środa, 8 czerwca 2011

Historia Parady równości

 Polska historia Gay Pride który nazywa się u nas marsz czy parada równości. Pomysłodawcą twórcą pierwszej Parad Równości jest Szymon Niemiec, były prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury w Polsce. W latach 2005-2010 organizacją Parady zajmowała się specjalnie w tym celu powołana Fundacja Równości, który upadł w nie sławie intryg. Od roku 2011 organizacją Parady Równości Szymon Niemiec przejął i dał stworzony Komitet Organizacyjny – nieformalne zrzeszenie osób prywatnych oraz przedstawicieli organizacji, partii, mediów, fundacji itp. W latach 2001, 2002 i 2003 1 maja na ulicach Warszawy organizowany były przemarsz osób sprzeciwiających się "dyskryminacji mniejszości seksualnych". W 2004 i też 2005 roku były prezydent miasta Warszawy, Lech Kaczyński, zakazywał organizowania Parad Równości.
Pierwsza parada Równości fragment dokumentu ambasador:  
video
Lecha Kaczyńskiego, zmierzające do zablokowania Parady, spotkały się z protestem dużej części społeczeństwa oraz części polityków. Lech Kaczyński i wspierający go politycy zakaz Parady tłumaczyli względami bezpieczeństwa i możliwymi zamieszkami prowokowanymi przez przeciwników Parady oraz zakaz motywowano również prywatnymi poglądami polityków.

Ponieważ władze Warszawy wydały Fundacji Równości zakaz przeprowadzenia Parady, alternatywni organizatorzy ogłosili serię Wieców Równości, których nie można było zablokować formalną decyzją administracyjną. Pomiędzy wiecami zamierzano zorganizować nieoficjalny przemarsz. Nie wydano zakazu jedynie na dwa wiece, co władze Warszawy ponownie uzasadniły względami bezpieczeństwa na ten sam dzień zaplanowano kontrmanifestacje organizacji prawicowych pod nazwą "marsz normalności".


W Paradzie zakazanej według policji wzięło udział około 2,5 tys. osób, zdaniem organizatorów – 10 tys., w tym wielu polityków lewicy, takich jak nieżyjąca już wicepremier Izabela Jaruga-Nowacka, wicemarszałek Sejmu dziś przy pałacu prezydencki Tomasz Nałęcz, senatorzy Maria Szyszkowska i Kazimierz Kutz, a także Claudia Roth i Volker Beck (niemieccy parlamentarzyści z partii Zielonych).

Parada ta spotkała się dużymi protestami zorganizowane przez Młodzież Wszechpolską i próbami zablokowania; manifestanci zostali obrzuceni jajkami. Podczas parady zatrzymano 20 kontrmanifestantów, którzy według policji próbowali doprowadzić do starć z uczestnikami parady. Ranne zostały także dwie uczestniczki Parady.

W związku z Paradami przyjazd tez przez przecinków naszych zapraszano do Polski homofobów  miedzy innymi pastor Åke Green, skazany w 2004 roku za 'nawoływanie do nienawiści wobec osób homoseksualny'. Pastor prezentował krytyczne stanowisko wobec Parady.

Po Paradzie Równości władze Warszawy oraz część polityków prawicowy skrytykowała zachowanie policji, która ochraniała, ich zdaniem, nielegalną demonstrację.

Rzecznik Praw Obywatelskich Andrzej Zoll na wniosek Magdaleny Środy, Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, 30 czerwca 2005 roku wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie przepisów, na które powołał się Prezydent, za niezgodne z Konstytucją. Rozprawa odbyła się 18 stycznia 2006 roku pod przewodnictwem Ewy Łętowskiej. Trybunał orzekł, że przepis, na który prezydent Kaczyński powołał się, zabraniając demonstracji, jest niezgodny z Konstytucją w takim zakresie, w jakim narusza on wolność do zgromadzeń.

18 stycznia 2006 roku Parlament Europejski wystąpił z rezolucją potępiającą wszelką dyskryminację ze względu na orientację seksualną oraz wezwał państwa członkowskie Unii Europejskiej i Komisję Europejską do potępienia homofobii i jej objawów, a także podjęcia działań mających na celu ich zwalczanie.

3 maja 2007 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że władze Warszawy naruszyły Europejską Konwencję Praw Człowieka, zakazując przeprowadzenia Parady Równości w 2005 roku.


Parada Równości w 2006 roku odbyła się 10 czerwca, z pod Sejmu z udziałem około 3000 osób. Podczas marszu klubowa muzyka. Niesiono transparenty: 'Każda miłość jest świętością', 'Model rodziny – Jarek plus kot', 'Homofobia szkodzi'.

Udział w marszu wzięli także znani politycy centrum i lewicy: Jan Kułakowski, Marcin Święcicki, Ryszard Kalisz, Joanna Senyszyn, Marek Borowski, Magdalena Mosiewicz, Dariusz Szwed, Piotr Musiał. Przyjechała też duża grupa uczestników z zachodniej i północnej Europy, m.in. z Niemiec, Szwecji, Finlandii i Holandii. Obecny był również konserwatywny eurodeputowany ze Szwecji Christofer Fjellner, który powiedział: 'Znałem Polskę jako kraj tolerancji. Dlatego zdziwiły mnie wypowiedzi Wojciecha Wierzejskiego nawołujące do nietolerancji wobec mniejszości. To zwyczajna głupota, a nie konserwatyzm'.

 Parada Równości w roku 1007, tym razem pod hasłem 'Kochaj bliźniego swego', przeszła ulicami Warszawy 19 maja. Wedle szacunków policji, wzięło w niej udział około 4 tys. osób. Parada – jak mówili jej organizatorzy – miała przypominać o tym, że prawa człowieka są uniwersalne i przysługują wszystkim, także mniejszościom seksualnym. Wśród uczestników byli polscy i zagraniczni politycy, gośćmi Parady była Maria Janion, Magdalena Środa oraz Kazimiera Szczuka.

Parada Równości 2008 odbyła się 7 czerwca pod hasłem 'Żyj, Kochaj, Bądź!'. Było bezpiecznie i bez szczególnych incydentów. Parada Równości wyruszyła z placu Bankowego, a zakończyła się w Alejach Ujazdowskich pod Kancelarią Premiera. W Paradę włączyła się symbolicznie ambasada Wielkiej Brytanii, przed którą zawisła tęczowa flaga, na maszcie, na którym zazwyczaj wisi flaga Unii Europejskiej.

W manifestacji wzięli udział m.in. Krystian Legierski, Kinga Dunin, Michał Piróg, Jacek Poniedziałek oraz Tomasz Raczek. Z polityków był Marek Borowski. Według organizatorów w paradzie uczestniczyło 7-8 tysięcy osób.

Podczas Festiwalu Dni Równości miało miejsce uroczyste rozdanie nagrody Hiacynt, przyznawanej przez Fundację Równości za zasługi na rzecz tolerancji, równouprawnienia i walki z dyskryminacją. W roku 2008 laureatami nagrody zostali Marzanna Pogorzelska – nauczycielka z Kędzierzyna-Koźla oraz Reni Jusis, Dorota Wellman i Marcin Prokop, Stefania Grodzieńska i Piotr Pacewicz.


W 2010 Parada Równości była połączona z paneuropejską paradą Europride. Hasło parady: równość, wolność i tolerancja, nawiązujące do tradycji rewolucji francuskiej, jak mówił Tomasz Bączkowski, prezes Fundacji Równości. Jednym z celów polityczno-prawnych uczestników było domaganie się legalizacji związków partnerskich i ustawy antydyskryminacyjnej.

Organizatorzy warszawskiej Europride, która w 2010 zastąpiła Paradę Równości, otworzyli w Warszawie przy ul. Nowy Świat 63 tzw. Pride House w którym goście i uczestnicy mogli się spotkać na organizowanych tam ekspozycjach, odczytach, dyskusjach. Był to jednocześnie punkt informacyjny o samej paradzie, którego koordynacją i zarządzaniem zajmowała się Kampania Przeciw Homofobii.

Dla większości społeczności LGBT Europride katastrofą  krytycznie mówili Łukasz Pałucki o paradzie: "Miały być dziesiątki a nawet setki tysięcy osób a skończyło się na 8 tysiącach z czego tylko połowę stanowili Polacy. Europride miała być promocją Warszawy a okazała się klapą i kompromitacją wszystkich zaangażowanych stron. Była masa błędów organizacyjnych jednak najciekawsze działo się za kulisami…"

Też twórca parady równości Szymon Niemiec, krytycznie o paradzie: "... O tym, że Warszawa będzie gościć w 2010 roku największą europejską paradę lesbijek i gejów było wiadomo od 3 lat. W każdym normalnie funkcjonującym kraju czas ten wystarczyłby na przygotowanie naprawdę dobrego wydarzenia będącego nie tylko miejscem zabawy i komercyjnej rozrywki, ale przede wszystkim manifestem politycznym i społecznym. By jednak to osiągnąć potrzeba nie tylko normalnego kraju, ale także dobrej organizacji. Rok temu EuroPride odbywające się w dużo mniejszym od Warszawy mieście pojawiło się ok 250 000 ludzi. Według szacunków Policji i obecnych podczas imprezy dziennikarzy w Warszawskiej paradzie wzięło udział od 8 do 12 tysięcy ludzi. Czyli mniej więcej tyle samo, co w zakazanej w 2005 roku Paradzie Równości. Tak więc frekwencyjnie mieliśmy spektakularną porażkę."

Sergiusz Wróblewski senior aktywizmu LGBT Polski komentarz: "Wygrali uczestnicy manifestacji, bo z pewnością dobrze się bawili i czuli tę dumę, która towarzyszy uczestnikom parad na Zachodzie. Wygrali chłopcy z ONR-u i innych organizacji nacjonalistycznych, bo mogli pokazać, że są. Wygrali politycy SLD, bo znowu zaistnieli medialnie. Wygrała, mimo wszystko, Warszawa jako miasto, ponieważ wiele serwisów informacyjnych na świecie zaczynało się właśnie od informacji na temat Europride.

 Przegrały władze Warszawy, które umyły ręce od współpracy przy organizacji Europride, wystawiając się na pośmiewisko. Jeszcze nigdy w historii Europride żadne europejskie miasto nie odmówiło organizatorom takiej współpracy. Takie zachowanie wyraźnie wskazuje, że na wschodzie Europy mamy do czynienia z innymi standardami cywilizacyjnymi. Nierozsądna była też zgoda na kontrmanifestacje, o których było wiadomo, że nie będą mieć pokojowego przebiegu, a pokrywają się z trasą parady.

Przegrała prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz nie otwierając Europride, tak jak jest to przyjęte w cywilizowanych krajach zachodniej Europy. Przegrała rzeczniczka ds. równości z warszawskiego ratusza, której za kuriozalne tłumaczenie, dlaczego nie pójdzie na paradę, należą się Złote Usta roku. Jednym słowem totalna kompromitacja władz stolicy.

Przede wszystkim przegrali jednak organizatorzy Europride 2010. Czy można za sukces uznać obecność 8 tysięcy uczestników, podczas gdy na dorocznych polskich paradach w szczytowym momencie bywało po 5 tysięcy osób, a chociażby w Zurychu w ub. roku paradowało ponad 100 tysięcy osób! Organizatorzy zrobili jednak wiele, aby zniechęcić do siebie część gejowskich mediów i kompletnie położyć na łopatki politykę informacyjną. Nie było wystarczającej informacji o Europride w kraju ani też za granicą. Nie może więc dziwić, że niewiele osób wiedziało o imprezie, a jeszcze mniej na nią przyjechało. . Nieudolna polityka informacyjna, a właściwie jej brak, to kardynalny grzech organizatorów. Celowo pomijam tutaj kontrowersje dotyczące finansowania Europride 2010, bo na dodatkowe pytania przyjdzie zapewne jeszcze czas. Z drugiej strony zastanawiam się, czy taka niewielka reklama Europride 2010 nie była działaniem zaplanowanym, gdyż dzięki temu organizatorzy uniknęli totalnej katastrofy."

Tak doszliśmy do tego roku gdzie już tą sobotę odbędzie parada miała już na początku katastrofy jak np zaproszenie Młodzieży wszechpolskiej,  plusy i minusy komitetu parady równości 2011, jak wyjdzie to zależy od nas, na pewno nie bojkotować jaka jest będzie parada do będzie zależeć od nas uczestników.

Parada równości nie zgadzamy się w nie który sprawa ale to nasze święto, myślimy inaczej myślimy i mamy poglądy inne tym dniu bądźmy razem, może nie jest idealnie ale cieszmy że jest parada może nie być wcale jak się robi to w inny krajach jak np w Rosji.

Warto iść na paradę wiadomo jak media informują więcej do pokazuje przeciwników niż naszą paradę. Część narzekają na parady nic nie daję daję ale najczęściej moto parady zawsze ginie w zamieszaniu organizowany przez przeciwników parady. Inaczej jest na marsza i paradach niż media pokazują, trzeba przeżyć i zobaczyć niż obrażać.

 Kilka poprzedni wideo z parad równości: 

0 komentarze:

Prześlij komentarz