„Klub Bez Pożądania nie jest przestrzenią jednorodną. Łączy ludzi o różnych pragnieniach, orientacjach i modelach relacji” — pisze Maria Popov. Już to jedno zdanie odsłania radykalne sedno jej książki: manifest dla wszystkich, których libido pojawia się późno, migocze nieregularnie albo pozostaje na niskim, tlącym się poziomie.
Popov depatologizuje niskie lub aseksualne pożądanie i nadaje mu status pełnoprawnego stanu egzystencjalnego. Odrzuca przekonanie, że ktokolwiek jest winien seks — partnerom, relacjom czy społeczeństwu. W świecie, w którym seksualność funkcjonuje jako obowiązek, dowód dojrzałości i norma zdrowia psychicznego, autorka stawia wyraźny kontrargument: brak pożądania nie jest indywidualną porażką, lecz reakcją na struktury władzy, kapitalizm, wyczerpanie i presję konformizmu.
Późny rozkwit bez wstydu
Popov, znana z ośmioletniej działalności edukacyjnej w formacie „Auf Klo” (dotyczącym seksu, relacji i zdrowia psychicznego), w książce „Kein Bock Club” (wyd. kiwi space, październik 2025) otwarcie określa swój projekt jako „manifest późnego rozkwitu — dla tych, którzy nigdy nie zapłonęli, i dla tych, których ogień z czasem przygasł”.
Autorka rozbraja pojęcie „późnego rozkwitu” jako zewnętrzną, normatywną etykietę. Przypomina, że wiele osób queer rozpoczyna życie seksualne później — nie z braku dojrzałości, lecz z powodu heteronormatywnych osi czasu, które produkują presję i wstyd. Queerowe temporalności i alternatywne ścieżki rozwoju traktowane są tu jako oczywistość, a nie odstępstwo od normy.
Gdy przyjemność staje się obowiązkiem
Jednym z kluczowych argumentów książki jest teza, że pożądanie jest reaktywne, zależne od kontekstu i nigdy nie jest automatyczne. To, co brzmi banalnie, okazuje się wywrotowe w świecie przesyconym seksualnymi scenariuszami i presją performansu.
Popov krytykuje allonormę, która patologizuje aseksualność i czyni seks warunkiem społecznej akceptacji — także wewnątrz społeczności queer. Demaskuje patriarchalne narracje: mit dziewictwa, kompleks „dziewica–dziwka” oraz wstyd jako narzędzie kontroli, w którym ciało staje się ekranem projekcyjnym społecznych oczekiwań.
W kontrze do tego autorka proponuje normalizację braku przyjemności — gest radykalny w świecie, który przekształcił przyjemność w moralny obowiązek.
Samostanowienie zamiast maksymalizacji
Perspektywa Popov pozostaje jednocześnie analityczna i ironiczna. Autorka kwestionuje uproszczone narracje seks-pozytywności, podkreślając, że więcej seksu nie oznacza automatycznie większej emancypacji. Krytykuje neoliberalne zawłaszczanie języka wyzwolenia oraz analizuje współczesne napięcia wewnątrz feminizmu, w tym stanowiska radykalne i transfobiczne.
Relacje — argumentuje Popov — nie muszą być seksualne, a „friendzone” ujawnia się jako popkulturowa patologia. Intymność nie jest transakcją ani nagrodą, lecz spotkaniem. Autorka dekonstruuje hierarchię seksu i miłości, zachęcając do queerowego myślenia o bliskości — nie przez pryzmat maksymalizacji doznań, lecz samostanowienia i różnorodności.
Męskość, władza i prawo do „nie”
Książka podejmuje także temat płci, męskości i władzy. Mit wiecznego męskiego pożądania zostaje obnażony jako konstrukt społeczny, a presja seksualna — jako efekt norm, nie biologii. Również geje funkcjonują pod presją bycia „zawsze napalonymi”, młodymi i atrakcyjnymi.
Popov opowiada się za miękką, wrażliwą męskością — jednocześnie polityczną i głęboko ludzką. Brak pożądania jawi się tu jako logiczna odpowiedź na system permanentnej optymalizacji, cyfrowej nadstymulacji i presji wydajności. Wycofanie się, stawianie granic i mówienie „nie” stają się aktami oporu, a „decentralizacja seksu” — praktyką polityczną.
Queerowość poza libido
Queerowa siła „Klubu Bez Pożądania” tkwi w jego zdolności do uczynienia widzialnymi alternatywnych temporalności, modeli przyjemności i form relacji. Aseksualność i brak pożądania nie są tu marginesem, lecz pełnoprawnymi doświadczeniami, które podważają normy — także te funkcjonujące wewnątrz społeczności queer.
Choć momentami książka bywa rozwlekła i powtarzalna, jej przekaz pozostaje jednoznaczny i radykalny: brak pożądania nie jest słabością, seks nie jest obowiązkiem, a queerowość nie jest kwestią libido.
Maria Popov proponuje queerowo-feministyczny manifest, który ma odwagę celebrować „brak pożądania” jako postawę emancypacyjną — spokojną, nieefektowną i właśnie dlatego politycznie wywrotową.
źródło Queer.de

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz