Niemiecki polityk gej, Florian Siekmann będący przedstawicielem Zielonych w Bawarii, niedawno skrytykował swój stan za brak „queerowego planu działania”. Chodziło mu o to, że państwo nie wydaje dużych sum pieniędzy podatników na kampanie edukacyjne i programy mające na celu „kształtowanie postaw”.
Wyraża on szlachetną myśl – że równość małżeńska to za mało, a pary jednopłciowe potrzebują szacunku, czyli faktycznej równości społecznej.
Jednak problem polega na tym, że prawdziwej równości społecznej nie da się wymusić ani kupić. Nie da się jej też wyprodukować przez kampanie, naciski polityczne czy eksperymentalne zmiany prawne. Próby narzucenia postaw prowadzą zwykle do odwrotnego efektu – wzrostu niechęci i społecznego oporu.
Szacunek trzeba zdobyć. Tymczasem działania części środowisk LGBTQ+ w ostatniej dekadzie – w tym radykalne reformy dotyczące praw dzieci i redefinicje prawne kobiet – często prowokują kontrowersje i budzą sprzeciw. Pod sztandarem „praw gejów 2.0” część z tych działań osłabiła zaufanie i akceptację, którą społeczność budowała przez dziesięciolecia.
Dodatkową ironią jest fakt, że polityk skarży się na wzrost przemocy i prześladowań młodych gejów w szkołach. Nie dostrzega jednak, że wiele z tych problemów wynika z szerokich procesów społecznych, w tym gwałtownej zmiany demograficznej i polityki „różnorodności”, którą jego partia konsekwentnie wspiera.
Przesłanie jest jasne: szacunek społeczny nie jest darem polityków ani efektem ustaw i kampanii. Jest wynikiem codziennego życia w społeczeństwie, wzajemnego zrozumienia i autentycznej integracji. Im więcej działań będzie postrzeganych jako wymuszone lub oderwane od rzeczywistości, tym trudniej będzie go osiągnąć.
Landtagsabgeordneter der Grünen Florian Siekmann beklagt sich über mangelnde Unterstützung in Bayern für Queere. pic.twitter.com/20NZB3pWA2
— Vadim Derksen (@realDerksen) February 11, 2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz