Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gazeta Wyborcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gazeta Wyborcza. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 listopada 2013
Usłyszałam: "Mamo, jestem gejem". I zaczęłam się bać
"Syn kiedyś wrócił do domu pobity. Krzyczał, że ma dość tego kraju. (...). Następnego dnia powiedziałam mu, że chcę coś robić, by to, o czym mówił, się zmieniło" - mówi w wywiadzie w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" Elżbieta Szczęsna, mama geja, prezeska Akceptacji, która od lat udziela wsparcia rodzicom osób LGBT.
"Na początku przychodzili rodzice, którzy w ogóle nie wiedzieli, z czym mają do czynienia. Mówili, że świat im się zawalił, pytali, skąd się "to" bierze, czy "to" się da leczyć".
"Uważamy, że homofobia jest jak rasizm, czy antysemityzm, więc pokazujemy, że każdy człowiek powinien się temu przeciwstawić"
I chyba najmocniejszy cytat:
"Niedawno pod wpływem słów biskupów o niepełnowartościowych dzieciach z in vitro, "ujawniła się" żona niedawno zmarłego senatora z PiS - ze ma z nim bliźniaki z in vitro. Ten senator się nigdy w swojej partii do tego nie przyznał. Co czuł, kiedy partyjni koledzy mówili o in vitro?
Ile wśród osób w Sejmie, które słuchały "skłonnościach seksualnych naruszających poczucie estetyki i moralności" i o "jałowych związkach", jest gejów i lesbijek? Czy ci politycy są pewni, że ich dzieci, wnuki na pewno nie są homo? Ile osób w ich środowisku się ukrywa, bo się boi?
Niech ci wszyscy moraliści pomyślą nie tylko o sobie i prawie do głoszenia swych poglądów, ale też o ludziach, których ranią" - Replika.
Cały wywiad Ewy Siedleckiej z Elżbietą Szczęsną - w "Gazecie Wyborczej"
Tweet
sobota, 12 października 2013
Dlaczego nie małżeństwa. Sąd nad homofobią. Po debacie "Gazety Wyborczej"
![]() |
| Fot: KPH |
To o czym tutaj mówimy nie ma nic wspólnego ze światopoglądem. Możecie mieć światopogląd jaki sobie chcecie, ale musimy trzymać się prawa - komentowała ich słowa prof. Monika Płatek. - Wszyscy są wobec prawa równi i mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym i w szatni - podkreślała.
* Prof. Ewa Łętowska, pierwsza polska rzeczniczka praw obywatelskich: Nie wiem jak się zachowa Trybunał Konstytucyjny, ale jeśli zachowałby się uczciwie w stosunku do argumentacji prawniczej, to sądzę, że nie byłoby specjalnych przeciwwskazań. (o tym, że polska Konstytucja wcale nie przeciwstawia się legalizacji związków partnerskich)
* Prof. Monika Płatek: Orientacja heteroseksualna tylko tym się rożni, ze jest częstsza. Wszystkie są tak samo normalne i zwyczajne. Nie ze względu na spadek, wizytę w szpitalu, płacenie podatków, tylko ze względu na godność i równe traktowanie ludzi przez prawo, jest wstyd, żeśmy jeszcze tego (związków partnerskich - red.) nie zrobili.
* Michał Piróg, tancerz i choreograf: Jestem ciekaw jak odpowiedziałyby te osoby, które są dziś tak przeciwne, gdyby ta 'mniejszość' urodziła się w ich domu, dotyczyła ich rodziny.
* Robert Biedroń: "Apeluję do was: rozmawiajcie z posłami, nie ja jeden decyduję nad losem ustaw o związkach partnerskich!"
* Boris Dittrich: "Wprowadziliśmy w Holandii małżeństwa: świat się nie skończył. Teraz pokolenie dzieci się dziwią że wcześniej ich nie było!".
* Pytanie z sali: "Cały czas słyszę o walce, ale kto został pobity z wz. na orientację, gdzie jest ta walka?". Agada Chaber: "W promieniu 3 metrów ode mnie (5 os.) siedzą dwie osoby co zostały pobite z homofobicznych powodów tylko od początku tego roku".
* Babcia z tęczowej rodziny,Małgorzata Mokrzycka-Abramowicz,i mały Mateusz: Wszyscy jesteśmy świadkami zmian na dobre!
* Łętowska: Nie ma przeszkód by wprowadzić małżeństwa dla par jednopłciowych w Polsce!
* Poseł Żalek: ...Nie jestem obrońcem Konstytucji, uważam że jest na tyle kulawa by wprowadzać zmiany... W szkołach więcej jest dyskryminacji ze względu na otyłość niż orientacje seksualną.
* Tomaszewski: Mam prawa do własnego zdania. Dopóki będę posłem, nie przyłożę ręki do zalegalizowania związków partnerskich. Tomaszewski: Jak mówiłem, nie zaakceptuję geja w szatni! Biedroń, z sali: Janku, przecież byliśmy w szatni razem!!!
* Łukasz Kowalik: W z Wiary i Tęczy, "łączymy dwa środowiska ponad podziałami światopoglądowymi: środowisko wiary i środowisko". tęczy!
* Paulina Górska: Im więcej osoba zna gejów czy lesbijek, tym bardziej otwarta taka osoba jest do równości,związków partnerskich,adopcji, itd.
* Michał Piróg: "Pan Żalek sobie nie wyobraża sytuacji wychowania dziecka przez dwie osoby tej samej płci? A matka + teściowa, bez ojca?". Poseł Żalek nie daje odpowiedzi na pytanie czy chciałby być na miejscu lesbijki niemogącej zawrzeć związku małżeńskiego.
* Żalek: Zdecydowana większość - normalni homoseksualiści - nie chcą instytucjonalizacji związków partnerskich. - Cytaty pochodzą z KPH.
Tweet
środa, 2 października 2013
Kampania Przeciw Homofobii zaprasza na debatę organizowaną pod patronatem Gazety Wyborczej - "Sąd nad homofobią"
Kampania Przeciw Homofobii zaprasza na debatę organizowaną pod patronatem "Gazety Wyborczej". Piątek, 11 października o godz. 14.00 w siedzibie "Gazety Wyborczej" przy ul. Czerskiej 8/10 w Warszawie.
Co stoi na przeszkodzie zrównaniu praw osób nieheteroseksualnych? Co pozwala stojącym u władzy ignorować potrzeby obywateli i obywatelek? Konstytucja? Niechęć większości? Własne uprzedzenia? Taktyka polityczna? Presja Kościoła?
- Czego i jak się domagać?
- Czy "grzecznie" przekonywać czy buntować się?
- Milczeć o dzieciach już wychowywanych w parach jednopłciowych czy domagać się równych praw rodzicielskich?
O tym będziemy dyskutować w czasie piątkowego spotkania.
Świadkowie zmian społecznych z Holandii, Flandrii i Norwegii opowiedzą, jak w ich krajach doszło do pełnego uznania praw osób homoseksualnych, także do zwierania małżeństw. Liderzy i liderki polskiej sceny politycznej, pozarządowej, naukowej i medialnej zastanowią się, dlaczego u nas nie udało się nawet wprowadzić związków partnerskich. Przeciwnicy takich zmian z kręgów prawicowych i kościelnych przedstawią swój punkt widzenia.
W czasie konferencji przedstawione zostaną wyniki najnowszego sondażu społecznego poparcia dla adopcji, małżeństw jednopłciowych i związków partnerskich, a także rozpowszechnienia różnych stereotypów i homofobicznych uprzedzeń.
Debata jest otwarta dla publiczności, będzie więc czas na pytania z sali do prelegentów i komentatorów oraz na dyskusję. Liczba miejsc jest ograniczona, więc prosimy o mailową rejestrację na debatę na adres: homofobia2013@gazeta.pl.
Organizacja: Kampania Przeciw Homofobii, "Gazeta Wyborcza".
O debatach "Gazety Wyborczej" więcej na wyborcza.pl/debaty.
PROGRAM KONFERENCJI
Otwarta konferencja, siedziba Agory, 11 października, godz. 14:00 - 18:00
Moderacja: Marta Konarzewska, publicystka, redaktor naczelna magazynu lesbijskofeministycznego "Furia".
Agata Chaber, prezes Kampanii Przeciw Homofobii
Piotr Pacewicz, dziennikarz, publicysta "Gazety Wyborczej"
14:00 - 14:15 Otwarcie, powitanie uczestników
Jarosław Kurski, "Gazeta Wyborcza"
Agata Chaber, Kampania Przeciw Homofobii
Przedstawiciel Ambasady Holandii
Przedstawiciel Rządu Flandrii
Przedstawiciel Ambasady Norwegii
Joanna Gwiazdecka, Fundacja im. Róży Luksemburg
14:15 - 14:25 Przedstawienie wyników sondażu badającego w sposób pogłębiony poglądy
Polaków wobec spraw osób LGBT;
GŁOSOWANIE: kiedy w Polsce zostaną wprowadzone związki partnerskie, małżeństwa jednopłciowe, adopcja dzieci przez pary jednopłciowe?
Agata Chaber
Piotr Pacewicz
14:25 - 15:05 Rozmowa z zagranicznymi gośćmi oraz posłem na Sejm RP Robertem Biedroniem
Boris Dittrich, Holandia
Jan Roegiers, Flandria
Robert Biedroń, Polska
Prowadzenie: Marta Konarzewska
15:05 - 15:20 Przerwa;
Oraz
- pokaz filmu "Homofob" - reklamy społecznej przeciw homofobii, wyprodukowanej przez niezależną grupę artystyczną La Camera Independent przy wsparciu Ambasady Kanady w Polsce i Kampanii Przeciw Homofobii.
źródło Gazeta Wyborcza
Tweet
piątek, 25 maja 2012
Zaproszenie na debatę "Czy sport może nauczyć tolerancji?
Poniedziałek, 28 maja 2012 r., godz. 17.30 - 20.30 Redakcja "Gazety Wyborczej", ul. Czerska 8/10, Warszawa
Serdecznie zapraszamy na Międzynarodową Konferencję zorganizowaną przez Kampanię Przeciwdziałania Homofobii i "Gazetę Wyborczą" z udziałem Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz. Spotkanie wesprze Ambasada Holandii , Przedstawicielstwo Flandrii i Fundacja im. Stefana Batorego.
Sport to spotkanie ludzi różnych ras, kultur i tradycji, które powinno być lekcją życzliwości, otwartości i tolerancji. Tymczasem często dzieje się wręcz przeciwnie. Na boiskach, trybunach stadionów i w klubach sportowych obowiązują reguły wykluczania i nierówności wobec "obcych" etnicznie i narodowo, wobec kobiet i ludzi o nieheteroseksualnej orientacji seksualnej. Ta ostatnia sprawa stanowi w Polsce szczególne tabu, wzmocnione przez stereotyp zawodników postrzeganych jako "supermacho" i zmaskulinizowane kobiety.
Inicjujemy debatę na ten temat, odwołując się do doświadczeń innych krajów. Na 10 dni przed Euro 2012 chcemy zwrócić uwagę opinii publicznej na ten temat i wykorzystać tę wielką imprezę do propagowania postaw tolerancji i otwartości na różnorodność etniczną, kulturową, jak również na kwestię orientacji seksualnej .
Program
17.30 - Powitanie uczestników: Piotr Pacewicz, "Gazeta Wyborcza", Greg Czarnecki, Kampania Przeciw Homofobii
17:35 - 17.45 Wprowadzenie - pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska Rajewicz
17.45 - 17.50 "Słowo na temat" - Erica Schouten - Zastępca Ambasadora Ambasady Królestwa Niderlandów, przedstawiciel Ambasady Holandii i Przedstawicielstwa Flandrii
17:50 - 17.55 Dokument filmowy: "Nienawidzę tych ciot"
17:55 - 18.25 TEMAT I SEKSIZM W SPORCIE - panel.
Iwona Guzowska, posłanka - polska kick-boxerka
Barbara Barend - dziennikarka sportowa z Holandii
Suzi Andreis - kobieca grupa piłkarska "Chrząszczyki"
Pytania i uwagi z sali
18:25 - 19.20 TEMAT II. HOMOFOBIA W SPORCIE
18.25 - 18.40 Marcin Kącki "Gazeta Wyborcza", wykład - Homofobia w kulturze kiboli
18.40 - Panel
Maciej Szczęsny, Homofobia w Polsce i na świecie. Moje obserwacje
Marko Jurcic, Zagreb Pride, przykład Chorwacji
Henk Van Nieuwenhove, Hattrick community manager, przykład z Belgii
Barbara Barend, dziennikarka sportowa z Holandii
Jacek Purski, Stowarzyszenie "NIGDY WIĘCEJ" / FARE: Kampania Wykopmy Rasizm ze Stadionów
Pytania i uwagi z sali
19.20 - 20.00 TEMAT III CO Z TYM ZROBIĆ?
Panel polityków:
Joanna Mucha, Ministra Sportu i Turystyki
Robert Biedroń, poseł RP
Adam Hoffman, poseł PiS
Ryszard Kalisz, poseł SLD
20.00 - 20.30 Dyskusja
20.30 Zakończenie debaty.
Serdecznie zapraszamy na Międzynarodową Konferencję zorganizowaną przez Kampanię Przeciwdziałania Homofobii i "Gazetę Wyborczą" z udziałem Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Traktowania Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz. Spotkanie wesprze Ambasada Holandii , Przedstawicielstwo Flandrii i Fundacja im. Stefana Batorego.
