Ksiądz i współpracowniczka duszpasterska którzy udzielili błogosławieństwa parom w Archidiecezji Kolonii. Jak się dowiadujemy, kardynał Rainer Maria Woelki udzielił ostrzeżenia temu księdzu. Zgodnie z prawem kanonicznym, jest to dopuszczalne - mówi kanonista Norbert Lüdecke. Jednak w obliczu aktualnej debaty reformatorskiej, podejście Woelkiego budzi pytania.
Inicjatywa #OutInchurch i dialog reformatorski synodalny postawiły kwestię obchodzenia się ma traktować osób LGBT w Kościele katolickim na czołowym miejscu agendy. Przypadek z Archidiecezji Kolonii budzi pytania.
Zgodnie z relacją organizatorów, wydarzenie odniosło pełny sukces. Pierwsza "msza błogosławieństwa dla wszystkich kochających się par" w parafii St. Lambertus w Mettmann przyciągnęła pod koniec marca również ludzi z pobliskich miast Hilden i Düsseldorf do kościoła św. Tomasza Morusa. Uroczystość została przygotowana przez grupę "Kościół Tęczowy dla wszystkich", która od 2022 roku działa w parafii na rzecz większej akceptacji LGBTQ w Kościele katolickim.
Punkt kulminacyjny uroczystości stanowiło było błogosławieństwo uczestników, które dokonała współpracowniczka duszpasterska Ulrike Platzhoff oraz ksiądz Herbert Ullmann. Obecni na mszy uczestnicy opisują uroczystość jako pełną emocji i poruszającą. Jedna z uczestniczek stwierdziła, że nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś takiego w kościele. Jednak obecnie organizatorzy zaczynają odczuwać rozczarowanie, a nawet przerażenie.
Podczas spotkania przygotowującego się do ponownego odbycia mszy w przyszłym roku w lutym ksiądz Ullmann poinformował grupę roboczą o reakcji Archidiecezji Kolonii - mówi członek Maximilian Bröhl. Według informacji od grupy, Ullmann został wezwany do złożenia wyjaśnień i otrzymał "ostrzeżenie" od Archidiecezji po tym, jak "nieznana osoba doniosła na naszego księdza w Rzymie". Jednocześnie zakazano duchownemu odprawiania dalszych "mszy błogosławieństwa dla wszystkich kochających się par" w obszarze Mettman-Wülfrath.
W weekend Archidiecezja Kolonii nie chciała komentować sprawy, która stała się publicznie znana dzięki raportowi w "Rheinische Post" w piątkowy wieczór. "Prosimy o zrozumienie, że nie możemy wypowiadać się w sprawach personalnych" - poinformowała służba prasowa na prośbę o komentarz. Ksiądz Ullmann, który został ukarany, obecnie przebywa na urlopie.
Zdaniem kanonisty Norberta Lüdecke, sam fakt jest niekwestionowany. "Ksiądz przed objęciem swojej funkcji musi ponownie wyznać, że identyfikuje się z wszystkimi obowiązującymi naukami Kościoła, w tym bezwzględnym potępieniem niestandardowych zachowań seksualnych. I przysiągł przestrzegać wszystkich przepisów kościelnych. Do nich należy także zakaz błogosławieństw dla związków nieheteroseksualnych" - mówi Lüdecke.
Z kolei kardynał z Kolonii - jak wszyscy biskupi - jest zobowiązany "do naciskania na przestrzeganie wszystkich przepisów kościelnych i zapobiegania nadużyciom, także w odniesieniu do sakramentów, do których należą także błogosławieństwa" - mówi Lüdecke.
Ponieważ prawo kościelne nie przewiduje ostrzeżeń, Lüdecke przypuszcza, że za tą decyzją kryje się upomnienie. "Ksiądz jest wezwany do tego, aby nie popełniał takiego naruszenia prawa ponownie, w przeciwnym razie musi się liczyć z karą".
Ale jak to wszystko pasuje do obecnej debaty reformatorskiej w Kościele? Podczas ostatniego zebrania w synodalnym Niemieckim Kościele w połowie marca we Frankfurcie uczestnicy większością głosów opowiedzieli się za możliwością celebracji ceremonii błogosławieństwa dla par jednopłciowy - kilka dni przed mszą w Mettmann.
Nadal w maju przewodniczący Niemieckiej Konferencji Biskupów, biskup Georg Bätzing, poparł tę inicjatywę. Wystarczyło tylko opracować duszpasterską pomoc, która wyraźnie podkreślałaby, że ceremonia błogosławieństwa nie jest małżeństwem i nie jest sakramentem. "To jest granica".
Faktem jest jednak, że podczas głosowania we Frankfurcie Woelki wstrzymał się od głosu i krótko potem oświadczył, że czeka na opinię z Watykanu w sprawie błogosławieństw parom jednopłciowym.
W marcu 2021 roku Kongregacja Nauki Wiary w Watykanie stwierdziła na zapytanie, że katolickim księżom nie wolno błogosławić par tej samej płci, które proszą o religijną akceptację swojego związku.
Według kanonisty Lüdecke, sprawa znów ilustruje podstawowy dylemat synodalny, który rozpoczął się z wieloma nadziejami. Kardynał z Kolonii od samego początku oświadczył, że czuje się całkowicie wolny wobec wyników, które tam osiągnięto. "Tak jest. Jak postępują z nimi jego koledzy z urzędu, jest dla niego prawnie nieistotne".
Niektórzy katolicy na poziomie lokalnym jednak czują się urażeni. W mailu, który zespół Regenbogenkirche wysłał do kardynała i kancelarii generalnej, czytamy: "Czujemy się nieswojo w kościele, w którym dochodzi do wykluczenia i dyskryminacji, i dlatego zdecydowaliśmy się na zmianę poprzez wspólne działanie, a nie na wystąpienie z kościoła." Trudno poczuć miłość Boga na mszach i podczas działań kościelnych, "gdy jednocześnie wiemy, że instytucja kościoła nie akceptuje pewnych form miłości i tożsamości płciowej". (źródło kath.ch)
Wielkie zmiany w świecie muzyki country! Ostatnie miesiące były niezwykle burzliwe dla tego gatunku muzycznego. Luke Combs zdobył ogromny sukces z utworem "Fast Car" kultowej ikony muzyki queer Tracy Chapman, który osiągnął drugie miejsce na liście Billboard Hot 100. Niedawno jednak, Jason Aldean stał się obiektem szerokiej krytyki po premierze teledysku do swojego utworu "Try That in a Small Town" z powodu przemocy i rasistowskich treści w klipie. Oba te wydarzenia wywołały wiele dyskusji na temat samego gatunku muzycznego i polityki z nim związanej.
W tym właśnie kontekście kulturowym pojawia się najnowszy teledysk wokalisty i autora piosenek, Tyler Childers, do jego najnowszego singla "In Your Love" - pierwszego z nadchodzącego albumu "Rustin' in the Rain". Jak donosi NPR, Childers poprosił poetę i autora Silasa House'a, poetę laureata stanu Kentucky, o napisanie scenariusza do teledysku. Podobny w klimacie do filmu "Brokeback Mountain", teledysk przedstawia dwóch górników z Kentucky, którzy spotykają się, zakochują się i budują wspólne życie w XX wieku. W rolach głównych występują geje - Colton Haynes i James Scully. Childers, który wcześniej poruszał tematykę niesprawiedliwości rasowej w swoim albumie "Long Violent History" i nietolerancji religijnej w "Can I Take My Hounds to Heaven", powiedział, że częściowo zainspirował go do stworzenia teledysku jego geja kuzyna.
"Ukończył północny Kentucky, wyjechał do Chicago i już nie wrócił" - powiedział Childers do Ann Powers z NPR. "Nauczył mnie tak wiele o śpiewaniu, był moim pierwszym wymagającym krytykiem. I gdy pomyślałem o tym, że nie ma teledysku muzycznego na CMT (Country Music Television), który byłby dla niego ważny."
Według House'a, Childers chciał, aby teledysk opowiadał historię dwóch gejów w rolniczej Ameryce, "ponieważ ma przyjaciół i rodzinę, którzy są członkami społeczności LGBT i są częścią historii Appalachów. To są ludzkie historie, nie polityczne".
"Dla tych, którzy pochodzą z 'innych' miejsc, oglądanie siebie w klipie jest niezwykle ważne" - dodał House. "Rzadko kiedy widzimy postaci LGBT w pozytywnych kontekstach na wsi. Często są one przedstawiane jako ofiary przemocy lub uciekają stamtąd. Dlatego to ma znaczenie, szczególnie dla muzyki country".
Childers zdaje sobie sprawę, że teledysk może dzielić fanów muzyki country. "Mimo że wywoła pewne kontrowersje, nie da się temu uniknąć. Ten teledysk umożliwi realne rozmowy" - powiedział. "To opowieść o dwóch ludziach, którzy dzielą swoją miłość i budują wspólne życie, doświadczają straty. To naprawdę potężne przesłanie".
Teledysk Childersa na pewno będzie budził skrajne opinie wśród fanów muzyki country. Jednak jego przesłanie o akceptacji i miłości jest niezwykle ważne, szczególnie w kontekście przekazywanych treści przez tę od dawna klasyczną amerykańską muzykę.
Aktor Conrad Ricamora — teraz oficjalnie Conrad Ricamora-Jensen wziął ślub z swoim partnerem.
Wczesnym popołudniem (piątek, 28 lipca) 44-letni aktor, którego wszyscy znamy i kochamy z produkcji takich jak "Fire Island" na Disney+ i "Sposób na morderstwo", podzielił się na Instagramie wiadomością, że on i jego partner Peter Wesley wzięli ślub w Ratuszu w Nowym Jorku niedawno, zmieniając przy okazji swoje nazwiska!
Napisali oboje we wspólnym poście. "Przedstawiamy Wam Ricamora-Jensens. W ciągu ostatnich kilku tygodni działo się wiele wspaniałych rzeczy, ale to jest najważniejszy moment w moim życiu". Na pierwszym zdjęciu w tym słodkim poście na Instagramie widzimy ich w objęciach, a na drugim zdjęciu są przytuleni, siedząc obok siebie, a Peter dumnie prezentuje obrączkę na swoim palcu.
W obliczu ostatnich słynnych rozstań gwiazd, które ostatnio miały miejsce, to DOKŁADNIE tego rodzaju dobre wieści uwielbiamy widzieć! Gratulacje dla szczęśliwej pary!
Rozmowa z Magdą i Uschi z warszawskiej grupy Wiary i Tęczy z Piotrem Żyłką.
Oto co pisze o nich Piotr Żyłka:"Magda i Uschi są katoliczkami. Od 18 lat żyją w pięknym związku.
Mówi Magda: „Dzięki Uschi doświadczyłam nawrócenia” Mówi Uschi: „Bóg postawił Magdę na mojej drodze. I to jest najlepsze, co mi się mogło przydarzyć w życiu” (...)
Jak żyje im się w Polsce? Co je najbardziej boli? Jakie mają marzenia? (...) Dawno nie słyszałem tak poruszającego świadectwa o wierze i miłości."
Ogromne poruszenie wywołała wystawa zatytułowana „Jezus kocha”, którą zorganizowano w ramach obchodów dni równości środowisk LGBT+ w Norymberdze (CSD). W luterańskim kościele św. Idziego w centrum miasta zaprezentowano wystawę, na której pojawiły się pornograficzne obrazy 80-letniego artysty Rosa von Praunheim. Wystawę wpierw tymczasowo zawieszono, by ostatecznie ją zamknąć.
20 lipca w kościele św. Idziego odbył się wernisaż wystawy „Jezus kocha”, która miała być częścią regionalnych obchodów Dni Równości (dosł. Pride Week). Ewangelicki kościół św. Idziego nazywany jest również Kościołem Kultury (Kulturkirche), którego ideą jest dialog ze środowiskami artystycznymi, niekoniecznie związanymi z Kościołem ewangelickim czy chrześcijaństwem w ogóle. I tak np. w pandemiczną Wielkanoc 2020 kościół zorganizował nabożeństwo wielkanocne w rytmie muzyki klubowej. W Polsce informował o tym portal ewangelicy.pl, który opublikował rozmowę z duszpasterzem św. Idziego.
Tym razem Kościół Kultury poszedł dalej, a według wielu wiernych i komentatorów, za daleko. Otwarta 20 lipca wystawa zawierała obrazy o treści homo-erotycznej, w tym także pornograficznej, ukazując dorosłych mężczyzn w trakcie stosunku seksualnego lub obnażonymi genitaliami. Niejednokrotnie obrazom towarzyszyły motywy religijne, w tym wizerunek Serca Jezusowego czy podobizna papieża Benedykta XVI, a także wulgarne słowa.
Najostrzejsze obrazy o treści zdecydowanie pornograficznej umieszczono w miejscu oddzielonym kotarą z adnotacją, że wstęp mają jedynie osoby dorosłe. W zamyśle Rosy von Praunheim wystawa miała być impulsem do dyskusji nt. stosunku do miłości, seksu i homoseksualizmu w Kościele.
Po inauguracji wystawy oprócz pozytywnych głosów pojawiało się coraz więcej opinii krytycznych oraz potępiających, zarówno ze strony środowisk ewangelickich, także innych wyznań, ale również osób innych religii i bezwyznaniowców. Sprawa wywołała tak wielkie oburzenie, że rada parafialna zdecydowała się na tymczasowe zamknięcie wystawy, celem głębszego przedyskutowania problemu, tym bardziej, że nie tylko w Bawarii, ale i w całych Niemczech oraz poza ich granicami, wystawa było szeroko dyskutowana (...) - ekumenizm.pl
Jestem chrześcijaninem, członkiem Kościoła mniejszościowego, teologiem. Wiem dobrze, ile zła - tak dla państwa, jak i dla Kościoła - wynika z bliskości instytucji państwowych i kościelnych. Dlatego jestem zwolennikiem #ŚwieckiePaństwo. https://t.co/P4eCe0Qm9f
A joyful parade in memorial of the hate-crime victims, especially Michael Causer. Don’t miss the vigil in solidarity with all LGBTIQA people who experience hatred, discrimination and criminalisation at @LiverpoolParish at 5:30 later today!! #ACityFullOfPride@PrideInLpoolpic.twitter.com/dC4AxY5xIa
— Fundacja Wiara i Tęcza (@WiaraTecza) July 30, 2023
Dzisiejszy wpis pochodzi od gościnnego współpracownika M. Hakes. M. jest członkiem Społeczności Loaves and Fishes Catholic Worker w Duluth, w stanie Minnesota.
„Błogosławiony jesteś, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że objawiłeś to małym dzieciom tajemnice królestwa.” (Ewangelia według Mateusza 11,25)
Jako osoba queer w Kościele katolickim, czasami siedzę na Mszy Świętej i zastanawiam się, czy nasi przywódcy kościelni czytają te same Pisma Święte, co ja. Dzisiejsze czytania to jeden z takich momentów.
Kiedy Jezus pyta tłumy o Jana, pisarz Ewangelii podaje, że Jezus używa drugiej osoby liczby mnogiej ("wy"): "Czego wyszliście na pustynię oglądać? [...] Proroka? Tak, powiadam wam, i to nawet więcej niż proroka" (11,7.9).
Następnie, gdy Jezus wyjaśnia swoje przypowieści dotyczące "tego pokolenia", przechodzi od drugiej osoby liczby mnogiej ("wy") do trzeciej osoby liczby mnogiej ("oni"): "Bo Jan przyszedł, nie jedząc i nie pijąc, a mówią: «Jest opętany demonem». Syn Człowieczy przyszedł, jedząc i pijąc, a mówią: «Oto łakomczuch i pijak, przyjaciel celników i grzeszników»!" (11,18-19).
Dlaczego ta zmiana gramatyczna? Kim są ci nieznani krytycy? Kim są "oni" ?!
Na pewno nie mogą to być słuchający tłum, którzy w Ewangelii Mateusza są najczęściej opisywani jako otwarci i chętni do przyjęcia nauk Jezusa. Jednak wcześniej w rozdziale 9 i później w rozdziale 12, autor Ewangelii Mateusza odnosi się do faryzeuszów w ten sposób.
Przez całe Ewangelie, Jezus ma mało cierpliwości dla religijnej hipokryzji. Jego najbardziej surowe słowa są często skierowane do przywódców religijnych gotowych do teologicznej walki, skupionych na detalu ortodoksji czyli prawidłowych wierzeń i ortopraksji, czyli prawidłowego postępowania, zamiast współczucia i pasterskiego towarzyszenia wiernym. Jezus nalega na prawdziwą wiarę i posłuszeństwo Bogu ponad prostym przestrzeganiem tradycji religijnych czy praktyk legalistycznych. Prawdziwa prawość i duchowa władza wynikają nie z tytułów religijnych ani teologicznych referencji, ale z głębokiego, kochającego związku z Bogiem, a objawia się w tym, jak dbamy o innych i świat wokół nas, zwłaszcza tych najbardziej marginalizowanych.
W obliczu wzrostu retoryki i polityk przeciwnych osobom transpłciowym i osobom queer w kręgach katolickich i w społeczeństwie jako całości, mogę tylko wnioskować, że czytam inną Ewangelię niż niektórzy z naszych przywódców religijnych. Sztyletowi rygorystycznym teologiom i legalistycznym praktykom wydaje się, że zapomnieli o tym, że wszechogarniająca wielkość Boga i Jego miłość nie podlegają nauczaniu Kościoła. W rzeczywistości nauczanie Kościoła powinno być dostosowywane do naszego coraz głębszego zrozumienia i doświadczenia Boga, Jego miłości oraz różnorodności Jego stworzenia.
Jak zmieniłby się nasz świat, gdybyśmy zaczęli skupiać się na ludziach zamiast na ideologiach, na jednostkach zamiast na instytucjach, na doświadczeniach życiowych zamiast na sztywnych oczekiwaniach? Co by się stało, gdybyśmy zaczęli słuchać głosu Boga wokół nas, zwłaszcza w najbardziej niespodziewanych miejscach.
Nigdy nie było łatwo dla tych, którzy odrzucają społeczne normy, by przyjąć swoją od Boga stworzoną wyjątkowość. Ci, którzy odrzucają społeczne normy, by zaakceptować swoją od Boga stworzoną wyjątkowość, zawsze napotykają przeszkody. Kiedy przyjmujemy naszą prawdziwą tożsamość, zawsze spotykamy się z oporem. Ale gdy zaczynamy żyć pełnią naszego misternie utkanego "ja", mamy obowiązek pomagania innym w dokonywaniu tego samego: akceptacji ich wyjątkowości i rozbiórki ideologii, moralności i systemów ucisku. To jest droga Jezusa. To jest droga, o której śpiewała Maria w Magnificat. Aktualizowana wersja tego hymnu ewangelicznego mogłaby brzmieć:
Bóg rozproszył pychę ich serc. Bóg obalił potężnych z tronów i wywyższył pokornych; Bóg nasycił głodnych dobrami, a bogatych odprawił z pustymi rękami.
Bóg usiadł na środku autostrady śpiewając o końcu brutalności policji. Bóg zablokował budowę rurociągu, przypominając nam, że woda to życie.
Bóg przyjął jej transpłciową córkę w dniu, gdy zmiana imienia stała się prawem, świętując coraz pełniejszy sposób, w jaki żyje jako siebie.
Kiedy skupimy się na miłości Boga i wyzwalającej łasce, zachodzi przemiana.
Pod koniec dzisiejszego czytania Ewangelii, Jezus zaprasza wszystkich, którzy są obciążeni i zmęczeni, aby przyszli do Niego, obiecując odpoczynek i ulgę. Naprawdę, jarzmo Jezusa, które jest miłością i wyzwoleniem, jest znacznie łatwiejsze do zniesienia niż ciężkie ciężary narzucone przez religijny legalizm i oczekiwania świata.
Módlmy się, abyśmy wybrali lżejszy ciężar, zwłaszcza nasi przywódcy kościelni, którzy nie tylko obciążają innych, ale również siebie, ograniczając swoje wyobraźnie i rozumienie miłości Boga - New Ways Ministry,
Artykuł Outreach od Jamesa Alisona - W maju tego roku, były gospodarz Fox News, Tucker Carlson, opisał w wiadomościach tekstowych, jak oglądał wideo online, na którym zwolennicy Trumpa biją protestującego w okolicach zamieszek na Kapitolu w styczniu 2021 roku.
"Mężczyzna był atakowany przez co najmniej trzy osoby... skakanie na kimś w takim stylu jest haniebne, oczywiście. To nie jest sposób, w jaki walczą biali mężczyźni. Jednak nagle poczułem, że jestem po stronie tłumu, wspierając ich w napaści na tego człowieka, życząc, żeby go mocniej uderzyli, zabili. Naprawdę chciałem, żeby skrzywdzili tego chłopaka. Smakowałem to" - przyznał Carlson. Jednak wkrótce po tym "w jego mózgu zadzwonił alarm", a on sam zrozumiał, że staje się kimś, kim nie chce być.
To właśnie działanie sumienia wydaje mi się interesującym elementem w tej historii. Carlson nie uczestniczył w bijatyce, widział ją tak, jak wielu z nas, przez internet. Choć wątpił w odpowiedniość takiego zachowania, to jednak utożsamiał się z napastnikami.
Podczas oglądania wideo odczuł współczucie dla ich agresji, pragnął skrzywdzenia ofiary - faktycznie tego doświadczał. Jego sumienie włączyło się w odpowiednim momencie, ostrzegając, że staje się kimś, kim nie chce być - kimś, kto brałby udział w linczu.
Jak działa sumienie?
Oświadczenie Tuckera Carlsona o świadomości samego siebie wydaje się dobrym punktem wyjścia do rozmowy o sumieniu. Sumienie pojawia się, gdy to, co możemy zrobić, może poważnie przepisać naszą historię osobistą. Wszystko, co robimy i kim jesteśmy, związane jest z naszymi relacjami z innymi ludźmi. Chodzi o to, kim zostaliśmy dzięki naszym relacjom oraz kim się stanęlibyśmy, pozwalając tym relacjom wpływać na nas na jeden lub inny sposób.
Oczywiście, kim jesteśmy, zawsze jesteśmy zależni od relacji z innymi. To od naszego poczęcia zależy nasza całkowita zależność od sposobu, w jaki traktują nas inni ludzie, i nie stajemy się niezależni po osiągnięciu dorosłości. To, kim jesteśmy, przynajmniej prawnie, jest równe innym dorosłym, poruszając się w naszych różnych formach zależności, podejmując decyzje i przyjmując ich konsekwencje. Moje "ja", moje "ja" to sposób, w jaki to ciało, urodzone w określonym czasie i miejscu, funkcjonuje w społeczeństwie, które je stworzyło.
Większość czasu podążamy za sposobem, w jaki społeczeństwo nas prowadzi. Przyjmujemy jego język, gesty, obyczaje i stabilność zapewnianą przez system prawa, które pomagają nam istnieć i nadają tożsamość. Uczymy się pragnień przez to, co widzimy w naszym otoczeniu. I czasami, w określonych momentach, podejmujemy decyzje odrzucając sugestie pewnego rodzaju pozornego autorytetu, po prostu dlatego, że podobają nam się inne sposoby działania (np. wybierając wino białe do mięsa lub czerwone do ryby). Ale trudno byłoby nazwać to kwestią sumienia.
Problemy sumienia pojawiają się w stosunkowo rzadkich sytuacjach, gdy rozpoznajemy, że "stawiamy swoją skórę na szali" wobec jakiegoś zagadnienia, które się nam przedstawia. Jeśli będziemy kontynuować naśladowanie i pójście za tym, jak dotychczas, nagle przekroczymy granicę, stając się kimś innym. Oto to, czym był opis Tuckera Carlsona: jego w pełni funkcjonujące "neurony lustrzane" pozwoliły mu na naśladowanie ludzi, z którymi w dużej mierze się zgadzał, prowadząc go do zaangażowania się w takie same pragnienia, emocje i namiętności, jakie widział w innych, do tego stopnia, że nawet "smakował" ekscytację związaną z uczestnictwem w linczu. Następnie jego sumienie powiedziało mu: "Widzę, kim się stajesz, i oho, nie chcę być taką osobą".
Odkrywamy, że nie wiemy, jak postępować zgodnie z oczekiwanym zachowaniem. Odkrywamy, że nie dzielimy oczekiwanych pragnień i emocji większości wokół nas.
Sumienie a osoba LGBTQ+
Podnoszę tę kwestię w kontekście społeczności LGBTQ+, w szczególności dla czytelników gejów i lesbijek oraz ich przyjaciół i sojuszników, ponieważ podejrzewam, że kwestia stania się tym, kim jesteśmy (i czucie się "na linii" w podejmowanych decyzjach), jest mocno obecna od najmłodszych lat. Nawet w najlepszych warunkach kochającej rodziny odkrywamy, że nie wiemy, jak postępować zgodnie z oczekiwanymi zachowaniami. Odkrywamy, że nie dzielimy oczekiwanych pragnień i emocji większości wokół nas. I może odkrywamy to w dość młodym wieku, zanim będziemy mogli o tym mówić.
Może mamy lub nie mamy wzorców, innych ludzi podobnych do nas, którzy mogą nam pomóc wyobrazić sobie osiągnięcie dojrzałości. Możemy być w miejscach lub rodzinach, gdzie nasza tożsamość jest przedmiotem pogardy. W końcu "kim mamy być" jest związane z "kogo kochamy", a to, w okresie dojrzewania, będzie miało konsekwencje związane z czynnością seksualną.
Wielu z nas, zwłaszcza tych, którzy dorastali w silnie religijnych środowiskach, od najmłodszych lat jest uczone wątpić w swoje uczucia i emocje. Zgadzamy się, że te uczucia są naszym wrogiem i nie można im ufać jako wskazówkom prawdziwego stanu naszego ja.
I w środku tego wszystkiego chrześcijanie znają mocne fragmenty Pisma Świętego, gdzie Jezus mówi nam, że lepiej jest stracić życie, ale ocalić duszę, niż ocalić życie, ale stracić duszę (Mt 16,25). Innymi słowy, biblijny odpowiednik "bycia na linii", egzystencjalnych problemów związanych z rozróżnianiem, kim mamy być, pojawia się bardzo silnie w naszej młodości i zajmuje wiele lat, aby je przepracować.
W tym miejscu istnieje różnica między pewną kulturą ewangelikalną, taką jak ta, w której zostałem wychowany, a katolickim podejściem, które poznałem wielokrotnie wiele lat temu. Kultura ewangelikalna, nauczając o naszej radykalnej deprawacji po upadku, efektywnie utrwala naszą niezdolność do ufać naszym uczuciom, postrzegając nasze ciała jako źródło kłamstw i wywołując radykalny brak pewności siebie.
Mówi nam, że nie możemy ufać żadnym naturalnym czy naukowym twierdzeniom. Nosiciele niepatologicznej mniejszościowej odmiany są automatycznie podejrzani jako "mądrość tego świata", diabelska iluzja. Jedynym godnym zaufania jest Pismo Święte. Oznacza to, że dla osób LGBTQ+ pochodzących z tła ewangelikalnego cała walka o ocalenie duszy toczy się wokół "tych fragmentów": tekstów, które wydają się wyklinać homoseksualność.
Katolicka kultura teologiczna jest subtelnie, ale znacząco inna. Wszystko, co jest stworzone, jest dobre, nawet po upadku. Możemy być zdezorientowani, ale wciąż jesteśmy zasadniczo dobrzy. Pożądanie jest w swojej istocie rzeczą dobrą, pomimo zniekształceń wynikających z naszej i cudzych błędnych dróg. Nasze ciała są w zasadzie mówcami prawdy, nośnikami chwały Bożej, na obraz i podobieństwo której zostaliśmy stworzeni, choć wielokrotnie stawiamy je w kłamstwa.
Nasza dobroć jest realizowana w sposób często nieświadomy i zawsze zaburzony, z którymi musimy zmagać się przez całe życie. I jest to nasza narażoność na łaskę stwarzającą przebaczenie Boga, którą dzielimy z każdym, więc nikt z nas nie może być sędzią dla drugiego.
Sumienie jest skoncentrowane na tym, co jest naprawdę
Z tego powodu kwestia sumienia w kręgach katolickich LGBTQ+ nie dotyczy tak bardzo interpretacji "tekstów potępiających" jako tego, co jest naprawdę. Rozumiemy, że w naszej ludzkiej egzystencji istnieje coś, co jest zgodne z naturą, jest inherentnie związane z tym, co jest prawdziwe. Sumienie jest ściśle związane z tym, co jest prawdziwe, a nasza podróż polega na wyjściu z plotek i fałszu w wolność prawdy.
Zatem pytanie brzmi: Czy to, co odkrywam o sobie, jest rzeczywiste, czy tylko przejściowe? Następnie, po pewnym czasie, gdy już nie jest to przejściowe, pytanie brzmi: Czy to, co odkrywam o sobie, jest pewnego rodzaju wadą, której należy "naprawić"? Czy jest to, kim zostałem stworzony i obdarowany, i czy należy żyć z entuzjazmem i wdzięcznością, odkrywając, o co w tym wszystkim chodzi? Co jest prawdziwe w tej sytuacji?
W przypadku, gdyby to była jakaś "wada", każdy kochający się związek homoseksualny, który obejmuje czynności seksualne, skierowałby mnie ku czemuś, kim naprawdę nie jestem - osobą homoseksualną. I musiałbym się sprzeciwić temu, ostrzeżony przez pewien rodzaj "alarmu mózgu". Jeśli zrobisz "y", staniesz się "x".
Jednak w tej chwili nie ma wiarygodnych dowodów na to, że bycie osobą homoseksualną jest rodzajem wady u człowieka, który powinien być heteroseksualny. Na podstawie wszystkiego, czego nauczyliśmy się przez ostatnie 150 lat lub około tego, wydaje się dużo bardziej prawdopodobne stwierdzenie, że jesteśmy nosicielami regularnie występującej, niepatologicznej odmiany mniejszości w warunkach ludzkiej egzystencji.
I to nie jest coś, co zostało "wydedukowane" przez naukowców w zamkniętym laboratorium. Konieczne było wprowadzenie specyficznych zmian społecznych i historycznych, aby umożliwić uznawanie grupy, która tradycyjnie ukrywała się, a jej członkowie często byli ofiarami przemocy, jako nosicieli tej niepatologicznej odmiany mniejszościowej.
Jednak gdy to zaczęło się wyraźnie ukazywać, stało się coraz bardziej oczywiste publiczności, że osoby homoseksualne i lesbijki, których spotykają i które mogą być coraz bardziej otwarte w kwestii tożsamości, nie są wadliwymi osobami heteroseksualnymi. Osoby LGBTQ+ mają tendencję do rozkwitania tak samo jak inni, gdy są traktowani z tą samą godnością jak wszyscy inni.
Poruszając się w kierunku tego, co jest "autentycznie dobre"
Dlaczego to jest tak ważne dla sumienia z perspektywy katolickiej? Ponieważ z perspektywy katolickiej nie ma specyficznej nauki moralnej chrześcijaństwa. Istnieje jedynie nauczanie o tym, co jest autentycznie dobre dla ludzi. Oznacza to, że w dużej mierze już zrealizowaliśmy nauczanie katolickie, pozwalając sobie kierować tym, co prawdziwe w odniesieniu do osób LGBTQ+: to po prostu jesteśmy takimi, jakimi jesteśmy.
Następnym krokiem w formowaniu sumienia katolickiego byłoby uznanie, że w kwestiach etycznych "jak się zachowujemy płynie z tego, kim jesteśmy" (w łacinie agere sequitur esse). I oczywiście jest to związane z katolickim rozumieniem tego, że łaska doskonali naturę, zamiast jej znosić lub zastępować czymś innym. Nasz rozkwit, który jest tym, czego Stwórca dla nas chce, musi zostać wypracowany przez nas wszystkich, zaczynając od tego, kim jesteśmy, a nie pomimo tego, kim jesteśmy.
To wszystko jest dostępne sumieniu katolickiemu od momentu, gdy staje się jasne, że jesteśmy nosicielami tej prawie banalnej rzeczy: regularnie występującej, niepatologicznej odmiany mniejszościowej w warunkach ludzkiej egzystencji.
Czy jest coś jeszcze? Czy Kościół katolicki ma coś jeszcze do powiedzenia na temat tej odmiany? Osobiście uważam, że formalnie mówiąc, nie ma. Nie ma żadnych dowodów na to, że homoseksualność to rodzaj wady u człowieka, który powinien być heteroseksualny. Wszystko, co posiadamy, to wiarygodne źródła mówiące nam, że jesteśmy nosicielami tej niepatologicznej odmiany mniejszościowej.
A to nie jest coś, co zostało "wydedukowane" przez ekspertów w zamkniętym laboratorium. Konieczne było wprowadzenie specyficznych zmian społecznych i historycznych, aby umożliwić uznawanie grupy, która tradycyjnie ukrywała się, a jej członkowie często byli ofiarami przemocy, jako nosicieli tej niepatologicznej odmiany mniejszościowej.
Jednak gdy to zaczęło się wyraźnie ukazywać, stało się coraz bardziej oczywiste publiczności, że osoby homoseksualne i lesbijki, których spotykają i które mogą być coraz bardziej otwarte w kwestii tożsamości, nie są wadliwymi osobami heteroseksualnymi. Osoby LGBTQ+ mają tendencję do rozkwitania tak samo jak inni, gdy są traktowani z tą samą godnością jak wszyscy inni.
Poruszając się w kierunku tego, co jest "autentycznie dobre"
Dlaczego to jest tak ważne dla sumienia z perspektywy katolickiej? Ponieważ z perspektywy katolickiej nie ma specyficznej nauki moralnej chrześcijaństwa. Istnieje jedynie nauczanie o tym, co jest autentycznie dobre dla ludzi. Oznacza to, że w dużej mierze już zrealizowaliśmy nauczanie katolickie, pozwalając sobie kierować tym, co prawdziwe w odniesieniu do osób LGBTQ+: to po prostu jesteśmy takimi, jakimi jesteśmy.
Następnym krokiem w formowaniu sumienia katolickiego byłoby uznanie, że w kwestiach etycznych "jak się zachowujemy płynie z tego, kim jesteśmy" (w łacinie agere sequitur esse). I oczywiście jest to związane z katolickim rozumieniem tego, że łaska doskonali naturę, zamiast jej znosić lub zastępować czymś innym. Nasz rozkwit, który jest tym, czego Stwórca dla nas chce, musi zostać wypracowany przez nas wszystkich, zaczynając od tego, kim jesteśmy, a nie pomimo tego, kim jesteśmy.
To wszystko jest dostępne sumieniu katolickiemu od momentu, gdy staje się jasne, że jesteśmy nosicielami tej prawie banalnej rzeczy: regularnie występującej, niepatologicznej odmiany mniejszościowej w warunkach ludzkiej egzystencji.
Czy jest coś jeszcze? Czy Kościół katolicki ma coś jeszcze do powiedzenia na temat tej odmiany? Osobiście uważam, że formalnie mówiąc, nie ma. Nie ma żadnych dowodów na to, że homoseksualność to rodzaj wady u człowieka, który powinien być heteroseksualny. Wszystko, co posiadamy, to wiarygodne źródła mówiące nam, że jesteśmy nosicielami tej niepatologicznej odmiany mniejszościowej.
Co więc może powiedzieć Kościół? Cóż, jego nauczanie moralne dotyczy tego, co jest dobre dla człowieka jako takiego. To, co naprawdę powinniśmy zastanawiać się, to jak przystosować nasze zachowanie do tego, kim naprawdę jesteśmy. To jest jedyna "linia" w sumieniu, która ma znaczenie. Nie powinniśmy podążać za sugestiami, które nie mają podstaw w rzeczywistości naszego bytu, bo skończy się to brakiem autentycznego rozwoju i szczęścia.
Podsumowując, sumienie odgrywa kluczową rolę w naszym życiu, pozwalając nam oceniać, czy nasze działania i wybory są zgodne z naszą wewnętrzną prawdą. W kontekście tożsamości LGBTQ+ sumienie pomaga w określeniu, co jest autentycznie dobre i prawdziwe dla każdej osoby, a także w akceptacji siebie i swojej tożsamości. Warto podkreślić, że nauka moralna Kościoła katolickiego odnosi się do tego, co jest dobre dla ludzi jako takich, a nie do potępiania samej tożsamości LGBTQ+. Dlatego ważne jest, aby kontynuować rozwijanie wiedzy i zrozumienia na ten temat, aby stworzyć społeczeństwo bardziej wspierające i szanujące różnorodność tożsamości i orientacji seksualnych.
Artykuł Outreach W wywiadzie tego miesiąca kardynał-nominat Víctor Manuel Fernández, przyszły prefekt Dykasterii Nauki Wiary, powiedział: "Bez doświadczenia żyjącego Chrystusa, który miłuje i zbawia, nie możemy kształtować naszego 'bycia chrześcijaninem', a skupianie się na kłótniach i sporach z każdym nie pomoże w dojrzewaniu tego rozwoju u ludzi".
Po przeczytaniu tego oraz zważywszy na moją skromną rolę w działaniach na rzecz innych, chciałem rozwinąć znaczenie "bycia chrześcijaninem". Dla katolików z LGBT pragnę potwierdzić Waszą świętą tożsamość. Jesteście chrześcijanami - nie tylko w nazwie, ale w rzeczywistości.
To "bycie chrześcijaninem" rozpoczyna się od Ducha Bożego, który został wylany na was przez wiarę i chrzest. Jesteście przystosowani do Chrystusa i oznaczeni jako chrześcijanie, mimo że niektórzy chcieliby was przemalować i potraktować jako przedmioty do odrzucenia, a nie jako ukochanych członków wspólnoty Ciała Chrystusa.
Dla katolików z LGBT pragnę ponownie potwierdzić waszą świętą tożsamość. Jesteście chrześcijanami - nie tylko w nazwie, ale w rzeczywistości.
Zawsze byłem poruszony filozofią Gabriela Marcela (1889-1973), który skupiał się na naturze istnienia, gdy rozważał świat osoby. Opisywał nasze wspólne wyzwanie w osiągnięciu wspólnoty z innymi i w końcu z Bogiem.
Urodzony w Paryżu, Marcel był filozofem, dramaturgiem i muzykiem. Uważany za egzystencjalistę chrześcijańskiego, choć odrzucał taki tytuł, ukuł zdanie: "Esse est co-esse!" ("Być to być z innymi!").
Stanowczo sprzeciwiał się filozofiom rozpaczy i lęku promowanym przez niektórych swoich ateistycznych współczesnych, filozofiom, które nawet dzisiaj wielu przyjmuje w naszej własnej wierze. Marcel proponował alternatywne cnoty nadziei i wdzięczności, które miały wspólnotę jako swój cel i podporę.
Własna nadzieja i wdzięczność Marcela wynikała z jego zrozumienia, że Bóg najpierw pokłada nadzieję w nas, a następnie z wdzięcznością się cieszy z nas. Modlił się mocno: "Mam nadzieję w Tobie dla nas".
Zastanawiam się, ile osób z LGBT znajduje taką nadzieję w życiu naszego kościoła. Jeśli czujecie, że zostaliście przemalowani przez tych, którzy się wam przeciwstawiają, czy potraficie w sobie odnaleźć punkt wyjścia nadziei, który zaczyna się od Boga, który ma dla was wielką nadzieję? Wierzę, że każdy chrześcijanin, zanim poprosi Pana o wzrost w cnocie wiary, nadziei i miłości, powinien spytać Boga: "Czy masz we mnie wiarę? Czy masz dla mnie nadzieję? Czy mnie kochasz?" Jeśli pozwolicie Panu odpowiedzieć twierdząco, to poznacie, kim jesteście: umiłowanymi dziećmi Boga w Chrystusie.
Społeczne poczucie "bycia" Marcela obejmowało zrozumienie, że życie i istnienie to tajemnica, a nie problem czy zagadka do rozwiązania. Traktowanie Boga, siebie czy drugiego człowieka obiektywnie (a nie wspólnotowo) oznacza odejście od naszej własnej istoty.
Kiedy ludzie przemalowują katolików z LGBT jako grzeszników... nie tylko niszczą "bycie" drugiej osoby, ale także swoje własne chrześcijańskie ja.
Kiedy ludzie przemalowują katolików z LGBT jako grzeszników, wrodzenie nieporządku albo osobami skłonnymi do nieporządku, jednocześnie zapominając, że są chrześcijanami, niszczą nie tylko "bycie" drugiej osoby, ale także swoje własne chrześcijańskie ja.
Uważam, że niszczenie naszego "bycia chrześcijaninem" jest źródłem grzechu i nieporządku. Z pewnością rozumiemy, że życie jest chaotyczne i pełne nieporządku. Nawet nasza stuletnia katolicka nauka o pożądliwości przyznaje, że ze względu na grzech pierworodny nasza istota dobra uległa nieładowi i skłaniamy się ku grzechowi.
Wracając do "to być to być z innymi" Marcela, możemy zobaczyć, że grzech jest faktycznie przerwaniem bycia. Chybimy, gdy traktujemy siebie, Boga lub innych jako przedmioty lub zagadki. To nasz uniwersalny nieład i, pozwolcie mi powiedzieć, wrodzony nieład. Nawet nasze skłonności do grzechu, które pochodzą z nieładu, są skutkiem naszego zakłóconego "ja".
W jednym z ostatnich artykułów dla czasopisma "America" twierdziłem, że "opierając się na naszych teologicznych i moralnych konstrukcjach pożądliwości i poziomów winy, powinniśmy zacząć od założenia, że wszyscy jesteśmy zakłóceni do pewnego stopnia: teologicznie, społecznie, fizycznie, seksualnie itd. Nikt nie jest wolny od nieładu".
Idę o krok dalej wraz z Marcelem i uważam, że źródłem tego nieładu jest zniszczenie naszego "bycia". Wskazując na Prolog Ewangelii według św. Jana, Marcel argumentuje, że "na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo". Dlatego musimy dojść do wniosku, że być stworzonym na obraz Boga oznacza, że "być to być z innymi". Cokolwiek mniej niż to, chybia cel.
Lekarstwem na to jest Emanuela, co oznacza "Bóg z nami". Chrystus Emanuel urodził się z nami, cierpiał z nami, umarł z nami i tchnął w nas swojego ożywiającego ducha. Obdarował nas swoją boską obecnością, abyśmy mogli z nim zmartwychwstać. To odnowienie i odkupieńczy dar powinien być "celem", który musimy osiągnąć i przyjąć.
Jedynym sposobem, aby osiągnąć cel, jest przyjęcie Chrystusa samego. On jest drogą, prawdą i życiem.
Kiedy ludzie mówią, że musimy bronić depozytu wiary, chcę im przypomnieć, że prawdą jest Chrystus. Wiara (fides) to Chrystus, który jest z nami. On jest z nami nie tylko zdalnie, ale blisko, intymnie i sakramentalnie.
Często możemy być jak Pontiusz Piłat, pytając "Czym jest prawda?", nie dostrzegając fundamentalnej prawdy - Chrystusa Emanuela - który stoi przed nami (Jn 18:38). Wyświechtany i maltretowany Chrystus stojący przed Piłatem, czy tożsamość obiektowo postrzeganych i pozbawionych praw członków Ciała Chrystusa stojących przed oskarżającą masą, to ta sama prawda ukryta w zasięgu wzroku.
Kiedy w naszej próbie określenia lub obrony prawdy nie zadajemy pytania, "Kto jest prawdą pośród nas?", traktujemy drugiego jako zagadkę, a nie jako tajemnicę, którą należy celebrować.
Nasz najgłębszy grzech, nasz grzech pierworodny, chybia cel, gdy nie celebrujemy naszego poczucia "bycia". Kardynał-nominat Fernández ma rację. Faktycznie musimy doświadczyć i celebrować tajemnicę żyjącego Chrystusa, który jest z nami, aby kształtować nasze "bycie chrześcijaninem".
Katedra Hope
Metropolitan Community Church San Diego
Metropolitan Community Church Tampa
Metropolitan Community Church of Toronto
Metropolitan Community Church Washington DC
Parafia Ewangelicka Opatrzności Bożej we Wrocławiu
Liturgia Eucharystii Reformowanego Kościoła Katolickiego
Dominikanie Wrocławscy
Dominikanie w Łodzi
Nabożeństwo z kościoła ewangelicko-augsburskiego w Krakowie
Nabożeństwo parafii ewangelicko-reformowanej w Warszawie.
Nabożeństwo z kościoła ewangelicko-augsburskiego Świętej Trójcy w Warszawie
Codziennik biblijny
Parafia Ewangelicko-Augsburskiej Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie.
Middle Church
Katedra Narodowa w Waszyngtonie (Washington National Cathedral)
Metropolitan Community Church - Resurrection Houston
Trzy lata temu Polska stała się centrum medialnej burzy w związku z twardą polityką wobec osób LGBTQ+. Teraz, nowe pokolenie aktywistów LGBTQ+, którzy dorastali w obliczu tej opozycji, wchodzi w dorosłość i zmienia swoją pozycję na terenach wiejskich na południowym wschodzie kraju.
Poza dużymi metropoliami, takimi jak Warszawa i Kraków, toczy się ciągła batalia - albo prześladowanie, zależnie od tego, kogo zapytasz - między polskim państwem rządzonym przez partię Prawo i Sprawiedliwość (PiS) a społecznością LGBTQ+. Najwyraźniejsze napięcie między konserwatywnym katolicyzmem a tożsamością LGBTQ+ można znaleźć na południowym wschodzie kraju, w regionie Podkarpacie, graniczącym z południem z Słowacją, a na wschodzie z Ukrainą. Te obszary kraju obejmują zarówno najbardziej pobożne katolickie społeczności, jak i jedno z największych zapleczy politycznego wsparcia dla partii PiS.
"Stajemy się starsi, dorosłymi, chcemy kochać i uprawiać seks. Byłem coraz bardziej zmuszony do ukrywania tego. Lata, które spędziłem w swoim rodzinnym mieście, uważam za swoje, ale nie moje, nie miałem życia na swoich warunkach" - mówi Leszek, 23 lata. Podobnie jak wielu innych osób nieheteronormatywnych lub niebinarnych wychowujących się w mieście Sanok na Podkarpaciu, podobnie jak wielu innych poza głównymi ośrodkami metropolitalnymi w Polsce, nauczył się dwóch rzeczy w okresie dorastania na wschodnich terenach wiejskich Polski: jak walczyć i jak się ukrywać.
Obecnie studiujący w Katowicach, Leszek znalazł spokój z dala od inny, w mieście, gdzie może wyrażać siebie bez obawy o osądzenie i możliwe przemoc. "Walczymy, aby uczynić to życie naszym własnym."
Młodzi ludzie LGBTQ+, którzy nie przenoszą się do większych miast w Polsce, opuszczają kraj w poszukiwaniu bardziej otwartych społeczności i lepszych możliwości. Mieszkający w Wiedniu Jakub, 22 lata, oddalił się od swojego rodzinnego miasteczka Zarszyn, oddalonego piętnaście minut jazdy od Sanoka. Jako gej, wybrał opuszczenie rodzinnego miasta, co spowodowało odcięcie od rodziny. "Próbowałem popełnić samobójstwo, bo zdałem sobie sprawę, że nie mogę zmienić swojej orientacji. Bycie gejem oznaczało dla mnie koniec świata. Nie wyobrażałem sobie świata, w którym byłoby w porządku być gejem, ponieważ widziałem, jak Polska reaguje na osoby homoseksualne" - mówi.
W 2019 roku regiony, gminy i inne jednostki samorządu terytorialnego w Polsce zaczęły przyjmować deklaracje anty-LGBTQ+, zakazujące parad równości i "ideologii LGBT+". Jedna z takich ustaw wprowadzona w Lesku, innym mieście blisko Sanoka na Podkarpaciu, stwierdzała, że ma na celu ochronę społeczności przed "radykałami dążącymi do rewolucji kulturowej w Polsce poprzez atakowanie wolności słowa, niewinności dzieci, autorytetu rodziny i szkoły". Do lata 2020 roku te "strefy wolne od LGBT" zajmowały jedną trzecią całego obszaru Polski, wtedy też Leszek i Jakub opuścili swoje wiejskie rodzinne miasta, udając się do miasta poza regionem.
Mia, 21 lat, pochodząca z powiatu leskiego, znalazła w mieście Wrocław schronienie przed uprzedzeniami. "Wiem, że jeśli wrócę [do domu], wciąż będę musiała ukrywać swoją tożsamość". Z powodu społecznych uprzedzeń Mia początkowo miała nadzieję, że jest biseksualna, aby zmniejszyć ryzyko całkowitego ujawnienia swojej tożsamości przed rodziną i przyjaciółmi. Teraz, cztery lata po ogłoszeniu stref "wolnych od LGBT+", krajobraz zmienił się. "W tej chwili formuje się pewien rodzaj aktywizmu. Kiedy byłam młodsza, nie było mowy o paradach równości."
W odpowiedzi na ustawodawstwo anty-LGBTQ+, latem 2020 roku wybuchły protesty na całym kraju, kulminując w tęczowych protestach w Warszawie, potępiających wprowadzenie stref "wolnych od LGBT". Ta szeroka medialna akcja, wraz z rosnącym wykorzystaniem mediów społecznościowych, ukazała polityczne wystąpienie w Polsce i jak młodsze pokolenia podejmują działania zmierzające do zmiany. "Aktualnie trwa rewolucja queerowa" - mówi Jakub. "Oni [rządząca partia, PiS] zaczęli nas publicznie szkodzić, ale ludzie się wkurzyli - ale to, co się stało, jest przeciwnym efektem, ponieważ włączyli temat tożsamości.
Pierwszy marsz równości odbył się w czerwcu 2022 roku w Sanoku. Benek, mający 17 lat, był jednym z organizatorów wydarzenia. "Pamiętam tęczowe manifestacje w Warszawie. To był moment, kiedy cała polska społeczność LGBTQ+ się obudziła." Benek został wychowany na opowieściach poprzednich pokoleń, które musiały ukrywać swoją seksualność lub były bite na ulicach ze względu na swoją seksualność. Teraz widzi, że zmiany nabierają tempa w niespodziewany sposób. "W mojej szkole są 14-latki z torebkami tęczowymi. Kiedy byłem w ich wieku, to było niemożliwe. Teraz wszystko dzieje się coraz szybciej."
Marsz Równości był deklaracją nowego pokolenia Podkarpacia, co dzieje się w całej Polsce - ludzie postanawiają otwarcie wyrażać swoją tożsamość i nie tolerować ukrywania się. Dla starszych członków społeczności była to również okazja, by pokazać, że także oni nie boją się społeczeństwa, które kiedyś opuścili dla miasta. "To było wyzwolenie móc tam być ze swoimi przyjaciółmi w Podkarpaciu, nie w Warszawie, ale właśnie tam, w tej małej grupie."
Marzelina, 23-letnia mieszkanka Podkarpacia, wróciła z Wrocławia, swojego nowego domu, na Marsz Równości w Sanoku razem z Jakobem, żeby zobaczyć i wesprzeć wyjątkowe wydarzenie historyczne. "Kiedy byłam w liceum, nie przypuszczałam, że za cztery czy pięć lat będę uczestniczyć w Marsz Równości w Sanoku. To niesamowite."
W południowej części województwa podkarpackiego, niedaleko Sanoka, miasto Lesko było tzw. "strefą wolną od LGBT" przez prawie cztery lata. W kwietniu rada powiatu Lesko miała podjąć decyzję, czy zachować swoje homofobiczne prawodawstwo dotyczące LGBTQ+. Aktywiści lokalni i krajowi wysłali pytania do radnych biorących udział w głosowaniu, wzywając ich do deklaracji "Polska musi być wolna od nienawiści", wraz z publiczną petycją do społeczności, która przyciągnęła uwagę lokalnych mediów. W wyniku protestów społecznych, zbliżających się wyborów i groźby wstrzymania funduszy z Unii Europejskiej, Rada Leska odwróciła swoją homofobiczną politykę.
"Wywołaliśmy ich sumienie i dobre intencje", wyjaśnia Wiktoria Barańska, 27-letnia Polski Sojusz Pride. Wiktoria mieszka w Krakowie i, podobnie jak wielu aktywistów, podróżuje po całym kraju, organizuje demonstracje, zbiera podpisy pod petycjami i współpracuje z przedstawicielami Unii Europejskiej oraz organizatorami Marszów/Parad Równości we wszystkich 32 polskich miastach.
Wiktoria widzi pozytywy wynikające z postępu dla następnego pokolenia młodych osób LGBTQ+. "Mają zupełnie nową mentalność. Mają trudną historię za sobą, ale są bardzo dumni z siebie. Mniej odczuwają niepewność i wstyd w porównaniu z ludźmi w moim wieku. Nawet 10 lat temu było to zupełnie inaczej, a za 10 lat będzie jeszcze lepiej." Wiktoria regularnie wraca do Podkarpacia, żeby pomóc w organizacji Sanoku Marszu Równości, który odbył się nie dawno.
Mimo że minęły tylko cztery lata od pojawienia się "stref wolnych od LGBT", krajobraz kulturowy uległ zmianie, zostawiając generacyjne rozdźwięki między tymi, którzy musieli się ukrywać w szkole, a tymi, którzy teraz czują solidarność z szerszą społecznością LGBTQ+. To, co zaczęło się jako atak na pozornie łatwy cel dla rządu, przekształciło się w międzynarodowe wsparcie, eksplozję aktywizmu społecznego i zmianę narodowej dyskusji.
W tym roku jesienią Benek rozpocznie studia na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zamierza dołączyć do żywej sceny LGBTQ+ w stolicy, która przyciągnęła dziesiątki tysięcy uczestników podczas Parady Równości w czerwcu.
Dla polskiej młodzieży LGBTQ+ z pokolenia Z traumą dorastania na wschodniej wsi było tylko zobrazowanie bólu i krzywdy pozostawionej przez ich rodzinę i społeczeństwo, które ich nie akceptuje za to, kim są. "Ten cykl nie zostanie przerwany, jeśli nie będzie kogoś, kto pierwszy odważy zmienić" - mówi Marzelina.
W ramach swojego uniwersytetu założyła pierwszą organizację LGBTQ+ obejmującą innych queer osób z wsi - włącznie osób z Ukrainy. Coś, co przed pięcioma laty było dla niej niezwykle trudne, teraz dzieje się wraz z setkami innych działań aktywistycznych w całej Polsce.
Teraz, trochę ponad rok po pierwszym Marszu Równości, Sanok przeprowadzono kolejny, stał się trzecim wydarzeniem Marszem Równości w województwie podkarpackim, po stolicy - Rzeszowie i mieście Krosno. "Marsz ma na celu pokazanie widoczności LGBTQ+ także w mniejszych miastach. Tak! Również tutaj jesteśmy". Organizatorzy Krosno Pride napisali na Facebooku: "Zaledwie dwa lata temu nasza okolica była jedną z tzw. "stref wolnych od LGBT", pokażmy, że również mamy prawo żyć spokojnie w mniejszych miastach takich jak nasze".
Mimo że grupy kolektywne, takie jak Marsz Równości w Sanoku i inne organizacje LGBTQ+ w całym kraju, poczyniły duże postępy w zakresie akceptacji społecznej w Polsce, indywidualne prawa legislacyjne nadal wydają się być odległe. Z nadzieją na zmianę rządu w tegorocznych wyborach, niektórzy wierzą, że będzie to znak, że Polska jest gotowa pozbyć się tego mrocznego rozdziału i zmierzać ku większej równości - Gay Times
Indie walka o prawa osób LGBTQ - reportaż Sky News - W Indiach toczy się przełomowa bitwa, gdy aktywiści LGBTQI+ walczą o równość. Podczas gdy seks homoseksualny był nielegalny zaledwie pięć lat temu, Sąd Najwyższy rozważa teraz zalegalizowanie małżeństw jednopłciowy. Aktywiści LGBTQ+ domagają się podstawowych praw, takich jak małżeństwo i adopcja.
Tymczasem ten kraj zalewa terapia konwersyjna, która oficjalnie nie jest nielegalna, ale uważana za „wykroczenie zawodowe”, trwa pomimo niebezpieczeństw.
„Ludzie myślą, że… homoseksualizm to import z Zachodu, ale prawdą jest to, że homofobia jest z importu z Zachodu”. Prawnik Utkarsh Saxena wyjaśnia, dlaczego dziedzictwo brytyjskich praw nadal „prześladuje” społeczność LGBTQ+ w byłych koloniach.
Próby leczenia orientacji homoseksualnej, pomimo powszechnego potępienia, nadal jest praktykowane przez lekarzy w Indiach, którzy czerpią zyski z osób LGBT+, odrzuconych przez tę głęboko religijną i tradycyjną społeczność.
Chociaż w większości krajów na świecie terapie konwersyjne, które mają na celu zmianę orientacji seksualnej, zostały zdyskredytowane, to w Indiach nadal są legalne, podobnie jak w Wielkiej Brytanii czy w Polsce. Metody te mogą obejmować stosowanie leków, terapię elektrowstrząsową, a nawet przemoc.
Jednak praktyka tego rodzaju terapii przez lekarzy została zakazana, uznana za "nadużycie medyczne" w Indiach po decyzji Komisji Medycznej Indii w 2022 roku, organu regulacyjnego tej branży. Komisja wysłała pismo do wszystkich Rad Medycznych Państwowych, upoważniając je do podjęcia środków dyscyplinarnych wobec lekarzy, którzy podejmują się takich praktyk. W niektórych przypadkach, grozi im utrata licencji lekarskiej.
W celu zbadania sprawy Sky news udaję się pod przykryciem do gabinetu dr. Shriyansa Jaina, autoproklamowanego "najlepszego seksologa" w indyjskiej stolicy. Doktor Jain. Podając się za lesbijkę zainteresowana zmianą swojej orientacji seksualnej, dowiaduję się od niego o jego "lekarstwie", które rzekomo sprawi, że stanę się heteroseksualna, zmieniając hormonalny balans i "aktywność umysłu". Zapewnia mnie, że leczenie potrwa maksymalnie trzy miesiące i jest całkowicie bezpieczne. Jak może być taki pewien, że zadziała?
"Musisz zaufać swojemu lekarzowi", odpowiada, uśmiechając się życzliwie. Twierdzi, że leczył wielu homoseksualnych i lesbijek. Chociaż nie jest w stanie podać dokładnej liczby, wydaje się pewien sukcesu. Niektórzy pacjenci odczuwają zmiany już po 15 dniach. "Twoje ciało ulegnie zmianie. Zawiąże się twoja ciekawość".
Według dr. Jaina, niska odporność i nieodpowiednia dieta, takie jak jedzenie mięsa, mogą być przyczyną homoseksualności. Kręci głową, jakby rozważał wiele potencjalnych przyczyn.
"Czyli mięso może uczynić cię gejem?" - pytam, zdumiona.
"Musisz podjąć środki ostrożności w tej sprawie" - odpowiada.
Następnie zostaje przeprowadzone badanie lekarskie. Następnie zostaję skierowana do stojącej w poczekalni maszyny, która działa przez około 10 minut - wygląda jak te używane do wzmacniania mięśni i odchudzania. Duża płyta wibruje pod moimi stopami. Walczę, żeby utrzymać równowagę, kiedy moje ciało podskakuje.
Na koniec członek zespołu dr. Jaina wręcza mi trzy tubki pigułek i każe brać je codziennie. Koszt lekarstw wynosi około 150 funtów. Mówi mi, że są to ziołowe tabletki, ale poza tym nie mam pojęcia, co zawierają.
Dr. Jain nie jest jedyny, kto oferuje "leczenie" orientacji seksualnej. W innym miejscu w Delhi, mój kolega, podając się za geja, spotyka dr. SP Singha, lekarza homeopatycznego w Klinice Dr. Dilbaga.
Podczas konsultacji twierdzi, że wyleczył ponad 500 lesbijek i gejów. Według niego homoseksualizm to "psychiczna" choroba, ale jego terapia sprawi, że stanie się się "normalny" w ciągu czterech miesięcy.
"Problem tkwi w twoim myśleniu", mówi dr. Singh. "A dzięki lekom, problem zostanie rozwiązany." Podobnie jak dr. Jain, dr. Singh zapewnia, że nie będzie żadnych skutków ubocznych.
Po skontaktowaniu się z oboma lekarzami w celu uzyskania komentarza, obaj zaprzeczyli jakiejkolwiek złej praktyce. Prawdopodobnie wiele innych lekarzy oferuje podobne usługi, nie dostrzegając problemu, mimo wytycznych NMC. Oboje wydają się przekonani o swoich teoriach i lekarstwach.
NMC obejmuje medycynę nowoczesną, a ci, którzy łamią zasady, mogą naruszać szeroki zakres kwestii prawnych i etycznych podczas prób "leczenia" homoseksualizmu. Podczas gdy inne systemy mogą podążać za ich regulacjami, ogromna różnorodność medycyny alternatywnej w Indiach często podlega innej kontroli i regulacji.
Istnieje wiele różnych technik terapii konwersyjnych. Niektórzy ludzie mogą argumentować, że niektóre terapie są bardziej szkodliwe od innych i odróżniają te, które uważają za "dobrowolne".
Obecnie 25 krajów ma jakąś formę zakazu terapii konwersyjnych - niektóre z nich to jasno sformułowane zakazy ustawowe, inne nieco bardziej pośrednie.
Faktem jest, że to nie jest jedynie problem indyjski. Wręcz przeciwnie. Ale nasz pobyt w tym kraju pokazuje, że istnieje wyraźne zapotrzebowanie na takie usługi, które nadal istnieją, co ilustruje presję społeczną obecną w tej przeważająco wiejskiej i głęboko tradycyjnej nacji.
Według działaczy istnieje ogromna liczba desperackich osób i rodzin szukających prywatnie lekarzy oferujących "leczenie" orientacji seksualnej.
Wielu pacjentów i być może nawet pracowników służby zdrowia wciąż nie wie o przepisach, które zostały wprowadzone w celu powstrzymania terapii konwersyjnych. Ale w wielu aspektach Indie posunęły się dalej niż inne kraje, próbując powstrzymać tę praktykę. Działacze na rzecz LGBTQIA+ w Wielkiej Brytanii twierdzą, że kraj ten jest zbyt powolny w wprowadzeniu zakazu.
Istnieje również szansa, że Indie, gdzie homoseksualizm został zalegalizowany zaledwie pięć lat temu, mogą stać się drugim krajem w Azji, który zalegalizuje małżeństwa jednopłciowe. Podczas manifestacji w Pune, na zachodzie Indii, setki aktywistów LGBTQIA+ wyrażają swoje stanowisko przed głosowaniem Sądu Najwyższego w tej sprawie.
Rzeczywistość jest taka, że wielu ludzi wciąż nie czuje się akceptowanych, zwłaszcza ci, którzy żyją w społecznościach wiejskich. "Czujemy się mniej ludzcy, mniej włączeni i mniej częścią społeczeństwa" - mówi do mnie manifestująca kobieta.
"Jestem gejem, to jest OK. Jestem lesbijką, to jest OK" - skanduje tłum, maszerując ulicami. Ludzie w różnym wieku trzymają ręcznie robione plakaty, flagi i tęczowe parasole.
Ich przesłanie jest proste - pragną akceptacji i chcą cieszyć się podstawowymi prawami, takimi jak możliwość kupienia domu z partnerem i adoptowania dziecka.
"Szukano u mnie leczenia mojej orientacji seksualnej" - mówi Sonia Singhal, 38-letnia aktywistka, która twierdzi, że kiedy wyjawiła swoją orientację lesbijkę swojemu zmarłemu ojcu, ten zabrał ją do kapłana, który powiedział, że została opętana przez ducha mężczyzny.
Teraz, dwadzieścia lat później, nie może powstrzymać emocji, myśląc o różnicy, jaką legalizacja małżeństw jednopłciowych mogłaby przynieść w jej ojczyźnie. "Nie potrafię tego wyrazić" - mówi z łzami w oczach. "Jest tu kolejne pokolenie. Przynajmniej możemy coś dla nich zrobić".
Indie to miejsce paradoksów. Opór ciał religijnych i rządu wobec małżeństw homoseksualnych sprawia, że ich legalizacja jest w tym przypadku mało prawdopodobna. A jeśli chodzi o terapie konwersyjne, działacze twierdzą, że organ regulacyjny jest zbyt słaby, aby podjąć skuteczne działania wobec tych, którzy nadal czerpią zyski z tej praktyki.
Anjali Goplan, działaczka na rzecz praw człowieka, zgłosiła skargę na domniemane przypadki konwersji do Delhi Medical Council ponad pięć lat temu. Dwóch lekarzy zostało tymczasowo zawieszonych. "Wygląda na to, że zawód medyczny jest poza zasięgiem prawa" - mówi. "Każdy robi, co chce".
Jej zdaniem lekarzy, którzy praktykują tego rodzaju terapie, "powinno się dożywotnio pozbawiać możliwości manipulowania czyimś życiem w taki sposób".
Jednak monitorowanie tak wielu praktyków w tym ogromnym kraju, różnorodności medycyny i tajemnic w społecznościach jest trudne. Bez kryminalizacji trudno sobie wyobrazić, jak to kiedyś naprawdę zakończyć.
Według prawnika Utkarsh Saxena, homofobia, która występuje w byłych koloniach, nie jest spowodowana samą orientacją seksualną, ale wynika z historycznego dziedzictwa brytyjskich praw i wartości, które zostały narzucone na te regiony podczas kolonializmu. Saxena tłumaczy, że ludzie często błędnie myślą, że homoseksualizm został przywieziony z Zachodu, ale w rzeczywistości homofobia została "zaimportowana" z Zachodu wraz z brytyjskimi wpływami.
W czasach kolonialnych, brytyjskie prawo kryminalne wprowadziło zakazy dotyczące homoseksualnych zachowań w wielu krajach, które stanowiły część Imperium Brytyjskiego. Te ograniczenia były głęboko zakorzenione w społecznościach tych regionów i pozostały obecne nawet po odzyskaniu niepodległości. Nawet gdy wiele byłych kolonii uniezależniło się od Wielkiej Brytanii, dziedzictwo kolonialne wciąż pozostaje obecne w wielu aspektach, w tym w społecznych i prawnych normach.
Ponadto, w wielu krajach byłych kolonii, prawa LGBT+ pozostają nieuregulowane lub nawet kryminalizowane. Wiele z tych krajów nadal utrzymuje brytyjskie ustawy antyhomoseksualne, co prowadzi do prześladowań i dyskryminacji wobec społeczności LGBTQ+. W efekcie dziedzictwo brytyjskich praw utrzymuje homofobię w wielu regionach, utrudniając walkę o prawa i akceptację dla osób LGBT+.
W tym kontekście prawnik Utkarsh Saxena podkreśla potrzebę świadomości historycznego dziedzictwa i jego wpływu na współczesną sytuację społeczności LGBTQ+ w byłych koloniach. Wyjaśnia, że aby zwalczyć homofobię, konieczne jest przemyślenie i zrozumienie tła kulturowego i prawodawstwa, które wpłynęło na formowanie tych negatywnych postaw wobec osób o innej orientacji seksualnej. Tylko w ten sposób można dążyć do stworzenia bardziej równościowego i tolerancyjnego społeczeństwa dla wszystkich.
'People think...homosexuality is a western import but the truth is, homophobia is a western import.'
Lawyer Utkarsh Saxena explains why the legacy of British laws continue to 'haunt' the LGBTQ+ community across the former colonies. https://t.co/8iJkRSYt0B
Japońska gwiazda J-Popu, Shinjiro Atae, ujawnił, że jest gejem, wypuszczając nową piosenkę "Into The Light" w celu uczczenia tej ważnej chwili.
W coming-out odbył się podczas spotkania z fanami, które miało miejsce w Line Cube Shibuya w Tokio w środę (26 lipca). Przed około 2000 osób publicznością artysta otwarcie opowiedział o swojej decyzji podzielenia się swoją seksualnością publicznie oraz o wpływie, jaki chciał wywrzeć na fanów, którzy również przeżywają podobne trudności.
"Moim fanom, dzisiaj był bardzo szczególny dzień dla mnie", napisał na Instagramie po wydarzeniu. "Przez wiele lat zmagałem się z akceptacją pewnego fragmentu siebie... ale teraz, po wszystkim, przez co przeszedłem, wreszcie mam odwagę, by się wam wyznać. Jestem gejem." Następnie wyjawił, że bardzo długo zajęło mu zaakceptowanie swojej tożsamości homoseksualnej, tłumacząc: "Nawet samemu nie potrafiłem tego przyznać."
"Dopiero jednak teraz uświadomiłem sobie, że zarówno dla mnie, jak i dla osób, które mnie obchodzą, w tym moich fanów, lepiej jest żyć autentycznie, niż ukrywać się i nie akceptować tego, kim naprawdę jestem."
Shinjiro miał nadzieję, że dzieląc się swoją seksualnością, inni, którzy borykają się z podobnymi uczuciami, "odnajdą wewnętrzną siłę i przekonają się, że nie są sami".
Aby osobiście poinformować jak najwięcej fanów, piosenkarz zorganizował to wydarzenie. Dla tych, którzy nie mogli wziąć w nim udziału, obiecał opublikowanie pełnego przemówienia na swojej stronie internetowej w kolejnym dniu, dzięki czemu będzie można usłyszeć wiadomość w jego własnych słowach (dostępne będą napisy w języku angielskim).
"Kiedy myślę o mojej pracy w przemyśle rozrywkowym i wielu rzeczach, za które jestem wdzięczny, to przede wszystkim myślę o moim związku z moimi fanami" - podsumował gwiazdor J-Popu. "Z całego serca dziękuję wam za towarzyszenie mi przez te lata."
Na jego Instagramie pojawiła się fala miłości w komentarzach, a jedna z osób napisała: "Jestem tak dumny z ciebie, Shin. Bądź nadal niesamowitym człowiekiem, jaki jesteś!"
Pary osób tej samej płci będą mogły korzystać z usług brytyjskiego systemu ochrony zdrowia (NHS) na tych samych zasadach, co pary mieszane — a to wszystko dzięki wytrwałości dwóch przyszłych mam.
Megan i Whitney Bacon-Evans przez ponad dwa lata toczyły sądową batalię o możliwość skorzystania z in vitro nieodpłatnie poprzez fundusz zdrowia. Wszystko zaczęło się od tego, że lokalny oddział funduszu, by w ogóle rozważyć, czy przyzna parze prawo do in vitro na koszt państwa, wymagał od nich przejścia 12 sesji leczenia niepłodności w prywatnej klinice — za łączną kwotę 25-30 tysięcy funtów.
Wreszcie po 2,5 roku walki w sądzie para zdecydowała się wycofać skargę — a to wszystko dlatego, że lokalny oddział funduszu zdrowia zobowiązał się umożliwić parom dwóch kobiet skorzystanie z in vitro.
Dzięki sprawie Whitney i Megan kolejne pary zaczęły domagać się równego traktowania w dostępie do usług medycznych, przez co sprawą zainteresował się władze centralne. Rząd ma teraz zmienić wytyczne funduszu zdrowia tak, by zapewnić dostęp do in vitro samotnym przyszłym mamom oraz parom osób tej samej płci.
Sprawa pokazuje, że równe prawa dla wszystkich rodzin to złożony i bardzo szeroki temat, a pierwszym krokiem do usunięcia przeszkód jest wysłuchanie ludzi i ich potrzeb. Czasami władze trzeba do tego zmusić - Miłość Nie Wyklucza.
Gay USA wieści LGBT od Free Speech TV - Najstarszy program LGBT w sieci kablowej amerykańskiej pierwszy raz nadawano 1985.
Pride Today - wieści LGBT The Advocate
Queer News Tonight
Q-mmunity Network News (QNN) – Wiadomości LGBTQ z Australii
"Jestem kobietą" - powiedziała twórczyni treści, która jest najlepiej znana ze współpracy z MrBeastem w wywiadzie. Tyson powiedziała innemu YouTuberowi, Anthony'emu Padilli, "Nigdy nie powiedziałam tego publicznie, ale od ponad roku jestem w pełni pewna tej decyzji."
Wywiad na platformie YouTube zdobył już prawie 1,5 miliona wyświetleń. Tyson ma również ponad 2,6 miliona obserwujących na Instagramie, a filmy MrBeasta na YouTube mają łącznie 170 milionów subskrybentów - Tyson często występuje w tych filmach.
Tyson powiedziała, że od dłuższego czasu wiedziała, że nie jest cisgender. "Przez pewien czas określałam swoją tożsamość jako płynną pod względem płci" - wyjaśniła. - "Zastanawiałam się, co sprawia, że czuję się dwupłciowa? Co mnie łączy z tą męskością? Po długich rozmowach z terapeutą i wielu samoobserwacjach zdałam sobie sprawę, że to naprawdę była tylko presja społeczna - 'Jesteś Chrisem z MrBeast. Jesteś tym facetem, który rozpala ogniska. Jesteś tym facetem, który buduje rzeczy.' I tak przez całe życie cieszyłam się tym, co robię, ale nigdy nie czułam się naprawdę jak 'facet'".
Po wydaniu swojego nowego albumu „Feed The Beast” Kim Petras pojawiła się w Apple Music 1, aby porozmawiać z Zane'em Lowe'em. Podczas rozmowy gwiazda popu szczerze opowiedziała o swoich traumach z dzieciństwa, kiedy dorastała jako osoba trans, oraz o tym, jak do dziś pokonuje krytykę.
Podekscytowanie drugim sezonem Heartstopper wzmogło się wraz z wypuszczeniem najnowszego zwiastuna sezonu. Drugi sezon serialu dla młodzieży pojawi się w serwisie Netflix 3 sierpnia – za nieco ponad tydzień.
Dwa tygodnie temu Kelly była w Westminster w ramach jej kampanii na rzecz ustawy o siłach zbrojnych, gdzie była świadkiem publicznych przeprosin premiera i sekretarza stanu ds. obrony z Wielkiej Brytanii a dotychczasowe traktowanie weteranów LGBTQI+. Kelly będzie opowiadać o najnowszych wydarzeniach z kampanii, o tym, co dla niej znaczyły przeprosiny premiera i niektóre historie weteranów, którzy ucierpieli z powodu tak strasznego traktowania.
Jimbo rozmowa z „GMA” po wygraniu ósmego sezonu „RuPaul's Drag Race All Stars”.
Wielu czarnoskórych działaczy queer od dziesięcioleci walczy o zapewnienie równych praw społeczności LGBTQ, jednak ich nazwiska są często pomijane w podręcznikach historii. W tym roku zaczęli poświęcać im więcej uwagi — zwłaszcza po tym, jak gubernator Florydy Ron DeSantis argumentował, że historia queer i historia Czarnych nie mają ze sobą związku. Ale wielu twierdzi, że wkład czarnych aktywistów queer był kluczowy w walce o równość na przestrzeni lat.
Pojawił się pierwszy zwiastun 12 sezonu American Horror Story - 20 lipca stacja FX opublikowała otwierającą oczy zapowiedź długo oczekiwanego sezonu, zatytułowanego American Horror Story: Delicate. W serialu występują miedzy innymi Emma Roberts, Kim Kardashian czy Cary Delevingne - GT.
Rocsi Diaz z ABC News informuje o tym, jak queerowi artyści wpłynęli na branżę hip-hopową. Artyści Saucy Santana, Snow Tha Product i Big Freedia opowiadają o przeszkodach, jakie napotkali podczas przełamywania barier.
W tym tygodniu w odcinku Town Hall: A Black Queer Podcast Miss Peppermint - Bob the Drag Queen zagłębiają się w skomplikowany temat randek międzyrasowych.
Carson Kressley pamięta, jak dorastał jako gej na wsi w Pensylwanii i nigdy nie dzielił się swoją seksualnością ze swoją konserwatywną rodziną, aż do chwili, gdy „Queer Eye” miał został wyemitowany w Bravo. Zastanawia się również, w jaki sposób to doświadczenie pozwoliło mu nawiązać kontakt z innymi młodymi osobami LGBTQ+, które miały podobne doświadczenia.
Jak film Barbie ma na celu integrację i różnorodność, a także listę najbardziej kwalifikujących się kawalerów
Hari Nef, Scott Evans i Alexandra Shipp przed sesją zdjęciową dla Out Magazine.
W odcinku programu Onet Rano WIEM gośćmi Odety Moro byli Dominik Kuc - fundacja GrowSpace i Dorota Zawadzka - psycholożka.
Vlog pary gejów Michael i Matt
Transbros - vloger tematykę transpłciowości z perspektywy osób trans męskich.
Tommy i Peter - czeskie małżeństwo
Husband and Husband
Stepsof2Foreigners
Davey Wavey vlog
Vlog dwóch ojców - PJ i Thomas
Vloger Bradley Birkholzk
Dwie pastorki i żony lesbijki Ellen i Stefanie Radtke z Eime koło Hildesheim ich kanał YouTube „Anders Amen”.