnego miłosierdzia i nieodrzucającego nikogo. Jezus nie kazał ludziom potępiać samych siebie; obejmował ich i redefiniował pojęcie wspólnoty.

Społeczność LGBTQ+ odczuwa skutki polityki Johnsona – wymazywanie naszej obecności z edukacji, etykietowanie nas jako niemoralnych, odmawianie prawa do równości i miłości. Widzieliśmy, jak używa Biblii jako tarczy dla swoich działań. To nie jest chrześcijaństwo.

Prawdziwą bluźnierstwem nie jest papież wzywający do miłosierdzia. Prawdziwym bluźnierstwem jest Mike Johnson, z jego długoletnim rekordem szkodzenia życiu osób LGBTQ+, który odważa się pouczać Watykan o Biblii.

Religia w najlepszym wydaniu nakazuje kochać bliźniego. Polityka Johnsona każe traktować nas jak wrogów. Jeśli chce debatować o teologii, powinien zacząć od miłości. Jeśli chce pouczać papieża, niech najpierw spojrzy w lustro.

źródło The Advocate.

wtorek, 10 lutego 2026

Ujawniona narciarka zdobywa olimpijskie złoto i świętuje pocałunkiem z swoją dziewczynę.

Szwajcarka Mathilde Gremaud, jedna z ujawnionych zawodniczek reprezentujących Team LGBTQ na igrzyskach w Milano Cortina 2026, obroniła swój tytuł olimpijski w slopestyle’u.

26-letnia mistrzyni wyprzedziła swoją odwieczną rywalkę Eileen Gu o zaledwie 0,38 punktu w Valtellina w poniedziałek, powtarzając dramatyczny wynik sprzed czterech lat, kiedy różnica wynosiła 0,33 punktu.

Po zwycięstwie Gremaud została uhonorowana pocałunkiem przez swoją dziewczynę, Vali Höll, austriacką elitarną zawodniczkę MTB, co podkreśliło nowy rozdział szczęścia w jej życiu prywatnym. 

W drugim przejeździe Szwajcarka wykonała serię spektakularnych trików, w tym nose-butter double cork 1260, którego jako pierwsza kobieta dokonała w zawodach. Jej wynik 86,96 zapewnił jej złoty medal.

Na Instagramie profil Swiss Freeski pokazał zdjęcie Gremaud z poważnym otarciem biodra. „Dowód, że nie było łatwo. Dowód, że warto było walczyć! Upadłam ciężko na treningu. Nadal zdobyłam złoto” – głosi podpis.

Dla Gremaud był to już czwarty olimpijski medal. W Pjongczangu zdobyła srebro w slopestyle’u, a w Pekinie w 2022 roku – brąz w Big Air. Szwajcarka powalczy teraz o kolejny medal w Big Air, którego kwalifikacje rozpoczną się 15 lutego. W tej konkurencji w Pekinie złoto wywalczyła Gu, więc możemy spodziewać się kolejnego zaciętego pojedynku między tymi rywalkami.

Poza sukcesami sportowymi, Gremaud od 2024 roku publicznie związana jest z Höll, a media określają je mianem „power couple” świata sportów ekstremalnych. Para planuje zamieszkać w Innsbrucku, by być bliżej siebie.

Gremaud tym samym nie tylko umacnia swoją pozycję na stoku, ale również staje się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli obecności społeczności LGBTQ w sportach zimowych.

źródło outsports

Ralf Schumacher planuje ślub z partnerem w Saint-Tropez.

Ralf Schumacher najwyraźniej jest gotowy na kolejny ważny krok w swoim życiu prywatnym. Jak informuje niemiecki dziennik „Bild” (artykuł płatny), 50-letni były kierowca Formuły 1 planuje poślubić swojego partnera, Étienne’a Bousquet-Cassagne’a (36 lat), pod koniec maja tego roku.

Zaproszenia ślubne miały zostać rozesłane już kilka tygodni temu – zarówno do członków rodziny, jak i do znanych przyjaciół pary, wśród których znaleźli się m.in. Robert i Carmen Geiss. Sam Schumacher nie odniósł się jeszcze publicznie do medialnych doniesień.

Ślub na południu Francji

Ceremonia ma odbyć się w Saint-Tropez na Lazurowym Wybrzeżu, gdzie Schumacher i Bousquet-Cassagne przez większą część roku mieszkają w swojej willi. Według „Bilda” para planuje wystawne, trzydniowe uroczystości. Świętowanie ma rozpocząć się w piątek wieczorem spotkaniem powitalnym, w sobotę zaplanowano huczne przyjęcie weselne, a całość zakończy niedzielny brunch.

Co istotne, błogosławieństwa nowożeńcom ma udzielić była żona Ralfa Schumachera, Cora Schumacher. — Steven i ja życzymy Ralfowi i Étienne’owi dużo szczęścia i wszystkiego najlepszego — powiedziała 49-latka w rozmowie z „Bildem”.

Relacje między byłymi małżonkami nie zawsze były łatwe. Po coming oucie Schumachera Cora przez pewien czas otwarcie krytykowała byłego męża, a nawet oskarżała go o niewierność. Obecnie jednak sama jest w nowym związku z amerykańskim biznesmenem Stevenem Bo Bekendamem (44), co — jak się wydaje — wpłynęło na bardziej pojednawczą postawę wobec Ralfa. Para pobrała się cywilnie 5 października 2001 roku, a ich małżeństwo zakończyło się rozwodem w lutym 2015 roku.

Związek ujawniony po latach

Ralf Schumacher i Étienne Bousquet-Cassagne są parą od 2022 roku, choć poznali się już w 2019 roku w Monako. Swój związek ujawnili publicznie dopiero w lipcu 2024 roku — wtedy też były kierowca wyścigowy po raz pierwszy otwarcie wypowiedział się na temat swojej orientacji seksualnej.

Od tego momentu Schumacher i Bousquet-Cassagne, były francuski polityk związany niegdyś z partią Marine Le Pen, regularnie dzielą się wspólnymi zdjęciami w mediach społecznościowych i pojawiają się razem w przestrzeni publicznej. W ostatnich miesiącach wystąpili także w kilku niemieckich programach rozrywkowych, m.in. w popularnym teleturnieju „Wer weiß denn sowas?”.

Jeśli doniesienia się potwierdzą, ślub w Saint-Tropez będzie nie tylko prywatnym świętem pary, ale również symbolicznym momentem w życiu jednego z najbardziej znanych niemieckich sportowców początku XXI wieku.