Sport to spotkanie ludzi różnych ras, kultur i tradycji, które powinno być lekcją życzliwości, otwartości i tolerancji. Tymczasem często dzieje się wręcz przeciwnie. Na boiskach, trybunach stadionów i w klubach sportowych obowiązują reguły wykluczania i nierówności wobec "obcych" etnicznie i narodowo, wobec kobiet i ludzi o nieheteroseksualnej orientacji seksualnej. Ta ostatnia sprawa stanowi w Polsce szczególne tabu, wzmocnione przez stereotyp zawodników postrzeganych jako "supermacho" i zmaskulinizowane kobiety.
Inicjujemy debatę na ten temat, odwołując się do doświadczeń innych krajów. Na 10 dni przed Euro 2012 chcemy zwrócić uwagę opinii publicznej na ten temat i wykorzystać tę wielką imprezę do propagowania postaw tolerancji i otwartości na różnorodność etniczną, kulturową, jak również na kwestię orientacji seksualnej .
Program
17.30 - Powitanie uczestników: Piotr Pacewicz, "Gazeta Wyborcza", Greg Czarnecki, Kampania Przeciw Homofobii
17:35 - 17.45 Wprowadzenie - pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska Rajewicz
17.45 - 17.50 "Słowo na temat" - Erica Schouten - Zastępca Ambasadora Ambasady Królestwa Niderlandów, przedstawiciel Ambasady Holandii i Przedstawicielstwa Flandrii
17:50 - 17.55 Dokument filmowy: "Nienawidzę tych ciot"
17:55 - 18.25 TEMAT I SEKSIZM W SPORCIE - panel.
Iwona Guzowska, posłanka - polska kick-boxerka
Barbara Barend - dziennikarka sportowa z Holandii
Suzi Andreis - kobieca grupa piłkarska "Chrząszczyki"
Pytania i uwagi z sali
18:25 - 19.20 TEMAT II. HOMOFOBIA W SPORCIE
18.25 - 18.40 Marcin Kącki "Gazeta Wyborcza", wykład - Homofobia w kulturze kiboli
18.40 - Panel
Maciej Szczęsny, Homofobia w Polsce i na świecie. Moje obserwacje
Marko Jurcic, Zagreb Pride, przykład Chorwacji
Henk Van Nieuwenhove, Hattrick community manager, przykład z Belgii
Barbara Barend, dziennikarka sportowa z Holandii
Jacek Purski, Stowarzyszenie "NIGDY WIĘCEJ" / FARE: Kampania Wykopmy Rasizm ze Stadionów
Pytania i uwagi z sali
19.20 - 20.00 TEMAT III CO Z TYM ZROBIĆ?
Panel polityków:
Joanna Mucha, Ministra Sportu i Turystyki
Robert Biedroń, poseł RP
Adam Hoffman, poseł PiS
Ryszard Kalisz, poseł SLD
20.00 - 20.30 Dyskusja
20.30 Zakończenie debaty.
poniedziałek, 19 marca 2012
Odkryto dowody na przypadki kastracji nieletnich w katolickich ośrodkach w Holandii
Gazeta Wyborcza: Chłopcy podejrzani o homoseksualne skłonności byli w latach 50. kastrowani w ośrodkach medycznych należących do Kościoła katolickiego. Gazeta "NRC Handelsblad" dotarła do dowodów dotyczących 11 takich przypadków.
Przypadki przymusowej kastracji młodych chłopców miały miejsce w latach 50. w Holandii. Zabiegi miały ich "uleczyć" z homoseksualnych skłonności. Gazeta twierdzi, że ma dowody na 11 przypadków kastracji. W jednym przypadku dotyczył on chłopca wcześniej molestowanego w katolickiej placówce.
Informacje o kastracjach pojawiły się po opublikowania raportu nt. nadużyć seksualnych w holenderskim Kościele katolickim. Specjalna komisja pod przewodnictwem byłego ministra edukacji Wima Deetmana dotarła do dokumentów potwierdzających takie praktyki. Nie zamieszczono jednak ich opisu w końcowym raporcie, co budzi teraz kontrowersje.
Raport Deetmana
Według raportu, obejmującego lata 1945-2010, od 10 tys. do 20 tys. dzieci narażonych było na molestowanie seksualne w katolickich instytucjach, m.in. szkołach, a Kościół "nie podjął adekwatnych kroków", by zaradzić tej sytuacji. Władze kościelne nie interweniowały w sprawie licznych nadużyć, "by nie dopuścić do wybuchu skandalu" - głosi dokument niezależnej komisji.
Arcybiskup Eijk powiedział, odnosząc się do wyników śledztwa komisji, że "napełniają one nas wstydem i smutkiem". Komunikat holenderskich biskupów głosi, że hierarchowie "współczują ofiarom i oferują swe szczere przeprosiny".
- Liczba nadużyć "jest absolutnie kolosalna" - powiedział Deetman. Dodał też, że Kościół wiedział o przypadkach seksualnego wykorzystywania dzieci, a "temat ten był poruszany podczas spotkań episkopatu" od lat 40., jak wynika z kościelnych archiwów.
Autorzy raportu poinformowali, że otrzymali blisko 1800 dokumentów dotyczących molestowania w katolickich szkołach, domach dziecka i seminariach. Określili też stanowisko Kościoła katolickiego w Holandii wobec wspomnianych instytucji jako "klęskę nadzoru".
Zidentyfikowano 800 sprawców
Komisja przygotowała dokumentację, opierając się na ankietach przeprowadzonych wśród 34 tys. osób. Jedno na dziesięcioro holenderskich dzieci padło ofiarą jakiejś formy molestowania seksualnego, lecz w instytucjach katolickich procent ten jest dwukrotnie wyższy.
"Dziesiątki tysięcy nieletnich było obiektem lekkich, poważnych lub bardzo poważnych form agresji seksualnej w instytucjach Kościoła katolickiego w Holandii" - czytamy w raporcie. Na podstawie 1795 skarg komisja zdołała zidentyfikować 800 sprawców nadużyć, którzy pracowali lub pracują w instytucjach kościelnych. - Winnych jest więcej niż 800, ale nie udało nam się odnaleźć pozostałych - powiedział Deetman, wyjaśniając, że zdaniem komisji ewentualne ściganie winnych pozostaje w gestii sądu.
Dlaczego Kościół nie reagował?
Po ujawnieniu w mediach przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci holenderski episkopat i zgromadzenie tamtejszych instytucji kościelnych zapowiedziały 9 marca 2010 roku śledztwo. Miało być ono niezależne i przeprowadzane na dużą skalę.
- Problem nadużyć seksualnych znany był zarówno w zakonach, jak i diecezjach holenderskiego Kościoła katolickiego - poinformowała komisja, dodając, że "żadne adekwatne kroki nie były podjęte" w tej sprawie.
Komisja tłumaczy postawę władz kościelnych i zaniechanie śledztw w sprawie napastowania dzieci zarówno społecznym tabu, jakim były tematy związane z seksualnością do lat 60., jak i "zamkniętą kulturą" Kościoła.
*Naprawdę mnie obrzydzenie bieszę co robi kościół, uczy o moralności ale sami gorsi, molestują chłopca, a on się poskarżył, za karę zamknęli go w szpitalu psychiatrycznym prowadzonym przez Kościół i wykryto u niego rzekome skłonności homoseksualne i wykastrowano to jest normalne, tak kościół walczy z pedofilią kastrują ofiary swoje. Irlandia co było przymusowa praca dla dzieci na rzecz kościoła plus wykorzystanie seksualne. Co kraj to obrzydzenie bieszę ludzie którzy to akceptują i nie widzą problemu są chorzy jeszcze bronią takie zachowanie że to nic złego "seks z dzieckiem", ale dwóch dorosły osób uprawia seks to wyzywa się od zboczeńców.
Przypadki przymusowej kastracji młodych chłopców miały miejsce w latach 50. w Holandii. Zabiegi miały ich "uleczyć" z homoseksualnych skłonności. Gazeta twierdzi, że ma dowody na 11 przypadków kastracji. W jednym przypadku dotyczył on chłopca wcześniej molestowanego w katolickiej placówce.
Informacje o kastracjach pojawiły się po opublikowania raportu nt. nadużyć seksualnych w holenderskim Kościele katolickim. Specjalna komisja pod przewodnictwem byłego ministra edukacji Wima Deetmana dotarła do dokumentów potwierdzających takie praktyki. Nie zamieszczono jednak ich opisu w końcowym raporcie, co budzi teraz kontrowersje.
Raport Deetmana
Według raportu, obejmującego lata 1945-2010, od 10 tys. do 20 tys. dzieci narażonych było na molestowanie seksualne w katolickich instytucjach, m.in. szkołach, a Kościół "nie podjął adekwatnych kroków", by zaradzić tej sytuacji. Władze kościelne nie interweniowały w sprawie licznych nadużyć, "by nie dopuścić do wybuchu skandalu" - głosi dokument niezależnej komisji.
Arcybiskup Eijk powiedział, odnosząc się do wyników śledztwa komisji, że "napełniają one nas wstydem i smutkiem". Komunikat holenderskich biskupów głosi, że hierarchowie "współczują ofiarom i oferują swe szczere przeprosiny".
- Liczba nadużyć "jest absolutnie kolosalna" - powiedział Deetman. Dodał też, że Kościół wiedział o przypadkach seksualnego wykorzystywania dzieci, a "temat ten był poruszany podczas spotkań episkopatu" od lat 40., jak wynika z kościelnych archiwów.
Autorzy raportu poinformowali, że otrzymali blisko 1800 dokumentów dotyczących molestowania w katolickich szkołach, domach dziecka i seminariach. Określili też stanowisko Kościoła katolickiego w Holandii wobec wspomnianych instytucji jako "klęskę nadzoru".
Zidentyfikowano 800 sprawców
Komisja przygotowała dokumentację, opierając się na ankietach przeprowadzonych wśród 34 tys. osób. Jedno na dziesięcioro holenderskich dzieci padło ofiarą jakiejś formy molestowania seksualnego, lecz w instytucjach katolickich procent ten jest dwukrotnie wyższy.
"Dziesiątki tysięcy nieletnich było obiektem lekkich, poważnych lub bardzo poważnych form agresji seksualnej w instytucjach Kościoła katolickiego w Holandii" - czytamy w raporcie. Na podstawie 1795 skarg komisja zdołała zidentyfikować 800 sprawców nadużyć, którzy pracowali lub pracują w instytucjach kościelnych. - Winnych jest więcej niż 800, ale nie udało nam się odnaleźć pozostałych - powiedział Deetman, wyjaśniając, że zdaniem komisji ewentualne ściganie winnych pozostaje w gestii sądu.
Dlaczego Kościół nie reagował?
Po ujawnieniu w mediach przypadków seksualnego wykorzystywania dzieci holenderski episkopat i zgromadzenie tamtejszych instytucji kościelnych zapowiedziały 9 marca 2010 roku śledztwo. Miało być ono niezależne i przeprowadzane na dużą skalę.
- Problem nadużyć seksualnych znany był zarówno w zakonach, jak i diecezjach holenderskiego Kościoła katolickiego - poinformowała komisja, dodając, że "żadne adekwatne kroki nie były podjęte" w tej sprawie.
Komisja tłumaczy postawę władz kościelnych i zaniechanie śledztw w sprawie napastowania dzieci zarówno społecznym tabu, jakim były tematy związane z seksualnością do lat 60., jak i "zamkniętą kulturą" Kościoła.
*Naprawdę mnie obrzydzenie bieszę co robi kościół, uczy o moralności ale sami gorsi, molestują chłopca, a on się poskarżył, za karę zamknęli go w szpitalu psychiatrycznym prowadzonym przez Kościół i wykryto u niego rzekome skłonności homoseksualne i wykastrowano to jest normalne, tak kościół walczy z pedofilią kastrują ofiary swoje. Irlandia co było przymusowa praca dla dzieci na rzecz kościoła plus wykorzystanie seksualne. Co kraj to obrzydzenie bieszę ludzie którzy to akceptują i nie widzą problemu są chorzy jeszcze bronią takie zachowanie że to nic złego "seks z dzieckiem", ale dwóch dorosły osób uprawia seks to wyzywa się od zboczeńców.
niedziela, 26 lutego 2012
Dyskryminacja (nie)jedno ma imię
![]() |
| Fot: serial Emmerdale |
Jesteśmy wkurzeni! Tak, jesteśmy wkurzeni, bo to, z czym walczymy od lat, ciągle trzyma się mocno. A walczymy z hydrą, której w miejsce odciętej jednej głowy wyrasta kolejnych pięć. Jak długo trzeba jeszcze przekonywać polityków, sądy i opinię publiczną, że dyskryminacja istnieje i że należy ją zwalczać? Homofobia, seksizm, ageism, rasizm i ksenofobia, niestety, mają się w Polsce ciągle dobrze - to nadal zdanie mniejszości. Polska to od wieków kraj słynący z tolerancji i przyjaźni wobec mniejszości - to teza uznana za powszechnie obowiązującą. Pojedynczy przedstawiciele większości zmieniają zdanie tylko wtedy, gdy ich samych osobiście dotknie nierówne traktowanie. Wtedy - eureka! Dyskryminacja rzeczywiście jest obrzydliwa.
Na niedawnym spotkaniu z organizacjami osób z niepełnosprawnościami jedno z nas zostało prawie wygwizdane za wygłoszenie tezy, że niepełnosprawni powinni współpracować z innymi grupami społecznie wykluczanymi. Po co? Żeby pokazać, że dyskryminacja ma wiele twarzy, ale tak naprawdę ma ten sam cel - wykluczyć, poniżyć, wyśmiać, odmówić podstawowych praw, wyrzucić poza margines. Jak to? My, niepełnosprawni, mamy współpracować z gejami i lesbijkami? Przecież tylko my naprawdę mamy przechlapane! To my walczymy na co dzień z ulicznym krawężnikiem, który zamyka nam drogę do muzeum, kawiarni czy miejskiego autobusu. To my znosimy upokorzenia, kiedy zniecierpliwiony naszymi problemami z wymową sprzedawca obrzuca nas obelgą. To przecież nam odmawia się możliwości zawarcia małżeństwa tylko dlatego, że jesteśmy intelektualnie niepełnosprawni. Po co "downowi" żona? Niepełnosprawni mają najgorzej, i kropka! Po co wciągać nasze problemy w inne kwestie. Ci geje chcą tylko ugrać swoje ciemne interesy (małżeństwa jednopłciowe i adopcja dzieci) i na naszych wózkach dojechać do swoich niecnych celów, które dalekie są od kwestii równości i niedyskryminacji. Tak mniej więcej wyglądała rozmowa z częścią organizacji niepełnosprawnych, a także z niepełnosprawnymi posłami podczas niedawnych prac sejmowych nad ustawą antydyskryminacyjną. I to nas wkurza! Nie ma bowiem znaczącej różnicy pomiędzy wykluczeniem społecznym osób z autyzmem, pozostawionych często bez podstawowych form wsparcia, a młodym gejem pobitym w centrum miasta przez łysych wyrostków. Obie formy wykluczenia są obrzydliwe i mają tak naprawdę jeden cel - naruszyć godność jednostki.
Dyskryminacja bowiem sprowadza się właściwie do jednego - upokorzenia i pokazania, kto tu tak naprawdę rządzi, odsunięcia od możliwości korzystania z jakiegoś dobra. A że dyskryminujemy czasami nieświadomie? Tym gorzej. Błoga niewiedza o mechanizmach dyskryminacji gasi czujność. Czujność, która budzi się wtedy, kiedy sami padamy ofiarą nierównego traktowania. Wtedy pobudka okazuje się zazwyczaj zbyt późna. A i na sojuszników nie ma co liczyć, bo większość z nich zajmuje się swoją "ważniejszą" dyskryminacją.
Oburzeni dyskryminacją powinni łączyć siły. Pierwszy krok został już poczyniony: kilkadziesiąt organizacji - romskich, żydowskich, gejowsko-lesbijskich, kobiecych, seniorskich i reprezentujących interesy osób niepełnosprawnych - opracowało wspólnie projekt nowelizacji ustawy antydyskryminacyjnej. W myśl projektu ochrona przed nierównym traktowaniem będzie równa dla wszystkich, a nie jak dotychczas tylko dla wybrańców. Teraz ruch leży nie tylko po stronie władzy, ale i samych grup mniejszościowych, aby rozbić mur uprzedzeń wobec siebie.
Krzysztof Śmiszek - prawnik, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.
Małgorzata Peretiatkowicz-Czyż - socjolożka, członkini fundacji TUS zajmującej się prawami osób z niepełnosprawnościami.
*
Najgorsze dyskryminacja grupy same dyskryminują, jak np grupy LGBT kto jest inny czy ma inne poglądy polityczne, wierzy czy nie wierzy w Boga. Podobnie niesprawni dyskryminują inne mniejszości np LGBT niesprawny. Żądamy równości i tolerancji od inny ale nie od siebie, zaakceptujmy swoją różnorodność w koło nas. Podobnie kościół krzyczy jak dyskryminują się ich, ale nie widzą że sami dyskryminują inni. Jak Chrystus powiedział jak traktujesz drugiego człowieka tak będziesz traktowany będziesz. Najgorsze mają osoby które są podwójnie dyskryminują się np z powodu orientacji seksualnej i niesprawności.
wtorek, 14 lutego 2012
Homofobia jest jak rasizm
Gazeta Wyborcza: Dyskryminacja oparta na orientacji seksualnej ma taką samą wagę jak dyskryminacja ze względu na rasę - orzekł Trybunał w Strasburgu. Polskie prawo stanowi inaczej.
Wyrok jest precedensowy: po raz pierwszy Trybunał w Strasburgu wypowiedział się w sprawie ochrony przed nienawiścią mniejszości seksualnych i uznał, że ta grupa zasługuje na szczególną ochronę - mówi Dorota Pudzianowska z Fundacji Helsińskiej.
Wyrok zapadł w czwartek, w sprawie skargi Vejdeland i inni przeciwko Szwecji. Wpisuje się w starania polskich organizacji pozarządowych o rozszerzenie prawa karnego tak, by obejmowało nie tylko przestępstwa z nienawiści motywowane rasą, narodowością, religią czy światopoglądem, ale też orientacją seksualną, tożsamością płciową, płcią, wiekiem i niepełnosprawnością.
Wyrok zapadł w sprawie siedmiu członków szwedzkiej organizacji Młodzież Narodowa. W 2004 r. zostawili w jednym z gimnazjów ulotki, w których przeciwstawiali się ''propagandzie homoseksualnej'' w szwedzkich szkołach, pisali, że ''homoseksualne lobby'' stara się bagatelizować pedofilię, że homoseksualizm to zboczenie, ma destrukcyjny wpływ na moralność społeczeństwa, a homoseksualiści są odpowiedzialni za rozprzestrzenianie się HIV i AIDS.
Szwedzkie sądy oceniły, że było to przestępstwo mowy nienawiści. W szwedzkim kodeksie od 2002 r. zakazane jest publiczne wyrażanie ''gróźb lub pogardy'', nie tylko - jak w Polsce - motywowanych pochodzeniem narodowym, etnicznym czy rasowym i poglądami religijnymi, ale też orientacją seksualną.
Skazani na więzienie w zawieszeniu i grzywny od 200 do 2 tys. euro członkowie Młodzieży Narodowej poskarżyli się do Trybunału w Strasburgu na naruszenie wolności słowa. Twierdzili, że krytykowali szwedzką politykę oświatową, w ramach której dzieciom przedstawia się różne orientacje seksualne i różne modele rodziny jako równouprawnione (w Szwecji można zawierać małżeństwa jednopłciowe, a jednopłciowe pary mogą adoptować dzieci).
Trybunał uznał, że debata publiczna nie usprawiedliwia mowy nienawiści. Stwierdził, że granicą wolności słowa nie jest nawoływanie do przemocy (jak w USA), bo ''znieważanie, wyśmiewanie, zniesławianie określonych grup może być wystarczające dla władz, żeby walczyć z używaniem wolności słowa w nieodpowiedzialny sposób''.
Dodał, że ''dyskryminacja oparta na orientacji seksualnej ma tę samą wagę jak dyskryminacja ze względu na rasę, pochodzenie, kolor skóry''. Podkreślił też, że homofobiczna ulotka skierowana była do uczniów, którzy powinni być szczególnie chronieni przed takim ''nieodpowiedzialnym'' wykorzystywaniem wolności słowa.
W polskim prawie nie ma przestępstw motywowanych homofobią, więc nie ma statystyk pokazujących, jak duży to problem. Organizacje mniejszości robią własne badania. Z zeszłorocznego raportu Kampanii przeciw Homofobii wynika, że 93 proc. przedstawicieli mniejszości seksualnych doznało przemocy słownej (wyzwiska, wyszydzanie), 20 proc. - gróźb i szantażu, 25 proc. - łagodniejszej przemocy fizycznej: popychania, szarpania, przewracania, a 17 proc. zostało pobitych.
Prokuratura umarza sprawy związane z homofoniczną mową nienawiści, bo nie są przestępstwami. W kwietniu ub. roku napisaliśmy o kolportowanej w internecie piosence śląskiego rapera, w której nawoływał on do ''wyduszenia zarazy'', jaką są lesbijki i geje.
''Słowa mojej kasty to: palić, palić, palić! Strzał słowem, strzał słowem, zwyrodnialców zabić!'' - śpiewał raper. Kampania przeciw Homofobii złożyła zawiadomienie do prokuratury. Prokuratura po pięciu dniach odmówiła wszczęcia postępowania.
Nieskutecznym narzędziem obrony przed mową nienawiści jest kodeks cywilny. Dwa tygodnie temu warszawski sąd oddalił pozew o ochronę dóbr osobistych wniesiony przez dwie osoby, które poczuły się urażone rysunkiem opublikowanym w 2009 r. w ''Rzeczpospolitej'', komentującym postulaty legalizacji związków partnerskich. W kolejce do Urzędu Stanu Cywilnego stoją obok siebie: dwóch mężczyzn i mężczyzna z kozą. Sąd uznał, że rysunek nie dotyczył nikogo personalnie, więc niczyje dobra nie zostały naruszone.
Czy po tym wyroku Polska powinna wpisać do kodeksu karnego orientację seksualną obok innych cech, ze względu na które ściga się przestępstwa z nienawiści? - Wyrok nie wymusza na Polsce zmiany prawa, ale daje argument przeciw twierdzeniu, że gdyby taka zmiana miała nastąpić, to naruszyłoby to wolność słowa - mówi Dorota Pudzianowska.
Poseł Robert Biedroń z Ruchu Palikota zapowiada, że zacznie zbierać podpisy pod projektem zrównania wszystkich grup dyskryminowanych w ochronie przed przestępstwami z nienawiści. - Poprawiliśmy projekt przygotowany w zeszłej kadencji przez społeczny zespół. Popiera go też SLD, ale chcemy zbierać podpisy u posłów innych klubów. Wiemy, że wielu posłów PO popiera tę ideę.
Ciekawym wątkiem wyroku jest ten, w którym Trybunał mówi, że zakazaną mową nienawiści może być nie tylko bezpośrednie nawoływanie do ataku, ale też ''wyrażanie pogardy'': - Na ten fragment można się będzie powoływać przed polskimi sądami także w sprawach dotyczących wypowiedzi antysemickich czy rasistowskich - podkreśla Dorota Pudzianowska.
Polskie sądy mają dziś tendencję do wąskiego, ''amerykańskiego'' rozumienia ''mowy nienawiści'' - jako wezwania do napaści, fizycznego ataku. I nie uznają takich sformułowań, jak ''Biała siła, czarna kiła'' czy ''Europa dla białych, Afryka dla HIV'' (padały w 2006 roku we Wrocławiu na manifestacji ONR-u) za nawoływanie do nienawiści.
- Wyrok nie tylko poszerza ochronę przed mową nienawiści na mniejszości seksualne, ale pokazuje inne rozumienie granic mowy nienawiści, która może być prawem zakazana - dodaje Pudzianowska.
*
Ekstremiści prawicowi i religijni wykorzystują wolność słowa do obrażania inny jest chore, kiedy oni są obrażani do nie można żądają skazywać za nawoływanie nienawiści ale nie do osób homoseksualny, pokazuje jedno hipokryzje, chcą drugą Amerykę gdzie dzieci zabijają się z powodu nienawiści, biję się, zabija dla nie który super. Wolność słowa jest granica jakaś na pewno nie do obrażania kogoś osoby nie podtrawią zrozumieć do powinni szybko iść leczyć z słownej nienawiści dla dobra społeczeństwa.
Wyrok jest precedensowy: po raz pierwszy Trybunał w Strasburgu wypowiedział się w sprawie ochrony przed nienawiścią mniejszości seksualnych i uznał, że ta grupa zasługuje na szczególną ochronę - mówi Dorota Pudzianowska z Fundacji Helsińskiej.
Wyrok zapadł w czwartek, w sprawie skargi Vejdeland i inni przeciwko Szwecji. Wpisuje się w starania polskich organizacji pozarządowych o rozszerzenie prawa karnego tak, by obejmowało nie tylko przestępstwa z nienawiści motywowane rasą, narodowością, religią czy światopoglądem, ale też orientacją seksualną, tożsamością płciową, płcią, wiekiem i niepełnosprawnością.
Wyrok zapadł w sprawie siedmiu członków szwedzkiej organizacji Młodzież Narodowa. W 2004 r. zostawili w jednym z gimnazjów ulotki, w których przeciwstawiali się ''propagandzie homoseksualnej'' w szwedzkich szkołach, pisali, że ''homoseksualne lobby'' stara się bagatelizować pedofilię, że homoseksualizm to zboczenie, ma destrukcyjny wpływ na moralność społeczeństwa, a homoseksualiści są odpowiedzialni za rozprzestrzenianie się HIV i AIDS.
Szwedzkie sądy oceniły, że było to przestępstwo mowy nienawiści. W szwedzkim kodeksie od 2002 r. zakazane jest publiczne wyrażanie ''gróźb lub pogardy'', nie tylko - jak w Polsce - motywowanych pochodzeniem narodowym, etnicznym czy rasowym i poglądami religijnymi, ale też orientacją seksualną.
Skazani na więzienie w zawieszeniu i grzywny od 200 do 2 tys. euro członkowie Młodzieży Narodowej poskarżyli się do Trybunału w Strasburgu na naruszenie wolności słowa. Twierdzili, że krytykowali szwedzką politykę oświatową, w ramach której dzieciom przedstawia się różne orientacje seksualne i różne modele rodziny jako równouprawnione (w Szwecji można zawierać małżeństwa jednopłciowe, a jednopłciowe pary mogą adoptować dzieci).
Trybunał uznał, że debata publiczna nie usprawiedliwia mowy nienawiści. Stwierdził, że granicą wolności słowa nie jest nawoływanie do przemocy (jak w USA), bo ''znieważanie, wyśmiewanie, zniesławianie określonych grup może być wystarczające dla władz, żeby walczyć z używaniem wolności słowa w nieodpowiedzialny sposób''.
Dodał, że ''dyskryminacja oparta na orientacji seksualnej ma tę samą wagę jak dyskryminacja ze względu na rasę, pochodzenie, kolor skóry''. Podkreślił też, że homofobiczna ulotka skierowana była do uczniów, którzy powinni być szczególnie chronieni przed takim ''nieodpowiedzialnym'' wykorzystywaniem wolności słowa.
W polskim prawie nie ma przestępstw motywowanych homofobią, więc nie ma statystyk pokazujących, jak duży to problem. Organizacje mniejszości robią własne badania. Z zeszłorocznego raportu Kampanii przeciw Homofobii wynika, że 93 proc. przedstawicieli mniejszości seksualnych doznało przemocy słownej (wyzwiska, wyszydzanie), 20 proc. - gróźb i szantażu, 25 proc. - łagodniejszej przemocy fizycznej: popychania, szarpania, przewracania, a 17 proc. zostało pobitych.
Prokuratura umarza sprawy związane z homofoniczną mową nienawiści, bo nie są przestępstwami. W kwietniu ub. roku napisaliśmy o kolportowanej w internecie piosence śląskiego rapera, w której nawoływał on do ''wyduszenia zarazy'', jaką są lesbijki i geje.
''Słowa mojej kasty to: palić, palić, palić! Strzał słowem, strzał słowem, zwyrodnialców zabić!'' - śpiewał raper. Kampania przeciw Homofobii złożyła zawiadomienie do prokuratury. Prokuratura po pięciu dniach odmówiła wszczęcia postępowania.
Nieskutecznym narzędziem obrony przed mową nienawiści jest kodeks cywilny. Dwa tygodnie temu warszawski sąd oddalił pozew o ochronę dóbr osobistych wniesiony przez dwie osoby, które poczuły się urażone rysunkiem opublikowanym w 2009 r. w ''Rzeczpospolitej'', komentującym postulaty legalizacji związków partnerskich. W kolejce do Urzędu Stanu Cywilnego stoją obok siebie: dwóch mężczyzn i mężczyzna z kozą. Sąd uznał, że rysunek nie dotyczył nikogo personalnie, więc niczyje dobra nie zostały naruszone.
Czy po tym wyroku Polska powinna wpisać do kodeksu karnego orientację seksualną obok innych cech, ze względu na które ściga się przestępstwa z nienawiści? - Wyrok nie wymusza na Polsce zmiany prawa, ale daje argument przeciw twierdzeniu, że gdyby taka zmiana miała nastąpić, to naruszyłoby to wolność słowa - mówi Dorota Pudzianowska.
Poseł Robert Biedroń z Ruchu Palikota zapowiada, że zacznie zbierać podpisy pod projektem zrównania wszystkich grup dyskryminowanych w ochronie przed przestępstwami z nienawiści. - Poprawiliśmy projekt przygotowany w zeszłej kadencji przez społeczny zespół. Popiera go też SLD, ale chcemy zbierać podpisy u posłów innych klubów. Wiemy, że wielu posłów PO popiera tę ideę.
Ciekawym wątkiem wyroku jest ten, w którym Trybunał mówi, że zakazaną mową nienawiści może być nie tylko bezpośrednie nawoływanie do ataku, ale też ''wyrażanie pogardy'': - Na ten fragment można się będzie powoływać przed polskimi sądami także w sprawach dotyczących wypowiedzi antysemickich czy rasistowskich - podkreśla Dorota Pudzianowska.
Polskie sądy mają dziś tendencję do wąskiego, ''amerykańskiego'' rozumienia ''mowy nienawiści'' - jako wezwania do napaści, fizycznego ataku. I nie uznają takich sformułowań, jak ''Biała siła, czarna kiła'' czy ''Europa dla białych, Afryka dla HIV'' (padały w 2006 roku we Wrocławiu na manifestacji ONR-u) za nawoływanie do nienawiści.
- Wyrok nie tylko poszerza ochronę przed mową nienawiści na mniejszości seksualne, ale pokazuje inne rozumienie granic mowy nienawiści, która może być prawem zakazana - dodaje Pudzianowska.
*
Ekstremiści prawicowi i religijni wykorzystują wolność słowa do obrażania inny jest chore, kiedy oni są obrażani do nie można żądają skazywać za nawoływanie nienawiści ale nie do osób homoseksualny, pokazuje jedno hipokryzje, chcą drugą Amerykę gdzie dzieci zabijają się z powodu nienawiści, biję się, zabija dla nie który super. Wolność słowa jest granica jakaś na pewno nie do obrażania kogoś osoby nie podtrawią zrozumieć do powinni szybko iść leczyć z słownej nienawiści dla dobra społeczeństwa.
piątek, 2 grudnia 2011
Wnuk poety apeluje: Nie całujcie nagrobka dziadka!
| Fot: wikipedia |
Holland i irlandzki minister stanu Dinny McGinley inaugurowali dziś w Paryżu, w rocznicę śmierci Oscara Wilde'a (1854-1900) odnowiony pomnik na jego grobie, w którym od 1950 roku spoczywa również kochanek i wydawca poety Robert Ross.
Aby zapewnić, że miłośnicy znanego z biseksualizmu pisarza będą zachowywali się w przyszłości rozsądniej i mniej namiętnie, nagrobek z uskrzydlonym sfinksem dłuta Jacoba Epsteina z 1912 roku chronią obecnie wysokie na dwa metry tafle szkła.
W inauguracji pomnika, zabezpieczonego przed pasją wielbicieli Wilde'a, wziął udział znany z interpretacji jego dzieł brytyjski aktor Rupert Everett. - Pocałunki dla Oscara Wilde'a nie były po prostu oznaką miłości. Kojarzył je z niebezpieczeństwem, a nawet śmiercią - powiedział. Podkreślił, że właśnie przez homoseksualny pocałunek Wilde został skazany na więzienie i dwa lata ciężkich robót.
Kiedy ojciec jednego z kochanków Wilde'a publicznie go znieważył, poeta wytoczył mu proces, który przegrał. Sam został oskarżony o kontakty homoseksualne (karalne w Wielkiej Brytanii) i skazany. Jego żona zmieniła nazwisko na Holland i, zabierając ze sobą dzieci, wyjechała z kraju.
- Zastanawiam się, jak Oscar Wilde był w stanie znieść hołdy w postaci szminki pozostawiane w ostatnich latach przez tysiące wielbicieli. Być może mówiąc "chrońcie mnie przed mymi uczniami!" - dodał Everett. Przypomniał, że jeden z najwybitniejszych przedstawicieli XIX-wiecznego estetyzmu znany był również z wrażliwości na punkcie własnego wizerunku, zawsze był starannie ubrany. - Nie wierzę, by mu się podobało spoczywanie w grobie niszczejącym od szminkowych pocałunków - zaznaczył. Holland z kolei przyznał, że choć zwyczaj zostawiania pocałunków był nad wyraz wzruszający, nie można było pozwolić na dalszą degradację pomnika. - Nagrobek jest dziełem sztuki i historycznym zabytkiem. Należy go chronić. Hołd można składać w inny sposób, np. składając kwiaty - powiedział.
Renowację i ochronne tafle sfinansowała rodzina poety i rząd Irlandii, a francuska instytucja ochrony zabytków przeprowadziła konkurs na koncepcję zabezpieczenia pomnika. Francuski minister kultury Frederic Mitterrand powiedział, że "grób Oscara Wilde'a, jednej z największych postaci literatury europejskiej, odzyskał swój pierwotny splendor, teraz już z zabezpieczoną powierzchnią".
- Te szklane ściany nie mają powstrzymywać wielbicieli. Po prostu mówią: "Prosimy, chrońcie pamięć o człowieku" - dodał wnuk Wilde'a.
Po renowacji pomnik autorstwa jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy brytyjskich nie odzyskał jednak w pełni oryginalnego wyglądu. Sfinks, będący alegorią geniuszu Wilde'a, w latach 60. został zaatakowany przez tajemniczych wandali, którzy utrącili mu oznaki płci. Pomnik był też obiektem skandalu od razu po postawieniu go na grobie w 1912 roku - uznano go wówczas za nieprzyzwoity i w pewnym momencie nawet został osłonięty plandeką przez policję.
Epstein (1880-1959), którego dzieła niejednokrotnie szokowały ze względu na naruszanie tabu dotyczącego przedstawiania organów seksualnych i bywały w imię przyzwoitości okaleczane, pochodził z rodziny polskich Żydów osiadłych w Ameryce. W swojej bogatej twórczości, w której mistrzowsko posługiwał się koncepcjami kluczowymi dla modernizmu, nawiązywał do sztuki pozaeuropejskiej, prymitywnej, ale też starożytnej i klasycznej. W 1954 roku otrzymał tytuł szlachecki.
wtorek, 29 listopada 2011
Wysokie Obcasy: Mój syn jest gejem
Gazeta Wyborcza -Wysokie Obcasy: Środowisko było obojętne na ból mojego syna, gdy oprawca, wraz z grupą samców alfa terroryzowali go i wykańczali psychicznie
Ta wiadomość spadła na nas w gabinecie dyrektora szkoły zaraz po tym, gdy po raz pierwszy w życiu użył siły fizycznej, by przeciwstawić się oprawcy. Dlaczego tego nie zauważyliśmy? Dlaczego nam nie powiedział? On był zawsze spokojnym, wesołym dzieckiem o ujmującej osobowości. Z każdym potrafił odnaleźć wspólny język. Miał masę kolegów, świetne oceny. Wszystko zmieniło się, gdy poszedł do liceum. Pierwszą klasę przeszedł nieźle; powtarzał, że to najlepszy okres jego życia. Nie bywał często w domu, jego głowę zajmowały bez reszty teatr, znajomi i imprezy. Popełniał błędy, ale dawaliśmy sobie nawzajem kolejne szanse. Mógł nam powiedzieć o wszystkim.
Wszystko zaczęło się psuć w drugiej klasie. Stał się ponurawy, mało jadł, rzadziej wychodził. Pytaliśmy, co się dzieje. Udawał, że to chandra. W końcu stał się kimś innym. Oschły, ale jednocześnie jakby silniejszy. Stracił swą łagodność. Przestał się w cokolwiek angażować. Zaczęliśmy naciskać z troski. Powiedział, że przechodził etap nieszczęśliwej miłości. Uwierzyliśmy.
W wakacje odetchnęliśmy z ulgą. Gdy jak co roku wyjechaliśmy w Bieszczady, odzyskał rumieńce. Był tym samym beztroskim chłopakiem i jak zwykle spędzał całe noce, siedząc przed domem z dziadkiem. Wrócił do szkoły w dobrym nastroju. I w tym czasie, gdy całe życie stało się tak świetne jak przedtem, dostaliśmy pilne wezwanie do szkoły. Gdy już siedzieliśmy w gabinecie dyrektora, zastanawiając się, co go pchnęło do tego, by wymierzyć kilka bolesnych ciosów przewodniczącemu szkoły, ani przez myśl nam nie przeszło, co działo się przez ten cały czas, gdy tak uparcie milczał. Okazało się, że mój syn stał się ofiarą homofobii. Wyciekła plotka potwierdzona zasłyszaną rozmową, podpatrzonym gestem. Okazało się, że środowisko, w którym obracał się mój syn, było obojętne na jego ból, gdy oprawca, znany jako syn chirurga i nauczycielki, wraz z grupą samców alfa terroryzowali go i wykańczali psychicznie. Moje policzki były lepkie od łez, gdy opowiadał, jak ciężko mu było w ogóle chodzić do szkoły i jak wszyscy odwrócili się od niego. I w chwili, gdy matka jego oprawcy mówiła, że to nie był powód, by stosować przemoc, ja przytulałam go najmocniej chyba w życiu, jak kiedyś, gdy był mały i przewrócił się na rowerze. Dlaczego nam nie powiedział? Bo nie chciał nas zawieść. Bo to zawsze ma swoje konsekwencje. Bo bał się reakcji ojca. I w chwili, gdy mówił 'przepraszam', wiedziałam już, że to wszystko nieważne. Nieważne, że nie będziemy na jego ślubie, że na Wigilię prawdopodobnie nie przyjdzie ze swoim chłopakiem, dopóki cała rodzina nie dojrzeje do tej wiadomości, że może nigdy nie zostaniemy dziadkami. W tej chwili liczyło się tylko to, że w końcu wiedzieliśmy, kim jest. I chociaż droga przed nami miała być trudna - zwłaszcza dla niego, bo mieszkamy wciąż w Polsce - to był nasz syn, który dzielnie przeszedł coś tak trudnego sam. Tego życzę każdej matce geja - by słysząc te dwa słowa, pomyślała o tym, kim jest jej syn. Pomyślała o tym, że to człowiek, zagubiony, ale potrzebujący najbardziej tego wsparcia, wsparcia matki. A co z resztą kobiet? Życzę im, by każda miała takiego wspaniałego syna. Wrażliwego człowieka o wielkiej odwadze.
Ta wiadomość spadła na nas w gabinecie dyrektora szkoły zaraz po tym, gdy po raz pierwszy w życiu użył siły fizycznej, by przeciwstawić się oprawcy. Dlaczego tego nie zauważyliśmy? Dlaczego nam nie powiedział? On był zawsze spokojnym, wesołym dzieckiem o ujmującej osobowości. Z każdym potrafił odnaleźć wspólny język. Miał masę kolegów, świetne oceny. Wszystko zmieniło się, gdy poszedł do liceum. Pierwszą klasę przeszedł nieźle; powtarzał, że to najlepszy okres jego życia. Nie bywał często w domu, jego głowę zajmowały bez reszty teatr, znajomi i imprezy. Popełniał błędy, ale dawaliśmy sobie nawzajem kolejne szanse. Mógł nam powiedzieć o wszystkim.
Wszystko zaczęło się psuć w drugiej klasie. Stał się ponurawy, mało jadł, rzadziej wychodził. Pytaliśmy, co się dzieje. Udawał, że to chandra. W końcu stał się kimś innym. Oschły, ale jednocześnie jakby silniejszy. Stracił swą łagodność. Przestał się w cokolwiek angażować. Zaczęliśmy naciskać z troski. Powiedział, że przechodził etap nieszczęśliwej miłości. Uwierzyliśmy.
W wakacje odetchnęliśmy z ulgą. Gdy jak co roku wyjechaliśmy w Bieszczady, odzyskał rumieńce. Był tym samym beztroskim chłopakiem i jak zwykle spędzał całe noce, siedząc przed domem z dziadkiem. Wrócił do szkoły w dobrym nastroju. I w tym czasie, gdy całe życie stało się tak świetne jak przedtem, dostaliśmy pilne wezwanie do szkoły. Gdy już siedzieliśmy w gabinecie dyrektora, zastanawiając się, co go pchnęło do tego, by wymierzyć kilka bolesnych ciosów przewodniczącemu szkoły, ani przez myśl nam nie przeszło, co działo się przez ten cały czas, gdy tak uparcie milczał. Okazało się, że mój syn stał się ofiarą homofobii. Wyciekła plotka potwierdzona zasłyszaną rozmową, podpatrzonym gestem. Okazało się, że środowisko, w którym obracał się mój syn, było obojętne na jego ból, gdy oprawca, znany jako syn chirurga i nauczycielki, wraz z grupą samców alfa terroryzowali go i wykańczali psychicznie. Moje policzki były lepkie od łez, gdy opowiadał, jak ciężko mu było w ogóle chodzić do szkoły i jak wszyscy odwrócili się od niego. I w chwili, gdy matka jego oprawcy mówiła, że to nie był powód, by stosować przemoc, ja przytulałam go najmocniej chyba w życiu, jak kiedyś, gdy był mały i przewrócił się na rowerze. Dlaczego nam nie powiedział? Bo nie chciał nas zawieść. Bo to zawsze ma swoje konsekwencje. Bo bał się reakcji ojca. I w chwili, gdy mówił 'przepraszam', wiedziałam już, że to wszystko nieważne. Nieważne, że nie będziemy na jego ślubie, że na Wigilię prawdopodobnie nie przyjdzie ze swoim chłopakiem, dopóki cała rodzina nie dojrzeje do tej wiadomości, że może nigdy nie zostaniemy dziadkami. W tej chwili liczyło się tylko to, że w końcu wiedzieliśmy, kim jest. I chociaż droga przed nami miała być trudna - zwłaszcza dla niego, bo mieszkamy wciąż w Polsce - to był nasz syn, który dzielnie przeszedł coś tak trudnego sam. Tego życzę każdej matce geja - by słysząc te dwa słowa, pomyślała o tym, kim jest jej syn. Pomyślała o tym, że to człowiek, zagubiony, ale potrzebujący najbardziej tego wsparcia, wsparcia matki. A co z resztą kobiet? Życzę im, by każda miała takiego wspaniałego syna. Wrażliwego człowieka o wielkiej odwadze.
piątek, 25 listopada 2011
Ewa Siedlecka: Jak zasłonić twarz
Gazeta Wyborcza: Trybunał Konstytucyjny w 2004 r. stwierdził, że zakaz zasłaniania twarzy sprzeciwia się konstytucji, jeśli dotyczy osób, których nie ma powodu podejrzewać, że będą łamać prawo. Pomysł prezydenta, by trzeba było zgłaszać zamiar zasłonięcia twarzy, np. przez osoby chcące przebrać się za transgeniczne warzywa w ramach protestu przeciw GMO, mieści się w granicach zarówno konstytucji, jak i zdrowego rozsądku. Jeśli organizator nie zgłosił zasłaniania twarzy, a na jego zgromadzeniu pojawi się dorodna polska młodzież w bandankach na twarzach - zgromadzenie będzie można rozwiązać jako niezgodne ze zgłoszeniem.
Niekonstytucyjna - w świetle dotychczasowych orzeczeń Trybunału - wydaje się propozycja, by przewodniczący zgromadzenia odpowiadał karnie (do 7 tys. zł) za niedopilnowanie, by zgromadzenie przebiegało zgodnie z prawem. To ograniczy wolność zgromadzeń grupom atakowanym. Wystarczy, że głosiciele ''zakazu pedałowania'' poślą kilku agentów w szeregi Parady Równości czy podobnego zgromadzenia, by jako uczestnicy ''naruszali porządek'' i ''powodowali szkody''. Żaden organizator nie będzie w stanie temu ''zapobiec'' - jak wymaga prezydencka nowelizacja. A tym samym narazi się nie tylko na grzywnę, ale będzie figurował w rejestrze skazanych, co ograniczy mu możliwości pracy czy pełnienia funkcji publicznych.
Podobnie niezgodny z konstytucyjną zasadą proporcjonalności ograniczeń wydaje się przepis, który z góry uznaje, że dwa lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu ''może zagrozić życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach''. Umożliwia to władzy zakazanie pokojowych, a nawet wzajemnie przyjaznych sobie zgromadzeń, jeśli np. ich trasy mogłyby się spotkać.
Podobnie przepis, który daje władzy okazję do wymuszania zmiany trasy bez rzeczywistej konieczności. To władza bowiem ma oceniać, czy jeśli dwie manifestacje mogą się zetknąć, to ''możliwe jest ich rozdzielenie w taki sposób, aby ich przebieg nie zagrażał'' zdrowiu, życiu i mieniu. Wiemy, co w takich sytuacjach władza często uznaje, by oszczędzić sobie kłopotu. Dlatego w 2006 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że nie można zakazywać demonstracji z powodu kontrdemonstracji. Obu trzeba zapewnić ochronę.
Prezydent pociesza, że od zakazu można się odwołać. Ale w nowelizacji nie pomyślał, by wykonać wyrok Trybunału w Strasburgu z 2007 r. nakazujący Polsce zmienić przepisy o odwołaniu. Tak, by gwarantowały, że ostatecznie sprawa zostanie rozstrzygnięta przed terminem zgromadzenia. Prezydent zrobił odwrotnie: maksymalny termin doręczenia zakazu zgromadzenia ''w tym samym miejscu'' określił na 24 godziny przed terminem zgromadzenia. Jakim cudem można by się od niego odwołać?
Niekonstytucyjna - w świetle dotychczasowych orzeczeń Trybunału - wydaje się propozycja, by przewodniczący zgromadzenia odpowiadał karnie (do 7 tys. zł) za niedopilnowanie, by zgromadzenie przebiegało zgodnie z prawem. To ograniczy wolność zgromadzeń grupom atakowanym. Wystarczy, że głosiciele ''zakazu pedałowania'' poślą kilku agentów w szeregi Parady Równości czy podobnego zgromadzenia, by jako uczestnicy ''naruszali porządek'' i ''powodowali szkody''. Żaden organizator nie będzie w stanie temu ''zapobiec'' - jak wymaga prezydencka nowelizacja. A tym samym narazi się nie tylko na grzywnę, ale będzie figurował w rejestrze skazanych, co ograniczy mu możliwości pracy czy pełnienia funkcji publicznych.
Podobnie niezgodny z konstytucyjną zasadą proporcjonalności ograniczeń wydaje się przepis, który z góry uznaje, że dwa lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu ''może zagrozić życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach''. Umożliwia to władzy zakazanie pokojowych, a nawet wzajemnie przyjaznych sobie zgromadzeń, jeśli np. ich trasy mogłyby się spotkać.
Podobnie przepis, który daje władzy okazję do wymuszania zmiany trasy bez rzeczywistej konieczności. To władza bowiem ma oceniać, czy jeśli dwie manifestacje mogą się zetknąć, to ''możliwe jest ich rozdzielenie w taki sposób, aby ich przebieg nie zagrażał'' zdrowiu, życiu i mieniu. Wiemy, co w takich sytuacjach władza często uznaje, by oszczędzić sobie kłopotu. Dlatego w 2006 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że nie można zakazywać demonstracji z powodu kontrdemonstracji. Obu trzeba zapewnić ochronę.
Prezydent pociesza, że od zakazu można się odwołać. Ale w nowelizacji nie pomyślał, by wykonać wyrok Trybunału w Strasburgu z 2007 r. nakazujący Polsce zmienić przepisy o odwołaniu. Tak, by gwarantowały, że ostatecznie sprawa zostanie rozstrzygnięta przed terminem zgromadzenia. Prezydent zrobił odwrotnie: maksymalny termin doręczenia zakazu zgromadzenia ''w tym samym miejscu'' określił na 24 godziny przed terminem zgromadzenia. Jakim cudem można by się od niego odwołać?
wtorek, 22 listopada 2011
Duży Format: Naprawianie kobiet
Gwałcą najczęściej znajomi i sąsiedzi, często w domu albo tuż obok
Zakończyła swoje życie w rowie. Bardzo prawdopodobne, że jeszcze żyła, kiedy mordercy rozbijali jej głowę kamieniem.
- Rodzina miała trudności, żeby ją rozpoznać - słyszę. - Właśnie tutaj ją znaleźli.
Po zaledwie trzech miesiącach nie ma śladu po zabójstwie. Znicza. Pamiątki. Umierała na śmietniku, wśród starych opakowań jednorazowych i brudnych plastikowych toreb.
Township Kwa-Thema, "czarna" dzielnica, nie wygląda jak afrykański slums. W RPA są dużo gorsze miejsca. To osiedle biednych, ale schludnych domków, z własnym supermarketem i stacją benzynową. Od rowu, w którym znaleziono 24-letnią Noxolo Nogwazę, do głównej drogi jest może 50 metrów. Jest tam przystanek minibusów na ruchliwej drodze do odległego o 40 kilometrów centrum Johannesburga.
Do najbliższego domu jest dosłownie parę kroków.
- Pytaliśmy sąsiadów, ale nikt nie słyszał - mówi moja przewodniczka Bontle Khalo z miejscowej organizacji gejów i lesbijek EPOC. (Bontle znała Noxolo, która pomagała organizować lokalną odmianę parady równości. Ale to nieprawda, że były najlepszymi przyjaciółkami, jak pisały gazety).
Noxolo zginęła w nocy 23 kwietnia. Dwa dni później bulwarówka „Daily Sun” opisywała, że była tak pobita, że jej wujek musiał dociskać razem kawałki jej twarzy. „ »Noxolo była cudowną dziewczyną, która nie miała z nikim problemów « - powiedziała jej matka”.
Ze zdjęcia w gazecie patrzy na mnie ogolona na łyso młoda kobieta o twardych, męskich rysach twarzy. Miała 24 lata.
Bontle: - Pewna starsza pani mieszkająca w domu kilkadziesiąt metrów dalej twierdzi, że słyszała w nocy krzyki. Ale ona nie ma komórki i nie mogła zadzwonić po policję. Bała się wyjść, bo myślała, że ją również zabiją.
Ostatni raz widziano Noxolo żywą w barze położonym może 200 metrów od miejsca, w którym znaleziono zwłoki.
Bontle: - Noxolo poszła do baru z przyjaciółką, która nie jest lesbijką. Piły tam razem. Potem odprowadziła przyjaciółkę do domu, ale sama wróciła do baru. Może spotkała tam kogoś? Musieli wyjść razem z nią. Lesbijki butch, o męskim wyglądzie i temperamencie, często są bardzo odważne i myślą, że mogą chodzić, gdzie im się podoba.
Jest słoneczne południe. Stoję nad rowem, w którym znaleziono zwłoki. Nie mogę się oprzeć, żeby nie próbować wyobrazić sobie tej sceny. Co można myśleć, kiedy systematycznie - bo jedno uderzenie przecież nie wystarczy - rozbija się drugiemu człowiekowi głowę przydrożnym kamieniem?
Noxolo Nogwaza została przed śmiercią wielokrotnie zgwałcona.
- Za to, że była lesbijką i tego nie ukrywała - mówi Bontle. - Teraz to u nas, w Południowej Afryce, prawdziwa epidemia.
Biuro EPOC, organizacji założonej przez Bontle Khalo w 2007 roku, mieści się w małej komórce na tyłach domu, w którym Bontle mieszka ze swoją dziewczyną.
Na ścianach kolekcja zdjęć i wycinków z gazet: kilka całujących się dziewczęcych par, pożółkłe artykuły o zabitych działaczkach. Stary komputer, garść ulotek o HIV (w RPA co trzecia kobieta w ciąży przychodząca na badania do kliniki położniczej żyje z wirusem; nikt na pewno nie wie, ilu ludzi w kraju jest zakażonych HIV, ale może to być nawet kilkanaście procent).
- Na początku, jak założyłam EPOC, bałam się nawet wyjść przed dom na papierosa - mówi Bontle. - Ale potem okazało się, że sąsiedzi traktują nas bardzo życzliwie. Kiedy zabili Noxolo, wszyscy w dzielnicy byli bardzo oburzeni.
- Skąd więc brutalność?
- Czarni mężczyźni mają problem z akceptacją lesbijek i gejów. Wierzą, że społeczeństwo powinno być zorganizowane w sposób, w którym nie ma miejsca na takie osoby. Czują, że ich obecność zagraża ich męskości. Ludzie o innej orientacji seksualnej wzbudzają ich gniew. Zabijają, żeby dowieść, że nie ma dla nas miejsca na tym świecie. Że zasługujemy na cierpienie i śmierć. Wszystkie te zabójstwa dokonywane są według tego samego schematu. Giną lesbijki żyjące jawnie i znane w lokalnej wspólnocie.
- Nie boisz się o siebie? - pytam.
- Chcę walczyć o to, w co wierzę. Mam nadzieję, że policja złapie morderców. Ale tutaj, w townships, nie mamy zbyt wiele zaufania do policji. Traktują te morderstwa jak zwykłe gwałty, nie jak przestępstwa wywołane nienawiścią.
Policja nikogo jeszcze nie złapała. "Nie mamy podstaw, żeby myśleć, że to nie był zwykły gwałt" - powiedział jej rzecznik dziennikarzowi lokalnej gazety we wrześniu.
W sierpniu Bontle zorganizowała marsz protestu przeciw morderstwu Noxolo. Przyszła masa ludzi, w tym lokalni politycy - nawet premier rządu prowincji Gauteng.
- Wiele osób wierzy, że po zgwałceniu lesbijka zmienia preferencje seksualne i staje się hetero - mówi Mongezi Mhlongo, dziennikarz pracujący w organizacji pozarządowej Behind the Mask (Pod maską) w Johannesburgu. Mhlongo jest współautorem serwisu internetowego poświęconego sprawom gejów i lesbijek w Afryce.
Czasami taki "naprawczy" gwałt kończy się morderstwem.
Mhlongo: - W Johannesburgu odnotowujemy średnio jedno-dwa takie morderstwa tygodniowo. W Kapsztadzie - jedno. Znamy także dwa przypadki zgwałcenia mężczyzn transgenderowych. Ale policja nie wierzy, że można zgwałcić mężczyznę. "Kto by chciał?" - pytają.
- Tak samo jest z lesbijkami - przerywa jego koleżanka Lesego Tlhwale, która sama jest lesbijką. - Kiedy przychodzisz na policję, wzruszają ramionami i mówią: "Nikt by na ciebie nie poleciał".
- Czy sprawcy tłumaczą, dlaczego to zrobili? - pytam.
Mhlongo patrzy na mnie zaskoczony.
- Zwykle gwałciciele nie potrafią powiedzieć, dlaczego to zrobili. Niektórzy mówią: "Chcieliś-my dać lesbie nauczkę". Albo "Chcieliśmy ją zmienić, żeby była normalna". Twierdzą, że bycie gejem albo lesbijką jest "nieafrykańskie". Że jest wbrew naszej kulturze i tradycji.
Tlhwale: - Według sondażu aż 90 proc. obywateli RPA myśli, że geje nie są OK.
Gwałcą najczęściej znajomi i sąsiedzi, często w domu albo tuż obok domu. Pod tym względem przypadek Noxolo był typowy.
- Skąd jednak mógł się wziąć pomysł, że gwałt może "wyleczyć" lesbijkę? - dociskam. - Przecież nie jest łatwo na to wpaść?
Mhlongo: - Prawdopodobnie od sprawy Sizakele. Od niej zaczęły się gwałty. Potem była sprawa piłkarki.
W lipcu 2007 roku w Soweto zostały zamordowane Sizakele Sigasa i Salome Masooa, dwie aktywistki organizacji lesbijskich. To była egzekucja: Sizakele związano jej własną bielizną i sznurowadłami. Dostała trzy strzały w głowę i trzy w szyję. Jej partnerka - jeden strzał w głowę.
W lipcu 2009 roku zamordowano Eudy Simelane, lesbijkę i zawodniczkę w narodowej drużynie piłki nożnej kobiet - Banyana Banyana. Dlatego była to głośna sprawa.
Za gwałt i zabicie Simelane skazano czterech mężczyzn - jej sąsiadów i znajomych - w tym niejakiego Thato Mphiti.
Z relacji sądowej: „Mphiti podtrzymuje, że Mahlangu próbował włożyć swojego penisa w Simelane i wtedy ona krzyczała: »Moja wagina jest zamknięta... zostałam zaszyta przez doktora «. I kiedy Mvubu miał z nią »swoją kolejkę «, Simelane powiedziała: »Themba Mbuvu, znasz mnie, dlaczego to robisz? «”.
Nie wiadomo, czy Mbuvu coś na to odpowiedział. Potem odwołał te zeznania na rozprawie apelacyjnej. Dostał 32 lata.
Cały tekst na Duży Format Gazeta Wyborcza
Zakończyła swoje życie w rowie. Bardzo prawdopodobne, że jeszcze żyła, kiedy mordercy rozbijali jej głowę kamieniem.
- Rodzina miała trudności, żeby ją rozpoznać - słyszę. - Właśnie tutaj ją znaleźli.
Po zaledwie trzech miesiącach nie ma śladu po zabójstwie. Znicza. Pamiątki. Umierała na śmietniku, wśród starych opakowań jednorazowych i brudnych plastikowych toreb.
Township Kwa-Thema, "czarna" dzielnica, nie wygląda jak afrykański slums. W RPA są dużo gorsze miejsca. To osiedle biednych, ale schludnych domków, z własnym supermarketem i stacją benzynową. Od rowu, w którym znaleziono 24-letnią Noxolo Nogwazę, do głównej drogi jest może 50 metrów. Jest tam przystanek minibusów na ruchliwej drodze do odległego o 40 kilometrów centrum Johannesburga.
Do najbliższego domu jest dosłownie parę kroków.
- Pytaliśmy sąsiadów, ale nikt nie słyszał - mówi moja przewodniczka Bontle Khalo z miejscowej organizacji gejów i lesbijek EPOC. (Bontle znała Noxolo, która pomagała organizować lokalną odmianę parady równości. Ale to nieprawda, że były najlepszymi przyjaciółkami, jak pisały gazety).
Noxolo zginęła w nocy 23 kwietnia. Dwa dni później bulwarówka „Daily Sun” opisywała, że była tak pobita, że jej wujek musiał dociskać razem kawałki jej twarzy. „ »Noxolo była cudowną dziewczyną, która nie miała z nikim problemów « - powiedziała jej matka”.
Ze zdjęcia w gazecie patrzy na mnie ogolona na łyso młoda kobieta o twardych, męskich rysach twarzy. Miała 24 lata.
Bontle: - Pewna starsza pani mieszkająca w domu kilkadziesiąt metrów dalej twierdzi, że słyszała w nocy krzyki. Ale ona nie ma komórki i nie mogła zadzwonić po policję. Bała się wyjść, bo myślała, że ją również zabiją.
Ostatni raz widziano Noxolo żywą w barze położonym może 200 metrów od miejsca, w którym znaleziono zwłoki.
Bontle: - Noxolo poszła do baru z przyjaciółką, która nie jest lesbijką. Piły tam razem. Potem odprowadziła przyjaciółkę do domu, ale sama wróciła do baru. Może spotkała tam kogoś? Musieli wyjść razem z nią. Lesbijki butch, o męskim wyglądzie i temperamencie, często są bardzo odważne i myślą, że mogą chodzić, gdzie im się podoba.
Jest słoneczne południe. Stoję nad rowem, w którym znaleziono zwłoki. Nie mogę się oprzeć, żeby nie próbować wyobrazić sobie tej sceny. Co można myśleć, kiedy systematycznie - bo jedno uderzenie przecież nie wystarczy - rozbija się drugiemu człowiekowi głowę przydrożnym kamieniem?
Noxolo Nogwaza została przed śmiercią wielokrotnie zgwałcona.
- Za to, że była lesbijką i tego nie ukrywała - mówi Bontle. - Teraz to u nas, w Południowej Afryce, prawdziwa epidemia.
Biuro EPOC, organizacji założonej przez Bontle Khalo w 2007 roku, mieści się w małej komórce na tyłach domu, w którym Bontle mieszka ze swoją dziewczyną.
Na ścianach kolekcja zdjęć i wycinków z gazet: kilka całujących się dziewczęcych par, pożółkłe artykuły o zabitych działaczkach. Stary komputer, garść ulotek o HIV (w RPA co trzecia kobieta w ciąży przychodząca na badania do kliniki położniczej żyje z wirusem; nikt na pewno nie wie, ilu ludzi w kraju jest zakażonych HIV, ale może to być nawet kilkanaście procent).
- Na początku, jak założyłam EPOC, bałam się nawet wyjść przed dom na papierosa - mówi Bontle. - Ale potem okazało się, że sąsiedzi traktują nas bardzo życzliwie. Kiedy zabili Noxolo, wszyscy w dzielnicy byli bardzo oburzeni.
- Skąd więc brutalność?
- Czarni mężczyźni mają problem z akceptacją lesbijek i gejów. Wierzą, że społeczeństwo powinno być zorganizowane w sposób, w którym nie ma miejsca na takie osoby. Czują, że ich obecność zagraża ich męskości. Ludzie o innej orientacji seksualnej wzbudzają ich gniew. Zabijają, żeby dowieść, że nie ma dla nas miejsca na tym świecie. Że zasługujemy na cierpienie i śmierć. Wszystkie te zabójstwa dokonywane są według tego samego schematu. Giną lesbijki żyjące jawnie i znane w lokalnej wspólnocie.
- Nie boisz się o siebie? - pytam.
- Chcę walczyć o to, w co wierzę. Mam nadzieję, że policja złapie morderców. Ale tutaj, w townships, nie mamy zbyt wiele zaufania do policji. Traktują te morderstwa jak zwykłe gwałty, nie jak przestępstwa wywołane nienawiścią.
Policja nikogo jeszcze nie złapała. "Nie mamy podstaw, żeby myśleć, że to nie był zwykły gwałt" - powiedział jej rzecznik dziennikarzowi lokalnej gazety we wrześniu.
W sierpniu Bontle zorganizowała marsz protestu przeciw morderstwu Noxolo. Przyszła masa ludzi, w tym lokalni politycy - nawet premier rządu prowincji Gauteng.
- Wiele osób wierzy, że po zgwałceniu lesbijka zmienia preferencje seksualne i staje się hetero - mówi Mongezi Mhlongo, dziennikarz pracujący w organizacji pozarządowej Behind the Mask (Pod maską) w Johannesburgu. Mhlongo jest współautorem serwisu internetowego poświęconego sprawom gejów i lesbijek w Afryce.
Czasami taki "naprawczy" gwałt kończy się morderstwem.
Mhlongo: - W Johannesburgu odnotowujemy średnio jedno-dwa takie morderstwa tygodniowo. W Kapsztadzie - jedno. Znamy także dwa przypadki zgwałcenia mężczyzn transgenderowych. Ale policja nie wierzy, że można zgwałcić mężczyznę. "Kto by chciał?" - pytają.
- Tak samo jest z lesbijkami - przerywa jego koleżanka Lesego Tlhwale, która sama jest lesbijką. - Kiedy przychodzisz na policję, wzruszają ramionami i mówią: "Nikt by na ciebie nie poleciał".
- Czy sprawcy tłumaczą, dlaczego to zrobili? - pytam.
Mhlongo patrzy na mnie zaskoczony.
- Zwykle gwałciciele nie potrafią powiedzieć, dlaczego to zrobili. Niektórzy mówią: "Chcieliś-my dać lesbie nauczkę". Albo "Chcieliśmy ją zmienić, żeby była normalna". Twierdzą, że bycie gejem albo lesbijką jest "nieafrykańskie". Że jest wbrew naszej kulturze i tradycji.
Tlhwale: - Według sondażu aż 90 proc. obywateli RPA myśli, że geje nie są OK.
Gwałcą najczęściej znajomi i sąsiedzi, często w domu albo tuż obok domu. Pod tym względem przypadek Noxolo był typowy.
- Skąd jednak mógł się wziąć pomysł, że gwałt może "wyleczyć" lesbijkę? - dociskam. - Przecież nie jest łatwo na to wpaść?
Mhlongo: - Prawdopodobnie od sprawy Sizakele. Od niej zaczęły się gwałty. Potem była sprawa piłkarki.
W lipcu 2007 roku w Soweto zostały zamordowane Sizakele Sigasa i Salome Masooa, dwie aktywistki organizacji lesbijskich. To była egzekucja: Sizakele związano jej własną bielizną i sznurowadłami. Dostała trzy strzały w głowę i trzy w szyję. Jej partnerka - jeden strzał w głowę.
W lipcu 2009 roku zamordowano Eudy Simelane, lesbijkę i zawodniczkę w narodowej drużynie piłki nożnej kobiet - Banyana Banyana. Dlatego była to głośna sprawa.
Za gwałt i zabicie Simelane skazano czterech mężczyzn - jej sąsiadów i znajomych - w tym niejakiego Thato Mphiti.
Z relacji sądowej: „Mphiti podtrzymuje, że Mahlangu próbował włożyć swojego penisa w Simelane i wtedy ona krzyczała: »Moja wagina jest zamknięta... zostałam zaszyta przez doktora «. I kiedy Mvubu miał z nią »swoją kolejkę «, Simelane powiedziała: »Themba Mbuvu, znasz mnie, dlaczego to robisz? «”.
Nie wiadomo, czy Mbuvu coś na to odpowiedział. Potem odwołał te zeznania na rozprawie apelacyjnej. Dostał 32 lata.
Cały tekst na Duży Format Gazeta Wyborcza
piątek, 2 września 2011
Wysokie Obcasy: Będzie lepiej?
| Agnieszka Graff - pisarka, feministka, wykładowca UW |
'Wszyscy zastanawiają się, jaką mam orientację. Jestem heteroseksualny' - ujawnił 'Super Expressowi' Michał Szpak. Sprawa jest poważna, bo 'makijaż, błyskotki, bardzo długie, godne pozazdroszczenia włosy... To sprawia, że ludzie biorą go za geja'. Jak zapewne wiecie, Szpak to nastolatek z Jasła, który zasłynął dzięki programowi 'X Factor' i słynie dalej właśnie dlatego, że chodzi (nie tylko po scenie) w makijażu. Pisała tu już o nim Joanna Szczepkowska, dziwiąc się, że Szpak się dziwi, iż budzi zdziwienie. Czy jakoś tak. Mnie dziwi zdziwienie Szczepkowskiej. Szpak, choć ładny, wydaje mi się dość banalny. Ciekawsze od Szpaka jest zainteresowanie mediów faktem, że nie jest on gejem. Towarzyszy temu zachwyt dla polskiej tolerancji: tata, szkoła oraz całe Jasło tolerują Szpaka mimo makijażu.
Otóż na moje ucho zwierzenie Szpaka podszyte jest strachem, a nie potrzebą zwierzania się brukowcom. Jako gej nie miałby w Jaśle życia. Nie twierdzę, że nim jest, skądże. Nie domagam się też, żeby został gejem. Chodzi mi tylko o to, że heterycki coming out sporo mówi o atmosferze grozy i obrzydzenia, jaka wokół homoseksualizmu panuje w polskiej szkole, rodzinie i popularnej prasie.
Zostawiam już w spokoju Michała Szpaka. Niech się kokosi w heteronormie, niech ją nagina i rozciąga. Mnie ciekawi los jego rówieśników, lesbijek i gejów, którzy usiłują przetrwać w polskich gimnazjach i liceach bez sławy i zapewne bez makijażu. Co o nich wiemy? Niewiele, bo się boją, wstydzą i ukrywają. Boją się pogardy i okrucieństwa szkolnych strażników 'prawa naturalnego'. Mniejsza o księdza i pana od WF-u. Dużo gorszy jest koleś z piątej B. Ten, co to nie słyszał słowa 'heteryk', za to świetnie wie, kto to pedał i lesba i co się z takimi robi. Ten koleś występuje stadnie, reprezentuje normę i jak zechce, to może odmieńca zaszczuć.
Na stronę www.itgetsbetter.org rzuciło mnie jakoś tak przypadkiem. Co ma się zmienić na lepsze? Twoje życie jako geja lub lesbijki. Słowa otuchy można tu usłyszeć z ust ludzi sławnych, całkiem nieznanych, gejów i heteryków. Nagrali się m.in Barack Obama, Hillary Clinton, grupa prawników z Ernst & Young, liczni aktorzy, muzycy, senatorowie. Zaczęło się jesienią 2010 od serii samobójstw dzieciaków - 13-, 15-, 18-latków, którym koledzy zatruli życie, uznawszy ich (trafnie lub nie) za seksualnych odmieńców. Jeden dręczony chłopiec zastrzelił się z broni swojego ojca, inny powiesił się w stodole dziadka, kolejny skoczył z mostu. Masowa reakcja na te absurdalne śmierci jest prawdziwie amerykańska: moralizatorska, łzawa, naiwna w swej wierze w ludzką dobroć. I dziwnie w tej naiwności poruszająca.
Projekt 'It Gets Better' to kopalnia opowieści o tym, jak trudno się dorasta, jeśli jest się lesbijką, gejem, osobą transseksualną. O samotności, wyobcowaniu, przemocy i upokorzeniach. O tym, jak to jest, gdy młody człowiek nie czuje się bezpiecznie ani w szkole, ani w domu. I że jednak warto to przetrwać, bo potem jest już lepiej. Zbiorowym adresatem są młodzi ludzie, którym skok z mostu lub pętla na szyi wydaje się sensownym wyjściem z matni. Ta strona ma ich uratować.
Inicjatorem akcji był Dan Savage, mój ulubiony gej gaduła, który udziela w amerykańskim radiu publicznym (NPR) całkiem sensownych, a często arcyzabawnych porad erotycznych. Dan zawiesił na YouTubie swoje zwierzenia i rzucił hasło: 'It gets better'. Chwyciło, ruszyła lawina. Po kilku miesiącach liczba nagrań przekroczyła 10 mln. Codziennie przybywają nowe.
Czy dzieciakom, które są dziś zaszczute w polskich szkołach i domach, bo nie pasują do heteryckiej normy, będzie lepiej, gdy podrosną? Nasza osławiona tolerancja to przecież często obojętność, przyzwolenie na cudze cierpienie. Od lat czekam na polską falę coming outów. Na falę empatii i serdeczności wobec odmieńców. Na razie na ulicach widuję obrzydliwe homofobiczne plakaty, których treści nie przytoczę, ale dotyczą właśnie dzieci. A nasz narodowy cud-odmieniec zapewnia 'Super Express', że jest hetero.
sobota, 27 sierpnia 2011
Szczyt Równości, coraz bliżej, a przygotowania w polu
![]() |
| Krzysztof Śmiszek |
V Europejski Szczyt Równości będzie jednym z głównych poznańskich wydarzeń związanych z Polską prezydencją w UE. 14 i 15 listopada kilkuset delegatów będzie rozmawiać o realizacji polityk równościowych na szczeblu regionalnym i lokalnym.
- To najważniejsze wydarzenie europejskie, jeśli chodzi o promowanie równości. W corocznych spotkaniach biorą udział przedstawiciele Parlamentu i Komisji Europejskiej, delegacje rządowe krajów członkowskich, organizacji pozarządowych czy związków zawodowych i pracodawców - tłumaczy Krzysztof Śmiszek, prezes Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.
Zwraca jednak uwagę na organizacyjny bałagan wokół szczytu. - Dwa poprzednie, w Sztokholmie i Brukseli, były przygotowane już na pół roku przed rozpoczęciem! Gotowa była koncepcja, tematy paneli, program oraz kompletna lista gości. Szczyt gromadzi 600-700 delegatów, więc organizowanie wszystkiego na zaledwie trzy miesiące przed terminem uważam za karkołomne - tłumaczy Śmiszek, który w 2009 roku osobiście pomagał Szwecji przy organizacji.
Tymczasem Kancelaria Prezesa Rady Ministrów dopiero finalizuje przygotowywanie przetargu na realizację szczytu w Poznaniu! Dlaczego tak późno? - Przetarg jest rozpisany w odpowiednim momencie. Działamy według założonego wcześniej harmonogramu - twierdzi Konrad Niklewicz, rzecznik polskiej prezydencji. - Firma, która wygra, będzie odpowiedzialna za fizyczną organizację na miejscu, w Poznaniu. Pod koniec tygodnia przetarg zostanie zgłoszony do Brukseli. To konieczne, bo Unia dokłada 80 proc. kosztów, czyli 154,6 tys. euro (całkowita wartość to 193 tys. euro). Rozstrzygnięcia spodziewamy się między 15 a 20 września - dodaje. Większość przygotowań koordynują wspólnie ministerstwa spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych, ale przy podobnych wydarzeniach rządowi pomaga miejskie Biuro Kongresów i Spotkań. - Jesteśmy otwarci na współpracę z polską prezydencją. Trwają prace przygotowawcze dotyczące różnych wydarzeń. Jednak konkretnie, co do 14-15 listopada, nie mieliśmy żadnych zapytań ze strony rządowej - mówi Katarzyna Parysek z Biura.
O nadchodzącym szczycie nie zostały poinformowane także organizacje pozarządowe zajmujące się kwestiami równości. Nikt ich nie zaprosił do udziału w obradach. - Dowiedzieliśmy się przez przypadek, szukając informacji w sieci - tłumaczy Katarzyna Gajewska ze stowarzyszenia Dni Równości i Tolerancji. - Nic na ten temat nie wiemy - mówi Magdalena Kaj z poznańskiego stowarzyszenia Jeden Świat.
Anna Wachowska-Kucharska ze stowarzyszenia My-Poznaniacy o szczycie dowiedziała się od "Gazety": - To naprawdę nie jest odległy termin, ale być może właśnie o to chodzi. Żebyśmy dostali informację jak najpóźniej - podejrzewa.
Również tzw. organizacje parasolowe, zrzeszające całe grupy stowarzyszeń, nie zostały jeszcze zaproszone na szczyt. - Koordynujemy Koalicję na rzecz Równych Szans, czyli platformę ponad 40 organizacji pozarządowych w Polsce. W skład koalicji wchodzą m.in. Amnesty International, Fundacja Helsińska czy Stowarzyszenie Romów - wylicza Karolina Kędziora z PTPA. - Mamy spore zasoby wiedzy, ale ze strony rządu nie ma żadnej woli współpracy - tłumaczy z żalem Krzysztof Śmiszek. - Nasi partnerzy z zagranicy sami do nas piszą z pytaniami o szczegóły szczytu. Jestem zaniepokojony - dodaje.
Strona rządowa odpiera zarzuty. - Lista gości nie jest jeszcze zamknięta. Cały czas trwają rozmowy z organizacjami. Dodatkowo Komisja Europejska zadba o udział organizacji o zasięgu ogólnoeuropejskim - tłumaczy Konrad Niklewicz.
Które organizacje zostaną zaproszone? Rzecznik nie udziela takich informacji. "Gazeta" usłyszała jedynie, że "formuła udziału organizacji pozarządowych jest cały czas opracowywana". - Dopiero po rozstrzygnięciu przetargu na organizatora będziemy formalnie wysyłać zaproszenia - ucina Niklewi.
piątek, 26 sierpnia 2011
Kto dobił ul. Piotrkowską? Radna PiS: geje i lesbijki
| Fot . Marcin Stępień/Agencja Gazeta |
Internauci znaleźli w serwisie łódzkiego magistratu interpelację Bożenny Jędrzejczak. Radna Prawa i Sprawiedliwości pisze w niej, że prezydent Hanna Zdanowska, pozwalając na Marsz Równości w Święto Łodzi, ostatecznie zniechęciła łodzian do bywania na ul. Piotrkowskiej.
Według Jędrzejczak uczestnicy marszu zaopatrzeni w "stosowne transparenty i towarzyszący kordon policji" wypłoszyli mieszkańców w stronę Manufaktury. Radna swoją interpelację kończy zdaniem: "Szkoda, że zawiodło myślenie, żal kolejnej zmarnowanej szansy ulicy Piotrkowskiej".
Radna nie wyjaśnia w interpelacji, jakie konkretnie ma zastrzeżenia do haseł na transparentach: "Za burtę z homofobią", "Związki partnerskie teraz", "Więcej równości" czy też "Bóg jest miłością"? Wydawałoby się, że to ostatnie powinno być jej szczególnie bliskie.
Nie chciałabym podejrzewać radnej o utożsamianie się z kontrmanifestującymi - bandą wyrostków z zakrytymi twarzami skandującymi na samym środku ul. Piotrkowskiej: "Łódź z nami, nie z pedałami" i "Wypierdalać!". Chuliganami, którzy rzucali w stronę uczestników Marszu Równości nie tylko obelgi, ale też jajka i butelki. To z ich powodu marszowi towarzyszył wspomniany przez radną kordon policji. Jędrzejczak ich jednak o wypłaszanie ludzi nie oskarża.
Radna, wyrażając troskę o Piotrkowską i jej kondycję, za dobicie ulicy obwinia środowisko LGTB (lesbijki, geje, transseksualiści, biseksualiści). Najwyraźniej zapomina, że homoseksualiści zwykle zarabiają więcej niż średnia krajowa, a - co za tym idzie - wydają więcej. Zalicza się ich do tzw. DINKs (ang. Double Income, No Kids), co oznacza podwójny dochód, żadnych dzieci. To jedna z ulubionych grup docelowych nie tylko firm, ale - coraz częściej - władz miast oraz krajów, które bardzo cenią sobie "tęczowych" klientów i ich pieniądze. Gdyby radnej rzeczywiście zależało na poprawie kondycji ulicy, starałaby się ściągnąć tam jak najwięcej homoseksualistów, żeby ci zostawiali swoje pensje właśnie na Piotrkowskiej.
W piśmie do pani prezydent radna obnaża też swoją nieznajomość prawa. Jędrzejczak zachodzi w głowę, jak można było wydać pozwolenie na marsz. Otóż można było, a nawet należało. Bo w naszym kraju obowiązuje wolność zgromadzeń. To jedna ze swobód obywatelskich, tak jak i wolność słowa, która dopuszcza pisanie nawet tak osobliwych interpelacji.
Znów PIS i atak na LGBT normalka po za zaatakowaniem nic PIS nie robić.
środa, 10 sierpnia 2011
Gazeta Wyborcza: Sołtys ma chłopaka
Gazeta Wyborcza: Ma 26 lat i ludzie we wsi wiedzą, że jest jawnym gejem. W lutym wybrali go na swojego sołtysa.
Jak jeszcze Marcin Nikrant nie był sołtysem i szedł wsią, nie mógł znieść, że przystanki autobusowe zbudowane z pustaków są brudne i zaniedbane. Że zamykają się sklepy. Że każda ulica ma innego rodzaju tabliczkę z nazwą. Że chodniki są niezamiatane. Że drogi gruntowe i asfaltowe są dziurawe. Że staw przy remizie jest zaniedbany.
A widział zdjęcia przedwojennego, kaszubskiego, Leśniewa. Wszędzie bruk, zieleń, staw otoczony słupkami połączonymi łańcuchem. I każdy słupek pomalowany na biało.
Z tego wszystkiego wystartował w wyborach sołeckich już cztery lata temu. Bo, chociaż zabrzmi to jak z ulotki wyborczej, naprawdę chciał zrobić coś dla swojej wsi. Zatrzymać jej degradację. Przegrał wtedy z kretesem. Ludzie mu potem dali do zrozumienia, że był za młody i mieszkał w Leśniewie dopiero od dwóch lat. Nie ufali mu.
Tylko że we wsi działo się coraz gorzej. Zamknięto jedyną aptekę. Wycięto kilka drzew, żeby zrobić miejsce dla nowego chodnika. Kiedy więc kilka miesięcy przed lutowymi wyborami mieszkańcy zaczepiali go i pytali, czy tym razem znowu wystartuje, postanowił, że tak zrobi.
Baba strzelił gola!
- Mnie wyzywali: gej, pedał, ciota, baba, babiarz. Tak codziennie. To była wiejska, zbiorcza podstawówka w Łebczu - też na Kaszubach. Początek lat 90. Kilkaset dzieci. Jeden chłopak szczególnie się na mnie uwziął, bił mnie, szarpał, dręczył. Dziś jest mężem mojej koleżanki z klasy.
Raz, w siódmej klasie, pozwolili mi zagrać w nogę. Trafiłem do bramki. 'Baba strzelił gola!' - wołali. Pożaliłem się mamie przy śniadaniu. Powiedziała, że nikogo nie wolno przezywać.
Jak słyszałem za sobą 'pedał!', to dziwna rzecz, ale wiedziałem, co to znaczy, choć w domu i szkole o homoseksualizmie się nie rozmawiało. Byłem samotny. Książki i siedzenie w domu. Bałem się jakiegokolwiek kontaktu z facetami. Bałem się, że dostanę od nich w mordę za nic, na prostej drodze. Kolegowałem się z dziewczynkami. Grałem z nimi w gumę, skakałem przez skakankę, spacerowaliśmy wokół szkoły.
216 głosów na 270
Nie jest żadnym miastowym, który przeniósł się na wieś niedawno i próbuje tu rządzić. Kaszub od pokoleń, ze wsi od zawsze. Tata stolarz pracował w Stacji Hodowli Roślin w Łebczu. Mama wychowywała czworo dzieci (sołtys ma młodszą siostrę i dwóch młodszych braci).
Leśniewo to rodzinna wieś jego ojca. Kiedy upadła komuna, upadła Stacja Hodowli Roślin i zaczęła podupadać wieś Łebcz, tata wyjechał do pracy za granicę. Wrócił, kupił ziemię w Leśniewie. Sześć lat temu na obrzeżach wsi stanął nowy, zielony dom, do którego przeniosła się rodzina.
Jakbym stanęła na łóżku w pokoju sołtysa i uchyliła okno w dachu, na prawo zobaczę kawałek piaszczystej drogi, kilka nowych domów i las. Za to na lewo będzie widok na ceglaną wieżę kościoła, remizę strażacką i całą rozległą wieś. Około 300 domów, 1600 mieszkańców, 1100 uprawnionych do głosowania.
W niejawnych wyborach sołeckich w lutym 2011 roku głosowało 270 mieszkańców. 216 oddało głos na niego. Reszta głosowała na jedną z mieszkanek Leśniewa.
Dlaczego się bronisz?
- Coś musi być we mnie, że daję znać o swojej orientacji seksualnej. Bo pierwsza klasa ogólniaka była koszmarem. Znów byłem szkolnym 'pedałem'. Miałem oddanego prześladowcę. Do dziś pamiętam jego imię - Jerzy. Potem było już lepiej. Znalazłem przyjaciół poza klasą. Zajmowałem się trochę buddyzmem i cztery lata temu pojechałem na kurs Art of Living w miejscowości Taraska. Jednego dnia mieliśmy wyjść przed pół setki ludzi i zdradzić swoją największą tajemnicę. Wyszedłem: 'Mam 22 lata i do końca nie wiem, czy jestem homo'. Chociaż tak naprawdę wiedziałem, tylko się wciąż broniłem. To było bardzo trudne, płacz, zero chęci do życia. Ale wytrzymałem. Był tam chłopak, miał 16 lat, jawny gej, któremu kompletnie zwisało, co ludzie o nim sądzą. Powiedział mi: 'Słuchaj, dlaczego ty się bronisz?'.
Ludzie przychodzą i skarżą się
Sołtys nie ma swojego biura. Trudno byłoby przyjąć interesantów w małym pokoju ze skośnym sufitem na piętrze zielonego domu. Mieści się tu łóżko, biblioteczka, fotel i szklany stolik. Drukarka stoi na podłodze. Telewizora nie ma. Na ścianach zdjęcia przodków.
Z powodu ciasnego pokoju organizuje godziny przyjęć dla mieszkańców w remizie albo w wiejskim klubie kultury. Na początku myślał, że to bez sensu, bo nikt nie przyjdzie i strata czasu, a on i tak jest zajęty studiami i pracą na etacie zastępcy kierownika dużego marketu w Pucku. Jednak się pomylił.
Ludzie przychodzą. Skarżą się, że drogi dojazdowe do ich domów są pełne wyrw i nie da się nimi jeździć (kilka z nich udało się już naprawić). Proszą o dostarczenie worków na liście, bo idzie jesień i zaraz zaczną spadać do ogródków. A skoro sołtys jest taki przeciwny wycinaniu drzew, to niech poradzi, co z tymi liśćmi potem robić?
Na razie nie wie.
Mama zamarła, odezwał się tata
Pierwszy coming out był przed moją szefową, pracowałem w punkcie informacji turystycznej w Pucku. Wspaniała kobieta, nazywam ją 'moją drugą mamą'. Chciała mnie wyswatać ze swoją córką. Po kursie w Tarasce powiedziałem jej:'Nici ze swatania, bo ja wolę facetów'.
Drugi coming out był przed znajomymi. Na imprezie, na luzie, powiedziałem: 'Słuchajcie, mam superinformację' Zapytali: 'Że jesteś gejem? Dawno o tym wiemy'.
W grudniu, w Boże Narodzenie, brat powiedział, że jeden jego znajomy to raczej gej. Ja to potwierdziłem. Na to brat: 'Ale ty chyba gejem nie jesteś?'. Powiedziałem, że jestem. Wstał, wyszedł. Nie odzywał się do mnie przez kilka miesięcy, bo był zły, że trzymam to w tajemnicy przed rodzicami.
Przed Wielkanocą 2009 roku, w marcu zszedłem do salonu. Mama siedziała w fotelu, tata wrócił z pracy i brał prysznic. Na dworze już się ściemniało. 'Mamo, chcę ci coś powiedzieć' - zacząłem i usiadłem na kanapie. 'A może chcesz sam ze mną najpierw porozmawiać?' - spytała. Ale wolałem z obojgiem. Obgryzałem z nerwów paznokcie. Przyszedł tato. Zacząłem płakać. W końcu wykrztusiłem, że jestem gejem. W tamtym momencie brzmiało to koszmarnie.
Pamiętam ich reakcję. Mama zamarła wpatrzona w jeden punkt. Odezwał się tata: 'To niczego w naszych relacjach nie zmienia. Jesteś naszym synem i kochamy cię'. Potem zaczęliśmy rozmowę. Ojciec pytał, czy jestem pewien, skąd wiem, i tak dalej. Nagle powiedział do mamy: 'A ty nic nie powiesz?' Odezwała się: 'Jestem jego matką. Co on myśli, że ja nic nie wiedziałam?'.
Mój chłopak - Przemek
Trzy lata temu pierwszy raz pocałowałem mężczyznę. Poznaliśmy się na portalu internetowym. Teraz mam chłopaka od półtora roku. Mieszka daleko ode mnie, w mieście. Nasi rodzice znają nas i akceptują. Czasem ktoś zapyta: 'A ty co, masz kogoś?'. 'Tak' - odpowiadam. 'Jak ona ma na imię?' - dociekają. Mówię od razu, że Przemek.
Mój chłopak był ostatnio u nas na wsi, na urodzinach taty. Zaparkował przed domem. Wuj, którego miałem odwieźć do domu, spytał, czy to moje auto. 'Nie, wujku. Mojego chłopaka' - powiedziałem. Wujek wrócił do domu, wypił jeszcze jeden kieliszek i wsiadł ze mną do samochodu Przemka.
'Do roboty!' - chętnych brak
Myślał, że jak wywiesi przed Wielkanocą ogłoszenia na murach i w internecie, żeby wszyscy leśniewianie stawili się do sprzątania swojej wsi - przyjdą tłumnie z grabiami i miotłami. A tu figa. Z ogłoszenia nie przyszedł nikt. Zamiatał więc chodniki w towarzystwie kilku osób namówionych osobiście. Gdy jedna z pań, które sprzątały, odpoczywała przez chwilę oparta o miotłę, przechodzący obok ludzie i zaganiali ją: 'Do roboty!'.
Wydawało mu się, że jak w kwietniu wymyślił, żeby zmienić ohydne wiaty przystanków autobusowych na nowe, drewniane, 'wiejskie', to w czerwcu już staną. Tymczasem sierpień przyszedł, a on od czterech miesięcy załatwia robotę papierkową, żeby móc je postawić. Ale ma pomysł - jak już w końcu otrzyma wszystkie pozwolenia i pieniądze, to namówi leśniewian, żeby sami pomogli zbudować wiaty. Chociaż trochę się boi, że będzie wbijał gwoździe jedynie w towarzystwie ojca.
Po stronie plusów wpisuje sobie kurs pierwszej pomocy, jaki zorganizował we wsi dla dzieci. Chce jeszcze przeszkolić dorosłych.
Gej: Żywa książka
- Rok temu, na sopockim Monciaku, ludzie z Kampanii Przeciw Homofobii zorganizowali Dzień Milczenia. Poszedłem pomilczeć z nimi. Na przekór tym wszystkim, którzy nie chcą zauważyć, że istnieję. Dwa razy byłem żywą książką, podczas akcji Żywa Biblioteka. Razem ze mną siedział czarnoskóry, niepijąca alkoholiczka, ateista, feministka, lesbijka, wegetarianka, Żydówka, były katolicki ksiądz i osoba, która wyszła z bezdomności. Można było nas 'wypożyczyć', żeby porozmawiać.
Mój 'czytelnik' mnie wtedy spytał, skąd wiem, że wolę być z mężczyzną, skoro nie spróbowałem z kobietą. Odparłem: 'A skąd wiesz, że wolisz kobiety, skoro nie byłeś nigdy z facetem?'.
Trafiła do mnie też para przeciwna adopcjom przez gejów. 'Dwóch facetów wychowa dziecko na geja' - argumentowali. Uśmiechnąłem się: 'Gdyby tak było, musiałbym mieć homoseksualnych rodziców'. Chyba coś do nich dotarło.
Dlaczego opowiadam swoje życie? Żeby udowodnić sobie, że nie muszę się już bać i dla innych gejów i lesbijek. Nikt nie może mi powiedzieć: Tobie to dobrze, jesteś z Warszawy, tam ludzie są bardziej tolerancyjni. Otóż ja z Warszawy nie jestem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





