niedziela, 20 sierpnia 2017

Samotność prowadzi do problemów ze zdrowiem


Samotność zabija szybciej niż otyłość według nowy badań. Badanie prowadziła dr Julianne Holt-Lunstad, profesor psychologii na Uniwersytecie Brigham Young w stanie Utah. Naukowcy zbadali ponad 200 przypadków i stwierdzili, że chociaż otyłość zwiększa szanse osoby na wczesną śmierć o 30%, samotność może zwiększyć o 50%.

Holt-Lunstad mówi: "Być z kimś społecznie jest powszechnie uważane za fundamentalną ludzką potrzebę - kluczowe dla zarówno dobrego samopoczucia, jak i przeżycia."

Podobnie osoby LGBTQ o wiele bardziej narażone na problemy ze zdrowiem psychicznym.

"Odosobnienie społeczne i samotność znacząco zwiększają ryzyko przedwczesnej śmierci, a wielkość ryzyka przekracza wiele głównych wskaźników zdrowotnych", wyjaśnia Holt-Lunstad.

"Wraz z rosnącym starzeniem się społeczeństwa", Hold-Lundstad dodaje: "spodziewany jest wzrost wpływu na zdrowie publiczne. Rzeczywiście, wiele państw na całym świecie sugeruje, że stoimy w obliczu "epidemii samotności". (Queerty.com)


Zła wiadomość dla osób, które unikają towarzystwa i wolą mieszkać same. Przynajmniej tak twierdzą brytyjscy naukowcy, który przyjrzeli się sprawie z medycznego punktu widzenia.

Samotność podnosi ryzyko wystąpienia problemów z sercem i udaru - wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z trzech uczelni - Univeristy of York, University of Liverpool i Newcastle University.

Lekarze i uczeni przeanalizowali 23 badania, obejmujące ponad 181 tysięcy dorosłych osób, wśród których odnotowano dokładnie 4 628 przypadków chorób serca i 3 002 udary - podaje brytyjski dziennik "Daily Mirror", opisując wyniki. Naukowcy sprawdzili również ich sytuację osobistą i rodzinną, przyglądając się zwłaszcza temu, czy są osobami towarzyskimi i czy z kimś mieszkają. Wnioski, do jakich doszli, nie napawają optymizmem.

Zdaniem brytyjskich uczonych, samotność zwiększa o 29 proc. ryzyko zapadnięcia na choroby serca i o 32 proc. ryzyko wystąpienia udaru. Jak podkreślają, często problemy ze zdrowiem fizycznym wynikają z problemów natury psychicznej, wynikających właśnie z życia w społecznej izolacji. Ich zdaniem, negatywny wpływ samotności na organizm można porównać do wpływu długotrwałego napięcia psychicznego, wynikającego na przykład ze stresującej pracy. (dziennik.pl)

Miedzy innymi dotyczy osób LGBT żyjemy krócej, zmuszają nas do samotności, nie mamy prawa być związku. Papież, kościół mówi że nie można być samotnym, ale tylko do hetero, ale my musimy żyć samotności i celibacie.

"Przyjaciel" to nie to samo co partner/panterka, nie będzie mógł być przy boku swojego partnera/partnerki w szpitalu.

Ponieważ osoby LGBT, tak często doświadczają odrzucenia od naszych rodzin biologicznych, nie uznaje się drugą połówkę. Wiele jest tak że nie mówi się partnerka/partner tylko lokator czy przyjaciel/przyjaciółka.

Ten język jest sposobem na ukrycie prawdy, że jesteśmy w związku mamy kogoś, dla nas jest ważna osobą, traktuje naszych partnerów/partnerki jak przedmiot. Ale są chwile, kiedy przyjaciel po prostu nie wystarczy.

Ślub bierzemy przyrzekamy w bogactwie i biedzie będziemy razem, w chorobie i zdrowiu, oznacza, że ​​gdy przychodzą trudne czasy twój partner/partnerka jest po twojej stronie.

Mówi się nam tylko możemy mieć przyjaciela, a nie partnera jak mówią duchowni, to okrucieństwo udają chcą dobra dla nas, wiemy jak jest. Jest ból i przemoc.

Nie rozumiem, jak słyszę zasługujemy tylko na przyjaźń, a nie na miłość. Jesteśmy ludźmi i chcemy być kochani, a nie traktowani jak tylko ktoś tam. Jak para Jerzy Waldorff i Mieczysław Jankowski, byli razem do końca oboje sobie pomagali, czy to przyjaźń, czy miłość. Publicznie musieli udawać że są obcy, udawać nic ich nie łączy.

 John Taylor i jego przyjaciel Andy Pemberton/Katie Byram
Szorstka, męska przyjaźń? Okazuje się, że nawet taka relacja wpływa korzystnie na męskie zdrowie.

Potwierdzają to wyniki najnowszych badań, opublikowane w zeszłym tygodniu w branżowym magazynie „Neuropsychopharmacology”. Okazuje się, że mężczyźni, którzy spędzają czas ze swoimi kolegami i przyjaciółmi (płci męskiej) mają wyższy poziom oksytocyny, zwanej „hormonem przytulania”, która pomaga organizmowi zwalczać stres.

Pewne wątpliwości może budzić to, że badanie zostało przeprowadzone na samcach szczurów. W świecie nauki często wykorzystuje się te zwierzęta jako obiekty badań w zastępstwie ludzi, bo pod pewnymi względami przypominają nasz gatunek. Trzeba jednak pamiętać, że tylko przypominają, więc do wyników prowadzonych na nich analiz musimy podchodzić ostrożnie. Mimo to naukowcy uważają, że tym razem rezultaty ich analiz można śmiało odnieść do rzeczywistego wpływu przyjaźni na kondycję mężczyzn.

Potwierdza to panujące w świecie nauk społecznych przekonanie, że męska przyjaźń oparta jest raczej na wspólnych aktywnościach (np. sport) i spędzaniu razem czasu (np. wyjście na miasto) niż na szczerych i prywatnych rozmowach o życiu i osobistych sprawach. Ten drugi rodzaj interakcji zdecydowanie preferują panie, które w ten sposób budują relacje między sobą.

Chociaż może wydawać się to wbrew logice, badania pokazują również, że mężczyźni mający przyjaciół nie tylko cieszą się lepszym zdrowiem (mniejsze ryzyko chorób serca), ale także mniej palą i piją. Ważnych powodów, żeby zadbać o swoje życie towarzyskie jest więc aż nadto. Całość na Newsweek.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz