poniedziałek, 9 lutego 2026

Dlaczego kurczowo trzyma się nieosiągalnego ideału


Dlaczego kurczowo trzyma się nieosiągalnego ideału, dlaczego zakłada, że jednostka jest niekompletna, że życie ma sens tylko w grupie? To pytanie, niczym ciche, dociekliwe tętno, leży u podstaw powieści „Unfounded Fears” Resa Siguscha. Książka nie tyle szuka odpowiedzi, ile cierpliwie rozkłada to pytanie na doświadczenia, relacje i lęki, które — choć często niewidzialne — realnie kształtują codzienność.

Christian ma 30 lat, jest queerowym singlem, mieszka w małym miasteczku w Saksonii i zamierza tam pozostać. Pracuje jako trener fitness: barczysty, podziwiany za urodę, sprawia wrażenie człowieka osadzonego w ciele i w świecie. A jednak wewnątrz jest kruchy. Zakochany w Nikolasie — mężczyźnie, który woli opiekować się psami w schronisku niż chodzić na randki, zwłaszcza queerowe — Christian funkcjonuje w napięciu między pragnieniem bliskości a doświadczeniem ciągłego odsuwania. Z tej sprzeczności rodzi się gorzko ironiczna myśl, która wiele mówi o jego światopoglądzie: „Właściwie trzeba by je oduczyć tych oczekiwań prawdziwej miłości”.

Sigusch z dużą wrażliwością zagląda w psychikę bohatera zmagającego się z lękami i zaburzeniami snu. Co istotne, nie patologizuje go i nie ucieka się do taniego dramatyzmu. Wycofywanie się Christiana odbywa się powoli i niemal niepostrzeżenie: telefon z informacją, że jest chory, odwołane spotkania, narastająca izolacja. Przez długi czas narracja pozostaje skupiona niemal wyłącznie na nim — aż do momentu, gdy perspektywa się zmienia.

Wtedy Christian zaczyna istnieć w oczach innych. Nadopiekuńcza matka Kerstin, emocjonalnie zdystansowany ojciec Peter, pozostający w separacji i niepewnie próbujący odbudować kontakt z synem; zespół na siłowni — Jule, Arian oraz ich szef Kai; przelotne i intymne spotkania, jak to z transpłciowym mężczyzną Leo. Nawet głos z infolinii kryzysowej i lekarz, który ostatecznie przepisuje mu leki, zyskują znaczenie. Ta polifoniczna struktura odsłania coś kluczowego: lęk nie jest stanem odizolowanym. Jest siłą, która przeobraża relacje, zakłóca komunikację i obciąża całe sieci międzyludzkich powiązań.

„Unfounded Fears” ukazała się 31 stycznia 2026 roku nakładem Berlin Verlag. Tym bardziej uderzające jest to, że powrót do samego Christiana w finale powieści okazuje się zaskakująco krótki. Można odnieść wrażenie, że książka mogłaby głębiej zanurzyć się w jego wewnętrzny świat, bez instrumentalizowania lęku dla narracyjnego efektu. Przepisanie Tavora — leku działającego szybko i intensywnie — pozostaje raczej warunkiem wyjściowym niż prawdziwym konfliktem.

Chwilami utrzymuje się osobliwa anonimowość bohatera. Ale być może właśnie w tym tkwi zamysł Siguscha. Czytelnik zostaje wepchnięty w rolę biernego obserwatora i skonfrontowany z własną odpowiedzialnością: Jak bym zareagował? Kiedy interweniować? Kiedy się wycofać? Brak jednoznacznych odpowiedzi nie jest tu niedopatrzeniem, lecz etycznym wyzwaniem.

Tytuł powieści stanowi ważny klucz interpretacyjny. Sigusch rozróżnia lęki „uzasadnione” — wynikające z realnych, aktualnych zagrożeń — oraz „nieuzasadnione”, które rodzą się z pamięci wcześniejszych sytuacji, w których strach już raz się pojawił. Co istotne, te drugie nie są delegitymizowane. Są realne, nawet jeśli ich przyczyna pozostaje niewidoczna. To podejście jednocześnie psychologicznie precyzyjne i politycznie uczciwe.

Jedne z najmocniejszych fragmentów powieści odsłaniają performatywny wymiar męskości i wysiłku fizycznego. Siłownia staje się sceną spektaklu: „Obciążenia demonstracyjnie zsuwano na drążki, 25, 50, 60, 80 kilogramów, taki jestem zajebisty, hantle spadały na podłogę, taki jestem zajebisty, nie ma mowy o sprzątaniu, jestem tak wyczerpany”.

Trening jawi się jako rytuał samopotwierdzenia — próba odzyskania kontroli nad ciałem, które wewnętrznie dawno przestało być posłuszne.

Szkoda, że polityczny kontekst tej samoobrony nie został nakreślony wyraźniej. Prawicowe groźby migają w tle, lecz pozostają niedopowiedziane. AfD mogłaby zostać nazwana wprost — właśnie dlatego, że w konkretny sposób wpływa na realia życia osób queer w Saksonii i wzmacnia społeczne podglebie lęków Christiana.

A jednak, mimo tych braków — a może właśnie dzięki nim — „Bezpodstawne Lęki” rozwijają szczególną siłę. Jasny, przystępny styl prowadzi czytelnika przez kolejne strony bez popadania w banał. Szczególnie odświeżające jest ukazanie queerowej egzystencji nie jako fenomenu wielkomiejskiego, lecz zakorzenionego w prowincjonalnej Saksonii. Powieść nie oferuje naiwnej nadziei. Zamiast tego proponuje coś trwalszego: wizję queerowej utopii zakotwiczonej dokładnie tam, gdzie zbyt często się jej nie dostrzega.

źródło queer.de.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz