Zjazd kobiet na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie zapowiadany był jako historia wielkiego powrotu — i dokładnie tym się stał. Breezy Johnson nie tylko wróciła na szczyt po latach przeciwności, ale także zapisała się w historii sportu jako pierwsza otwarcie LGBTQ+ zawodniczka oraz pierwsza Amerykanka, która zdobyła złoty medal olimpijski w zjeździe.
30-letnia narciarka z Jackson w stanie Wyoming triumfowała z czasem 1:36,10, pokonując trasę, która cztery lata wcześniej niemal zakończyła jej olimpijskie marzenia. W 2022 roku, podczas zawodów Pucharu Świata w Cortinie d’Ampezzo, groźny upadek przekreślił jej szanse na start w Pekinie. W Mediolanie Johnson wróciła na tę samą górę — tym razem bez strachu, za to z bezkompromisową agresją i perfekcyjną jazdą.
— Wiedziałam, że muszę zaatakować. Musiałam pojechać mocniej niż na treningach i być bardzo czysta technicznie — mówiła po zawodach. — Było kilka momentów, kiedy trochę mnie „wyniosło” na skokach, ale utrzymałam rytm. Wiedziałam, że prędkości są dobre i miałam nadzieję, że to wystarczy.
Ryzyko, prędkość i zimna krew
Początek przejazdu nie zapowiadał zwycięstwa — Johnson traciła czas do rywalek. Kluczowy okazał się jednak środkowy odcinek trasy, gdzie odzyskała prędkość i przejechała fragment, na którym wcześniej doznała wypadku, z zawrotną szybkością ponad 110 km/h. Po minięciu mety musiała jeszcze czekać, aż kolejne zawodniczki zakończą swoje przejazdy.
Najbliżej odebrania jej złota była Niemka Emma Aicher, która straciła do Johnson zaledwie 0,04 sekundy i sięgnęła po srebro. Brąz zdobyła Włoszka Sofia Goggia, minimalnie wyprzedzając Amerykankę Jacqueline Wiles.
Na trasie wymagającej absolutnej odwagi Johnson pojechała na granicy ryzyka — i dokładnie tyle wystarczyło, by wygrać.
Widoczność ma znaczenie
Johnson jest jedną z rekordowej liczby otwarcie LGBTQ+ sportowczyń i sportowców na tych igrzyskach. W 2022 roku publicznie ujawniła, że jest biseksualna, publikując osobisty wpis na Instagramie.
— Jestem biseksualna. Chcę być widoczna dla tych wszystkich osób 🏳️🌈, które czują się inne i chcą zobaczyć kogoś podobnego do siebie na szczycie — pisała wtedy. — Jesteśmy normalni i możemy robić wszystko, co chcemy. Nienawiść nie wygrywa z miłością.
Jej zwycięstwo to nie tylko sportowy sukces, ale także silny symbol reprezentacji i odwagi bycia sobą na największej scenie świata.
Cień dramatycznego wypadku Lindsey Vonn
Niedzielne zawody miały też gorzki akcent. Legendarka narciarstwa Lindsey Vonn, mistrzyni olimpijska z 2010 roku, zakończyła swój olimpijski start dramatycznym upadkiem. 41-latka została zniesiona z trasy śmigłowcem, a zawody przerwano na 30 minut. Według sztabu USA jest ona „pod obserwacją”, a media podawały, że z helikoptera kibicowała Johnson w drodze do zwycięstwa.
— Wiem, jak trudna jest ta trasa i jak bardzo boli, kiedy kochasz ją, a ona cię rani — powiedziała Johnson. — Moje serce jest z Lindsey.
Droga pełna zakrętów
Złoty medal zamyka burzliwy rozdział w karierze Johnson. Po wypadku w 2022 roku nastąpiło 14-miesięczne zawieszenie w 2023 roku za nieobecność na trzech kontrolach antydopingowych. W ciągu zaledwie 96 sekund na włoskiej trasie udowodniła jednak, że warto było czekać.
— Miałam dziś dobre przeczucie. Wciąż nie mogę w to uwierzyć — przyznała. — Może czasem naprawdę dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy potrafią czekać.
Breezy Johnson nie tylko wygrała olimpijskie złoto. Pokazała, że powrót jest możliwy — i że widoczność, odwaga oraz autentyczność mają realną moc.
źródło outsports

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz