sobota, 14 marca 2009

jacy jesteśmy


Homoseksualiści budzą nielada zainteresowanie wśród społeczeństwa, którego stali się marginesem. Zdania na ich temat są bardzo zróżnicowane, niektórzy sądzą, że to nieuleczalna choroba, inni, że nie warto robić coś wbrew sobie. Jaka jest prawda, czy dobrze oceniamy 'społecznych odmieńców'?
W ten sposób podważa się funkcjonowanie podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina, obniża jej autorytet, zrównując w prawach w dziwacznym, w świetle wiedzy przyrodniczej, związkiem i ośmiesza termin "małżeństwo"." od kiedy to homo są odpowiedzialni za rozwody w małżeństwach hetero? Hetero sami ośmieszają ten termin małżeństwo.
Wszyscy rodzice popełniają błędy, ale środowiska heteroseksualne nie lansują patologii, przeciwnie starają się ją zwalczać w przeciwieństwie do homoseksualistów, którzy w zaślepieniu forsują własną chorobę jako społeczną normę. Takie patologi jak pedofilia rodzina że ojciec robi to z córką a wszyscy milczą lub mówią po sama tego chciała czy matka sprzedaję córke za wódke matki koledzy gwałdzą córke jej za wódke do normalne? boją się hetero patrzeć na siebie po wystraszą się że są gorsi do lepiej krytykować inny niż siebie. Na świecie pierwsze dzieci adoptowane przez homo rodziny dorastają już do pełnej dorosłości i nie widać w nich żadnych różnic pod względem fizycznym ani psychicznym w porównaniu do osób wychowywanych w rodzinach hetero.
We współczesnym modelu społeczeństwa, kto jest 'inny' zostaje poddany stałym obserwacjom, chytrym spojrzeniom i... grozi mu brak akceptacji. Dlaczego? Ponieważ większość boi się zmian i tego, co odmienne. Homoseksualiści oddaleni są od ludzi 'normalnej' a raczej dominującej orientacji seksualnej, stają się wyklęci z elity i posiadają ustaloną z góry opinię.
17 maja 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), działająca na szczeblu międzynarodowym w ramach ONZ i skupiająca 193 kraje członkowskie, wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Stwierdziła również, iż żadna orientacja seksualna (w tym homoseksualna) nie powinna być przez nikogo traktowana jako zaburzenie.
Nie wszyscy jednak są takiego zdania, ludzie sądzą, że homoseksualizm jest czymś złym, chorobą, która budzi wstręt, obrzydzenie, która istniała i zawsze będzie istnieć. Wzmianki o tej 'chorobie' znajdują się nawet w Biblii. W starożytnej Grecji miłość pomiędzy mężczyzną a mężczyzną uważano za coś bardziej wartościowego, niż miłość kobiety do mężczyzny.
W dzisiejszych czasach temat ten zdobywa coraz szersze zainteresowanie, szczególnie wśród młodzieży. Pewna z matek stwierdziła: Nie mam nic przeciwko homoseksualistom, co obchodzi mnie ich popęd seksualny? Natomiast nie mogę się pogodzić z tym, że zakładają oni rodzinę i wychowują dzieci, które nie powinny wychowywać się w takim środowisku. Mogą być narażone na prześmiewki ze strony rówieśników, a co gorsza, w przyszłości stać się takimi jak swoi 'rodzice'...
A czy większość z nas zastanawiała się, jak to jest być dzieckiem wychowywanym w takim otoczeniu? Cierpieć za tzw 'błędy' rodziców, stać się odrzutkiem, nie ze względu na siebie, lecz na nich? Prowadzi to do wielu tragedii i konfliktów, często niepotrzebnych. Czy byłoby tak, gdybyśmy zaakceptowali homoseksualizm jako coś normalnego? tylko dlaczego dzieci żle czują się przez dorosły po wynosią do z domu słuszą jak rodzice mówią 'pedały' 'lesby' do dzieci też będą mówić tak samo jak Desmond Tutu powiedział rodzić "Rodzic, który wychowuje swoje dziecko na rasistę niszczy i jego, i społeczność, w której żyje, i nasze nadzieje na lepszy świat. Rodzic ucząc swoje dziecko, że istnieje tylko jedna orientacja seksualna oraz, że wszystko inne jest złe, zaprzecza naszemu i ich własnemu człowieczeństwu"
Ci 'inni' również są ludźmi, mają swoje pragnienia i marzenia, mimo że przez społeczność są spostrzegane jako złe. Nie jest łatwo być odmieńcem, każdy o tym wie, więc może dlatego szukamy ich wśród 'innych'?żeby poczuć się lepiej.
Jak wszystkie zaburzenia, homoseksualizm można leczyć, ale nie ma takiego przymusu i pacjent nie musi wyrażać zgody, jeśli nie przeszkadza mu to w życiu."tak jak na przełomie lat 70. i 80. w szkołach "na siłę" leczyło się leworęczność. Wedlug pseudo naukowców o chore jest jak można pisać lewą ręką może leczyć kto ma inny korol skóry dla nie ktory psudo naukowców wymyślą wszystko żeby być sławni.
video
Tak ja nie mam ochoty na zaglądanie do łóżka p. Raczka, którego do niedawna ceniłam za profesjonalizm, a który wzbudził mój niesmak afiszowaniem się z dziwnymi skłonnościami" jakie afiszowanie? Wiele lat są już razem, a to dziennikarze teraz się tym interesują i wypytują, bo w książce napisał dedykację dla swojego chłopaka. Gdyby ta dedykacja skierowana była do kobiety, nikt by tego nawet nie zauważył nie jest tak.
ja tylko proszę, by nie burzyli podstaw społecznych Europy, bo doprowadzą naszą kulturę do samozagłady, tak jak uczą przykłady z historii Grecji czy Rzymu."- Grecja i Rzym upadły nie z powodu homoseksualizmu, a z powodu własnej pychy i przeświadczenia o swojej niezniszczalności. Podobnie jak zamach na World Trade Center był z tego samego powodu, a nie z powodu czyjejkolwiek orientacji.
znów promocja homoseksualizmu: IKEA umieszcza parę gejów w zacnym gronie Rodzin, a Raczek i Szczygielski zdobywają laury Pięknej Pary na gali transmitowanej przez TVP2. Wojna na całego na cały kraj oj na cały świat media zagraniczne też mówiły o tym Niestety, nie na długo Wojciech Reszczyński, związany z Nowym Dziennikiem, wszczyna kolejną awanturę i domaga się od TVP wyjaśnień za Róże Gali, a poseł Cymański mówi o promocji homoseksualizmu.
Aż ciśnie się na usta pytanie, czy w ten weekend - już jakby nie patrzeć prawie przedświąteczny - IKEA opustoszeje? Powinna, skoro ponad 90% naszego społeczeństwa to KATOLICY, a przecież oni nie mogą się godzić na tak odrażające godzenie w wartości rodzinne, jak widzimy na szpetnym zdjęciu w katalogu ohydnej szwedzkiej korporacji.
Wydaje mi się jednak, że ani w ten, ani w żaden inny weekend IKEA nie opustoszeje, co więcej - jestem przekonana, że gdyby otworzono ją dwudziestego szóstego grudnia, znaleźliby się katolicy, którzy woleliby spędzić ostatni dzień Świąt szukając nowego dywanu albo lampy do remontowanego mieszkania.
Bo taki właśnie jest ten polski katolicyzm, przynajmniej w dużych miastach - ma w sobie coś z filozofii New Age. Wierzy się w Boga, wyznaje wartości katolickie, ale wybiórczo, na zasadzie "bierzemy to, co nam się podoba". Katolicy używają prezerwatyw i pigułek, dokonują aborcji, a w wypadku strasznej choroby, jaką jest niepłodność decydują się na zapłodnienie metodą in vitro. Rozwodzą się, kochają przed ślubem, wychowują nieślubne dzieci, zdradzają i nie zawsze w dzień święty święcą, a do tego wszystkiego niektórzy mają przyjaciół gejów i lesbijki i jakoś specjalnie im to nie przeszkadza.

Jeśli ludzie, którzy robią to wszystko nie są katolikami, to znaczy, że znacznie mniej niż 90% polskiego społeczeństwa nimi jest, a przecież sami się deklarowali. Powód? Nie jesteśmy jeszcze społeczeństwem tolerancyjnym i pewnie jeszcze długo nie będziemy, ale nie jesteśmy tak ultrakatoliccy, jak chcieliby dziennikarze i współpracownicy "Frondy" czy "Naszego Dziennika".
Oprócz paru oszołomów wszyscy jesteśmy przecież normalnymi ludźmi i nie przez pryzmat wiary czy upodobań seksualnych sądzimy siebie nawzajem. Nie jest to niestety regułą, ale może kiedyś będzie. A Ian i Steve nie obchodzą polskich katolików aż tak bardzo, żeby przestali urządzać domy w IKEI.
napisał tekst z własny mederiałów oraz z mederiałów z interii

środa, 11 marca 2009

pedofilia po katolicku


"Wykorzystanie seksualne dziecka/małoletniego przez Katolickiego księdza jest nie tylko gwałtownym atakiem zadanym jego psychice czy ciału, jest to także gwałt zadany jego duszy. Nie wiele ludzi potrafi pojąć, krzywdę i cierpienie wyrządzone seksualnym wykorzystaniem małoletniego, przez człowieka który powinien go chronić"."Molestowanie małoletnich przez katolickich księży jest problemem globalnym. Jest wyrazem nie tylko seksu, ale także poczucia władzy, jej nadużywania w duszpasterstwie i arogancji wśród hierarchii" - (ruchofiarksiezy.org)Skandale z księżmi molestującymi nieletnich wstrząsały Kościołem Katolickim już od lat. Działo się to jednak daleko, za oceanem1, w Stanach Zjednoczonych2, w odległej Hiszpanii, maleńkiej Austrii, Irlandii. W Kościele światowym przypadki te wywoływały szok i oburzenie, w Kościele polskim były zaledwie napomykane bądź zupełnie przemilczane. Jan Paweł II przymuszony do zajęcia stanowiska w tej sprawie wypowiedział się następująco: Wykorzystywanie młodego człowieka jest symptomem wielkiego kryzysu, dotykającego nie tylko Kościół lecz też społeczeństwo. Jest to głęboko zakorzeniony kryzys moralności seksualnej, kryzys stosunków międzyludzkich, a jego ofiarą jest rodzina i młodzi ludzie. W reportażu Gazety wyborczej "Ukryty grzech Kościoła" opisane zostały relacje mężczyzn, którzy - jak twierdzą - kilkanaście lat temu byli wykorzystywani seksualnie przez ks. Andrzeja, dyrektora szczecińskiego Ogniska św. Brata Alberta. Wyznania pokrzywdzonych zebrał i przekazał kurii dominikanin o. Marcin Mogielski. Ale trzech kolejnych biskupów: Stanisław Stefanek, Marian Przykucki i Zygmunt Kamiński, przez lata nie robiło nic, by sprawę ostatecznie wyjaśnić.By zanalizować coraz częściej wychodzące na światło dzienne przypadki molestowania nieletnich (chłopców i dziewczynki!) przez osoby duchowne należy zapoznać się z podstawowymi pojęciami z dziedziny seksuologii i seksiatrii. Jaka jest skala problemu? Nikt nie prowadzi takich badań. Ale można powiedzieć, że w polskim Kościele to realny i konkretny problem. W seminariach brakuje ludzi kompetentnych do jego rozpoznawania. Dlatego zaburzenia zostają zauważone za późno, np. gdy księża zaczynają pracę z młodzieżą - mówi ks. Jacek Prusak, psychoterapeuta.Czym zatem jest pedofilia? Pod tym pojęciem rozumiane jest pożądanie płciowe osoby dorosłej (przeważnie płci męskiej) skierowane w stosunku do dziecka zawierające w sobie aspekty zarówno erotyczne (fascynacja) jaki seksualne (kontakt fizyczny). Przy czym sprawca czynności pedofilskich pożąda chłopca lub dziewczynkę jako przyjaciela lub młodego partnera a nie obojętnego i seksualnie nieokreślonego "dziecka"Nie należy mylić pedofilii z homoseksualizmem, choć wśród homoseksualistów istnieje tez pewien procent osób zafascynowanych partnerami zdecydowanie młodszymi, w wieku dojrzewania. Taka forma realizowania własnej płciowości nazywana jest efebofilią - skłonność seksualna do osób młodych, ale już cieleśnie dojrzałych- wikipedia)Rozważając przypadki kliniczne mamy do czynienia z a) Pedofilią właściwą, w której osobę o skłonnościach pedofilskich pociągają seksualnie wyłącznie dzieci. Istnieje tu poważne niebezpieczeństwo, gdyż sprawca dysponujący potencjałem seksualnym osoby dorosłej ma często psychikę doznań kilku- bądź kilkunastolatka. Pedofile wierzą że, jako osoby dorosłe, mogą, zbudować z dzieckiem relacje partnerskie i przyczynić się do jego dobra. b) Pedofilią zastępczą, gdzie dziecko służy jako obiekt zastępczy z braku dorosłego partnera. Przyczyną tej formy zachowań jest często brak możliwości kontaktu cielesnego z osobami dorosłymi oraz fakt, ze dzieci są zarówno łatwiejszym jak i paradoksalnie bezpieczniejszym partnerem do zdobycia. Ten rodzaj zachowań pedofilskich spotykany jest zwłaszcza wśród, wychowawców, nauczycieli, trenerów sportowych, księży i zakonników, którzy (ze względu na konsekwencje- niepożądana ciążą, bądź plotki, czy nawet szantaż) bojąc się nawiązania kontaktów z dorosłymi, koncentrują się na obiektach bezbronnych, których zaufanie łatwo można pozyskać, zaś oskarżenia i ich wiarygodność łatwo obalić. Zjawiska pedofilii zastępczej spotykane jest nierzadko w tzw. normalnych rodzinach heretyckich, gdzie młoda (z reguły) córka staje się dla własnego ojca obiektem pożądania seksualnego w zastępstwie podstarzałej, mało atrakcyjnej matki. Czasem matki wiedząc o tym akceptują ten stan rzeczy, ze strachu, czy tez wygody a gro tych przypadków nie wychodzi nigdy na światło dzienne, zaś dla ofiar stanowi dożywotnią traumę. c) Pedofilią kryminalną i komercyjną, nie mająca nic wspólnego z miłością bądź quasi miłością. Mam tu na myśli przemysł pornograficzny oraz dziecięcą prostytucję. Przemoc dokonywana w ten sposób na dzieciach jest praktykowana na całym świecie, również w naszym kraju i przynosi kolosalne zyski, moralnie jednak na całym świecie jest jednogłośnie potępiana. I podczas gdy konserwatyści podnoszą zawsze argument, ze dając zielone światło akceptacji prawnej i legalizacji związków partnerskich osób jednopłciowych, w przyszłości torujemy drogę akceptacji pedofilii, to jednak w żadnym kraju żądania pedofilów (wykorzystywanie dzieci- nie, leczy "pozytywny" seks za obopólną zgodą obu "partnerów"- tak) nie stały się nigdzie nie tylko przedmiotem debaty publicznej, ale też nie znalazły nigdzie popierających te postulaty rozwiązań prawnych. Homoseksualizm i pedofilia to dwie diametralnie różne sprawy, wbrew temu co głosił niejaki były poseł W. W. Nie każdy homoseksualista jest ipso facto pedofilem czy potencjalnym "molestantem", nie każdy pedofil jest ukierunkowany w stronę własnej płci! Faktem jest natomiast, że właśnie wśród księży trzykrotnie więcej spotyka się pedofilów zainteresowanych kontaktami z chłopcami, co wiązać się może z częstymi kontaktami osób duchownych z ministrantami, którymi z reguły zostają chłopcy, bądź wychowankami nie- koedukacyjnych zakładów wychowawczych.Kościół w zasadzie jednoznacznie odrzuca i potępia każdą formę pedofilii, (przynajmniej teoretycznie) z dwóch powodów. Pierwszym z powodów jest idea seksu i stosunków płciowych odbywanych wyłącznie w ramach sakramentalnego związku małżeńskiego. Wszystko co poza te małżeńskie granice wykracza jest grzechem. Drugi powód to fakt, ze szkody i krzywda wyrządzona ofierze nie może być nigdy zadość uczyniona. I żadne odszkodowania wypłacane potem z kas parafialnych bądź biskupich nie są wstanie tych ran naprawić. Poniekąd prawda. Stanowisko Kościoła i uświęconej tradycji powinno być zatem czytelne i jednoznaczne: miłość do dzieci (chłopców)-jak każda pozamałżeńska miłość seksualna jest grzechem. Z punktu widzenia Kościoła jednak zranienia ofiar są często mniej ważne niż pomoc udzielana zagubionym i błądzącym braciom- czyli oprawcom. Najważniejszy zdaje się być grzech popełniony przez sprawcę, z którym musi się on zmagać, którego nie wolno zgodnie z "tajemnicą spowiedzi" wywlekać na światło dzienne. Grzesznikowi winna być udzielona braterska pomoc i wsparcie. Ksiądz, dotknięty taką przypadłością wzywany jest do "opamiętania", żalu i pokuty. Tak jak każdemu grzesznikowi jest mu tez dana łaska poprawy i szansa na przyszłość (idź i więcej nie grzesz). W wypadku księży wygląda to z reguły w sposób następujący: rozmowa z biskupem ordynariuszem, lub przełożonym zakonnym, rekolekcje pokutne oraz przeniesienie do innej parafii lub, gdy sprawa nabrała rozgłosu, do innej diecezji. Pedofila zatem jest grzechem ale...nie takim znów tragicznym...jest wiele rodzajów upadków człowieka, a my wszyscy jesteśmy słabymi ludźmi...mamy tu do czynienia z klasycznym przykładem mechanizmu obronnego: w historii Kościoła było wiele przypadków, gdy ewidentny grzech lub innego rodzaju przestępstwo były tuszowane li tylko by uniknąć błędu, lub fałszywej klasyfikacji czynu. Dobrym przykładem może być ty onanizm czyli masturbacja. Teolodzy moralni zainspirowani postawą niektórych lekarzy zakwalifikowali tę czynność jako grzeszną a skutki uprawiania "samogwałtu" (kto tu właściwie kogo gwałci?) przedstawiane były w najczarniejszych barwach. Dziś w przypadku pedofilii sprawa wygląda zgoła odwrotnie: skutki molestowania seksualnego (również osób dorosłych) bywają bagatelizowane i niedoceniane. Wbrew jednak próbom jakiegokolwiek usprawiedliwiania sprawcy argumentami o grzeszności wszystkich (także ofiary), niedoskonałości i słabości natury ludzkiej, coraz częściej pamięta się także o szkodach i krzywdzie wyrządzonej dziecku. Seksualne wykorzystywanie w dzieciństwie to trauma ze skutkami w psychice na całe życie. Dzieje się to w każdym przypadku, niezależnie, czy dokonało się to za pomocą gwałtu, czy tez "przyzwolenia". Polecam w tym miejscu film Mysterious Skin3 z 2004 roku. Samo słowo wykorzystywanie oznacza w pewnym sensie uprzedmiotowienie a zatem i bezwolność ofiary. Czyny pedofilskie to nie tylko grzech śmiertelny sprawcy, to przede wielkie cierpienie dziecka. Kościół jest wieczny i wszelkie pochopne decyzje i związane z nimi działania są zdaniem hierarchii pochopne i niewskazane. Kościół mieni się być instytucją ludzką i boską- a zatem ma mieć charakter ponadczasowy. Zdaniem duchowieństwa Watykan reagował na skandale pedofilskie w sposób wyważony i odpowiedni do skali zjawiska. Przyznać należy że po aferach w Kościele amerykańskim powołane zostały specjalne komisje do zbadania tego "bolesnego problemu". Zajmować się one mają prewencją oraz zasadami postępowania, w wypadku, gdy jakiś członek duchowieństwa miałby się okazać pedofilem. Zadaniem Kościoła, zgodnie z oficjalnymi watykańskimi deklaracjami jest: przyjęcie do wiadomości, ustosunkowanie się do sprawy, oraz chęć współpracy z prawnikami, psychologami, rodzicami w celu wyjaśnienia problemu. Tyle oficjalna wykładnia. Stosunek kościoła hierarchicznego jest co w stosunku do pedofilii nieco schizofreniczny i z pewnością niejednoznaczny. Znane są fakty, gdy biskupi diecezjalni tuszowali przypadki pedofilii wśród księży zgodnie z tajną instrukcją i przenosili księży winnych nadużyć do innych parafii" - twierdzi Colm O'Gorman autor programu "Sex Crimes and the Vatican" nadanego przez telewizję BBC. Istnieje i obowiązuje nadal instrukcja z 1962 roku4, która pod groźbą ekskomuniki nakazywała milczenie pokrzywdzonym dzieciom, duchownym badającym zarzuty przeciwko księżom i świadkom. Czy zatem współpraca z ofiarami i ich rodzicami miałby polegać wyłącznie na wypłacaniu miliardów odszkodowań i po sprawie?Ruch ofiar polskich księży organizuje Polak mieszkający w Kanadzie, biznesmen Wincenty Szymański5 - pisze "Życie Warszawy". Szymański domaga się od kurii publicznych przeprosin i gromadzi wokół siebie inne ofiary. Współdziała z nim już 178 osób w całym kraju. To głównie katolicy, chcący oczyścić Kościół. - Ludzi niełatwo przekonać, by domagali się swoich praw. Szczególnie na polskiej prowincji, gdzie wszyscy trzęsą się przed księżmi. Jednak każdego dnia dostaję zgłoszenia. Ruszyły pierwsze kamyki, które mogą wywołać lawinę - mówi gazecie Szymański. (Życie Warszawy/interia.pl/o2.pl)Kościół jednak nie za bardzo ma ochotę się oczyszczać, przyznać do winy i ukarać sprawców, a przynajmniej dopomóc, by znaleźli się oni przed obliczem świeckiej sprawiedliwości. Jest to wyuczony syndrom oblężonej twierdzy, powstały jeszcze w czasach zaborów, a potem skrzętnie pielęgnowany w latach PRL-u, kiedy to każdy atak na księży, traktowany był jako zamach na Boga, Kościół Katolicki, wiarę chrześcijańską, tradycję narodową, polskość i inne mniej lub bardziej niesprecyzowane wartości. Hierarchowie nadal twierdzą, ze problem pedofilii jest w naszym Kościele problemem marginalnym. Także prasa katolicka oraz politycy, zdawałoby się liberalni, nabierają wody w usta i bagatelizują problem. Chlubnym, choć nie do końca wyjątkiem zdaje się być redaktor naczelny miesięcznika "Znak" oraz poseł PO Jarosław Gowin6. Pan poseł jest przekonany, że wśród księży pedofilia zdarza się znacznie rzadziej (sic!) niż wśród świeckich mężczyzn. Znam przypadki zarzutów, które okazały się kompletnie wyssane z palca. Księża często są ofiarami pomówień stawianych przez osoby okaleczone życiowo lub zwykłych szantażystów. Przypadku szczecińskiego nie należy generalizować, ale dla wszystkich ludzi Kościoła - i świeckich, i duchownych - powinien on stać się okazją do rachunku sumienia. Nie wolno bowiem przymykać oczu na ewidentne przypadki krzywdzenia ludzi, szczególnie bezbronnych.No cóż, -rachunek sumienia? Dobre i to, chociaż z teologicznego punktu widzenia brakuje do tego jeszcze niewątpliwie: żalu za grzechy, mocnego postanowienia poprawy, spowiedzi szczerej oraz zadośćuczynienia Panu Bogu i bliźniemu!Nie jest najwyższym dobrem instytucji religijnej jej powodzenie mierzone sukcesem społecznym, a nawet przetrwanie. Glos chrześcijaństwa powinien być jednoznaczny: najwyższym dobrem jest człowiek ad imaginem Dei stworzone "dziecko Boże". Nie ma krzywdy w ogólności, są jedynie konkretni skrzywdzeni ludzie. (Tadeusz Bartoś) Przypisy
1. Największa katolicka archidiecezja w USA - Los Angeles - opublikowała raport o molestowaniu seksualnym przez księży. Raport powstał na żądanie ofiar molestowania. Wnioski o odszkodowania złożyło do sądu ponad 540 osób. Przypadki molestowania dotyczą głównie lat 60., 70. i 80., w raporcie są też jednak opisane sprawy nawet z lat 30.Według dokumentu oskarżenia o molestowanie na przestrzeni lat dotyczą przynajmniej 245 kapłanów. Z dokumentów wynika, że przynajmniej ośmiu z nich, o których do tej pory nie wiedziano, było latami przenoszonych przez zwierzchników z parafii do parafii, gdy pojawiały się wobec nich oskarżenia o molestowanie dzieci. W nowej parafii nie ostrzegano nikogo o podejrzanej przeszłości księży, a ci dopuszczali się kolejnych aktów pedofilii. (http://pedofiliawkosciele.blogspot.com/)2. Jak wynika z badań opinii, seria ujawnionych w 2002 r. skandali związanych z molestowaniem seksualnym przez księży katolickich w USA nie miała na dłuższą metę poważniejszych negatywnych skutków dla Kościoła.Sondaż przeprowadzony przez badaczy z Uniwersytetu Georgetown wykazał, że choć bezpośrednio po ujawnieniu drastycznych faktów nieco spadło uczestnictwo w życiu Kościoła, a także ocena hierarchii kościelnej, potem akceptacja Kościoła powróciła do poprzedniego poziomu.Bardziej trwale zmniejszyły się jedynie datki wiernych w odpowiedzi na apele biskupów - z 38 do 29 procent - natomiast nie zmniejszyły się ostatecznie donacje na tacę w parafiach. Nadal - jak przed skandalami - 23 procent dorosłych Amerykanów uważa się za katolików i wciąż 33 procent tychże katolików uczęszcza na mszę św. co najmniej raz w tygodniu.Kiedy w 2002 r. wybuchł skandal, sporządzono zamówiony przez Kościół raport, z którego wynikało, że od 1950 r. ponad 9000 młodych Amerykanów było molestowanych przez księży. (ibidem)3. Podobnie, jak wcześniejsze filmy niezależnego Amerykanina Gregga Arakiego, tak i ten obraz można określić mianem kontrowersyjnego i szokującego. Po raz kolejny autor rysuje tu portret "straconego pokolenia" - skażonego złem, zagubionego i pozbawionego złudzeń. Tym razem Araki porusza głośny dziś problem wykorzystywania seksualnego dzieci. Pokazuje, jak głęboki wpływ mają podobne doświadczenia na życie młodych ofiar. Bohater filmu - Brian, nieudacznik wychowywany przez nadopiekuńczą matkę - wyparł z pamięci traumatyczne przeżycia. Dręczy go jednak luka we wspomnieniach, którą uznaje za skutek porwania przez kosmitów. Szukając rozwiązania próbuje odnaleźć Neila - chłopca, który pojawia się w jego snach, a który może być kluczem do rozwiązania zagadki "utraconych" pięciu godzin. Araki mówi o wszystkim głośno i z całą bezwzględnością - bo inaczej nie można. Mysterious Skin jest filmem trudnym w odbiorze nie tylko dlatego, że zawiera drastyczne sceny. Brutalność i pesymizm to cena stworzenia prawdziwego obrazu rzeczywistości. Nie ma tu łatwych odpowiedzi, uproszczeń, wspaniałych zwycięstw nad złą przeszłością. Jest świat zaludniony niejednoznacznymi, kalekimi postaciami. Przekonujemy się, jak skomplikowane mogą być relacje między wykorzystującym i wykorzystywanym, pedofilem i dzieckiem. (stopklatka.pl)4. http://www.ruchofiarksiezy.org/dokumenty.html5. http://www.ruchofiarksiezy.org/index.html6. "Jest jednak sprawą dyskusyjną, czy w tym momencie powinny się tą sprawą zajmować media. Taki sam dylemat mieliśmy w przypadku ujawnienia przez "Rzeczpospolitą" sprawy abp. Juliusza Paetza. Wtedy to "Gazeta Wyborcza" wstrzymała się z publikacją, mimo, że miała zebrane materiały i gotowy tekst. Tym razem doszło do zamiany ról. Myślę, że środowisko dziennikarskie dowiodło tym troski o Kościół" W podobnym tonie była utrzymana rozmowa posła Gowina z Tomaszem Lisem w programie na antenie TVP 2. Gowin spytany o to, dlaczego wcześniej nie złożył zawiadomienia do prokuratury, odpowiedział, że po pierwsze część zarzutów była już przedawniona, a po drugie osoby poszkodowane nie chciały zeznawać w tej sprawie. Poseł nie zgodził się ze stwierdzeniem, że "Kościół instytucjonalny stanął na głowie, by udawać, że nie ma sprawy". Zaznaczył, że już teraz Kościół płaci cenę za tę aferę.

żródło: innastrona

poniedziałek, 9 marca 2009

Depresja

Depresja - ta tajemnicza choroba jest wg WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) czwartym najpoważniejszym problemem zdrowotnym na świecie! Do niedawna, ze względu na słabą znajomość społeczną oraz brak wyraźnych przyczyn zachorowalności, "złego stanu" chorego, było często lekceważona. Osoba z depresją albo nie przyznawała się do niej, albo była pozostawiana samej sobie i zbywana słowami "weź się w garść". Obecnie coraz więcej ludzi poznaje istotę choroby, zaczynamy poznawać "co to jest depresja", a kolejne mity np. na temat leków przeciwdepresyjnych są obalane.
Diagnoza depresji jest wbrew pozorom łatwa, chociaż ze względu na wielopostaciowość choroby, nie ma żadnego jednego testu, który stwierdzałby obecność depresji. Jednym ze źródeł pomocnym w rozpoznawaniu depresji jest czwarte wydanie Podręcznika diagnostyki i statystyki zaburzeń psychicznych (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, Fourth Edition), w piśmiennictwie medycznym określane skrótowo jako DSM-IV. Wg DSM-IV do rozpoznania epizodu dużej depresji niezbędny jest co najmniej dwutygodniowy okres obniżonego nastroju lub też utraty zainteresowania wszystkimi niemal czynnościami i płynącym z nich przyjemnościom. Dodatkowo, w tym samym czasie, musi wystąpić pięć lub więcej spośród wymienionych niżej objawów:
depresyjny nastrój przez większość część dnia
zmniejszenie zainteresowań i zdolności do przeżywania przyjemności
wyraźny wzrost lub spadek wagi
bezsenność albo nadmierna senność
pogorszenie panowania nad ruchami ciała
wrażenie zmęczenia
poczucie własnej bezwartościowości i winy
spadek sprawności myślenia i koncentracji
powracające myśli o śmierci i samobójstwie
Są to symptomy dużej depresji chociaż granica pomiędzy depresją dużą (endogenną) a przewlekłą depresją nerwicową (obecnie klasyfikowaną jako dystymia) jest często nieostra. Warunkiem rozpoznania dystymii (wg DSM-IV) jest depresyjny nastrój utrzymujący się przez większą część dni w ciągu co najmniej dwóch tygodni. Dodatkowo muszą wystąpić nie mniej niż dwa z następujących objawów:
spadek lub wzmożoność apetytu
nadmierna senność lub bezsenność
poczucie zmęczenia lub braku energii
obniżone poczucie własnej wartości
trudności ze skupieniem uwagi albo podejmowaniem decyzji
poczucie beznadziejności


Depresja endogenna (choroba afektywna jednobiegunowa)
Depresja endogenna (inaczej: depresja właściwa, depresja kliniczna, depresja ciężka) nie ma przyczyny zewnętrznej, uważa się, że nie jest następstwem żadnego konkretnego wydarzenia życiowego (choć rozwój medycyny być może zada kiedyś temu twierdzeniu kłam). Depresja endogenna wywoływana jest przez bliżej niesprecyzowane zaburzenia funkcjonowania mózgu, szczególnie systemu hormonalnego lub nerwowego, wskazuje się tu m.in. niedobór amin biogenicznych, spadek poziomu norepinefryny (inaczej noradrenaliny) oraz serotoniny.
Ta depresja powoduje głębokie zakłócenia funkcji psychicznych i fizycznych. Człowiek nie może wykonywać najprostszych czynności (nie ma na nie siły), nie jest w stanie podejmować decyzji, często się nie myje, nie przygotowuje sobie jedzenia. U chorego występuje poczucie winy, prawie zawsze myśli samobójcze, niekiedy ze skłonnością do realizacji.
W przypadku depresji klinicznej nie jest polecana psychoterapia, ponieważ pacjent i tak nie ma siły na współpracę z psychoterapeutą. Depresja endogenna wymaga bezwzględnego leczenia psychiatrycznego, w najcięższych przypadkach konieczna jest hospitalizacja.
Ból i smutek są trudne do wytrzymania. Około 50% chorych próbuje popełnić samobójstwo, 15% odbiera sobie w ten sposób życie. Epizod depresji ednogennej trwa około 6 miesięcy, choć nie jest to żadną regułą. Często następuje wyleczenie i powrót do normalnego życia, ale w wielu przypadkach są nawroty choroby, niektórzy chorzy muszą przyjmować leki przeciwdepresyjne przez całe życie.
Dystymia (depresja nerwicowa)
Dystymia to przewlekłe obniżenie nastroju trwające przynajmniej kilka lat o przebiegu łagodniejszym od depresji endogennej. Zachorowania następują najczęściej pomiędzy 20 a 30 rokiem życia. Sytuacja osób z dystymią jest zwykle bardzo ciężka - mają one prawie stale obniżony nastroj, są smutne, często mają poczucie beznadziejności. Ich energia życiowa jest niezwykle niska, tracą zainteresowania, charakterystyczny jest brak koncentracji, niemożność skupienia myśli.
Pierwszą przyczyną dystymii jest nieprzystosowanie społeczne, będące być może następstwem głębokich urazów z przeszłości: braku poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie, traumatycznych wydarzeń, które doprowadziły do utraty celów, nieumiejętności zaspokajania i wyrażania swoich potrzeb. Drugim typem uwarunkowań są czynniki biologiczne oraz genetyczne podobne lub te same co w depresji endogennej.
W dystymii zaleca się łączenie leczenia psychiatrycznego z farmokologicznym.
Depresja reaktywna
Ta odmiana depresji jest najprostsza w diagnozie - depresja reaktywna jest reakcją na konkretne traumatyczne wydarzenie życiowe, np. śmierć bliskiej osoby, zerwanie związku. Objawy są typowe dla epizodu depresji, ale pozbawione niektórych składowych depresji endogennej - poczucia winy, urojeń.
Nietypowa, przedłużona reakcja żałoby trwa na ogół do kilku miesięcy, po czym stan emocjonalny powoli wraca do normy. Choć depresja reaktywna nie wymaga leczenia, jej bardzo dotkliwe o bolesne objawy można (często powinno się) łagodzić psychoterapią, a nawet typowymi lekami przeciwdepresyjnymi.
Depresja poporodowa
Depresja poporodowa dotyka co szóstą kobietę, smutek i zmęcznie po porodzie niemal każdą. Jak rozróżnić depresję od zwykłego smutku? Baby blues to "naturalne" obniżenie nastroju, które pojawia się najczęściej od 2 do 4 dnia po porodzie i jest związane z huśtawką hormonalną - występuje tak często, że nie traktuje się go, jak objawu chorobowego. Kobieta może być rozdrażniona, rozchwiana emocjonalnie, wybuchać płaczem bez żadnego powodu. Młoda mama często ma problemy ze snem, poczucie winy, boi się, że nie sprosta wychowaniu albo zrobi krzywdę niemowlęciu. Najlepszym lekarstwem jest tutaj wsparcie najbliższych. Po około sześciu tygodniach od porodu kobieta odzyska wewnętrzny spokój i wróci do pełni sił.
Jeśli jednak smutek nie ustępuje, może to być początek depresji poporodowej. Zazwyczaj pojawia się ona między czwartym a szóstym miesiącem po porodzie, może narastać stopniowo lub zacząć się nagle i to od razu w najostrzejszej formie, bez żadnego ostrzeżenia. Depresja poporodowa powoduje dyskomfort zarówno fizyczny (ogromne zmęczenie), jak i psychiczny (ciągły smutek). Trwa dłużej niż baby blues, przebieg jest dużo ostrzejszy. Objawy depresji poporodowej to: załamanie nastroju, praktyczny brak odczuwania szczęścia, zmęczenie fizyczne i psychiczne, co pociąga za sobą trudności lub niemożliwość w wykonywaniu czynności domowych, dbaniem o dziecko i siebie, nadmienre koncentrowanie się na zdrowiu dziecka lub wręcz przeciwnie - spadek zainteresowania dzieckiem, zaburzenia apetytu (brak jedzenia lub objadanie się), bardzo częsty płacz bez powodu, utrata poczucia czasu (matka nie odczuwa różnicy np. pomiędzy kwadransem a godziną), niepokój, czasem napady paniki, utrata zainteresowań seksem oraz możliwe bóle somatyczne takie jak: bóle głowy, pleców, brzucha, kołatanie serca.
Depresji poporodowej nie można przeczekać! Leczenie polega na pomocy psychologicznej, często konieczne są leki przeciwdepresyjne (istnieją leki bezpieczne dla matek karmiących piersią).
Depresja sezonowa
Choroba afektywna sezonowa (ang. Seasonal affective disorder, w skrócie: SAD) przybiera postać epizodów depresyjnych cyklicznie nawracających w określonych, stałych porach roku. Depresję sezonową należy odróżnić od klinicznej, w której zmiany emocjonalne zachodzą na głębszym poziomie psychicznym. Depresję sezionową dzielimy zazwyczaj na zimową i letnią, przy czym ta pierwsza jest dużo częstsza.
Niepokojące objawy choroby afektywnej zimowej pojawiają się regularnie późną jesienią lub zimą. Są to: wyraźny brak energii, smutek, poczucie beznadziejności, duża senność, apetyt na słodycze i związany z nim wzrost wagi, drażliwość, kłopoty z koncentracją, brak motywacji do działania, u kobiet także nasilenia objawów zespołu napięcia przedmiesiączkowego.
Przypuszcza się, że w wyzwalaniu zimowych zaburzeń afektywnych ważną rolę odgrywa niedostatek światła słonecznego.
Depresja dwubiegunowa (choroba afektywna dwubiegunowa)
Choroba afektywna dwubiegunowa CHAD (dawne nazwy: zaburzenie maniakalno-depresyjne, psychoza maniakalno-depresyjna) charakteryzuje się naprzemiennymi stanami manii, depresji i zdrowia. Jest to najcięższy z opisywanych tutaj przypadków. Pierwszy atak choroby występuje najczęściej pomiędzy 20. a 30. rokiem życia. Diagnoza jest szybka i nie budzi wątpliwości, gdyż zwykle pierwszy epizod ma charakter manii, która rozwija się w ciągu kilku godzin lub dni.
Epizod depresyjny przebiega tak samo jak depresja jednobiegunowa. Epizod manii charakteryzuje się porywającym nastrojem, wzrastającą samooceną, natłokiem myśli, chory czuje, że może przenosić góry. Zmiany przypominają te wywołane silnymi środkami psychoaktywnymi. np. amfetaminą, zmiany na ogół są patologiczne. Pojedynczy epizod manii trwa zwykle od kilku dni do kilku miesięcy.
Przyczyny choroby, tak jak i innych depresji, są w zasadzie nieznane, najpopularniejsze hipotezy wskazują na: - złą pracę neuroprzekaźników, urazy i mikrourazy mózgu, wady na etapie rozwoju płodu oraz czynniki genetyczne.
Depresja dwubiegunowa jest niezwykle wyniszczająca, często uniemożliwia kontynuację pracy, nietypowe stany chorego na ogół doprowadzają do zepsucia wszystkich kontaktów towarzyskich. Chorobie afektywnej dwubiegunowej często towarzyszy alkoholizm. Współczynnik samobójstw i prób samobójczych jest bardzo wysoki, jedna piąta chorych odbiera sobie życie.
W leczenie depresji dwubiegunowej stosuje się leki przeciwdepresyjne, neuroleptyki oraz leki stabilizujące, takie jak sole litu.

videoChorowało wiele znanych postaci od filozofa greckiego Platona po Buzza Aldrina - drugi człowiek na Księżycu. Chorowali również: Leonardo da Vinci, Ludwig Beethoven, Edgar Allen Poe, Vincent van Gogh, Franz Kafka, Theodore Roosevelt, Winston Churchill, Virginia Woolf, Ernest Hemingway, Jimi Hendrix, Robin Williams, Sting, Kurt Cobain...
CHAD jest znany jako choroba artystów i filozofów oraz ludzi inteligentnych
Na depresję też chorowało Angelina jolie, heath Lodger, Heather Locklear, Kistin Dunst, Colin Ferrel, Hally Berry, Frederyk Chopin, Drew Berrymore, Ellen de Geneles. Jim Carrey, Sheryl Crow, Zack Braff, Martin Luther King, Nelson Mandela, Goethe, Bismarck, Kora, Lew Tołstoj.