wtorek, 27 stycznia 2026

Kontrowersje wokół wypowiedzi polityków PIS. Polityczna burza po śmierci Alexa Prettiego w USA

Nowy sondaż Reuters/Ipsos pokazuje, że aprobaty dla polityki imigracyjnej Donalda Trumpa osiągnęły najniższy poziom od jego powrotu do prezydentury. Większość Amerykanów uważa, że jego zaostrzone działania wobec imigrantów posunęły się zbyt daleko.

Wypowiedzi europosła PiS Dominika Tarczyńskiego, w których publicznie chwalił działania amerykańskiej agencji Immigration and Customs Enforcement (ICE), wywołały w ostatnich dniach falę oburzenia. Szczególne kontrowersje wzbudziło jego poparcie dla funkcjonariuszy, którzy w Minneapolis zastrzelili 37-letniego obywatela Stanów Zjednoczonych, Alexa Prettiego – pielęgniarza i uczestnika protestu przeciwko działaniom służb imigracyjnych.

Do sprawy odniósł się w poniedziałek 26 stycznia poseł Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Matecki, otwarcie stając po stronie Tarczyńskiego. „Nikt mi nie będzie mówić, co mam o kim myśleć. Pełne poparcie dla Dominika Tarczyńskiego” – napisał parlamentarzysta w mediach społecznościowych. Dodał również, że Polska powinna dążyć do stworzenia formacji podobnej do ICE, określając walkę z nielegalną migracją jako konieczną i wymagającą „twardych działań”.

Matecki poszedł o krok dalej, przedstawiając pakiet radykalnych propozycji. Wśród nich znalazły się m.in. jednostronne wypowiedzenie unijnego Paktu Migracyjnego, ostre ograniczenie legalnej migracji z krajów spoza Europy, w tym krajów muzułmańskich, a także pełna odpowiedzialność agencji zatrudnienia i uczelni za sprowadzanych do Polski cudzoziemców. Poseł zaproponował również wzmocnienie uprawnień wojska i Straży Granicznej, w tym prawo do użycia broni na granicach, oraz surowe traktowanie organizacji pozarządowych wspierających migrantów, które nazwał wprost „terrorystami”. Jego wpis zilustrowało wspólne zdjęcie z Dominikiem Tarczyńskim.

Sprawa śmierci Alexa Prettiego wywołała ogromne emocje także w samych Stanach Zjednoczonych. Nagrania z miejsca zdarzenia podważają oficjalną narrację administracji Donalda Trumpa, według której funkcjonariusze mieli działać w samoobronie. W obliczu protestów i krytyki opinii publicznej Biały Dom zapowiedział wycofanie części federalnych funkcjonariuszy z Minneapolis.

Gdy PIS powróci to władzy to czeka Polskę pałowanie, bicie, mordowanie, ich wcześniejsze rządy jak atakowała policja np uczestniczki strajku kobiet były bite, aktywiści prześladowani.

Gwiazdy z Hollywood sprzeciwiają się Trumpowi. 

Amerykański aktor John Stamos, znany m.in. z kultowego serialu Full House, publicznie skrytykował działania amerykańskiej agencji Immigration and Customs Enforcement (ICE), które – jego zdaniem – przekraczają granice człowieczeństwa. Aktor opublikował ręcznie napisane oświadczenie na Instagramie, w którym podkreślił, że milczenie wobec tego, co obserwuje, „nie wydaje się właściwe” i że komentarze typu „zostań w swojej roli, aktorze” nie mają zastosowania, gdy w grę wchodzi podstawowa ludzka godność. 

Stamos zaznaczył, że zwykle unika angażowania się w politykę, ale sytuacja wokół ICE – która w ostatnich tygodniach znalazła się pod ostrą krytyką po serii śmiertelnych interwencji w Minneapolis – skłoniła go do zabrania głosu. „Kiedy ludzie są traktowani jak zagrożenia, a nie jak ludzie, kiedy strach staje się taktyką – coś jest zepsute” – napisał w swoim liście. Aktor dodał, że „wygląda na to, że źli ludzie wygrywają” i że „najmniej, co możemy zrobić, to nie odwracać wzroku”. 

Ta wypowiedź pojawiła się w momencie, gdy temat działań ICE stał się głośny w mediach i wśród publicznych postaci. W ostatnich tygodniach agenci ICE i Border Patrol zostali skrytykowani po tym, jak 37-letni pielęgniarz Alex Pretti został zastrzelony przez funkcjonariusza w Minneapolis, a poprzednio na początku miesiąca śmierć z ich rąk poniosła także Renee Good. Choć władze federalne podkreślają, że mieli podstawy prawne do użycia siły, relacje świadków i nagrania wideo budzą poważne wątpliwości co do ich wersji wydarzeń, co doprowadziło do szerokiej krytyki oraz apeli o dokładne i niezależne śledztwo. 

Stamos dołączył tym samym do rosnącego grona artystów i celebrytów, którzy publicznie skrytykowali postępowanie federalnych służb imigracyjnych – m.in. Olivię Rodrigo, Jamie Lee Curtis, Marka Ruffalo czy Pedro Pascala – którzy także na społecznościowych platformach wyrażali oburzenie wobec śmierci Prettiego i innych ofiar. 

Jego stanowisko odbiło się szerokim echem w mediach społecznościowych i wśród komentatorów, pokazując, że nawet osoby znane raczej z działalności artystycznej czują potrzebę zabrania głosu w obliczu tego typu tragedii. 

Hollywoodzka ikona Glenn Close zabrała głos po zabójstwie 37-letniego Alexa Prettiego w Minneapolis, nie szczędząc ostrych słów wobec Donalda Trumpa i ruchu MAGA. W emocjonalnym wystąpieniu aktorka stwierdziła, że pod rządami obecnej administracji amerykańska demokracja jest „systematycznie rozpruwana i rozbierana na części”, a jej fundamenty – niszczone przez okrucieństwo, hipokryzję i strach.

– Po tym, co znowu wydarzyło się w Minneapolis, poczułam, że muszę coś powiedzieć – mówiła Close, zaznaczając, że od miesięcy obserwuje sytuację w USA z zagranicy. – Patrzę, jak nasza demokracja jest rozmontowywana razem z instytucjami, które – choć nigdy nie były idealne – stabilizowały społeczeństwo i wspierały obywateli.

Aktorka nie kryła oburzenia działaniami władz i służb federalnych. W swojej wypowiedzi mówiła o „okrucieństwie, nieludzkości, arogancji, zachłannej korupcji i tchórzostwie”, a także o „zimnokrwistym zabijaniu amerykańskich obywateli”. Jej słowa padły w kontekście rosnącej krytyki wobec ICE po śmierci Prettiego oraz wcześniejszych ofiar interwencji służb imigracyjnych.

Close wyraziła również głęboki niepokój związany z przemocą i powszechnym dostępem do broni w USA. Jej zdaniem atmosfera strachu i agresji może prowadzić do eskalacji przemocy, a działania ICE mogą być odbierane przez część społeczeństwa jako przyzwolenie na brutalne zachowania.

W dalszej części wystąpienia aktorka przypomniała ideały, na których zbudowano Stany Zjednoczone. – Demokracja jest najbardziej ambitną formą rządów, bo wymaga udziału wszystkich dla dobra wspólnego – mówiła, przywołując zasadę E pluribus unum. Podkreśliła, że choć demokracja nigdy nie była doskonała, jej sednem jest równość oraz prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia – a nie do wrogów czy bogactwa kosztem innych.

Na zakończenie Glenn Close wyraziła przekonanie, że amerykańskie społeczeństwo zaczyna się budzić. – Czuję, że wielkie amerykańskie ciało polityczne zaczyna się poruszać i dostrzegać, co próbuje zrobić ta administracja. I zapamiętajcie moje słowa – za to będzie cena – powiedziała.

Jej wystąpienie wpisuje się w coraz głośniejszy sprzeciw ludzi kultury wobec działań administracji Trumpa i federalnych służb. Dla wielu komentatorów głos Glenn Close jest symbolem rosnącego oporu i sygnałem, że temat przemocy państwowej oraz kondycji demokracji w USA przestaje być domeną wyłącznie polityków.

Podczas trwającego festiwalu Sundance kolejne gwiazdy Hollywood zabrały głos w sprawie działań amerykańskich służb imigracyjnych. Tym razem wyjątkowo mocne słowa padły z ust Edwarda Nortona i Olivii Wilde, którzy wprost skrytykowali ICE, określając ją jako strukturę działającą przeciwko własnym obywatelom.

Edward Norton, promując swój nowy film The Invite, nie ukrywał oburzenia. – „Żyjemy w czasach, w których pytanie brzmi: co zrobimy z masowymi strzelaninami Gestapo wobec amerykańskich obywateli?” – powiedział aktor. – „Siedzimy tu i rozmawiamy o kinie, podczas gdy nielegalna armia jest montowana przeciwko obywatelom Stanów Zjednoczonych” – dodał, nawiązując wprost do działań ICE.

Podobnie stanowcza była reżyserka i aktorka Olivia Wilde, która na czerwonym dywanie nie kryła emocji. – „Świętujemy dziś coś pięknego i pełnego nadziei w opowiadaniu filmowych historii, ale świat bardzo cierpi, a ten kraj cierpi” – mówiła. – „To jest przerażające i oburzające”.

Wilde poszła jeszcze dalej, nazywając ICE „niewiarygodnie przestępczą organizacją”. – „Jestem zszokowana i zniesmaczona. Nie możemy kolejnego dnia udawać, że to jest nasza nowa normalność. To skandal. Ludzie są mordowani” – podkreśliła. Zaznaczyła również, że nie chce przyzwyczajać się do oglądania przemocy i śmierci w internecie czy mediach. – „Jeśli możemy zrobić cokolwiek, by delegitymizować ICE i wyrzucić ją z życia publicznego, powinniśmy to zrobić” – dodała.

Aktorka zwróciła też uwagę na rosnące protesty w całych Stanach Zjednoczonych. – „Wielu Amerykanów zabiera głos. Widzimy marsze w całym kraju. Bycie protestującym jest dziś niebezpieczne, a mimo to ludzie wychodzą na ulice. To jest niezwykle inspirujące” – mówiła.

Wypowiedzi Nortona i Wilde wpisują się w coraz szerszy sprzeciw środowisk artystycznych wobec działań administracji Donalda Trumpa i federalnych służb imigracyjnych. Choć ich głos wywołuje wściekłość w kręgach MAGA, aktorzy podkreślają, że nie wypowiadają się jako celebryci, lecz jako obywatele zaniepokojeni kierunkiem, w jakim zmierza ich kraj. Dla wielu Amerykanów są oni dziś megafonem powszechnego poczucia gniewu i strachu przed rozpadem podstawowych zasad państwa prawa.

Kristen Stewart nie ukrywa, że coraz trudniej jest jej funkcjonować w Stanach Zjednoczonych. W rozmowie cytowanej przez *The London Times* aktorka przyznała, że „prawdopodobnie nie zostanie w Ameryce”, a sytuacja polityczna pod rządami Donalda Trumpa sprawia, iż – jak to ujęła – „rzeczywistość całkowicie się rozpada”.

– Nie mogę pracować swobodnie w Stanach – powiedziała Stewart. Jednocześnie podkreśliła, że nie chce całkowicie rezygnować z relacji z amerykańską publicznością. Jej plan? Skupić się na pracy w Europie, a gotowe filmy „wciskać Amerykanom do gardeł”, konfrontując ich z inną wizją świata i rzeczywistości.

Aktorka zaznaczyła, że choć Trump w jej ocenie brutalnie narzuca własną narrację, warto „wziąć z niego jedną lekcję” – aktywnie tworzyć rzeczywistość, w której chce się żyć, zamiast biernie ją akceptować. Dla Stewart kino pozostaje właśnie takim narzędziem oporu i wolności twórczej.

Jej słowa wpisują się w rosnącą falę krytyki administracji Trumpa ze strony ludzi kultury. Coraz więcej artystów otwarcie mówi o ograniczeniach wolności, atmosferze strachu i presji politycznej w USA, a także o rozważaniu pracy poza krajem. W przypadku Kristen Stewart Europa jawi się nie jako ucieczka, lecz jako alternatywna przestrzeń twórcza – z której, jak zapowiada, nadal zamierza prowadzić dialog z amerykańskim społeczeństwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz