piątek, 18 grudnia 2009

Ukradziony napis "Arbeit macht frei" wstyd

Tablica z napisem "Arbeit macht frei" została skradziona w nocy z bramy muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Na historycznej bramie umieszczono już kopię napisu. - To nie była przypadkowa kradzież. Złodzieje musieli się dobrze przygotować - mówi Jarosław Mensfelt, rzecznik prasowy muzeum.

O zniknięciu tablicy straż muzealna powiadomiła policję o godz. 5.50. Jeszcze około godz. 3.00 strażnicy widzieli tablicę. W nocy dyżur w muzeum pełniło czterech pracowników ochrony. - Teren jest strzeżony przez wyszkolonych strażników - podkreśla w rozmowie z Radiem TOK FM Mensfelt. Strażnicy zauważyli kradzież w trakcie jednego z obchodów po muzeum.

Policja poinformowała, że zabezpieczone zostały ślady w okolicy bramy. Sprowadzono psa tropiącego, który początkowo podjął trop. Zgubił go przy drodze, co sugeruje, że złodzieje dysponowali samochodem. Policja wyznaczyła pięć tysięcy nagrody za pomoc w odzyskaniu tablicy z napisem "Arbeit macht frei" lub wskazanie złodziei. Funkcjonariusze podejrzewają, że złodziei mogło być przynajmniej dwóch lub trzech - czytaj więcej o pierwszych ustaleniach policji.

"Złodziej musiał się przygotować"

- Nam się to nie mieści w głowie, by ukraść taką rzecz z takiego miejsca. To zrobił ktoś, kto wiedział, co chce zrobić. Musiał wiedzieć, jak wejść na teren muzeum, jak zdjąć napis i jak chodzą strażnicy. Tego nie zrobił ktoś, kto akurat przechodził i pomyślał: ukradnę bramę. Złodziej musiał się dobrze przygotować - twierdzi Mensfelt.

Wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Kremer powiedział, że kradzież "tego szczególnego symbolu obozu zagłady" jest aktem oburzającym. "Barbarzyństwo, skandal, przekroczono wszelkie granice" - komentarze po kradzieży historycznej tablicy

Rzecznik muzeum zaznaczył, że samo zdjęcie napisu znad bramy nie jest czynnością skomplikowaną dla kogoś, kto wie, jak to zrobić.

Na historycznej bramie umieszczono już kopię napisu. Była ona używana, gdy konserwacji został poddany w 2006 roku oryginalny napis.

Symbol obozów koncentracyjnych

Napis "Arbeit macht frei" (Praca czyni wolnym) nad oświęcimską bramą został wykonany w obozowej ślusarni przez jednego z więźniów Jana Liwacza.

Taki sam napis pojawił się także na bramach wejściowych kilku innych niemieckich obozów koncentracyjnych. Po wojnie stał się jednym z najważniejszych symboli systemu obozów koncentracyjnych.
gazeta.pl

to wstyd coś takiego stało oraz hańba, pomnik okrucieństwa ludzi nad ludzi zniszczyć. Obraża się ludzi którzy tam zginęli i oraz ty którzy przeżyli. Wśród mojej rodziny tez byli ofiary, nie rozumiem takiego czynu kradzieży jak nie którzy mówią mogą być neofaszyści jeszcze byli by do polacy do naprawdę do wstyd i hańba, że w kraju który był prześladowany przez hitlerowców coś takiego dzieje się. kogo to jest wina polityków po akceptują wybryki wrzepolacy, nop ... organizację które jawnie promują faszyzm do normalne jest. Podają rękę były rząd byli dam tacy ludzie, czas walczyć tym a nie akceptować. Myślę znajdą napis i zostaną ukarani złodzieje.
stop faszyzmu inny dyktatur którzy dla nich są ważniejsze władza pieniądze i kontrola ludzi. Niż człowiek prze różne dyktatury ile ludzi zginęło wojny czy jesteśmy ludźmi którzy chcemy kontroli nad wszystkim a gdzie są szacunek do człowieka.

---------------------aktualizacja-----------------------
Policja zatrzymała sprawców kradzieży tablicy z bramy obozu Auschwitz - Birkenau. Złodzieje to mieszkańcy województwa kujawsko - pomorskiego. Napis ukradli z chęci zysku. Policja udostępniła materiały z ich zatrzymania
Złodziei udało się ująć dzięki informacjom, jakie policja dostawała z różnych źródeł. Jeden z tropów okazał się "strzałem w dziesiątkę". Historyczny napis znaleziono w lesie pod Toruniem. Był przecięty na trzy części i ukryty pod zwałem śniegu i liści.

Według RMF FM, dwóch sprawców zostało zatrzymanych w Gdyni w samochodzie. Trzech w miejscu zamieszkania, czyli w okolicach Włocławka. Jeden z zatrzymanych mężczyzn to Marcin A. właściciel sklepu budowlanego w Czernikowie. Tablicę odkryto przy posesji, na której mieści się sklep.

Do Oświęcimia przyjechało czterech mężczyzn. Piąty, który był "mózgiem" kradzieży został w domu. Kontaktował się ze swoimi wspólnikami przez telefon.

Złodzieje wiedzieli, jak pracują strażnicy obozu i kiedy najlepiej dokonać kradzieży by nie zostać zauważonym. Tablicę pocięli na trzy kawałki i przewieźli samochodem osobowym.

0 komentarze:

Prześlij komentarz