środa, 27 stycznia 2021

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu - przypomnienie słów Mariana Turski: "Auschwitz nie spadło z nieba"

Reformowany Kościół Katolicki w Polsce

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Datę obchodów wyznaczono na 27 stycznia – rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau w 1945 roku przez 100 Lwowską Dywizję Piechoty, którą dowodził generał major Fiodor Krasawin.

Ale wyzwolenie nie było dla każdy osób na pewno nie dla homoseksualistów. Którzy przeżyli, wyzwolenie nie przyszło w 1945 r. z powodu homoseksualizm nadal, zgodnie z obowiązującym prawem, był przestępstwem z obozów koncentracyjnych zostali transportowani wprost do więzień.

Rząd niemiecki dopiero w 2002 r. oficjalnie przeprosił homoseksualne ofiary hitlerowskiego reżimu. Ale osoby, które siedziały w więzieniach za homoseksualizm po 1945 r.

Zanim Hitler doszedł do władzy w 1933 roku, Berlin był miastem wyzwolonym gdzie osoby homoseksualne żyli normalnie.

Kiedy naziści przejęli władzę zrobili porządek co im się nie podoba, ofiarami stali się homoseksualiści. Naziści rozpoczęli kampanię przeciwko homoseksualizmowi, jacy to są zagrożeni dla Niemiec, nie zasługują na życie, zagrożeni dla rodziny skąd to już znamy podobnie mówią prawica.

Dodatkowo historia Gada Becka i jego pierwszej miłości Manfreda Lewina w komiksie. Gad Beck który przeżył Holocaust zmarł w czerwcu 2012 roku w wieku 88 lat w berlińskim domu spokojnej starości. The Life of Gad Beck: Gay. Jewish. Nazi Fighter.

Beck przywdział mundur Hitlerjugend i wszedł do ośrodku deportacyjny aby uwolnić swojego żydowskiego kochanka Manfreda Lewina. Naziści później deportowali całą rodzinę Lewina do Auschwitz, gdzie zostali zamordowani. Był w filmie Life of Gad Beck i dokument paragraf 175. Wyemigrował do Izraela w 1947 roku. Po powrócił do Niemiec w 1979 roku, był pierwszym po Holokauście szefem gminy żydowskiej w Berlinie.


Tekst Roberta Biedronia oficjalnej na stronie Auschwitz:

O tragicznym losie homoseksualistów w czasach nazizmu w Polsce się nie pisze. Tysiące Polaków— homoseksualistów, ofiar obozów śmierci, nie doczekało się żadnej publikacji. Zwykły wstyd powoduje, że o homoseksualnych ofiarach nazistowskich prześladowań naukowcy milczą.

Złote lata Niemiec

Wiek XIX to okres, w którym po raz pierwszy, dają się zauważyć na szerszą skalę głosy otwarcie broniące homoseksualizmu i nie uznające go za zachowanie godne potępienia. Wzorem tego postępu był Kodeks Napoleoński z 1804 roku. Pod wpływem Rewolucji Francuskiej, Bawaria usunęła w 1813 roku prawo uznające związki homoseksualne za podlegające karze; podobnie postąpił wkrótce rząd Hanoweru. Po wojnie francusko-pruskiej proklamowano w 1871 roku Cesarstwo Niemieckie z Bismarckiem na czele rządu. Zunifikowano prawo wprowadzając paragraf 175 mówiący, że „mężczyzna, który dopuszcza się nieprzyzwoitych stosunków z innym mężczyzną, lub który bierze udział w takich stosunkach będzie karany więzieniem”.

Żarliwym przeciwnikiem paragrafu 175 był berliński lekarz Magnus Hirschfeld. W 1897 roku utworzył on Komitet Naukowo-Humanitarny mający na celu zniesienie paragrafu 175 i edukację w sprawach homoseksualizmu. Komitet skupiał znanych naukowców niemieckich oraz silny ruch kobiet. Pomimo wielu trudności natury prawnej, Komitet pomagał w tworzeniu miejsc spotkań dla gejów i lesbijek. Mottem życia Hirschfelda, było per scientiam ad justitiam (przez wiedzę do sprawiedliwości). To właśnie Hirschfeld był organizatorem pierw­szego kongresu Światowej Ligi na rzecz Reformy Seksualnej zorganizowanego w 1928 roku w Kopenhadze.

Zagadnienie homoseksualizmu było w owych czasach bardzo często podejmowane w niemieckiej prasie, literaturze i kinematografii. Dyskutowa­no o tym wszędzie. Powstawały coraz to nowe klu­by, bary i inne miejsca spotkań dla gejów i lesbijek. W samym Berlinie istniało około 100 takich barów.

Rosnąca inflacja i recesja gospodarcza w poło­wie lat dwudziestych XX wieku umocniła nazizm. Nacjonalistyczna prawica kładła nacisk na das Volk, czystość rasy i krwi, rolę i świętość życia rodzinne­go. Republika Weimarska była coraz częściej ata­kowana za zgodę na zbytnią rozwiązłość seksual­ną. Żydów zaś oskarżano o obniżanie morale Niem­ców, a przede wszystkim o sterowanie akcją mają­cą na celu zniszczenie rasy aryjskiej i spadek po­pulacji. Umacniający swoją władzę Hitler oskarżał młodą demokrację o to, że jest „cieplarnią dla wzmocnionego wzrostu pokus i zachęt”. Jako Żyd i homoseksualista, Hirschfeld stał się idealnym ce­lem ataków nazistów. Na początku lat dwudziestych antysemici organizowali kilkakrotnie napady na nie­go, a podczas jego odczytu w Wiedniu, w 1923 roku, młody człowiek otworzył ogień do słuchaczy raniąc kilku z nich. Albert Moll, przyjaciel Hirschfelda i ko­lega po fachu, podobnie jak on też Żyd, w 1926 roku zorganizował w Berlinie pierwszy Kongres na temat Badań Seksuologicznych.

Hirschfeld i jego współpracownicy szukali przez pewien czas oparcia dla swojej działalności w Związku Radzieckim, jednak sympatia do tego kraju opadła, gdy na skutek rozporządzenia Stali­na zaczęto umieszczać coraz więcej radzieckich homoseksualistów w szpitalach dla psychicznie chorych.

Wkrótce jedna z nazistowskich gazet napisała: „Wśród wielu diabelskich instynktów, jakie charak­teryzują żydowską rasę, jeden szczególnie doty­czy związków seksualnych. Żydzi zawsze próbują popierać związki seksualne pomiędzy rodzeń­stwem, człowiekiem a zwierzętami oraz mężczy­zną a mężczyzną. My Narodowi Socjaliści wkrótce postawimy i potępimy ich przed prawem. Te czyny są niczym innym jak wulgarnymi, zboczonymi prze­stępstwami, a my je ukarzemy przez banicję lub powieszenie winnych”. Słowa te były zapowiedzią nowej epoki.

Dojście narodowych socjalistów do władzy 6 maja 1933 roku, w trzy miesiące po wyborze Hitlera na Kanclerza Niemiec, kilka ciężarówek za­jechało przed Instytut Nauk Seksualnych Magnusa Hirschfelda w Berlinie. Około 100 studentów wtargnęło do budynku i rozpoczęło dewastację In­stytutu rozrzucając dokumenty, niszcząc mienie i materiały badawcze oraz wynosząc książki z bi­blioteki. Po południu, inne ciężarówki, tym razem hitlerowskich szturmówek pojawiły się by dokoń­czyć operację. Kilka dni później, przed operą ber­lińską spłonęły pokaźne ilości książek i dokumen­tów oraz popiersie Hirschfelda na oczach licznie zgromadzonej przez hitlerowców publiczności. Hirschfeld był już w tym czasie poza krajem (ni­gdy do niego nie powrócił) i oglądał niszczenie Instytutu w jednym z paryskich kin. Wkrótce po­tem nazistowski rząd Niemiec pozbawił go oby­watelstwa. Zmarł w wieku 67 lat, 15 maja 1935 roku w Nicei, gdzie do ostatnich dni swego życia pracował nad utworzeniem Instytutu podobnego do berlińskiego.

Atak na Instytut Hirschfelda był pierwszym tak drastycznym krokiem nazistów wobec homoseksu­alistów, a po części także Żydów. Zniszczenie In­stytutu zostało poprzedzone stwierdzeniami, że „jest to międzynarodowe centrum sprzedaży białych nie­wolników i niekontrolowane podłoże dla hodowli brudu i nieczystości”. W roku 1930, Wilhelm Frick, nazistowski członek Reichstagu, a później minister Spraw Wewnętrznych w rządzie Hitlera, przedsta­wił projekt kastracji homoseksualistów, tej żydow­skiej zarazy. Gazety nazistowskie domagały się kary śmierci za akty homoseksualne.

Wielu niemieckich gejów, podobnie jak i Żydów, sądziło jednak, że polityka nazistów zmieni się, gdy tylko przejmą oni władzę. Niektórych zaślepił kult męskości propagowany przez hitlerowców. Partia nazistowska trzymała nawet z homoseksualistami — jak pisał w 1931 roku ówczesny gejowski aktywi­sta Adolf Brand. Tym z czego jednak sympatycy nazistów nie zdawali sobie sprawy było to, doda­wał Brand, że „trzymali oni już sznur wisielca w swo­ich kieszeniach”.

Nienawiść do homoseksualizmu wypływała za­równo z ideologii partii jak i z osobistych obsesji jej przywódców, a szczególnie Heinricha Himmlera, głównego twórcy planu eksterminacji homoseksu­alistów. Dla Himmlera oraz innych nazistowskich ideologów, homoseksualiści, podobnie jak i Żydzi, stanowili uosobienie degeneracji. Żydzi i homosek­sualiści byli widziani jako outsaiderzy, ludzie gorsi, stanowiący zagrożenie dla czystości der Volku. Jak zauważa George Z. Mosse w swojej książce Nationalism and Sexuality, nacjonalistyczni i nazistow­scy typologowie przedstawiali Żydów i homosek­sualistów w bardzo podobny sposób; traktując ich jako agresywnych, niewyżytych seksualnie przez co nie potrafiących kontrolować swojego pożąda­nia, egoistycznych i bezużytecznych. Żydzi i ho­moseksualiści byli oskarżani o używanie swojej odmienności jako broni przeciwko społeczeństwu. Żydzi mieliby ponoć szaleć za chrześcijańskimi kobietami, a homoseksualiści za młodymi aryjczykami. Naziści wierzyli w międzynarodową konspi­rację żydowską i o to samo oskarżali homoseksu­alistów.

Żył jednak w Niemczech człowiek, szef sztabu SA, który był gejem i to na tyle nieznośnym gejem, że nie ukrywał tego faktu. Tym człowiekiem był Ernst Röhm, prawa ręka Hitlera. Jego upadek, w pierw­szych dniach Rzeszy, przesądził o przyszłym losie homoseksualistów pod władzą Adolfa Hitlera. Prze­ciwstawiając się stereotypom propagowanym przez jego partię, Ernst Rohm był „nadętym chciwcem, surowym tatuśkiem dla swoich wojsk, prostakiem nie wyczuwającym taktu”, jak go określił Richard Plant w swojej książce The Pink Triangle. Syn ba­warskich urzędników, ranny podczas I wojny świa­towej, Röhm został wciągnięty w nurt nacjonali­stycznej polityki w atmosferze upokorzenia po przegranej Niemiec. Szybko stał się jednym z najbliż­szych i najbardziej zaufanych przyjaciół Hitlera — jedynym, do którego Hitler zwracał się koleżeńskim zwrotem „du”. Będąc szefem szturmówek SA, zło­żonych głównie z byłych żołnierzy i szczególnie wyselekcjonowanych chuliganów, odpowiadał za ich akcje polegające przede wszystkim na gnębie­niu Żydów i przeciwników Hitlera. To właśnie ta tak­tyka odegrała główną rolę w dojściu Hitlera do wła­dzy. Hitler ignorował homoseksualizm Röhma ze względu na jego organizacyjne sukcesy w budo­waniu SA. Ale tylko do roku 1925, do momentu gdy wybuchła między nimi kłótnia. Wówczas Hitler wy­słał Röhma na wygnanie do Boliwii, gdzie szkolił on armię boliwijską. Gdy w 1929 roku bunt wstrzą­snął SA, przestraszony Hitler zlecił Röhmowi na­tychmiastowy powrót do kraju. Stosunki między nimi widocznie się poprawiły, bo gdy do Hitlera dotarły skargi na niemoralne zachowanie Röhma, bronił go twierdząc, że [SA — przyp. red.] „nie jest instytu­cją edukacji moralnej dla delikatnych panienek, ale formacją zaprawionych bojowników. „Jego [Röhma — przyp. red.] życie prywatne” — dodawał — „nie może być obiektem krytyki dopóty dopóki nie popada on w konflikt z głównymi zasadami ideologii narodowo-socjalistycznej”.

W 1932 roku, w rok przed przejęciem władzy przez nazistów, do prasy przedostało się kilka li­stów kompromitujących Röhma, które stały się dla jego wrogów dowodami potwierdzającymi jego skłonności seksualne. Gdy Hitler został kanclerzem, Röhm nie był mu już tak potrzebny, jak przedtem, nie miał więc powodów, do tolerowania jego sek­sualnych poczynań. Poza tym Rohm, radykalny nazista, zamierzał zastąpić regularną armię nie­miecką wojskiem SA, co było w sprzeczności z ówczesnymi planami Hitlera, który zabiegał o po­parcie arystokracji i przemysłowców. Zarówno za­tem Röhm, jak i wielu jego kolegów, stało się dla Hitlera kulą u nogi, której musiał się pozbyć.

28 czerwca 1934 roku, w Noc Długich Noży, na rozkaz Hitlera rywalizująca z SA, himmlerowska SS, zaatakowała pensjonat Hanelbauer nad jeziorem Wiessee, niedaleko Monachium. W pensjonacie tym przebywał Ernst Röhm oraz inni liderzy brązo­wych koszul. Atak ten był częścią ogólnokrajowe­go planu, który przewidywał zamordowanie około 300 osób. Rohm znalazł się wśród aresztowanych. W trzy dni później, oficer SS wszedł do jego celi więziennej i podał mu rewolwer mówiąc: „Będę z powrotem za 15 minut”. Rohm odpowiedział: „Po­zwól to zrobić Adolfowi, nie zamierzam robić jego roboty”. Tego samego dnia Rohm został stracony. W świat poszła wiadomość, że jakoby Röhm pota­jemnie przygotowywał pucz.

W oświadczeniach wydanych 30 czerwca nie było mowy o puczu ani nawet o jego próbie, a jedy­nie o „najcięższych zaniedbaniach, konfliktach, cho­robliwych skłonnościach”, a jeżeli nawet pojawia się słowo „spisek”, przeważa wrażenie, że motywy in­terwencji Hitlera były czysto moralne. Jak to Hitler ujął w jednej ze swych mniej szczęśliwych meta­for: „Führer wydał rozkaz bezlitosnego usunięcia tego wrzodu; w przyszłości nie dopuści, by poje­dyncze osoby o chorobliwych skłonnościach obcią­żały i kompromitowały miliony przyzwoitych ludzi”.

Homoseksualizm Röhma został wykorzystany przez propagandę komunistyczną jako przykład „prawdziwej natury III Rzeszy”. W latach trzydziestych i czterdziestych obydwa rządy, zarówno nazistow­ski jak i stalinowski, przedstawiały homoseksualizm jako zwyrodnienie i dewiację wroga. Tak ujęty ho­moseksualizm prezentowały liczne obrazy filmowe, wyprodukowane na potrzeby propagandy.

Unicestwienie Röhma i jego SA pozwoliło Heinrichowi Himmlerowi, przywódcy SS, zostać drugą po Hitlerze najważniejszą osobą w Niemczech. Podobnie jak inni nacjonaliści w tym czasie, Himmler miał obsesję na punkcie der Volku. W prze­mowie do lejtnantów SS z 1937 roku ostrzegał, że rozwój homoseksualizmu jest zagrożeniem dla re­produkcji narodu. Dodawał, że w klubach homo­seksualistów zarejestrowanych jest dwa miliony członków; eksperci pracujący nad homoseksualizmem obliczyli, że w kraju jest od dwóch do czte­rech milionów homoseksualistów. „Nasz Volk jest niszczony przez tę epidemię” — twierdził Himmler. „Naród, który ma wiele dzieci, ma kwalifikacje, by być światowym mocarstwem i panem świata. Ra­sowo czysty Volk, który ma mało dzieci, ma pewną drogę do zagłady”. Kontynuował: „Musimy być pew­ni czy chcemy nadal nosić ten ciężar [homoseksu­alizmu — przyp. red.] w Niemczech nie mogąc go zwalczyć. Grozić to może końcem Niemiec, końcem germańskiego świata. Niestety, nie jest to ta­kie łatwe, jak było dla naszych przodków. Dla nich te indywidua były po prostu czymś niemoralnym. Homoseksualiści, nazywani urningami, byli topieni w bagnach. Panowie profesorowie, którzy odnaj­dują te ciała na moczarach nie zdają sobie, z pew­nością, sprawy, że w dziewięćdziesięciu na sto przy­padków mają homoseksualistów przed sobą, któ­rzy w ubraniach i całej reszcie byli tam topieni. To nie była kara — to było po prostu pozbywanie się czegoś nienormalnego”.

W dwudziestowiecznych Niemczech nie topio­no już ludzi w bagnach. Dla homoseksualistów SS przygotowywała jednak coś o wiele bardziej wyra­finowanego: „Ci ludzie będą z pewnością publicz­nie pozbawiani stanowisk, zwalniani i stawiani przed sądem. Po wyroku sądowym będą zabierani do obozów koncentracyjnych, a tam rozstrzeliwani w razie próby ucieczki”.

Himmler chciał stworzyć tzw. Mannerstaadt — państwo, którego celem byłaby jak pisał Moss: „współpraca mężczyzn tworzących komunę jako rządzącą elitę”. W społeczeństwie opartym na sile i wytrzymałości, homoseksualiści, przedstawiani jako trzecia płeć, nie mieli swojego miejsca.

Nie jest w pełni jasne, co na temat homoseksualizmu myślał Hitler. Jego obawy były natury głów­nie politycznej: bał się, że homoseksualiści mogli­by inwigilować niewielką elitę polityczną i stworzyć państwo w państwie. Rudolf Diels, szef Gestapo, przypomina rozmowę, w której Hitler wyraził jako­by obawę, że homoseksualiści na wysokich stano­wiskach mogli wykazywać niesubordynację tylko z powodu odmiennej orientacji seksualnej. Według Dielsa, Hitler przedstawił mu pewnego dnia taką oto analogię: „Popatrz, gdybym miał wybór między kochaną ale niekompetentną dziewczyną jako se­kretarką i taką, która jest odpowiednia ale ohydna, zdecydowałbym się z pewnością, na kochaną nie­kompetentną. Tak więc jeżeli homoseksualiści prze­jęliby władzę i wpływy, nazistowskie Niemcy znala­złyby się w rękach tych kreatur i ich kochanków”.

W niecały miesiąc po przejęciu władzy przez Hitlera, zdelegalizowano wszystkie działające w Niemczech organizacje gejowskie. Kurt Hiller, któ­rego Magnus Hirschfeld mianował szefem swoje­go Komitetu Naukowo-Humanitarnego, został zesłany do obozu koncentracyjnego w Oranienburgu i z nieznanych dotąd powodów zwolniony w dzie­więć miesięcy później. Do lata 1933 roku brązowe koszule Röhma atakowały bary gejowskie na tere­nie całego kraju; wiele z nich zamknięto, a te, które zostały, musiały działać nielegalnie. Dla przykładu, na spotkaniu przedstawicieli administracji miasta Hamburga, 13 listopada 1933 roku, naczelnik poli­cji otrzymał polecenie „zwrócenia szczególnej uwa­gi na transwestytów i przekazywania ich do obo­zów koncentracyjnych”. W 1934 roku, gestapo wy­słało list do wszystkich posterunków policji w kraju by sporządziły listy wszystkich „w jakikolwiek spo­sób aktywnych homoseksualnie osób”. W ten spo­sób berlińskiej policji udało się stworzyć listę około trzydziestu tysięcy homoseksualistów. W maju 1935 roku gazeta wewnętrzna SS „Das Schwarze Korps” domagała się kary śmierci dla gejów.

Legalna podstawa do oskarżenia o homoseksualizm zaczęła się rozszerzać o nowe paragrafy. 28 czerwca 1935 roku do paragrafu 175 dodano posądzenie o jakikolwiek kontakt fizyczny między dwoma mężczyznami. Miało to związek z wprowa­dzeniem praw norymberskich, które określiły róż­nice pomiędzy rasą aryjską i niearyjską. W kilka miesięcy później okazało się, że za rasę niearyj­ską naziści zaczęli uważać przede wszystkim Ży­dów i Romów. W rezultacie tego, według oficjal­nych statystyk gestapo, oskarżenia o pogwałcenie paragrafu 175 wzrosły z 853 przypadków w 1933 roku do 2106 w 1935, by w 1938 osiągnąć liczbę 8562 oskarżeń. W roku 1936 przy Kwaterze Głów­nej Gestapo w Berlinie utworzono Federalny De­partament Obrony do zwalczania Aborcji i Homoseksualizmu, którego szefem został Joseph Meisinger. Nowe dyrektywy otwierały drogę do umiesz­czania coraz to większej liczby homoseksualistów w obozach koncentracyjnych. W 1938 roku usta­nowiono, że mężczyzna oskarżony o stosunek z innym mężczyzną może być bezzwłocznie prze­transportowany do obozu koncentracyjnego. W 1940 roku rozporządzenie to rozszerzono sta­nowiąc, że aresztowany homoseksualista, który miał więcej niż jednego partnera, po odbyciu wyro­ku musi być natychmiast przekazany do obozu kon­centracyjnego. Według ciekawej pracy Wolfganga Harthausera Die Verfolgung der Homosexuellen im Dritten Reich, w latach 1931-1934 w III Rzeszy pro­wadzono 3261 spraw dotyczących oskarżeń o homoseksualizm. Liczba ta drastycznie wzrosła w la­tach 1936-1939 do 29771. „Przeznaczeniem homo­seksualistów jest stać się 'pokarmem' obozów kon­centracyjnych” — głosił w 1935 roku wyrok jednego z sądów, orzekający winę człowieka, który podglą­dał w parku spółkującą parę, a w śledztwie wyznał, że obserwował jedynie mężczyznę.

W miarę łatwe pokonanie Röhma ośmieliło nazistów do ataku na groźniejszego wroga — kościół katolicki. Propaganda hitlerowska oskarżyła księ­ży i zakonników o homoseksualizm. Oskarżenia te osiągnęły swoje apogeum w roku 1937, gdy Joseph Goebbels, minister propagandy Rzeszy, ogło­sił w radiu, że „zakrystia stała się burdelem, a klasz­tory męskie są miejscami rozwoju podłego homo­seksualizmu”. Między 1934 a 1937 rokiem miały miejsce głośne procesy o homoseksualizm, które kończyły się jednak z reguły tylko na oskarżeniach. W roku 1938 dowódca sił zbrojnych Werner von Fritsch został oskarżony o sodomię i zdegradowa­ny ze swojego stanowiska. Mówiło się, że von Fritsch krytycznie odnosił się do planów Hitlera wobec wojny w Europie. Twierdził, że Niemcy są zbyt słabe militarnie by tę wojnę wygrać. Oskarża­jąc go o homoseksualizm, Hitler chciał ośmieszyć przywódców wojskowych i wyeliminować z armii tych, którzy chcieli być wobec niego niezależni. Aby pozbyć się rywala, Himmler i Göring, którzy dzia­łali wspólnie, przedstawili podobnie jak w przypad­ku eliminacji Röhma, policyjne dossier oraz świad­ka na poparcie zarzutu praktyk homoseksualnych von Fritscha. Zanim udowodniono, że dossier do­tyczyło nie von Fritscha, tylko emerytowanego ofi­cera kawalerii Frischa (fakt, o którym gestapo wie­działo przez cały czas), pomówienie spełniło swo­je zadanie. Hitler zwiększył kontrolę nad siłami zbrojnymi obsadzając ważne politycznie stanowi­ska zaufanymi ludźmi.

W1936 roku akcja zwalczania homoseksualizmu nieco osłabła. W Berlinie odbywała się wówczas olimpiada. Otwarto więc na nowo niektóre bary gejowskie, a policji nakazano, by nie zatrzymywała za­granicznych homoseksualistów odwiedzających tego typu miejsca. Rok ten stanowił jednak wyjątek i nie spowodował przerwania represji.

Lesbijkom, w większym stopniu niż gejom, uda­ło się uniknąć prześladowań. Nigdy nie rozszerzo­no paragrafu 175 na związki lesbijskie, mimo iż naziści rozważali taką możliwość. Himmler nie wi­dział jednak żadnego zagrożenia za strony kobiet dla swego Mannerstaadt. Miłość między dwiema kobietami była, według nazistów, obca aryjskim kobietom. Zresztą, od momentu gdy kobiety zosta­ły wykluczone z zajmowania wysokich stanowisk w partii, trudno było przewidywać realne zagroże­nie ze strony „lesbijskiej konspiracji”.

Podczas gdy w Niemczech naziści dokładali sta­rań by zlikwidować problem homoseksualizmu cał­kowicie, w okupowanych przez nich podczas II wojny światowej krajach nie przywiązywano do niego tak dużego znaczenia, gdyż Himmler wie­rzył, że homoseksualizm osłabia wigor podbitych narodów. Na skutek tego nie zakazano prawnie związków homoseksualnych. W Holandii, która według planów Hitlera miała stać się częścią Wiel­kiej Rzeszy, zunifikowano prawo z prawem niemiec­kim. Rozszerzono obowiązywanie paragrafu 175, mimo że w tym kraju prawo nie dyskryminowało homoseksualistów od 1811 roku. Zamknięto też działający od 1911 roku Naukowy Komitet Huma­nitarny (NWHK), walczący m.in. o prawa homosek­sualistów. Na skutek tego cała gejowska subkultu­ra została zmuszona do przeniesienia się do pod­ziemia. Policja holenderska niechętnie odwiedzała miejsca, w których spotykali się homoseksualiści, a listy z ich nazwiskami nigdy nie zostały doręczo­ne Niemcom.

Polska, według nazistowskich planów, miała pozostać poza granicami Rzeszy. Jej mieszkańcy byli bowiem postrzegani jako genetycznie gorsi od Niemców. Bliskie sąsiedztwo Polski z Niemcami napawało jednak nazistów obawą, że z tych wła­śnie terenów może rozchodzić się degeneracja. W Polsce od 1932 roku obowiązywało prawo za­kazujące karania za stosunki homoseksualne. W czasie niemieckiej okupacji polscy homoseksu­aliści byli jednak również prześladowani.

We Włoszech za czasów Mussoliniego, którego poglądy na sprawy seksualne nie były zbyt surowe, homoseksualistów nigdy nie prześladowano tak bar­dzo, jak w Niemczech i w innych okupowanych kra­jach. Nie karano np. za akty homoseksualne.

W okupowanym Paryżu artyści będący gejami nie byli na ogół prześladowani, jeżeli ich pochodze­nie było aryjskie. Pronazistowski rząd Vichy oskar­żył, po zawieszeniu broni w 1940 roku, przedwojen­ne społeczeństwo francuskie o dekadencję. Jednym z oskarżonych o propagowanie degeneracji stał się nowelista, dramaturg i reżyser filmowy Jean Cocteau. „Wierz lub nie” — pisał do przyjaciela — „ci, którzy tworzą teraz wartości zadecydowali, że Gide i ja je­steśmy winni wszystkiego”. Gdy wystawiano w oku­powanym Paryżu sztuki Cocteau, ktoś podłożył w teatrze dwie bomby z gazem, a kilku chuliganów wdarło się na scenę obrażając dramaturga i jego partnera, aktora Jean'a Marais. Cocteau, na szczę­ście, nigdy nie wypowiadał się publicznie na ten te­mat, co było prawdopodobnie powodem pozosta­wienia go przez faszystów w spokoju.

Eksterminacja homoseksualistów

Homoseksualiści byli jedną ze specjalnie wyse­lekcjonowanych grup w obozach koncentracyjnych. Mimo że liczebnie było ich znacznie mniej niż in­nych więźniów, przeżywali szczególne piekło. Je­sienią 1933 roku do obozu koncentracyjnego w Fuhlsbuttel przybył pierwszy, odnotowany przez nazistów, transport homoseksualistów. Była to nowa kategoria więźniów. Oznaczano ich literą A, który to znak zamieniono później na różowe trójkąty (Rosę Winkeln). W przeciwieństwie do Żydów i Romów, zamiarem nazistów nie było całkowite zlikwidowanie homoseksualistów, lecz ich „reedukowanie”. Śmiertelność wśród homoseksualistów była wysoka, szczególnie w porównaniu z innymi grupami, więzionymi z zamiarem „reedukacji”. W obozach zmarło 55 proc. więźniów homoseksualnych, w przeciwieństwie do 40 proc. więźniów po­litycznych i 34,7 proc. Świadków Jehowy. W obo­zach zginęło od 5000 do 15 000 gejów, chociaż liczba ta mogła być znacznie wyższa, bowiem ho­moseksualiści, w przeciwieństwie do Żydów czy Romów, mogli łatwo ukryć swoją odmienność.

Homoseksualistów traktowano jako najniżej usytuowaną w społeczności więzniarskiej grupę społeczną. Z reguły otrzymywali oni najgorsze pra­ce, często byli odrzucani przez współwięźniów i traktowani jak zboczeńcy. Również obozowi kapo, którzy nadzorowali komanda robocze, odmawiali im pomocy. Mieli ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym; rzadko zdarzało się, by rodziny utrzy­mywały kontakt z więźniami noszącymi różowe trój­kąty, a przyjaciele pozostający na wolności woleli nie mieć nic wspólnego z tymi, którzy znajdowali się w obozie. Sporadycznie spotykało się odruchy solidarności między samymi homoseksualistami. Jak pisze Raimund Schnabel w swym studium o Dachau: „Pomiędzy homoseksualistami rzadko byli ci, których zachowanie można by nazwać zbo­czonym; jednak byli też i lizusi i oszuści. Więźnio­wie noszący różowe trójkąty nigdy nie żyli długo. Byli mordowani przez SS szybko i systematycznie”.

Niewiele wiadomo o lesbijkach przebywających w obozach. Historykom znany jest jedyny dokument, który podaje homoseksualizm kobiety jako powód umieszczenia w obozie w Ravensbrück. Na jedena­stym miejscu listy transportowej kobiet, przywiezio­nych do tego obozu 30 listopada 1940 roku, wymie­niona jest Żydówka, dwudziestosześcioletnia Ella S. Obok jej nazwiska dopisano: lesbijka. Została ona umieszczona z więźniarkami politycznymi, niewiele jednak wiadomo o jej późniejszym losie.

W Sachsenhausen mężczyźni noszący różowe trójkąty byli odseparowani od reszty więźniów w tzw. ciotowskim bloku. W byłym akademiku skupiono ich ponad 180 bez żadnych zróżnicowań; od nie­wykwalifikowanych robotników, sklepikarzy, po muzyków, profesorów i duchownych, a nawet ary­stokratów i wielmożów. Homoseksualistom nie było wolno pełnić żadnych funkcji. Zakazano im także rozmów z więźniami z innych bloków. Obawiano się prawdopodobnie, że będą oni nakłaniać innych do zachowań homoseksualnych. Są jednak dowo­dy, że do aktów tych dochodziło częściej w innych blokach, niż homoseksualne.

Więzieni homoseksualiści zmuszani byli do spa­nia w koszulach nocnych i trzymania rąk na pościeli, co miało zapobiec masturbacji. Jeden z więźniów wspomina, że „osoba przyłapana bez bielizny lub z rękoma pod pościelą — a było nawet po kilka kon­troli w ciągu nocy — była wyciągana na zewnątrz, wy­lewano na nią kilka wiader wody i kazano stać tak przez dobrą godzinę. Tylko nieliczni przeżywali, zwłaszcza gdy na szybach był centymetr lodu. W re­zultacie panował bronchit, a rzadko się zdarzało, by jakiś homoseksualista wychodził żywy ze szpitala”.

Z wyjątkowego okrucieństwa słynął blokowy z KL Gross-Rosen (obecnie Rogoźnica). Jak opisu­je Józef Gielo w swych wspomnieniach obozowych z Gross-Rosen: „ten niemiecki kryminalista i zboczeniec seksualny zwabiał do siebie młodych chłopców i po kilku dniach współżycia mordował ich z zimną krwią. Mordował też tych, którzy nawet przez przypadek byli świadkami procederu, jaki uprawiał”.

Homoseksualistów kierowano do szczególnie ciężkich robót w obozach w Sachsenhausen, Buchenwald, Mauthausen, Auschwitz i innych. Pracowali oni w cementowniach Sachsenhausen i w podziemnych fabrykach produkujących rakiety V-2 koło Buchenwaldu. Rudolf Hoss, pełniący funk­cję komendanta obozu Sachsenhausen przed prze­niesieniem go do KL Auschwitz, był przekonany, że można zmienić orientację seksualną ciężką pra­cą. Rezultaty tej reedukacji były tragiczne — więk­szość poddanych jej więźniów zmarła.

Duża liczba homoseksualistów przebywała w obozie Sachsenhausen, który do 1942 roku był uważany za „Auschwitz dla homoseksualistów”. Pra­cowali oni głównie w obozie przy wydobywaniu gli­ny i produkcji cegieł. Niezależnie od pogody, zmu­szani byli do pchania wózków pełnych gliny w kie­runku maszyny produkującej cegły. Praca ta była szczególnie uciążliwa, gdy doły po wykopanej gli­nie były prawie puste. Półżywi więźniowie pchają­cy wózki pod górę, przynaglani byli ciągle przez esesmanów i pilnujących ich kapo. Wózki często zsuwały się z szyn i pędziły z powrotem w dół, przy­gniatając bezbronnych więźniów, nie próbujących nawet uciekać. Słychać było tylko trzask łamanych kości i razy batów wymierzane pozostającym przy życiu więźniom.

L. D. von Classen-Neudegg, który przeżył po­byt w KL Sachsenhausen, opisuje śmierć około 300 homoseksualistów pracujących w cementowni. „Dowiedzieliśmy się, że mamy być podzieleni roz­kazem karnym i następnego ranka przeniesieni do jednostki pracującej w cementowni. Drżeliśmy, bo śmiertelność w tej fabryce była większa niż gdzie indziej. Nadzorowani przez żołnierzy z karabinami maszynowymi, musieliśmy biec w rzędach po pię­ciu do miejsca pracy. Poganiali nas kolbami kara­binów i pejczami. Zmuszeni do ciągnięcia ze sobą dwudziestu trupów, reszta, cała we krwi, dotarła na miejsce. To był niestety początek ich gehenny. Pod­czas dwóch miesięcy zginęło 2/3 współwięźniów. Zabić kogoś z uciekających było opłacalnym inte­resem dla żołnierzy. Za każdego zabitego żołnierz dostawał 5 marek i 3 dni przepustki. Pejczy używa­no najczęściej rano, gdy zmuszano nas do zejścia w doły kopalniane. 'Tylko pięćdziesięciu jeszcze żyje' — wyszeptał kilka dni potem mężczyzna obok. Pewien sierżant powiedział do mnie pewnego ran­ka: Wystarczy Chcesz iść na drugą stronę? To nie będzie bolało. Jestem świetnym strzelcem'”.

Autor książki Widma, Tadeusz Gędziorowski przedstawia, jakie stosunki łączyły kapo komanda w obozie Dachau, Georga Schittkechta z młodymi więźniami: „Był to niski i szczupły mężczyzna, ma­jący coś kociego w ruchach. Niemal bezszelestnie snuł się po korytarzach i piwnicy, w której magazy­nowano kartofle. Jego nieruchoma twarz nie zdra­dzała żadnych uczuć. Kamienne rysy łagodniały jedynie wtedy, kiedy zatrzymywał się, żeby poroz­mawiać ze swoimi ulubieńcami w komandzie. Byli nimi dwaj młodzi chłopcy: jeden łodzianin, drugi Polak z Francji, pieszczotliwie zwany Bubi. Bubi miał pulchną twarz o miękkich dziewczęcych ry­sach, a w biodrach kołysał się również zgoła nie po męsku. Pomocnikiem kapo był krępy, młody Nie­miec z czarnym trójkątem”.

Z upływem czasu, naziści doskonalili techniki eksterminacji homoseksualistów nie tylko poprzez wykańczanie pracą. W obozie Flossenbürg, utwo­rzyli np. dom publiczny i zmuszali homoseksualistów do wizyt, by ich leczyć w ten sposób. Prostytutkami były Żydówki i Romki z pobliskiego obozu dla ko­biet. W ścianach wydrążono dziury, przez które ob­serwowano postępowanie homoseksualnych więź­niów. Wyleczony z „choroby” homoseksualista był za dobre sprawowanie wysyłany do dywizji Dirlewangera, utworzonej z więźniów do walki przeciwko ro­syjskim partyzantom na froncie wschodnim.

Wydane w 1943 roku nowe zarządzenie Himmlera pozwalało na opuszczenie obozów tym homo­seksualistom, którzy poddadzą się kastracji i będą dobrze się sprawować. Niektórzy skorzystali z tego rozporządzenia, jednak opuszczenie bram obozów nie oznaczało dla nich końca opieki nazistów. Przy­dzieleni do dywizji karnej Dirlewangera, byli wysy­łani do walki, co oznaczało wyrok śmierci. W dywizji tej znanej z brutalności wobec rosyjskich party­zantów, śmiertelność wśród żołnierzy była bardzo wysoka.

Homoseksualistów poddawano eksperymentom medycznym. Duński endokrynolog, Carl Vaernet, wykastrował w obozie Buchenwald osiemnastu homoseksualnych więźniów i zaaplikował im sporą dawkę męskich hormonów. Celem eksperymentu było wykazanie, czy po takim zabiegu będą oni zaintere­sowani płcią przeciwną. Rezultaty pozostały niezna­ne, gdyż na skutek epidemii żółtaczki w obozie eks­peryment został przerwany. Vaernet przeprowadzał podobne eksperymenty w obozie w Neuengamme.

Po zakończeniu II wojny światowej zwolniono z obozów na terenie obu państw niemieckich więk­szość homoseksualistów. Jednak homofobia wo­bec nich w społeczeństwie była silna. Paragraf 175 — na podstawie którego zesłano tysiące niewinnych ludzi do obozów koncentracyjnych — obowiązywał w NRD do roku 1967, a w RFN do 1969. Wśród amerykańskich i brytyjskich prawników byli i tacy, którzy domagali się odbycia reszty kary przez ho­moseksualistów skazanych na podstawie paragra­fu 175. Tak więc, jeżeli ktoś był skazany np. na osiem lat, z czego odbył pięć w więzieniu, a trzy lata w obozie, to domagano się aby odsiedział jesz­cze te trzy lata w więzieniu. Nie wiadomo ile osób musiało w taki sposób dokończyć swoje wyroki. Do dzisiaj nie wypłacono też finansowego zadośćuczy­nienia ofiarom hitlerowskiej polityki antyhomoseksualnej, mimo że rząd Niemiec zaproponował je ofiarom pochodzenia żydowskiego, więźniom poli­tycznym i innym grupom, które przetrwały obozo­we piekło, pominięto tylko homoseksualistów. Wielu ludzi odmawia homoseksualistom prawa do takich odszkodowań twierdząc, że kochający inaczej byli słusznie więzieni i „sami byli sobie winni”.

Znacząca część ocalałych w czasie wojny ho­moseksualistów nie miała możliwości powrotu do swych rodzin i środowisk po obozowych doświad­czeniach. Powodów było wiele. Przede wszystkim jednak wstyd i lęk przed napiętnowaniem sprawia­ły, że homoseksualiści zmieniali nie tylko miejsca zamieszkania ale i wszystko, co mogło być koja­rzone z ich wcześniejszym życiem.

Próby ukrycia przez homoseksualistów obozo­wej przeszłości oraz stosunki panujące w powojennej Europie utrudniały naukowcom dotarcie do wielu z tych, którzy skazani byli z paragrafu 175. Jak zauważył w swojej książce The Pink Triangle Richard Plant, jeden z badaczy tego zagadnienia: „Pomimo tego, iż nie musieli już nosić znaczących ich różowych trójkątów, pozostali naznaczeni do końca życia”.


Uwaga, uwaga, zaczynamy się oswajać z myślą, że można kogoś wykluczyć, że można kogoś stygmatyzować, że można kogoś wyalienować. I tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać – i ofiary, i oprawcy, i świadkowie, ci, których nazywamy bystanders, zaczynają przywykać do myśli i do idei, że ta mniejszość, która wydała Einsteina, Nelly Sachs, Heinricha Heinego, Mandelsonów, jest inna, że może być wypchnięta ze społeczeństwa, że to są ludzie obcy, że to są ludzie, którzy roznoszą zarazki, epidemie. To już jest straszne, niebezpieczne. To jest początek tego, co za chwilę może nastąpić.

Władza ówczesna z jednej strony prowadzi sprytną politykę, bo np. spełnia żądania robotnicze. 1 maja w Niemczech nigdy nie był świętowany – oni, proszę bardzo. W dzień wolny od pracy wprowadzają Kraft durch Freude [„siła przez radość”]. A więc element wczasów robotniczych. Potrafią przezwyciężyć bezrobocie, potrafią zagrać na godności narodowej: „Niemcy, podnieście się ze wstydu wersalskiego. Przywróćcie swoją dumę”. A jednocześnie ta władza widzi, że ludzi tak powoli ogarnia znieczulica, obojętność. Przestają reagować na zło. I wtedy ta władza może sobie pozwolić na dalsze przyspieszenie procesu zła.

Podzielę się z wami jednym osobistym wspomnieniem: w roku ’65 byłem na stypendium w Stanach Zjednoczonych w Ameryce i wtedy był szczyt batalii o prawa ludzkie, o prawa obywatelskie, o prawa dla ludności afroamerykańskiej. Miałem zaszczyt brać udział w marszu z Martinem Lutherem Kingiem z Selmy do Montgomery. I wtedy ludzie, którzy dowiadywali się, że byłem w Auschwitz, pytali mnie: „Jak myślisz, to chyba tylko w Niemczech coś takiego mogło być? Czy mogłoby być gdzie indziej?”. I ja im mówiłem: „To może być u was. Jeżeli się łamie prawa obywatelskie, jeżeli się nie docenia praw mniejszości, jeżeli się je likwiduje. Jeżeli nagina się prawo, tak jak to czyniono w Selmie, wtedy to się może zdarzyć”. Co zrobić? Wy sami, mówiłem im. Jeśli potraficie obronić konstytucję, wasze prawa, wasz porządek demokratyczny, broniąc praw mniejszości – wtedy potraficie to pokonać.

Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana. Istotą demokracji jest to, że większość rządzi, ale demokracja na tym polega, że prawa mniejszości muszą być chronione. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek władza narusza przyjęte umowy społeczne, już istniejące. Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny. Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba. (...) - Tygodnik Polityka.



Reportaż TVN24 rozmowa z kobietą, która przeżyła obóz zakłady, przeraża dziś mamy zwolenników nazizmu naszym kraju mało się mówi i edukuje się na temat zbrodni nazistowskiej.



Gad Beck historia


Rudolf Brazda, jeden z homoseksualny więźniów


BBC dokument "Auschwitz: naziści i 'Ostateczne rozwiązanie'" jest unikalny wglądem w strukturę i zasady funkcjonowania obozu, w którym brutalnie zamordowano ponad milion ludzi. Serial jest rezultatem trzyletnich badań, przeprowadzanych z zaangażowaniem także przez światowych ekspertów, takich jak prof. Sir Ian Kershaw oraz prof. David Cesarani. Jest oparty na blisko 100 wywiadach z osobami, które przeżyły obóz oraz z biorącymi udział w masowej zbrodni, spośród których wielu mówi o swoich doświadczeniach po raz pierwszy. Sekwencje filmowe, nakręcone niezwykle precyzyjnie z udziałem polskich i niemieckich aktorów pozwalają po raz pierwszy ujawnić na ekranie ostatnio odkryte dokumenty, podczas gdy symulacje komputerowe oddają historycznie adekwatny obraz Auschwitz-Birkenau we wszystkich stadiach rozwoju.


Ewangelia Nazistowska



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz