Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wysłuchał we wtorek niemal czterech godzin argumentów w dwóch połączonych sprawach – Little v. Hecox z Idaho oraz West Virginia v. B.P.J. – które mogą przesądzić o przyszłości udziału transpłciowych dziewcząt i kobiet w szkolnym sporcie w całym kraju. Orzeczenie, spodziewane do czerwca, może mieć dalekosiężne konsekwencje nie tylko dla sportu, ale także dla praw obywatelskich osób transpłciowych w USA.
Przed budynkiem Sądu Najwyższego zebrał się duży i głośny tłum. Po obu stronach sporu odbywały się manifestacje, jednak – według relacji – zwolennicy praw osób transpłciowych byli liczniejsi. W ramach akcji „Fight for the T in Team”, zorganizowanej przez Lambda Legal, ACLU i Legal Voice, przemawiali transpłciowi uczniowie i sportowcy, ich rodzice, działacze praw obywatelskich oraz członkowie Kongresu, apelując o równy dostęp do szkolnych rozgrywek sportowych.
Przewodniczący Congressional Equality Caucus, kongresmen Mark Takano z Kalifornii, ostro skrytykował sekretarz edukacji Lindę McMahon, która w tym samym czasie przemawiała na pobliskim wiecu przeciwników udziału osób transpłciowych w sporcie. „Jeśli istnieją transpłciowi pracownicy, to istnieją też transpłciowi nastolatkowie. A jeśli oni istnieją, to istnieją również transpłciowe dzieci” – mówił Takano. „Skoro transpłciowi pracownicy mają prawo do ochrony przed dyskryminacją, transpłciowe dzieci mają prawo do wolnej i równej edukacji”.
Sala rozpraw była wypełniona do ostatniego miejsca, a uwagę komentatorów zwróciła wyraźna przewaga mężczyzn wśród obecnych. Przed sądem argumentowali m.in. prokuratorzy generalni Idaho i Wirginii Zachodniej oraz przedstawiciel Departamentu Sprawiedliwości USA, broniąc stanowych przepisów zakazujących transpłciowym dziewczętom i kobietom startu w żeńskich drużynach sportowych.
W sprawie z Idaho jedyną kobietą występującą przy mównicy była Kathleen R. Hartnett, reprezentująca transpłciową studentkę kwestionującą obowiązujące tam prawo. Na sali obecni byli także znani prawnicy zajmujący się prawami obywatelskimi, w tym Chase Strangio z ACLU – pierwsza otwarcie transpłciowa osoba, która argumentowała przed Sądem Najwyższym (w sprawie dotyczącej opieki afirmującej płeć dla nieletnich w 2024 roku).
Wśród publiczności znaleźli się również przedstawiciele środowisk konserwatywnych, m.in. komentator Ben Ferguson oraz była gwiazda Fox News Megyn Kelly.
Po pierwsze – podział na drużyny dziewcząt i chłopców nie jest kwestionowany.Sędziowie jasno dali do zrozumienia, że sam fakt istnienia oddzielnych drużyn sportowych ze względu na płeć jest zgodny z prawem i konstytucją. Nie padły sugestie, by taki podział należało podważyć.
Po drugie – sednem sporu jest status transpłciowych dziewcząt.Główne pytanie brzmi, czy transpłciowe dziewczęta mogą być traktowane na równi z dziewczętami cispłciowymi w kontekście sportu. Prawnicy reprezentujący uczennice argumentowali, że wiele transpłciowych dziewcząt stosuje blokery dojrzewania lub terapię hormonalną, co zmienia ich cechy fizyczne istotne dla rywalizacji sportowej.
Po trzecie – stany sprzeciwiają się indywidualnym wyjątkom.Przedstawiciele Idaho i Wirginii Zachodniej twierdzili, że konstytucja nie wymaga oceniania każdego przypadku indywidualnie i że szkoły nie powinny pełnić roli „komisji medycznych”, analizujących historię dojrzewania czy poziom hormonów uczniów.
Po czwarte – zakazy działają tylko w jedną stronę.Sędzia Amy Coney Barrett zwróciła uwagę, że transpłciowi chłopcy oraz dziewczęta cispłciowe mogą startować w drużynach chłopięcych, natomiast transpłciowe dziewczęta są całkowicie wykluczone z drużyn dziewczęcych. To ujawniło asymetrię tych przepisów.
Po piąte – pojawił się argument o dyskryminacji ze względu na płeć.Sędzia Sonia Sotomayor stwierdziła wprost, że wykluczanie transpłciowych dziewcząt z żeńskich drużyn sportowych ma charakter klasyfikacji ze względu na płeć, co uruchamia jedne z najsilniejszych gwarancji konstytucyjnych.
Po szóste – brak decyzji co do statusu konstytucyjnego osób transpłciowych.Sąd nie rozstrzygnął, czy osoby transpłciowe powinny być uznane za grupę szczególnie chronioną konstytucyjnie. Taka decyzja mogłaby wzmocnić ich prawa nie tylko w sporcie, ale także w edukacji, pracy czy mieszkalnictwie.
Po siódme – możliwe wąskie orzeczenie.Część sędziów sugerowała, że nawet jeśli sąd przyzna rację stanom, może to zrobić w sposób ograniczony wyłącznie do sportu szkolnego, bez wpływu na inne obszary prawa antydyskryminacyjnego.
Decyzja Sądu Najwyższego może utrwalić stanowe zakazy udziału transpłciowych dziewcząt w szkolnym sporcie albo wymusić bardziej indywidualne, oparte na wiedzy medycznej podejście. Niezależnie od wyniku, sprawy te już teraz stały się jednym z najważniejszych punktów amerykańskiej debaty o prawach osób transpłciowych i granicach równości w sporcie.
źródło The Advocate

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz