Andrew Tilly i Drew Harrison od lat wiernie jeżdżą za Leeds United – na mecze domowe i wyjazdowe. Przyjaźń połączyła ich nie tylko miłość do klubu, ale też wspólna misja: niemal dekadę temu założyli oficjalną grupę kibiców LGBTQ+ Leeds United – Marching Out Together. Dziś jest to jedna z największych tego typu inicjatyw w Wielkiej Brytanii, skupiająca setki członków.
Choć obaj są przyzwyczajeni do tego, że na stadionach czasem słychać homofobiczne komentarze, a nawet przyśpiewki, zazwyczaj czują się na siłach, by reagować i zwracać uwagę sprawcom. Jednak jedno z wydarzeń w obecnym sezonie było na tyle drastyczne, że zmusiło ich do opuszczenia stadionu.
– Z powodu homofobicznych uwag mój przyjaciel poczuł się na tyle zastraszony, że powiedział, iż chce wyjść. Nie mieliśmy innego wyjścia – relacjonuje Tilly w podcaście Football v Homophobia.
Homofobiczne wyzwiska przy dziecku
Do incydentu doszło 1 listopada podczas wyjazdowego meczu Leeds z Brighton. Jak opowiada Tilly, za nimi siedział mężczyzna z kilkuletnim synem, który w trakcie spotkania wielokrotnie używał homofobicznych określeń.
– To było szokujące, że robił to w obecności własnego dziecka. W pewnym momencie krzyczał w stronę kibiców Brighton „queer b*stards” w ramach przyśpiewki – mówi Tilly.
Obiektem ataków słownych stał się także napastnik Brighton, Danny Welbeck. Gdy Tilly zwrócił kibicowi uwagę, ten zareagował agresją i kontynuował obraźliwe okrzyki. Po strzelonym golu zaczął prowokować Tilly’ego, sugerując, że „jest jednym z nich”, używając kolejnych homofobicznych komentarzy.
Wtedy Tilly i Harrison zdecydowali się opuścić trybuny, mimo że inni kibice próbowali ich zatrzymać i okazywali wsparcie. Jeden z nich następnego dnia skontaktował się z Marching Out Together, deklarując gotowość złożenia zeznań, aby sprawca został objęty zakazem stadionowym.
Brak reakcji instytucji
Incydent został zgłoszony zarówno policji obecnej na meczu, jak i klubowi Brighton oraz Leeds United. Tilly usłyszał, że sprawa będzie analizowana na podstawie nagrań wideo. Mimo upływu czasu – jak twierdzi – nie otrzymał jednak żadnej odpowiedzi ani od policji, ani od klubów.
– To bardzo zniechęcające. Jeśli zgłoszenia nie są rozpatrywane, ludzie przestaną reagować. A przecież to kluby mają realną władzę – mogą szybko podejmować decyzje, w tym nakładać zakazy stadionowe – podkreśla Tilly.
Jego zdaniem nawet pojedynczy incydent może sprawić, że osoby LGBTQ+ całkowicie zrezygnują z chodzenia na mecze.
„Edukacja to za mało”
Do sprawy odniósł się również Steve Wignall, przewodniczący Marching Out Together. – Zawsze stawialiśmy na edukację, ale są sytuacje, w których to nie wystarcza. W takich przypadkach potrzebne są realne konsekwencje: zakazy stadionowe i wsparcie ze strony policji oraz klubów – mówi.
Historia Tilly’ego i Harrisona pojawia się w czasie szczególnym. Luty to w Wielkiej Brytanii Miesiąc Historii LGBT+, a także coroczny Month of Action organizowany przez kampanię Football v Homophobia, walczącą z dyskryminacją w piłce nożnej na całym świecie. W tym sezonie Premier League uruchamia także nową inicjatywę „With Pride”, po zakończeniu współpracy z kampanią Rainbow Laces.
Dane brytyjskiego Home Office pokazują jednak, że liczba zgłoszonych incydentów anty-LGBTQ na stadionach Premier League i EFL rośnie. Zdaniem aktywistów to wyraźny sygnał, że symboliczne gesty nie wystarczą – potrzebne są szybkie i zdecydowane działania.
Leeds United i Brighton znajdują się wśród 30 klubów, które oficjalnie wsparły działania Football v Homophobia. Dla Tilly’ego i Harrisona kluczowe jest jednak, by za deklaracjami szły konkretne decyzje. Jak podkreślają, tylko wtedy stadiony mogą stać się miejscem naprawdę bezpiecznym dla wszystkich kibiców.
źródło Outsports

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz