Mit „dziecko ma prawo do matki i ojca” jak mówią przeciwnicy związkom partnerskim/równości małżeńskiej
Od czasu sprawy Kim Davis i decyzji Sądu Najwyższego USA, który odmówił cofnięcia małżeństw jednopłciowych, pojawiają się kolejne próby ich ograniczenia. Ostatnio Katy Faust w The Federalist argumentowała, że Obergefell v. Hodges powinno zostać podważone, ponieważ dzieci rzekomo cierpią, jeśli nie wychowują ich małżeństwa z matką i ojcem, a równość małżeńska faworyzuje dorosłych kosztem „praw dzieci”.
Ten argument jest mylny i prawnie niespójny. Prawo nigdy nie uznawało, że dziecko ma konstytucyjne prawo do matki i ojca. Konstytucja ani przepisy rodzinne nie gwarantują prawa do rodziców o określonej płci. Dzieci mają prawo do opieki, bezpieczeństwa, stabilności i ochrony prawnej, a nie do biologicznej konfiguracji rodziców.
Sądy oceniają rodziny przez pryzmat najlepszego interesu dziecka, a nie ideologii biologicznej. Istnieją adopcja, rodzicielstwo zastępcze, opiekunowie prawni i rodziny mieszane, bo zdrowe rodzicielstwo może przybierać wiele form.
Argument Faust nie dotyczy w rzeczywistości dzieci, lecz próby podważenia małżeństw jednopłciowych, przedstawiając je w języku „chroniącym dzieci”. Fakty mówią co innego: pary jednopłciowe rozwodzą się rzadziej niż pary heteroseksualne, a badania pokazują, że dzieci wychowywane w takich rodzinach radzą sobie równie dobrze w sferze zdrowia, edukacji i emocji.
Decyzja Obergefell nie odebrała dzieciom matek ani ojców — rozszerzyła równe prawa i ochronę na rodziny, które były ich pozbawione. Cofnięcie tej decyzji nie pomogłoby dzieciom, lecz pozbawiłoby ochrony istniejące rodziny.
Konstytucja nie gwarantuje nostalgii — gwarantuje wolność. To jest świat, w którym muszą żyć rodziny LGBTQ+: polityka często stawia ideologię ponad dobro ludzi.
W Polsce problem wygląda bardzo podobnie. Politycy często mówią „NIE” małżeństwom jednopłciowym i związkom partnerskim, pod pretekstem „ochrony dzieci”. Jednak w rzeczywistości dzieci nie są chronione — wręcz przeciwnie, brak praw dla rodziców w związkach LGBTQ+ oznacza, że tęczowe rodziny i ich dzieci pozostają bez ochrony prawnej.
Nikt z przeciwników nie chce czytać badań ani uwzględniać dowodów naukowych. Ważniejsze są dla nich utrwalone stereotypy i własne przekonania, które stawiają ponad dobro dzieci. Mimo że często mówią o trosce o najmłodszych, prawdziwym celem jest utrzymanie ideologicznych granic, a nie rzeczywiste wsparcie czy ochrona rodzin.
Ten przykład pokazuje, że argument o „ochronie dzieci” jest najczęściej przykrywką dla ograniczania praw mniejszości, a nie realną troską o dobro najmłodszych.
Skrajnie prawicowa grupa „Greater Than” próbuje cofnąć prawo do małżeństw jednopłciowych poprzez nową kampanię przedstawianą jako działania na rzecz ochrony dzieci. Budzi to obawy wśród aktywistów i sojuszników społeczności LGBTQ, że ciężko wywalczone prawa mogą nie być tak bezpieczne, jak dotąd sądzono. Kelley Robinson, prezeska Human Rights Campaign, dołącza do programu The Weekend: Primetime, aby omówić tę sprawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz