poniedziałek, 26 stycznia 2026

Gus Kenworthy: „Heated Rivalry to moje życie”. Olimpijczyk porównuje Miley Cyrus do Rose Landry

Dla Gusa Kenworthy’ego Heated Rivalry okazało się czymś znacznie więcej niż kolejnym popularnym serialem. Olimpijczyk i ikona queerowej widoczności przyznał, że produkcja wstrząsnęła nim emocjonalnie — do tego stopnia, że napisał prywatną wiadomość do twórcy serialu.

„Na początku myślałem, że to po prostu erotyka. Ale trzeci odcinek wszystko zmienił” — wyznał Kenworthy.— „Byłem tak poruszony, że napisałem do twórcy. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek wcześniej zobaczył siebie na ekranie w tak znaczący, pełny sposób”.

Kenworthy otwarcie mówi o uderzających paralelach między jego własnym życiem a historią bohaterów Heated Rivalry. Szczególnie silnie utożsamił się z postacią Scotta Huntera — mężczyzny, który pragnie żyć w prawdzie, ale czuje, że okoliczności mu na to nie pozwalają.

„On chciał się ujawnić, ale naprawdę czuł, że nie może — ze względu na swoją sytuację. To byłem ja przez tyle lat” — powiedział.— „Miałem to samo pragnienie: być zakochanym, być publicznym, nie musieć się ukrywać”.

Jednym z najbardziej poruszających momentów jego wypowiedzi było odniesienie do sekretnego związku z kobietą, który — jak mówi — przypominał wątki z serialu.

„Miałem tajną relację, potajemne spotkania i hookupy. A Miley Cyrus była moją własną Rose” — przyznał bez ogródek.

Kenworthy odnosi się do okresu, w którym był łączony z Miley Cyrus — relacji medialnej, głośnej, symbolicznie „idealnej” z perspektywy heteronormatycznego świata.

„To była ta osoba, z którą powinieneś być, jeśli jesteś hetero: sławna, piękna, utalentowana” — tłumaczy.— „I chociaż trochę tego chciałem, to nie było to samo, co bycie z facetem”.

Słowa Kenworthy’ego pokazują, jak ogromną rolę odgrywa autentyczna queerowa reprezentacja — taka, która nie jest uproszczona, fetyszyzowana ani sprowadzona do sensacji.

Heated Rivalry nie tylko opowiada historię miłości. Dla wielu — jak dla Kenworthy’ego — staje się lustrem, w którym widać lata tłumionych pragnień, strachu, kompromisów i cichej tęsknoty za życiem bez ukrywania się.

„To było moje życie” — mówi wprost. I właśnie dlatego ten serial trafia tak głęboko.

1 komentarz:

  1. Zadziwiające, że serial na podstawie raczej mało ambitnych powieści dla kobiet ma taki oddźwięk.

    OdpowiedzUsuń